Mieszkańcy Korycina nieopodal Sokółki nie mają wątpliwości: - My wiemy swoje. Był drugi cud i już!
Miejsce prawie to samo. Korycin od Sokółki dzieli 30 kilometrów. To ten sam powiat. Bohater prawie ten sam: koryciński ksiądz proboszcz Andrzej Gniedziejko to młodszy brat sokólskiego księdza proboszcza Stanisława Gniedziejki. Tylko cud inny. Nie jakiś tam sokólski, ale ich własny. Koryciński. CZYTAJ O CUDZIE W SOKÓŁCE>>>
- Ale że cud, to pewne - mówią mieszkańcy. Sam wójt nie ma żadnych wątpliwości: - Matka Boża Korycińska ocaliła naszego proboszcza. W moim przekonaniu jest to oczywisty cud - podkreśla w rozmowie z ''Gazetą Współczesną''.
Tajemnicze wydarzenie miało miejsce we wrześniu tego roku. Ksiądz Andrzej, który - jak pisze "Gazeta Współczesna" - "bardzo rzadko wyjeżdża gdzieś na dłużej", tym razem pojechał do Częstochowy na dożynki. W czasie jego nieobecności na plebani wybuch pożar.
- Ogień zniszczył dwa pomieszczenia, a potem... sam zgasł - zauważa "Gazeta". Według tych, co po pożarze sprzątali, ksiądz, gdyby był na miejscu, nie uszedłby z życiem. Wniosek: obraz Matki Boskiej Korycińskiej cudownie ocalił życie proboszcza.
- Co prawda nasz cud nie jest taki jak sokólski, ale to też cud - podkreślają mieszkańcy. Wiadomo, dobry cud nie jest zły, a i o gminie zrobi się głośno...
Całą sprawę zgrabnie podsumował ksiądz proboszcz: - Każdy ma prawo do własnej interpretacji tego typu zdarzeń i dobrze, że tak jest. W swoim osobistym rozumieniu mogę uznać za cud to, co mnie spotkało, ale nie mogę narzucić takiej interpretacji innym. Jednocześnie każdy ma prawo widzieć w tym wyraźny dowód działania Boga.
I mieszkańcy widzą.
Deser odrobine niesmaczny
deser.pl/deser/1,97052,7218904,Cud_w_Sokolce__Kolejny.html