...Kiedy syn przyszedł na świat, matka w uniesieniu radości, wierna
zamiłowaniu do dystynkcji, postanowiła, że dzieci jej będą nosiły imiona,
jakich nikt nie nosi. Ale Waleriusz zawdzięczał swoje imię Jerzemu, kuzynowi
matki, który zawsze był kawalarzem. Zdarzyło się, że ojciec dziecka będąc z
Jerzym na obiedzie w tydzień po narodzinach syna i dziedzica, wspomniał o tych
dystyngowanych aspiracjach żony.
- Nazwijcie go Katonem - to będzie fenomenalnie pikantne! - powiedział Jerzy,
który niedawno wygrał na wyścigach dziesięć funtów na koniu tego imienia.
- Katon? - odrzekł ojciec, a byli odrobinę, jak to się mówi pod gazem - to nie
jest imię chrześcijańskie.
Halo! - zawołał Jerzy na kelnera (akcja dzieje się w klubie dla gentelmanów)-
proszę mi przynieść z biblioteki tom Encyklopedii Brytyjskiej, literę C.
Kelner spełnił polecenie.
Proszę, tutaj go mamy! - rzekł Jerzy - Cato Publis Valerius, syn Wergilego i
Lidii. Publis Valerius to brzmi dostatecznie po chrześcijańsku.
Ojciec wrócił do domu, wyłożył całą rzecz żonie. Była zachwycona. To brzmiało
tak szykownie! Chłopiec otrzymał więc imiona Publiusz Waleriusz, choć potem
wyszło na jaw, że znaleźli nie właściwego a pośledniejszego Katona. W roku
1890 mały Publiusz miał blisko 10 lat a słowo szykowny wyszło z mody. Matka
powzięła wtedy pewne wątpliwości. Powiększył je sam Publiusz, który wróciwszy
do domu po pierwszym semestrze twierdził, że życie mu zbrzydło: koledzy
nazwali go Pubby. Matka kobieta niezwykle zdecydowana, przeniosła go
natychmiast do innej szkoły i nazwała Val. Literę P wypruto nawet z jego
inicjałów...
Klasyka literatury, tekst napisany w drugiej dekadzie poprzedniego stulecia a
pewna matryca jest niezmienna

)) Czasem w pogoni za oryginalnością rodzice
mogą przedobrzyć. Zapraszam do zgadywania, skąd pochodzi fragment.