Dodaj do ulubionych

Dominujaca suczka

27.08.12, 11:07
Dzis na spacerze w miejscu gdzie psy moga biegac luzem moja suczka husky podbiegla do labradorki i stanela nad nia, labradorka lezala na lopatkach. Stala nad nia, moze i nawet polozyla na niej lape, tego nie wiem bo trawa byla dosc wysoka ale nawet nie warknela. Nie podchodzilam do niej zeby ja zabrac w obawie, ze wtedy zacznie gryzc, nawolywalam ja i po chwili odeszla od labradorki i nie zwracala na nia juz zadnej uwagi. Mnie oberwalo sie od znajomej z ktora bylam ( nie wlascicielki labka) ze zachowanie mojej suczki jest niedopuszczalne i ze jest to moja wina jako wlascicielki. Ja uwazam innaczej ale moze znajoma ma racje? Prosze o obiektywne opinie :-)
Obserwuj wątek
    • ajaksiowa Re: Dominujaca suczka 27.08.12, 15:36
      Z tego co głosi Cesar Millan\dla mnie guru psi/do takich zachowań nie powinno się dopuszczać.Ale mam nadzieję odezwą się właściciele hasiorów.
      • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 27.08.12, 23:31
        Z tego co opisujesz to była normalna komunikacja agresywna. Suka laba pokazała zachowanie submisywne (poddańcze) i na tym się skończyło. Komunikat Twojej suki widać był czytelny i zrozumiały. To nie była agresja tylko komunikacja agresywna. Nie wdając się w dyskusję o "metodach" tego telewizyjnego "specjalisty", on się nie zajmuje komunikacją psią, tylko rządzeniem psami. A to wyklucza zrozumienie. Ale to inny temat...
        A że laby to w ogóle rasa, która ma wiele zachowań szczenięcych nawet w dorosłości, to zdarzają im się konflikty na tym tle z psami ras bardziej "dorosłych", czyli np. szpiców północy np. (czyli właśnie haszczaków). Często psy w schroniskach, te które mają dobrze rozwiniętą komunikację społeczną z psami, mają problemy właśnie z labami - bo one zachowują się szczenięco, choć szczeniakami nie są.
        Nie widziałam tej sytuacji, ale z Twojego opisu brzmi dość jasno: labka powiedziała do Twojej suki 'nie zabijaj mnie", a Twoja suka jej odpowiedziała "dobra, ale wiesz, że mogę". Czy to takie przestępstwo? ;)
        • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 27.08.12, 23:47
          a upraszczając jeszcze: Twoja suka jest bardziej pewna siebie, silniejsza, a labka zdecydowanie psychicznie miększa. I one to sobie po prostu powiedziały - bezkrwawo, jasno i konkretne. Psy muszą sobie takie rzeczy mówić, żeby wiedzieć o co chodzi i z kim. Tak jak i my je sobie mówimy posługując się komunikacją zarówno werbalną jak i pozawerbalną - bez nich bylibyśmy skazani od razu na atak lub ucieczkę, a to ewolucyjnie bez sensu ;) Dlatego nie powinno się uniemożliwiać psom komunikacji - jeśli to robimy, skazujemy je na rozwiązania ostateczne, których normalnie wolałyby uniknąć. Co nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku interwencji, kiedy nasz pies ewidentnie zakłóca spokój innemu, który sobie tego nie życzy, lub jest atakowany przez namolnego / agresywnego /nerwowego kolegę lub koleżankę. Powinniśmy chronić nasze psy przed sytuacjami, które mogą źle wpłynąć na ich relacje z psami, a także mieć na uwadze dobre samopoczucie innych psów, jeśli nasz słabo sobie radzi i jest dla nich nieprzyjemny, nachalny. To trochę tak jak z dziećmi - trzeba im pozwalać się komunikować, ale walić wiaderkiem po głowie kolegę już niekoniecznie ;) Tylko do tego trzeba sporo obserwować, czytać, oglądać filmów z psią komunikacją - żeby umieć odróżnić komunikację od niekomfortowej sytuacji, z której pies zwyczajnie nie umie wybrnąć i trzeba mu pomóc. Lata pracy ale warto ;)
          • wrexham Re: Dominujaca suczka 28.08.12, 08:06
            mam podobny problem; moja onka tak zachowuje się w stosunku do psów jej wielkości; mniejszym całkowicie odpuszcza, a nawet ustępuje pola; jeśli szczekają i gryzą - ucieka;
            ostatnio na spacerze spotkaliśmy sąsiadkę z suką doga kanaryjskiego; nie spodziewałyśmy się tego spotkania więc obie suki były bez smyczy (teren niezamieszkały); po prostu weszłyśmy na siebie na zakręcie; dziewczyny nigdy wcześniej sie nie widziały, dożyca została przygarnięta z pseudohodowli jako półroczna, teraz ma ok roku; moja suka podbiegła do tamtej i położyła jej głowę na karku; zdrętwiałam, na wszelką interwencję było za późno, czułam zresztą, że nie powinnam zakłócać tego rytuału, i tak nie uratowałabym mojej suki w razie konfliktu; na szczęście dożyca była opanowana i po prostu znieruchomiała; później było nawet coś w rodzaju zabawy, ale bardzo ostrożnej;
            innym razem szliśmy ze wszystkimi naszymi psami na smyczach i podbiegł do nas hovawart innej sąsiadki; rzucił się na mojego małego kundelka; onka natychmiast wskoczyła między nich z charkotem, oddzieliła "swojego" od obcego i też oparła hovawartowi głowę na karku z tym, że towarzyszyło temu głuche warczenie; wyraźnie było widać ten przekaz - drgnij, a pożałujesz; hovek próbował coś jeszcze robić, ale został błyskawicznie zdyscyplinowany przez sukę;
            z jednej strony cieszę się z tego, że onka tak dba o resztę psów, ale wolałabym, żeby nie była taka z miejsca "ustawiająca", czy jest potrzeba, czy jej nie ma (dla mnie); boje się, że to może spowodować jakiś konflikt; na smyczy jest bardzo "wyrywna" - na widok każdego psa rzuca się i szczeka; adoptowaliśmy ją jak miała 2-3 lata; teraz ma ok. pięciu; w domu jest sterowalna jak robot, w stosunku do nas bardzo uległa i kochana, w stosunku do reszty psów (wszystkie mniejsze) wyrozumiała i przyjazna;
            nienawidzi kudłatych psów; na wakacjach spotykaliśmy na plaży starego, spokojnego dona - za każdym razem szczekała na niego histerycznie dopóki nie oddalił się na kilkadziesiąt metrów; specjalnie podchodziliśmy (po uprzednim uzgodnieniu z jego opiekunami) żeby się zaprzyjaźniły - nic z tego nie wyszło; nie potrafię zrozumieć niektórych jej zachowań;
          • default Re: Dominujaca suczka 28.08.12, 12:48
            m_jak_mysz napisała:

            >> . To trochę tak jak z dziećmi - trzeba im pozwalać się komunikować, ale walić w
            > iaderkiem po głowie kolegę już niekoniecznie ;)

            Właśnie tak jest :) Mam obecnie 6 psów, od prawie 20 lat nie miałam mniej niż 3 - więc dokładnie się napatrzyłam na psie "rozmówki". Ja się do tego nie wtrącam - poza przypadkami, gdy wiem, że dany pies sam sobie nie poradzi i może dojść do prawdziwej agresji (pogryzienia) - zdarza się to w przypadku nowego członka stada. Demonstracja siły w postaci opierania łap na grzbiecie czy stawania nad przewróconym na glebę przeciwnikiem, czy nawet ostrzegawcze "natrzaskanie zębami" przed nosem - to normalne psie rozmowy i ustalanie wzajemnych relacji. Po reakcji drugiej strony od razu widać czy dojdzie do mordobicia czy nie :) Przy czym zauważyłam, że tak naprawdę bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, gdy psy decydują się na otwartą walkę - w zasadzie zdarza się to tylko w określonych, ekstremalnych sytuacjach (np. psy konkurujące o ciekającą sukę), generalnie raczej po wymianie komunikatów rozchodzą się bez walki. I czasem właśnie wtrącanie się może niepotrzebnie przyczynić się do eskalacji konflitu, który psy same, we własnym zakresie rozwiążą w sposób pokojowy - nawet jeśli sobie coś tam po swojemu naubliżają przy okazji ;-))
            • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 28.08.12, 16:36
              default - no właśnie ;) pozwólmy psom być psami, i tak nie mamy możliwości odgadnąć wszystkiego o czym rozmawiają. Przeszkadza nam w tym nasza ułomność w postrzeganiu środowiska, ostatecznie o wielu sytuacjach decyduje po prostu zapach, a my o tym nie mamy żadnych szans się dowiedzieć ;) nie mówiąc o innych rzeczach, których po prostu nie jesteśmy w stanie dostrzec, a nawet jak dostrzeżemy to nie zrozumiemy znaczenia, możemy gdybać i obserwować, obserwować, obserwować. Dla mnie to jest piękne ;) Czy nie jest arogancją uzurpowanie sobie prawa do mieszania się do rozmowy w obcym nam języku? Przecież czasem, i to nierzadko, co widać choćby po forum ;), nie jeesteśmy w stanie porozumieć się w naszym języku. A co dopiero jak w grę wchodzi inny gatunek. Inna sprawa że czasem odnoszę wrażenie, że jednak łatwiej się porozumieć z tym innym gatunkiem niż z niektórymi przedstawicielami własnego, ale to inna historia ;)))
              • default Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 10:48
                m_jak_mysz napisała:

                >pozwólmy psom być psami,

                Święte słowa ! Z psem można doskonale się dogadać szanując jego odrębność gatunkową i nie zmuszając do zachowań nienaturalnych, na siłę dostosowanych do naszych ludzkich wymagań. Niestety ludzie najcześciej kładą znak równości pomiędzy pojęciem : dobrze wychowany pies = pies zmuszony do tłumienia swoich naturalnych zachowań. Raz czy dwa widziałam programy owego gościa, tak szeroko i z zachwytem cytowanego przez wielu posiadaczy psów, także tu na forum - do mnie jego metody w ogóle nie przemawiają, masz rację: sprawia wrażenie, że chodzi mu wyłącznie o "złamanie" psa i całkowite podporządkowanie. Tymczasem można doskonale pogodzić tzw. "dobre wychowanie" z pozwoleniem psu by był psem - trzeba jednak właśnie wielu lat obserwacji i umiejętności wyciągania właściwych wniosków z tego co widzimy. Większość ludzi ma bardzo słabe pojęcie o tym, co "mówi" pies. Funkcjonują stereotypy, przesądy, czasem wymieszane z wyrywkową "wiedzą" czerpaną z takich programów jak wyżej wzmiankowany, potem jest to przykładane do każdego psa jak szablon - a każdy pies jest inny, ma inny charakter, inne predyspozycje itd. Nawet w obrębie jednej rasy (chociaż faktycznie w tym przypadku są jakieś ogólne "ramy"). Ale już kundle to kalejdoskop zachowań :) I to jest piękne.
                Za każdym razem, kiedy trafia do nas kolejny zwierzak staramy się go najpierw ostrożnie "rozgryźć", poznać jego charakter, jego zalety i ewentualne przywary - i dostosować do niego nasze zachowanie. Są takie, na które czasem trzeba "huknąć" - z innymi da się tylko "po dobroci" dogadać. Niektóre mają swoje drobne "dziwactwa" - i te też szanujemy. Np. jedna z suk nie znosi głaskania po zadzie, denerwuje się wtedy i warczy. Kiedyś pisałam o tym na forum i doradzano mi koniecznie "odczulić" jej zad, bo kto to słyszał, by pies miał swoje zdanie :) A my jej po prostu nie dotykamy do pupy, skoro tego nie lubi i tyle. Tylko że takie postępowanie jest utożsamiane z "pozwalaniem psu by wszedł nam na głowę" - a to nieprawda. Moje psy są zdyscyplinowane, bo w psiej naturze jest żyć w zgodzie ze swoim stadem, więc one dostosowują się do zasad w sposób naturalny, niewymuszony i wręcz z ochotą.
                Myślę, że większość problemów z psami, typu "nieposłuszny, ucieka, niszczy, agresywny" itp. wynika z niezrozumienia, braku komunikacji, nici porozumienia pomiędzy psem a właścicielem. Człowiek bierze psa i zakłada (w ogóle nie próbując najpierw poznać swojego psa i nie zwracając uwagi co on do człowieka "mówi"), że będzie się on zachowywał w określony sposób, a jak nie - to postąpi się z nim też w określony sposób (np. wg Cesara Milana ;-)) i pies się zachowa zgodnie z oczekiwaniami. A tu zonk ! Okazuje się że pies to nie pralka i nie da się go zaprogramować zgodnie z instrukcją obsługi... Trzeba go po prostu : poobserwować, poznać, pokochać, zrozumieć i uszanować. Rozmawiać z nim, czasem także po psiemu :) - wszak stanowimy z naszym psem jedno stado, jedną rodzinę.
                Większość z nas czytała zapewne w dzieciństwie książki Jana Grabowskiego (np. 'Puc, Bursztyn i goście"). Bohaterami są psy, które w książce rozmawiają "po ludzku", ale widać że autor doskonale znał psią "mowę ciała", bo wkładane w ich "usta" teksty są bardzo trafne w odniesieniu do danej sytuacji (np. "rozmówki" przy spotkaniu psów na rynku - wypisz wymaluj tak to wygląda, gdy spotykają się obce, ale życzliwie nastawione psy :)). Ja też nieraz opowiadając komuś o moich psach używam zwrotu "a wtedy Melcia powiedziała.....", "a na to Rudy odpysknął, że..." - bo po tylu latach życia z psami naprawdę słyszy się dokładnie co mówią :)
                • ajaksiowa Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 13:14
                  Czyli rozumiem że właścicielowi psa którego pogryzł mój pupil mam powiedzieć:nic się nie stało on po prostu jest alfa.Tylko że przygodny pies nie jest stadem i tu nie obowiązuje hierarchia.Trzymanie psów dla przyjemności w mieszkaniach jest dalekie od natury tych zwierzaków i dlatego powinny one być socjalizowane i pewne instynkty wyciszane.Tak jak nie dopuszcza się do masowego rozrodu/przecież w naturze każda cieczka to przychówek/tak i agresja powinna być niedopuszczalna.Tłumaczenie nagannego zachowania instynktem jest znakiem że właściciel nie chce albo nie umie psa wychować.Dawno,dawno temu pies został udomowiony i to jest cena jaką płaci i będzie płacił,czy się nam to podoba czy nie.:)
                  • blue.berry Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 13:23
                    w opisanej przez mel.lę sytuacji suka nikogo nie pogryzła, nawet nie warknęła. jedynie ustaliła pewne kwestie. nie m to nic wspólnego z sytuacją kiedy psy się gryzą.
                    • ajaksiowa Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 13:39
                      No tak ,tylko co będzie gdy ta druga strona też będzie alfa?
                      • default Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 14:05
                        ajaksiowa napisała:

                        > No tak ,tylko co będzie gdy ta druga strona też będzie alfa?

                        Posługujesz się stereotypem. To że pies jest "alfa" (jakkolwiek to rozumieć) nie jest równoznaczne z tym, że jest agresywny i będzie się rzucał na każdego napotkanego pobratymca. Przyczyny agresji są różne: czasem wynikają z danej sytuacji, a czasem z porywczego charakteru psa - wtedy faktycznie należy takie zachowania wytłumiać, bo nie są normalne. Psy nie są z natury krwiożerczymi bestiami :)
                        Przykład na to "gdy druga strona też jest alfa" : mój pies i pies sąsiada. Każdy czuje się alfą, każdy broni swojego stada i terytorium. Przez płot obrzucają się najgorszymi inwektywami, drąc mordy do chrypki. Ale kiedy spotykają się na gruncie neutralnym - obchodzą się ostrożnie i z daleka na sztywnych nogach, patrząc każdy w inną stronę. Pogryzły się dwa razy - za każdym razem z winy człowieka : raz dopuściliśmy do sytuacji, gdy na drodze znalazły się oba jednocześnie + nasza suka z cieczką, a drugi - gdy mąż niepotrzebnie interweniował widząc to ich "skradanie się" na sztywnych łapach. Normalnie minęłyby się bez słowa, ale kiedy nasz zobaczył mojego męża ruszającego w ich stronę (z zamiarem rozgonienia psów) odczytał to prawdopodobnie jako sygnał do ataku (pan wystartował, to ja też - kupą mości panowie!) i rzucił się na psa sąsiada z zębami.
                      • mel.la Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 15:40

                        ajaksiowa napisała:

                        > No tak ,tylko co będzie gdy ta druga strona też będzie alfa?

                        A myslisz ze moja dominuje wsrod wszystkich psow? Czasem ona musi sie poddac i stoi wtedy z podkulonym ogonem albo dostaje od psa ostrzezenie , ze nie moze sie zbyt blisko zblizyc i lazi 2 metry za nim :-)
                      • blue.berry Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 15:42
                        ogólnie i tylko jako odpowiedź, bo generalnie dookoła jest cała masa mądrych wypowiedzi - zazwyczaj więcej szkody przynosimy ingerując, niż zostawiając psy w świętym spokoju. bardzo często też będąc nadgorliwy, przyczyniamy się do konfliktu (ruszając pierwsi, spinając się, ściągając smycz).
                  • default Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 13:49
                    ajaksiowa napisała:
                    >Tłumaczenie nagannego zachowania instynktem jest znakiem że właściciel nie
                    > chce albo nie umie psa wychować

                    Niezupełnie tak :) Naganne zachowanie psa jest znakiem że właściciel nie umie psa wychować.
                    • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 14:05
                      default - jak się cieszę, że jeszcze ktoś tak rozsądnie pisze o psach ;) mogę się tylko podpisać pod tym co napisałaś.
                      Ajaksiowa - nie, tak jak napisałam wyżej, nie wolno dopuszczać do tego żeby nasz pies pogryzł innego. Trzeba też umieć nie narażać go na takie ataki. Natomiast wolno i trzeba dopuszczać do komunikacji takiego zamiaru. Psy bardzo dobrze czytają sygnały grożące i wierz mi, jesli nie zostały oduczone przez właścicieli że nie warto komunikować, bo i tak oberwą, to raczej będą robić wszystko żeby fizycznego konfliktu uniknąć. Co więcej, w znakomitej większości przypadków jak już do ataku dojdzie, to choć wygląda to strasznie, potem okazuje się że na psach nie ma nawet draśnięcia. Oczywiście pogryzienia tez się zdarzają, najczęściej są dziełem psów, które właśnie nie umieją dobrze się komunikować, zostały przez wlaścicieli oduczone dawania sygnałów - np. warczenia, są lękowe, mają za duży poziom stresu itd. Przyczyn jest mnóstwo. Ale jedną z najważniejszych jest to, że psy miejskie mają najczęściej uniemożliwianą prawidłową komunikację. I nie, nie chcę przez to powiedzieć, że powinno się puszczać w mieście psy luzem, niech se gadają. To nie o to chodzi. Można psom umożliwiać nabywanie kompetencji społecznych pod konkrolą, dobierając mądrze psich kolegów najlepiej od szczeniaka. Tylko wymaga to wiedzy i takiego myślenia o psie, jak chodzi pokazała Default wyżej - jak o podmiocie, istocie innego gatunku, która ma swoje potrzeby, tak jak my. A nie jak o przedmiocie, który "ma działać bo tak".
                      • mel.la Re: Dominujaca suczka 29.08.12, 15:43
                        Dziekuje za odzew i cenne informacje :-)
                        • wrexham Re: Dominujaca suczka 30.08.12, 06:30
                          to o czym piszecie to jest utopia; w dobie "psa wyprowadzamy na smyczy i w kagańcu" nie ma szans na komunikację między psami; szczególnie w mieście, gdzie są tylko niektóre parczki, a raczej ich skrawki zaanektowane przez psiarzy;
                          sama widzę, że moja onka bez smyczy zachowuje się odpowiednio do sytuacji; potrafi minąć się z innym bezsmyczowym psem bez większych problemów; potem tego samego psa, będąc na smyczy, chce zjeść; rzuca się szczeka w niebogłosy; naprawdę ciężko sobie wtedy z nią poradzić; ale sporo jest ludzi, którzy na jej widok łapią swoje psy na sznurki, a wtedy ja muszę zrobić to samo; i znowu jest cyrk; głuchnie na wszystko i wygląda jak uosobienie wściekłego wilka-mordercy; nie wiem, czy gdybym ją miała od szczenięcia potrafiłabym wychować inaczej, ale teraz wydaje mi się to niemal niemożliwe;
                          • default Re: Dominujaca suczka 30.08.12, 08:15
                            Wrexham, właśnie o tym samym napisałam - ludzie zupełnie zgłupieli na tle idiotycznych zakazów i rygorów związanych z psami. Jedni - bo je nie wiedzieć po co wymyślają, drudzy - bo potulnie się do nich stosują - co jak widać daje efekty odwrotne do oczekiwanych, bo przybywa psów agresywnych, niezrównoważonych, nie zsocjalizowanych.
                            Oczywiście owe zakazy i utrudnienia to tylko jedna z wielu przyczyn, nie główna i nie jedyna, bo jak komuś zależy i potrafi to i tak psa wychowa właściwie. Czy to w mieście, czy na wsi.
                            Ja mieszkam na peryferiach, ale nie na odludziu - więc spotykamy na spacerach i psy, i ludzi. Faktycznie część właścicieli panicznie łapie swojego psa na smycz i nerwowo ciągnie w przeciwną stronę - na ogół powodując tym tylko rozdrażnienie psa, który ma ochotę chociaż z daleka obwąchać moje stadko - bo na ogół pojedyncze psy, nawet te spore, czują respekt przed "grupą", mimo że składa się ona z niegroźnie wyglądających psiaków, z których największy jest "do kolan" ;-) Ale co grupa, to grupa !
                            No i tak - moje psy minęłyby obcego bez słowa, on najwyżej by je sobie z daleka (a może i z bliska) obwąchał - i tyle. A kiedy nerwowy pan łapie psa na smycz, pies zaczyna się szarpać, czasem nawet powarkiwać - moje to widzą, niepokoi je owa szarpanina (coś się dzieje, a nuż pies coś do nich ma ??) i też zaczynają powarkiwać czy oszczekiwać obcego z daleka. No i robi się zupełnie niepotrzebna scysja...
                            Moja córka mieszka w mieście - obok ma park, gdzie chodzi ze swoją sunią, jest tam spora grupa psiarzy, nie przejmujących się nakazem smyczowym, codziennie spotykają się na tzw. "psiej górce" - wszystkie psy - małe, duże, młode, stare, psy, suki - bawią się zgodnie, a nawet jak niektóre się nie lubią to też tego nie okazują - po prostu się omijają. Jedynym psem, który zaburza tę sielankę, jest młody wyżeł nigdy nie spuszczany ze smyczy przez swoją właścicielkę (dlaczego ? "wie pani, jak go spuszczę to on ucieknie, nie dam rady go złapać, nie chce wracać na wołanie" - bez komentarza :( ) Psina szarpie się nieustannie na uwięzi i jego frustracja udziela się pozostałym "członkom klubu psiej górki". A kiedy zdarzy się sytuacja, że psina urwie się ze smyczy - to robi się istny armaggedon, bo pędzi na oślep tratując wszystko po drodze i wzbudzając popłoch...
                            Co do Twojej suki - spróbuj ją oduczyć takiego warkotu stosując "bodźce pozytywne". Ja tak oduczyłam mojego Rudzielca szczekania na rowerzystów i biegania za nimi. Gdy go łapałam na smycz na widok zbliżającego się roweru, to jego wściekłość jeszcze wzrastała. Przestałam więc go wiązać - gdy widziałam rower, wołałam do psa czule "chodź do pańci, moja psiuńcia kochana, grzeczny piesek, kochany, słucha pani" itp., przytulałam go i głaskałam. Rudy rozanielony niespodziewaną porcją pieszczot i komplementów zupełnie zapominał o rowerzyście... Po kilku razach, gdy Rudy widział rowerzystę, wystarczyło tylko powiedzieć przyjaźnie: "Rudy, jesteś grzecznym pieskiem, prawda ?", a Rudy zamiast do rowerzysty leciał do mnie z szerokim uśmiechem "No pewnie że jestem grzeczny, sama zobacz !"
                      • default Re: Dominujaca suczka 30.08.12, 07:17
                        Mysz - miło mi czytać te pochwały :)
                        Masz rację, że psom wręcz zabrania się normalnych towarzyskich kontaktów - i jest to zjawisko ostatnich lat, kiedyś nie było tylu "fobii" okołopsowych w społeczeństwie, teraz ciągle nagonki i zakazy na każdym kroku. Stąd zapewne takie, a nie inne zachowania właścicieli psów - w większości już przewrażliwionych na punkcie tego jak inni ludzie i psy reagują na ich czworonoga...
                        • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 02.09.12, 17:48
                          To prawda - życie psów i właścicieli psów bardzo się zmieniło w ciągu ostatnich lat i niestety wina jest po obu stronach. Z jednej mnożą się paniczne zakazy i nakazy, które powstają w wyniku strachu - ludziom się wydaje, ze jedyne co im może zapewnić bezpieczeństwo to uwiązanie i zakneblowanie wszystkich psów w mieście. A dzieje się tak, bo niestety namnożyło się właścicieli psów np. "rodzinnych", które są kompletnie nie wychowane, niezsocjalizowane, mają niezaspokojone podstawowe potrzeby i przez to są sfrustrowane i niebezpieczne. I kółko się zamyka. A przez zakazy i nakazy trzymania psów ciągle na sznurku nie ma szans na to żeby rozwijały prawidłowe umiejętności społeczne - tak jak wspomniała Wrexham. Tylko że żeby móc puszczać mimo zakazów psa bez smyczy to trzeba najpierw włożyć w to sporo pracy i psa wychować. A na to 98 proc. właścicieli nie ma czasu i głowy. Pies ma być grzeczny bo w końcu ma dom, miskę i trzy razy dziennie idzie na siku. I w ogóle bo tak. A po psach też niestety widać coraz bardziej jak źle działa życie w chaosie, w pędzie, w tłoku. Coraz gorzej znoszą nagromadzenie bodźców, jest im trudniej. Wystarczy sobie wyobrazić, że pies słyszy prawie dwa razy lepiej od nas. Przeciętne życie rodzinne zwykle przypomina jedno wielkie miotanie: bo jedno do szkoły, drugie do przedszkola, zakupy, praca, bieganie, sprzątanie... To wszystko naprawdę nie sprawia że psy są tak spokojne jak kiedyś, coraz częściej są mocno zestresowane i zirytowane - dokładnie tak jak my. I mają niższy próg reakcji na różne bodźce - dokłądnie tak jak my. Ale wymagania wobec nich są cały czas wysokie, mimo że ich potrzeby spełniamy w coraz mniejszym stopniu, z braku czasu i lenistwa. Kto ma czas rano przed pracą stać kwadrans pod krzaczkiem i czekać aż pies zbierze wszystkie zapachowe informacje? Komu się chce wstać ten kwadrans wcześniej? Ale pies, pozbawiany regularnie możliwości zaspokajania swoich podstawowych potrzeb ma być miły, grzeczny i spokojny. Ciekawe, że nasze ataki złości tak latwo potrafimy usprawiedliwiać stresem, napięciem, brakiem wypoczynku, zmęczeniem. Ale pies nie może się złościć, nie może mieć gorszego dnia.
                          I nie, nie myślę, że to przesada - po prostu już dowiedziono, że piramida stresu działa u psów dokładnie tak samo jak u ludzi, to jest chemia. A skutki są potem opłakane i dla ludzi, zaatakowanych przez psy, i dla psów. Dlatego obawiam się, że póki nie wzrośnie u nas poziom wiedzy o psach, ludzie nie zaczną poważniej podchodzić do zaspokajania ich podstawowych potrzeb społecznych i właściwych gatunkowi, to te nieszczęsne zakazy i nakazy będą się tylko zaostrzać.
                          • blue.berry Re: Dominujaca suczka 03.09.12, 10:13
                            Ludzie nie zaczną podchodzić poważniej do kwestii posiadania psów, bo żyjemy w czasach „łatwiej i szybciej”. A mądre posiadanie psa nie ma nic wspólnego ani z łatwiej ani z szybciej. Pies ma leżeć i pięknie pachnieć , a do życia ma mu wystarczyć tak jak napisałaś, miska, kawałek posłania i 3 razy dziennie 10 minut na siku. A prawda jest taka, że na psychikę i samopoczucie psa wpływa nawet wielkość posłania, jakie mu oferujemy i kwestia czy może spać na płasko, wyłożony wygodnie na boku, bo ponoć w tej właśnie pozycji psi sen przynosi wypoczynek. Pytanie, skąd wzięła się taka bezrefleksyjna „potrzeba” posiadania psa. Jego funkcjonalność w miastach jest praktycznie zerowa – nie ma co pilnować, nie ma co zaganiać. Stał się takim samym elementem życia jak nowa kanapa do salony czy lekcje baletu dla dziecka. Bo modnie, bo tak samo jak w filmie, bo sąsiedzi mają. Niestety nasz konsumpcjonizm zagarnął również i psy. Są kupowane jak setki innych rzeczy, które kupujemy. Tyle że ich obsługa jest trochę bardziej skomplikowana niż nowej lodówki czy dvd. Zresztą jakże często na tym forum (czy podobnych) spotykamy się z osobami, które szukają idealnej rasy – grzecznej, spokojnej, nie szczekającej, dobrej dla dzieci i żeby jeszcze sierść nie wypadała. Czy nie przypomina wam to opisów reklamowych z najnowszych katalogów czegokolwiek? A potem histeria bo pies warknął na innego psa, sika w domu, czy szturchnął dziecko. A przecież nie tak miało być. Czasem mam wrażenie że to walka z wiatrakami, po raz setny tłumaczyć podstawie rzeczy, polecać książki, namawiać do nauki i pracy z psem. Lub tłumaczyć, że posiadania psa w takich a nie innych warunkach jest bezsensowna, o ile nie jest się zapalonym fanem rasy. Ehh, szkoda gadać…
                            • wrexham Re: Dominujaca suczka 04.09.12, 08:23
                              jak się krytyczniej przyjrzeć, to na świecie powinno być kilka, do kilkunastu psów, bo tylko tylu jest ludzi, którzy sprostaliby wymaganiom;
                              ja odpadłabym w przedbiegach - zostawiam moje 4 psy na 11 godzin (z możliwością wyjścia na siku), spaceruję z nimi tylko raz dziennie, a po całym dniu pracy i przy obowiązkach domowych, nie mam siły się z nimi bawić; trochę do nich pogadam i pogłaszczę, choć nie zawsze się wszystkie dopchają; dwa razy dziennie nakarmię i to nie barfem, tylko suchą karmą;
                              choć to pewnie ich naturalne zachowanie - nie pozwalam im drzeć japy na przechodniów, złoszczę się kiedy kopią doły w ogrodzie i niszczą swoje posłania/moje posłania/buty/szelki/obroże/smycze; byłabym naprawdę zła, gdyby załatwiały się w domu; nie pozwalam włazić na kanapy - są permanentnie w parterze, do którego ja czasem schodzę;
                              jest nawet jeszcze gorzej - po prawie dwóch latach "wolontariuszowania" w schronisku zaczęłam bać się obcych psów bo na własnej [...] się przekonałam, że potrafią nieźle ugryźć, a ja nie wiem ani kiedy, ani dlaczego;
                              tak więc morał z tego, że nie jestem ani zaangażowanym miłośnikiem psów, ani tym bardziej ich znawcą; mimo to, mam cztery (plus kota) i wiem, że przynajmniej trzy z nich (plus kot) być może tkwiłyby teraz w schronisku, gdybyśmy ich nie adoptowali; i nie jestem żadna matka teresa; po prostu porwałam się z motyką na słońce i dlatego czasem potrzebuję porady tych co się lepiej znają;
                              a prawda jest taka, że co znawca, to teoria; co treser, pardą mła - behawiorysta/instruktor, to metoda i problem polega tylko na tym, żeby dobrze ją przedstawić/sprzedać; wszelkie niepowodzenia bowiem, bardzo łatwo wytłumaczyć choćby niekonsekwencją opiekuna;
                              do tego - tyle tysięcy lat (nie wiem dokładnie ile niestety tych tysięcy) pies dopasowywał się do człowieka; prawdopodobnie mu się to opłacało, choć niestety teraz płaci za to (oby tylko) spaniem w piżamie i chodzeniem w dresiku; teraz przypomnieliśmy sobie, że pochodzi od wilka i stajemy na głowie, żeby to uszanować; dajemy mu do żarcia surowe gnaty z mięsem, nie witamy się z nim po powrocie do domu, bo to nienaturalne; naprawdę nie nadążam za tym;
                              • default Re: Dominujaca suczka 04.09.12, 10:30
                                Oj ta, oj tam :) Nie przesadzaj. Zostawianie 4 psów razem, w dodatku gdy mogą wyjść do ogrosu to zupełnie co innego niż pozostawienie 1 samotnego zwierzaka zamkniętego w bloku. Moje też siedzą same ok. 7 godzin dziennie. I też dostają opier... gdy zniszczą trawnik, połamią krzaki czy nasikają na dywan.
                                We wszystkim trzeba zachować umiar, rozsądek i wyczucie.

                                -----------------------------------
                                Ciemność pędzi ku mnie/ Łagodnie / Ciemność jest cicha, miękka i ciepła/ Paraliżuje/ Jak strach : co będzie jeśli się obudzę ? (kjz, „Zasypianie” )
                                • m_jak_mysz Re: Dominujaca suczka 06.09.12, 20:44
                                  No właśnie - umiar ;). Nawet Alexa Capra, behawiorystka i trenerka z wieloletnim doświadczeniem w badaniach nad komunikacją i agresją psów, powtarza, że wiedza, doświadczenie i obserwacja to jedno, a znajomość własnego psa to drugie - i dlatego należy przede wszystkim ufać sobie i własnemu psu, bo to my z nim żyjemy.
                                  Poza tym... wiesz, oczywiście że w Polsce mieszka ok 40 mln specjalistów od psów, to jasne ;) Ale da się wyłuskać to i owo, kiedy się zacznie zgłębiać temat. Można się trochę w tym pogubić, bo nawet w niszach są subnisze i subsubnisze, ale... wtedy właśnie trzeba włączać intuicję. Jedyne co trzeba samemu ze soba ustalić, to czy chcemy psem rządzić, czy go rozumieć i się z nim komunikować tak, żeby i dywan był cały i kundel zadowolony :P
                                  A co do 4 psów i 11 godzin... Wiesz co, bez najmniejszych wątpliwości jest im lepiej niż gdyby siedziały w schronisku. Poza tym pies jest zwierzęciem społecznym i tworzy relacje zarówno z ludźmi jak i ze swoim gatunkiem, więc jeśli ma towarzystwo psów które lubi, to naprawdę jest w komfortowej sytuacji i o wiele łatwiej mu znieść rozłąkę z człowiekiem. A o pomoc trzeba prosić, tylko jednak ufać własnej wrazliwości i empatii. Znam ludzi którzy są dziś trenerami stosującymi wylącznie tzw. pozytywne metody szkoleniowe, a kiedyś ze swoimi psami trenowali na kolczatkach - bo uwierzyli "fachowcom" że tak trzeba i już. Tak już jest, że jak człowiek się nie zna, to ekspertowi ufa. Dlatego ja uważam, że trzeba wierzyć sobie i psu - i szukać drogi do porozumienia. No chyba że jednak chce się po prostu rządzić i kropka. Moje dwa kundle są znajdami - jednego uchroniłam od śmierci, drugiego od schronu. I też czasem rozrabiają, ryją w ogrodzie i zdarza im się paszczyć na kogoś przez płot, na co też im nie pozwalam. Ale wiem, że na ich zachowanie ma ogromny wpływ to, co robimy - jeden dzień bez długiego spaceru, ok, można przespać. Dwóch już nie. Więcej emocji i wrażeń na spacerze - więcej czasu na ich odreagowanie w domu. itd. Są psami, mają swoje emocje, muszą przerobić stres, jeśli czasem coś niemiłego je spotka, np. ktoś je oszczeka zza płotu. I mają psie metody na rozładowanie stresu, np. kopanie dołka. I tyle. Ja też się czasem wtedy wkurzam, ale świadomość tego, dlaczego tak się dzieje, jednak pomaga.
                                  No i mogę się w całości podpisać po postem blueberry... psy w dzisiejszych czasach stały się przedmiotem, zabawką, modą... wszystkim tylko nie psami. Smutne to bardzo i niestety też nie widzę wielkich szans na zmianę tego trendu. Zastanawiam się tylko jak to jest że w niektórych krajach to sie daje pogodzić z rozwojem wiedzy o psach - np. w Skandynawii. Ale to już inna bajka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka