Nudno mi.
Siedzę w opoznionym jak narazie 45 minut pociągu, który telepie się nad nasze urokliwe morze. Napchanym do granic możliwości. Zludnie wydaje mi się ze jestem mądrzejszy od reszty i siedzę w jedynce i czekam na konduktora, co by mu dopłatę zrobić. Osiem godzin na stojaka to jednak za długo jak na moje stare lata. Pierwszy redbul własnie pęka. W przedziale tylko starszy jegomosc, któremu własnie osunela się gazetka i lekko pochrapuje. Litrowa butelka R20 na jego stoliku widocznie nie działa pobudzajaco tak jakby chciał. W ajpodzie odkryłem mieszankę utworów i raz leci air, raz tom petty, raz bob marley, a teraz morcheeba, tylko wszystko akurat takie spokojne, ze aż się prosi zaziewac zamaszyscie. Jutro bede pewnie lekko wymiety, zblazowany, przynudzajacy i mało rzeski. Mój wzrok pewnie będzie szukał miejsca w którym można będzie przymknac oczeta... Ale już za pare godzin zapomnę o niewygodach podróży, zaczną się wakacje we dwójkę