haszszachmat 04.12.09, 20:20 naprawdę neiw iesz po co to robie Oluś? IQ=? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
haszszachmat Re: ______________________?______________________ 05.12.09, 08:39 forum.gazeta.pl/forum/w,13,103925721,103943407,_Awuk_jestes_brakujacym_ogniwem_ewolucji.html Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Dziecięca choroba lewicowości - frakcyjność 05.12.09, 10:35 Na najbliższym kongresie partii pojawi się wniosek o odwołanie prezesa Jarosława Kaczyńskiego – ustaliła „Rz”. Grupa posłów PiS tworzy wewnątrz PiS frakcję o roboczej nazwie „reformatorzy” – dowiedziała się „Rz”. Wśród nich są politycy o znanych nazwiskach, między innymi poseł wymieniany w gronie potencjalnych kandydatów PiS na prezydenta Warszawy. Jest też kilku posłów kojarzonych z nurtem katolickonarodowym i politycy z dalszych szeregów. Na razie nie chcą, by wymieniać ich nazwiska. Ale wieść o działalności „reformatorów” już dotarła do kierownictwa partii. – Wiem, że taka grupa funkcjonuje. Jeśli chcą wniosek składać, niech składają, a jakie będą jego losy, to się dopiero okaże – przekonuje „Rz” poseł Mariusz Błaszczak, rzecznik PiS. – Tym się różnimy od PO, że u nas można dyskutować i prezentować własne zdanie. Co sprawiło, że w PiS powstaje frakcja reformatorska? – Partia tonie. Chcemy odsunąć od prezesowania w PiS Jarosława Kaczyńskiego – mówi „Rz” członek grupy. Okazją do zmian ma być planowany na wiosnę krajowy kongres PiS. – Złożymy na nim wniosek o to, by Jarosław Kaczyński przyjął funkcję honorowego prezesa, politycznego mentora, ale zrezygnował z bezpośredniego kierowania partią – wyjawia inny polityk PiS. Pomysł, by Kaczyński niczym Piłsudski wycofał się do Sulejówka, publicznie zgłosił jeszcze przed wyborami do PE poseł Paweł Poncyljusz. – Moja propozycja nie spotkała się wtedy z żadnym odzewem – mówi parlamentarzysta. Twierdzi, że o pomyśle „reformatorów” nie wie, ale nie ukrywa, że jest mu bliski. – Zdaję sobie sprawę, że Kaczyński jest liderem, co do tego nikt nie ma wątpliwości – tłumaczy Poncyljusz. – Natomiast czasem trzeba przegrupować siły i trochę zmienić szyki. Nie powinno być tak, że to prezes jako pierwszy dzierży sztandar i naraża się na ciosy. Wolałbym, żeby patrzył z góry, jak partia walczy. Pomysł „reformatorów” budzi w PiS mieszane uczucia. – Nie zmienia się przywódcy w trakcie batalii, tym bardziej że nie widzę pretendenta na tyle wybitnego, by mógł zastąpić Kaczyńskiego. W wyborach prezydenckich, samorządowych i parlamentarnych powinien nas poprowadzić Kaczyński – mówi poseł Artur Górski. Ale zaznacza też: – Oczywiście, jeżeli PiS przegra te batalie, to sprawa przywództwa w partii będzie sprawą otwartą. Ale ci posłowie PiS, którzy są niezadowoleni z obecnej sytuacji, na wynik wyborów nie chcą czekać. – Po porażce w partii będą trzy ośrodki władzy: spin doktorzy, zakon PC i ludzie Ziobry, każdy ciągnący w swoją stronę. Wtedy będzie za późno, nic się nie uratuje – mówi jeden z członków nowej frakcji. „Reformatorzy” nie ukrywają, że o szerokie poparcie swego pomysłu walczyć będą już na zbliżających się regionalnych kongresach partii. Będzie to przygotowanie do ofensywy na wiosennym zjeździe krajowym. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 ____śMieciu wyzwiskowy ta sama metoda: Krupiński 05.12.09, 10:55 ...w TVP3: .......PO nieopatrznie powodowana euforią PO-parcia "zbliża się" do metod PiS-u.....I DAWAJ 20 minut o "zbrodniczym" PiS-e tą smą metodą co Scan, Awuk, PiQ, i inni..... dawaj WALA JAK W BĘBEN w......PiS! Nie w PO! ######################## __________nie w platfusów O NIE!!!!!!!!!_______ http://jankepost.salon24.pl/142302,moje-propozycje-dla-komisji- sledczej W komisji pozostaną niemal wyłącznie posłowie z koalicji rządzącej. Przesłuchać będzie trzeba zapewne nie tylko Kamińskego, Kaczyńskiego i Gosiewskiego, głównych nowych podejrzanych. Trzeba pójśc dalej. Odwagi. Przed komisją niech stanie prezydent, wszak jest bratem byłego premiera a tenże premier to wiadomo. Potem oczywiście Ziobro, Gilowska to jasne, Szczygło, Putra, Cymański, Kowal i Elżbieta Jakubiak. Zastanawiam się, ale chyba jednak i Władysław Stasiak. Prawda? No i chyba szef Muzeum Powstania Warszawskiego, ten Ołdakowski. A co sadziecie o profesorze Legutko? Niech i on nie boi sie zmierzyć z prawdą. Do kasyn niby nie chodzi, ale to czyni go jeszcze bardziej podejrzanym. Potem wziąłbym na widelec Wojciecha Kilara - on był w komitecie poparcia Kaczyńskiego a to oznacza, że musiał wspierać wiadomo jaką firmę. Na koniec powinien byc najpowazniejszy podejrzany. Cały ostatni tydzień należy zostawić na Janusza Kurtykę. A na miejce Kempy i Wassermana, których nie tylko oczywiście bym przesłuchał, ale i kontrolnie zaaresztował, by nie mataczyli, powołać dwóch znających sie na sprawie ekspertów: Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego. Będą wiedzieli o co pytać Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Gdy chodzi o usprawnienie naszego 05.12.09, 11:00 aparatu państwowego, Inspekcja Robotniczo-Chłopska nie powinna, moim zdaniem, ani gonić za ilością, ani się śpieszyć. Tak mało mieliśmy dotąd czasu, by pomyśleć o jakości naszego aparatu państwowego i zatroszczyć się o nią, że uzasadniona będzie troska o szczególnie poważne przygotowanie tego aparatu, o skupienie w Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej rzeczywiście nowoczesnego materiału ludzkiego, tj. nie ustępującego najlepszym wzorom zachodnioeuropejskim. Oczywiście, dla republiki socjalistycznej warunek ten jest zbyt skromny. Ale pierwsze pięciolecie wpoiło nam dość nieufności i sceptycyzmu. Chcąc nie chcąc skłonni jesteśmy tak właśnie odnosić się do ludzi, którzy zbyt wiele i zbyt łatwo rozprawiają na przykład o kulturze „proletariackiej": na początek wystarczyłaby nam rzetelna kultura burżuazyjna, na początek wystarczyłoby, byśmy pozbyli się szczególnie odrażających typów kulturzy o charakterze przedburżuazyjnym, tj. kultury .czynowniczej lub pańszczyźnianej itp. W sprawach kultury nie ma nic bardziej szkodliwego nad pośpiech i niepohamowanie. Wielu naszych młodych publicystów i komunistów powinno to sobie dobrze zakarbować w pamięci. A więc z dotychczasowego doświadczenia powinniśmy obecnie wyciągnąć wniosek, że gdy chodzi o aparat państwowy, lepiej działać nieco wolniej. Nasz aparat państwowy znajduje się w stanie tak opłakanym — aby nie powiedzieć potwornym — że powinniśmy przede wszystkim gruntownie przemyśleć, w jaki sposób walczyć z jego brakami, pamiętając, że źródeł tych braków szukać należy w przeszłości, która została co prawda przekreślona, ale jeszcze nie przezwyciężona, nie stała się jeszcze stadium kultury należącym do odległej przeszłości. Stawiam tu właśnie zagadnienie kultury, bo w tych sprawach za dorobek poczytywać należy to tylko, co weszło do kultury, co weszło w życie codzienne, w zwyczaj. U nas zaś, rzec można, to, co dobre w ustroju socjalnym, jest w najwyższym stopniu nie przemyślane, nie zrozumiane, nie odczute, uchwycone pospiesznie, nie sprawdzone, nie wypróbowane, nie potwierdzone doświadczeniem, nie utrwalone itd. Inaczej zresztą, rzecz jasna, nie mogło być w epoce rewolucyjnej i przy takiej zawrotnej szybkości rozwoju, która w ciągu pięciu lat od caratu doprowadziła nas do ustroju radzieckiego. Trzeba w porę sięgnąć po rozum do głowy. Trzeba zaszczepić w sobie zbawczą nieufność do pochopnego posuwania się naprzód, do wszelkiej chełpliwości itd. Trzeba zastanowić się nad weryfikacją owych posunięć, które co godzina obwieszczamy, których co minuta dokonujemy, aby potem co sekunda dowodzić, że są one nietrwałe, niesolidne, że nie zostały zrozumiane. Najbardziej szkodliwy byłby tu pośpiech. Najbardziej szkodliwe byłoby liczyć na to, że cokolwiek umiemy, lub na to, że mamy jakąś większą liczbę ludzi niezbędnych do zbudowania aparatu naprawdę nowego, naprawdę zasługującego na nazwę socjalistycznego, radzieckiego itp. Nie, takiego aparatu, a nawet jego elementów mamy śmiesznie mało, musimy więc pamiętać, że nie należy żałować czasu, by go stworzyć, i że trzeba na to wielu, wielu, wielu lat. Jakich mamy ludzi do stworzenia tego aparatu? Tylko dwojakiego rodzaju. Po pierwsze — robotników ogarniętych zapałem do walki o socjalizm. Są oni niedostatecznie oświeceni. Chcieliby dać nam jak najlepszy aparat. Ale nie wiedzą, jak to zrobić. Nie mogą tego zrobić. Nie osiągnęli dotychczas takiego stopnia rozwoju, takiego poziomu kultury, który jest do tego niezbędny. A do tego niezbędna jest właśnie kultura. W tej dziedzinie nic nie można zrobić jednym pociągnięciem, jednym natarciem, rzutkością czy energią, tu w ogóle nie pomoże choćby najlepsza cecha ludzka. Po drugie — ludzi wiedzy, ludzi oświeconych, wykształconych, których mamy śmiesznie mało w porównaniu ze wszystkimi innymi państwami. I nie należy tu zapominać, że jesteśmy jeszcze zbyt skłonni do zastępowania wiedzy (lub do przypuszczania, że można ją zastąpić) gorliwością, pośpiechem itd. Musimy za wszelką cenę w celu odnowienia naszego aparatu państwowego postawić sobie zadanie: po pierwsze — uczyć się, po drugie — uczyć się, i po trzecie — uczyć się, a następnie kontrolować, by nauka nie pozostała u nas martwą literą lub modnym frazesem (to zaś — nie da się ukryć — zdarza się u nas szczególnie często), by nauka rzeczywiście wchodziła w krew, by w pełni stawała się rzeczywistym elementem składowym życia codziennego. Słowem, powinniśmy mieć nie takie wymagania, jakie ma burżuazyjna Europa Zachodnia, ale wymagania godne kraju, który stawia sobie zadanie przeobrażenia się w kraj socjalistyczny. Wnioski z powyższego: powinniśmy uczynić Inspekcję Robotniczo-Chłopską narzędziem usprawnienia naszego aparatu, instytucją rzeczywiście wzorową. Aby mogła ona osiągnąć niezbędny poziom, trzeba przestrzegać reguły: siedem razy odmierz, raz odetnij. W tym celu do nowego ludowego komisariatu trzeba dobierać z największą ostrożnością, rozwagą, świadomością to, co jest rzeczywiście najlepsze w naszym ustroju społecznym. W tym celu trzeba, by najlepsze elementy naszego ustroju społecznego — a mianowicie: po pierwsze, przodujący robotnicy, a po wtóre, ludzie naprawdę oświeceni, za których można ręczyć, że ani słowa nie przyjmą na wiarę, ani słowa nie wypowiedzą wbrew swemu sumieniu — nie bały się przyznać do żadnych trudności i nie ulękły się żadnej walki w imię osiągnięcia obranego z całą powagą celu. Już od pięciu lat krzątamy się wokół usprawnienia naszego aparatu państwowego, lecz jest to właśnie tylko krzątanina, która po pięciu latach dowiodła jedynie tego, że się na nic nie zdaje lub że jest nawet bezcelowa, albo wręcz szkodliwa. Krzątanina ta stwarzała tylko pozory pracy, zaśmiecając w istocie rzeczy nasze instytucje i nasze mózgi. Trzeba wreszcie, by ten stan uległ zmianie. Trzeba przyjąć za regułę: lepiej mniejsza ilość, ale wyższa jakość. Trzeba przyjąć za regułę: lepiej w ciągu dwóch lat, nawet trzech, aniżeli na chybcika, bez jakiejkolwiek nadziei uzyskania solidnego materiału ludzkiego. Wiem, że regułę tę trudno będzie utrzymać i zastosować do naszej rzeczywistości. Wiem, że przez tysiące szczelin będzie u nas torowała sobie drogę reguła przeciwstawna. Wiem, że będzie tu potrzebny opór gigantyczny, wytrwałość diabelna, że praca będzie tu, przynajmniej w pierwszych latach, diabelnie niewdzięczna; mimo to jestem przekonany, że tylko taką pracą zdołamy dopiąć celu i że dopiero po osiągnięciu tego celu stworzymy republikę rzeczywiście godną nazwy radzieckiej, socjalistycznej itd. itd. itp. Prawdopodobnie wielu czytelników uznało liczby, które przytoczyłem orientacyjnie w pierwszym moim artykule, za zbyt niskie. Jestem pewien, że można przytoczyć wiele obliczeń na dowód tego, że liczby te są zbyt małe. Sądzę jednak, że ponad wszelkie tego rodzaju obliczenia powinniśmy postawić jedno: potrzebę osiągnięcia rzeczywiście wzorowej jakości. cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
haszszachmat Gdy chodzi o usprawnienie naszego paratu Komisji S 05.12.09, 13:01 ejmowej mającej na celu dobro PARTII PLATFORMY JEDYNEJ SŁUSZNEJ PARTII walczacej z korupcją tak żeby każdy uczciwy obywatel nie śmiał się tknąć JUŻ NIGDY TEGO TEMATU!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Uważam, że jeżeli idzie o nasz aparat państwowy, 05.12.09, 13:18 to właśnie teraz nastał wreszcie czas, kiedy powinniśmy popracować nad nim jak należy, z całą powagą, i kiedy bodaj najszkodliwszą cechą tej pracy będzie pośpiech. Toteż bardzo bym przestrzegał przed powiększaniem tych liczb. Przeciwnie, moim zdaniem, trzeba tu, gdy chodzi o liczby, być bardzo powściągliwym. Mówmy otwarcie. Ludowy Komisariat Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej nie ma teraz ani cienia autorytetu. Wszyscy wiedzą, że nie ma gorzej zorganizowanych instytucji niż instytucje naszej Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej i że w obecnych warunkach nie ma czego wymagać od tego ludowego komisariatu. Powinniśmy to sobie dobrze zapamiętać, jeśli pragniemy rzeczywiście postawić sobie za cel ukształtowanie w ciągu kilku lat instytucji, która, po pierwsze, musi być wzorowa, po drugie, musi budzić powszechne i bezwzględne zaufanie i, po trzecie, udowodnić wszystkim bez wyjątku, że tak poważna instytucja, jak CKK, rzeczywiście ma rację bytu. Trzeba, według mnie, z miejsca i ostatecznie zerwać ze sztywnymi normami liczebności urzędników. Urzędników Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej powinniśmy dobierać w zupełnie szczególny sposób i nie inaczej niż po poddaniu ich najsurowszej próbie. Po cóż, w rzeczy samej, tworzyć ludowy komisariat, w którym by pracowano byle jak, znów nie budząc do siebie najmniejszego zaufania, i w którym słowo cieszyłoby się niesłychanie małym autorytetem? Sądzę, że przy tego rodzaju przebudowie, o którą nam teraz chodzi, tego przede wszystkim musimy uniknąć. Robotnicy, których wybieramy na członków CKK, powinni być nieskazitelni jako komuniści, i sądzę, że trzeba nad nimi jeszcze długo popracować, by nauczyć ich metod i zadań ich pracy. Dalej, pomocnikiem w tej pracy powinien być, w określonej liczbie, personel sekretarski, który przed mianowaniem musi się potrójnie sprawdzić. Wreszcie, te osoby, które w drodze wyjątku od razu zdecydujemy się wyznaczyć na urzędników Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej, powinny spełniać następujące warunki: po pierwsze, powinny być polecone przez kilku komunistów; po drugie, powinny zdać egzamin ze znajomości naszego aparatu państwowego; po trzecie, powinny zdać egzamin ze znajomości teoretycznych podstaw naszego aparatu państwowego, ze znajomości podstaw nauki zarządzania, biurowości itd.; po czwarte, powinny one tak zgrać się w pracy z członkami CKK i ze swoim sekretariatem, byśmy mogli ręczyć za pracę tego aparatu jako całości. Wiem, że stawiane tu wymagania są niezmiernie wysokie, toteż mam poważne obawy, czy większość „praktyków" z Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej nie uzna tych wymagań za nierealne lub czy nie będzie wzgardliwie ich wyśmiewać. Ale pytam każdego z obecnych kierowników Inspekcji Robotniczo- Chłopskiej lub spośród osób z nią związanych, czy może mi szczerze odpowiedzieć — co uzasadnia w praktyce istnienie takiego ludowego komisariatu, jak Inspekcja Robotniczo-Chłopska? Sądzę, że pytanie to pomoże jej znaleźć właściwą odpowiedź. Albo nie warto zajmować się jakąkolwiek reorganizacją — których tak wiele już u nas było — tak beznadziejnej sprawy, jak Inspekcja Robotniczo-Chłopska, albo należy zdecydować się pójść tą długą, trudną, nie utorowaną drogą, wielokrotnie sprawdzając poczynione kroki, i na serio potraktować zadanie stworzenia czegoś rzeczywiście wzorowego, mogącego wzbudzić w każdym człowieku powszechny szacunek — i to nie tylko dlatego, że wymagają tego tytuły i godności. Jeśli nie uzbroimy się w cierpliwość, jeśli nie poświęcimy tej sprawie kilku lat — to lepiej w ogóle do niej się nie zabierać. Według mnie trzeba z tych instytucji, które już napłodziliśmy — instytucji w rodzaju wyższych instytutów pracy i temu podobnych — wybrać minimum, sprawdzić, czy poziom ich organizacji jest istotnie wysoki, i kontynuować pracę tylko w ten sposób, by była ona rzeczywiście na poziomie współczesnej nauki i dawała nam wszystkie jej gwarancje. Wówczas nie będzie utopią nadzieja, że w ciągu kilku lat powstanie instytucja, która potrafi spełniać swoje zadanie, a mianowicie — systematycznie, nieugięcie pracować nad usprawnieniem naszego aparatu państwowego ciesząc się zaufaniem klasy robotniczej, Rosyjskiej Komunistycznej Partii i ogółu ludności naszej republiki. Działalność przygotowawczą w tym kierunku można byłoby rozpocząć już teraz. Gdyby Ludowy Komisariat Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej zgodził się z planem tej reorganizacji, mógłby natychmiast poczynić kroki przygotowawcze, przy założeniu, że aż do zakończenia reorganizacji pracować będzie systematycznie, bez pośpiechu, nie odżegnując się od przerabiania tego, co już raz zostało zrobione. Wszelkie rozstrzygnięcie połowiczne byłoby tu w najwyższym stopniu szkodliwe. Wszelkie normy, które miałyby dotyczyć urzędników Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej, podyktowane jakimikolwiek innymi względami, byłyby w istocie rzeczy umotywowane starymi względami biurokratycznymi, starymi przesądami, tym, co już zostało polepione, co wywołuje ogólne kpiny itd. W istocie rzeczy sprawa wygląda tu tak: Albo trzeba wykazać teraz, żeśmy się czegoś poważnie nauczyli w zakresie budownictwa państwowego (nie jest grzechem w ciągu pięciu lat czegoś się nauczyć), albo — że nie dorośliśmy jeszcze do tego; a w takim razie nie warto do sprawy się zabierać. Sądzę, że nie będzie nieskromne przypuszczenie, że dostatecznie wiele już nauczyliśmy się, by — z tym materiałem ludzkim, jaki mamy — systematycznie i od nowa zbudować choćby jeden ludowy komisariat. Co prawda, ten jeden ludowy komisariat powinien określać oblicze całego naszego aparatu państwowego. Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Ogłosić natychmiast 05.12.09, 13:44 konkurs na opracowanie dwóch lub więcej podręczników z dziedziny organizacji pracy w ogóle, a pracy administracyjnej w szczególności. Za podstawę można wziąć wydaną już u nas książkę Ludwika Dorna, chociaż, nawiasem mówiąc, cechują go jawne sympatie do eseldyzmu i nie nadaje się on do przygotowania podręcznika, który by odpowiadał władzy kaczystowskiej. Następnie można wziąć za podstawę niedawno wydaną książkę Brudzińskiego; wreszcie przydać się mogą niektóre z istniejących opracowań cząstkowych. Wysłać kilka dobrze przygotowanych i sumiennych osób do Niemiec lub do Anglii w celu zebrania literatury i przestudiowania tej kwestii. Anglię wymieniam na wypadek, gdyby wyjazd do Ameryki lub Kanady okazał się niemożliwy. Wyznaczyć komisję, która opracuje wstępny program egzaminów dla kandydata na urzędnika Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej, jak również dla kandydata na członka CKK. Te i tym podobne prace nie sprawią oczywiście dodatkowych kłopotów ani ludowemu komisarzowi, ani członkom kolegium Inspekcji Robotniczo- Chłopskiej, ani Prezydium CKK. Równolegle z tym, w celu znalezienia kandydatów na stanowiska członków CKK, trzeba będzie wyznaczyć komisję przygotowawczą. Mam nadzieję, że na stanowiska te obecnie znajdzie się już więcej, niż trzeba, kandydatów, zarówno spośród doświadczonych pracowników wszystkich resortów jak i spośród studentów naszych radzieckich szkół. Wykluczanie z góry tej czy innej kategorii nie będzie chyba słuszne. Prawdopodobnie wypadnie nastawić się raczej na to, by skład tej instytucji, w której powinniśmy szukać zespolenia wielu cech, zespolenia niejednakowych zalet, był różnorodny; a zatem trzeba tu będzie potrudzić się nad zadaniem ułożenia listy kandydatów. Byłoby na przykład nader niepożądane, gdyby nowy ludowy komisariat był uformowany według jednego szablonu, przypuśćmy, z ludzi typu urzędników, lub z wyeliminowaniem ludzi typu agitatorów, lub z wyeliminowaniem osób wyróżniających się umiejętnością obcowania z ludźmi bądź zdolnością przenikania do takich kręgów, które są tego rodzaju pracownikom niezbyt bliskie itd. Sądzę, że wyrażę swą myśl najlepiej, jeśli porównam swój plan z instytucjami typu akademickiego. Członkowie CKK będą musieli pod kierownictwem swojego prezydium systematycznie pracować nad przeglądaniem wszystkich materiałów i dokumentów Biura Politycznego. Jednocześnie będą musieli odpowiednio dzielić swój czas między poszczególne prace z zakresu kontroli trybu prowadzenia spraw w naszych instytucjach, poczynając od najdrobniejszych i najbardziej specjalnych, a kończąc na najwyższych instytucjach państwowych. Wreszcie do zakresu ich prac będzie należało zajęcie się teorią, tj. teorią organizacji tej pracy, której zamierzają się poświęcić, i zajęcia praktyczne — pod kierownictwem bądź doświadczonych towarzyszy, bądź wykładowców wyższych instytutów organizacji pracy. Sądzę jednak, że w żadnym razie nie zdołają się oni ograniczyć do tego rodzaju prac akademickich. Obok tego będą musieli się przygotowywać do prac, których nie zawahałbym się nazwać przysposobieniem do wyławiania — nie powiem oszustów, ale czegoś w tym rodzaju — i obmyślaniem specjalnych forteli w celu zamaskowania własnych wypraw, podchodów itp. Jeśli w instytucjach zachodnioeuropejskich tego rodzaju propozycje wywołałyby niesłychane oburzenie, zgorszenie itd., to mam nadzieję, że jeszcze nie zbiurokratyzowaliśmy się tak bardzo, byśmy do takiego zgorszenia byli zdolni. Nep nie zdołał jeszcze u nas zaskarbić sobie takiego szacunku, by ktoś czuł się dotknięty na myśl o tym, że zastawia się tu na kogoś sidła. Tak niedawno zbudowana została Republika Radziecka, a nawalono przy tym takie mnóstwo wszelkiego śmiecia, że nikomu nawet nie wpadnie na myśl, by być urażonym z tego powodu, iż rozkopuje się te śmieci używając pewnych forteli, wysyłając, niekiedy do doić odległych obiektów, zwiady i prowadząc je dość okrężnymi drogami, jeśli zaś ktoś zacznie się z tego powodu gorszyć, to nie ulega wątpliwości, że wzbudzi u nas powszechny i szczery śmiech. Miejmy nadzieję, że nasza nowa Inspekcja Robotniczo-Cbłopska wyzbędzie się tej właściwości, którą Francuzi nazywają pruderie, a którą my możemy nazwać śmieszną fałszywą skromnością albo śmiesznym zadzieraniem nosa i która w najwyższym stopniu jest na rękę całej naszej biurokracji, zarówno kaczystowskiej, jak i partyjnej. Nawiasem mówiąc, biurokrację spotkać można u nas nie tylko w instytucjach radzieckich, ale i w partyjnych. Jeśli pisałem wyżej, że powinniśmy się uczyć, i uczyć się właśnie w instytutach wyższej organizacji pracy itp., to bynajmniej nie znaczy, że rozumiem przez to „naukę" o charakterze szkolnym lub że myślę się ograniczyć do nauki o charakterze wyłącznie szkolnym. Mam nadzieję, że żaden prawdziwy rewolucjonista nie będzie mnie podejrzewał, iż mówiąc „nauka" odrzucam w tym wypadku możliwość jakiegoś półżartobliwego fortelu, jakiegoś wybiegu, jakiegoś sprytnego chwytu czy czegoś w tym rodzaju. Wiem, że w przyzwoitym i poważnym państwie zachodnioeuropejskim pomysł taki wywołałby prawdziwe przerażenie i żaden szanujący się urzędnik nie zgodziłby się nawet na to, by go omawiano. Mam jednak nadzieję, że jeszcze nie zbiurokratyzowaliśmy się tak bardzo i że omawianie tego pomysłu nic innego poza wesołością u nas nie wywołuje. W rzeczy samej, czemużby nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? Czemużby nie użyć jakiegoś żartobliwego lub półżartobliwego fortelu, aby wykryć coś śmiesznego, coś szkodliwego, coś na wpół śmiesznego, na wpół szkodliwego itd.? Wydaje mi się, że nasza Inspekcja Robotniczo-Chłopska zyska niemało, jeśli uwzględni to w swoich rozważaniach, i że lista kazusów, które pozwoliły naszej CKK lub jej kolegom z Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej odnieść kilka swoich najświetniejszych zwycięstw, znacznie się wzbogaci dzięki przygodom naszych przyszłych „irchowców" i „cekakistów" w miejscach, o których nie wypada wspominać w przyzwoitych i obyczajnych podręcznikach. Odpowiedz Link Zgłoś
szach0 Scanie opamietaj się staruchu 05.12.09, 13:52 wystarczy jeśli z piq-iem przeprosicie... dam Wam ten Aquanet na bezkarne opluwanie Polski i Polaków bez Mazowieckiego kreski Odpowiedz Link Zgłoś
pan.scan Jak można 05.12.09, 14:20 łączyć instytucje partyjne z haszystowskimi? Czy nie ma w tym czegoś niedopuszczalnego? Zadaję to pytanie nie we własnym imieniu, lecz w imieniu tych, o których wyżej wspominałem, mówiąc, że biurokratów mamy nie tylko w instytucjach pisowskich, ale i w państwowych. Czemużby, w rzeczy samej, nie połączyć jednych i drugich instytucji, jeśli wymaga tego dobro sprawy? Czy nikt jeszcze dotąd nie zauważył, że w takim ludowym komisariacie jak Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych, tego rodzaju połączenie przynosi niezwykłe korzyści i jest praktykowane od chwili jego powstania? Czyż Biuro Polityczne nie omawia z partyjnego punktu widzenia wielu drobnych i wielkich spraw dotyczących „ruchów", jakie powinniśmy zrobić w odpowiedzi na „ruchy" obcych mocarstw, w celu zapobieżenia, powiedzmy, ich fortelom, by nie wyrazić się mniej przyzwoicie? Czyż to elastyczne łączenie czynnika radzieckiego z partyjnym nie stanowi w naszej polityce źródła niezwykłej siły? Sądzę, że to, co okazało się słuszne, utrwaliło się w naszej polityce zagranicznej i stało się już zwyczajem do tego stopnia, że nie wywołuje w tej dziedzinie żadnych wątpliwości, będzie co najmniej równie właściwe (sądzę nawet, że będzie znacznie bardziej właściwe) w stosunku do całego naszego aparatu państwowego. A przecież Inspekcja Robotniczo-Chłopska służy właśnie całemu naszemu aparatowi państwowemu i działalność jej powinna dotyczyć wszystkich bez wyjątku instytucji państwowych — i terenowych, i centralnych, i handlowych, i czysto urzędniczych, i naukowych, i archiwalnych, i teatralnych itd. — słowem, wszystkich bez najmniejszego wyjątku. Czemużby instytucji o tak wielkim zasięgu, od której poza tym wymaga się jeszcze niezwykłej elastyczności form działania — czemużby nie pozwolić jej, aby w swoisty sposób łączyła funkcje partyjnej instytucji kontroli z radziecką instytucją kontroli? Nie widzę tutaj żadnych przeszkód. Co więcej, sądzę, że takie połączenie stanowi jedyną rękojmię skutecznej pracy. Sądzę, że wszelkie wątpliwości co do tego rodzą się w najbardziej zatęchłych zakamarkach naszego aparatu państwowego i że należy na nie odpowiadać w jeden tylko sposób — wyśmiewać je. Inna wątpliwość: czy jest właściwe łączyć uczenie się ze służbą? Wydaje mi się, że jest to nie tylko właściwe, ale i potrzebne. I w ogóle trzeba powiedzieć, że zdążyliśmy się zarazić od zachodnioeuropejskich systemów państwowych — mimo całego rewolucyjnego do nich stosunku — wieloma najszkodliwszymi i najśmieszniejszymi przesądami, częściowo zaś zarazili nas tym rozmyślnie nasi kochani biurokraci, nie bez premedytacji, licząc na to, że w mętnej wodzie tego rodzaju przesądów niejednokrotnie uda im się łowić ryby; i łowili ryby w tej mętnej wodzie tak intensywnie, że tylko zupełnie ślepi spośród nas nie widzieli, jak szeroko to rybołówstwo było praktykowane. W dziedzinie stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych jesteśmy „okropnie" rewolucyjni. Ale jeśli idzie o respekt dla rangi, o przestrzeganie form i rytuałów kancelaryjnych, to tu nasza „rewolucyjność" z reguły zmienia się w najbardziej zatęchłą rutynę. Nieraz można tu obserwować nader ciekawe zjawisko, jak w życiu społecznym największy skok naprzód łączy się z potworną bojaźliwością wobec najmniejszych zmian. Jest to zresztą zrozumiałe, najśmielszych bowiem kroków naprzód dokonywano w dziedzinie, która od dawna była domeną teorii, w dziedzinie, którą kultywowano głównie — a nawet prawie wyłącznie — teoretycznie. Chcąc uciec od uprzykrzonej rzeczywistości biurokratycznej, Rosjanin w swoich czterech ścianach oddawał się niezwykle śmiałym konstrukcjom teoretycznym, toteż te niezwykle śmiałe konstrukcje teoretyczne nabierały u nas niesłychanie jednostronnego charakteru. Zgodnie współżyły u nas śmiałość teoretyczna ogólnych konstrukcji i zdumiewająca bojaźliwość wobec jakiejkolwiek najbardziej błahej reformy kancelaryjnej. Jakąś przeogromną światową rewolucję agrarną opracowywano z niespotykaną w innych państwach śmiałością, a tuż obok brakło fantazji dla jakiejś dziesięciorzędnej reformy kancelaryjnej; brakowało fantazji albo brakowało cierpliwości, by oprzeć tę reformę na tych samych ogólnych zasadach, które dawały tak „świetne" wyniki w odniesieniu do zagadnień ogólnych. Dlatego właśnie dzisiaj nasze życie łączy w sobie w zdumiewającym stopniu cechy szalonej odwagi z bojaźliwością wobec najdrobniejszych zmian. Sądzę, że w żadnej prawdziwie wielkiej rewolucji nie było inaczej, bo prawdziwie wielkie rewolucje rodzą się ze sprzeczności między tym, co stare, co zmierza do kontynuacji starego — a najbardziej abstrakcyjnym dążeniem do tego, co nowe, które powinno być tak bardzo nowe, by nie było w nim już ani źdźbła tego, co stare. I im radykalniejsza jest ta rewolucja, tym dłużej trwać będzie okres, w którym wiele takich sprzeczności będzie się utrzymywać. Oto co w ogólnym zarysie charakteryzuje obecnie nasze życie: znieśliśmy przemysł kapitalistyczny, postaraliśmy się doszczętnie zburzyć średniowieczne instytucje, obszarnicze władanie ziemią, i na tym gruncie stworzyliśmy drobne i najdrobniejsze chłopstwo, które kroczy za proletariatem, mając zaufanie do wyników jego rewolucyjnej pracy. Jednakże, opierając się na tym zaufaniu, nie będzie nam łatwo utrzymać się aż do zwycięstwa rewolucji socjalistycznej w bardziej rozwiniętych krajach, gdyż drobne i najdrobniejsze chłopstwo, zwłaszcza w warunkach nepu, z konieczności ekonomicznej pozostaje na niesłychanie niskim poziomie wydajności pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 przepraszamy i prosimy o przeproszenie 05.12.09, 21:15 szach0 napisał: > wystarczy jeśli z piq-iem przeprosicie... Skonsultuj sie ze swoim Alzheimerem ile razy Cie Tadzienku przepraszalem. Za Twa glupote, IQ=?, ujemna (zanadto) kulture, hucpiarstwo i szbesgojstwo. Trzeba miec wyjatkowa dewiacje z sali bogow w psychuszcze aby domagac sie przepraszania przez oponentow. Przepraszania za uchybienia urojone prez Tadeuszka. > dam Wam ten Aquanet na bezkarne opluwanie Polski i Polaków Jak Amerykanie i Anglicy w Teheranie. Latwo dali bo nieswoje. Odmienne poglady to u haszystow opluwanie. Ale nie potrafie pojac dlaczego nie uznasz tego za wlasciwe szatanom. Odrzucasz nas jak niemowlaka. Sadzisz zesmy az tak uzaleznieni od karmiciela rybek w akwarium? > bez Mazowieckiego kreski Nie szanujesz przypowiesci DzinGisHana o kolczanie strzal. Nie szanujesz przypowiesci i przeslania Jezusa. Nastojaszczij katol. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 mylisz oponenta z rynsztokiem bez IQ 07.12.09, 21:18 Rychu7 zastanów się nad prawem pięści słabeusza wierzącego w ochronę umoczonego tajniaka. Odpowiedz Link Zgłoś
pis_da_wam_w_nos Re: ______________________?______________________ 07.12.09, 17:39 haszszachmat napisał: > naprawdę neiw iesz po co to robie Oluś? IQ=? koń cię kopnął czy coś bierzesz? Odpowiedz Link Zgłoś
haszszachmat koń jaki jest___IQ?__mądry widział___już dawno____ 07.12.09, 18:59 Polska w ogóle nie miała szczęścia do rządów, bo albo nieudolne, albo wręcz złodziejskie, ale nawet na tym tle rząd premiera Donalda Tuska prezentuje się wyjątkowo żałośnie. Bo za przedwyborcze wspieranie i nadymanie, podobnie jak za utrzymywanie parasola ochronnego - trzeba płacić. Dlatego tez prawdziwy program rządu premiera Donalda Tuska nie ma nic wspólnego z celami przedstawionymi w expose sejmowym. Prawdziwy program rządu Premiera Tuska polega na odwdzięczeniu się tym środowiskom i siłom krajowym i zagranicznym, które pomogły Platformie Obywatelskiej przejąć zewnętrzne znamiona władzy nad Polską. Problem polega również na tym, że to nie rząd decyduje, w jaki sposób będzie się tym środowiskom i siłom odwdzięczał. To one dyktują rządowi, co i jak ma robić - no i rząd robi, bo wie, że gdyby stanął okoniem, to natychmiast parasol ochronny zostałby nad nim zwinięty, a on sam zostałby zdmuchnięty jak świeca. Najbardziej spektakularne objawy tego odwdzięczania widać w resorcie kierowanym przez ministra Ćwiąkalskiego, ale to nie znaczy, że inni ministrowie nie są wzięci do galopu. Oni też, a jakże by inaczej, zwłaszcza w resortach gospodarczych, tyle, ze tych spraw nikt nie rozgłasza i nawet "dziennikarze śledczy" omijają je szerokim łukiem. W rezultacie Polska w szybkim tempie powraca do patologii, które wprawdzie blokują rozwój gospodarczy i krępują inicjatywę ludzką, ale służą mafiom i hermetycznym środowiskom, które władzą nad społeczeństwem polskim i jego majątkiem podzieliły się jeszcze przy "okrągłym stole". W tej sytuacji trudno się dziwić, że komisja "Przyjazne Państwo" nie usunęła ani jednego "absurdu", czy "nonsensu". Jakże ma je usuwać, kiedy razwiedce i Salonowi z tym właśnie najlepiej? A komisja, owszem, niech sobie będzie; komu to szkodzi, jak sobie pogada? Wreszcie - polityka zagraniczna. Tutaj rząd premiera Tuska ma szczególnie wiele serwitutów, zwłaszcza wobec "strategicznych partnerów" - to znaczy Rosji i Niemiec, które nie ukrywały zadowolenia, że wreszcie do władzy dorwał się ich faworyt. Za to zwycięstwo Platformy Obywatelskiej Polska drogo zapłaci, ale nic nam nie pomoże nawet płakanie krwawymi łzami, bo lekkomyślność i głupota zawsze powodują przykre konsekwencje. Jak pamiętamy, Donald Tusk przed wyborami totalnie krytykował linie polityczną rządu Jarosława Kaczyńskiego, który - co prawda bardziej w retoryce, niż w rzeczywistych działaniach - zapowiadał ochronę interesów państwowych. Ale już pierwsze wizyty zagraniczne, a zwłaszcza wizyta w Moskwie, przekonały Donalda Tuska, że wygadywał po prostu głupstwa, których amatorszczyzna musiała zimnego czekistę Putina doprowadzać ze śmiechu do łez. Putin zignorował i przymilne umizgi premiera Tuska i srogie miny ministra Sikorskiego. W rezultacie delegacja polska wyjechała z tym, z czym przyjechała, to znaczy - z niczym, jeśli oczywiście nie liczyć recydywy festiwalu w Zielonej Górze. Okazuje się, że "strategiczny partnerzy" nie pozwalają polskiemu rządowi na realizowanie innej polityki, jak polityka kapitulacji, której ukoronowaniem ma być pokątna ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego. Ubezwłasnowolnia on Polskę do końca, a dzieje się to w momencie, gdy przeforsowane przez Stany Zjednoczone ogłoszenie niepodległości Kosowa otwiera w Europie puszkę Pandory. Skutki tego mogą dotknąć nie tylko Hiszpanię, Belgię, Włochy, Słowację, czy Rumunię. Również i Polska może na popieraniu rozbioru Serbii wyjść jak przysłowiowy Zabłocki na mydle - bo przecież nie brakuje w Europie środowisk i sił politycznych, podważających suwerenność polską nad trzecią częścią naszego terytorium państwowego. Cóż zatem możemy jeszcze powiedzieć w przeddzień 100 dni rządu premiera Donalda Tuska? Chyba to, ze niech Bóg ma nas w swojej opiece, bo że na rząd liczyć już nie możemy, to chyba jasne? Mówił Stanisław Michalkiewicz www.bankier.pl/forum/pokaz_tresc.html?thread_id=1160474&strona=1 Odpowiedz Link Zgłoś