cepekolodziej
20.02.10, 18:15
W dzisiejszej Rzeczpospolitej nowy artykuł Szewacha Weissa: "Izraela nie stać na wojnę domową".
Klarownie wypowiedziane tezy, wyraziste poglądy.
Co się stanie, gdy przyjdzie do przymusowej ewakuacji z Judei i Samarii? Istnieje niebezpieczeństwo, że dojdzie do rozłamu w izraelskiej armii. Nastąpi masowa niesubordynacja religijnych żołnierzy, którzy przejdą na stronę osadników. Ludzie ci odejdą z izraelskiej armii i utworzą fanatyczną Armię Boga.
Z niebezpieczeństwa religijnego konfliktu, jakie zawisło nad Izraelem, doskonale zdają sobie sprawę szef sztabu gen. Gabi Aszkenazy, minister obrony Ehud Barak i premier Beniamin Netanjahu. Podczas licznych w ostanim czasie spotkań z żołnierzami zapowiadają oni, że wszelkie próby buntu zostaną stłumione w zarodku, a armia będzie stosowała metodę „zero tolerancji”.
Chociaż jestem pokojowo nastawionym człowiekiem, muszę się z tym zgodzić. [...]
I końcowy fragment:
<<Nie można się zachowywać, tak jakby od dwóch tysięcy lat nic się nie zmieniło. W zamieszkałej w starożytności przez Żydów Judei i Samarii mieszkają dziś inni ludzie, Palestyńczycy. Ortodoksi muszą to wreszcie przyjąć do wiadomości. Granice państw kształtują się bowiem również na skutek procesów etnograficznych i praw człowieka. Nawet jeżeli chodzi o człowieka, który jest przedstawicielem innej rasy i narodu.>>
Nie można się nie zgodzić. Tak, należy wreszcie przyjąć do wiadomości, że mieszkają tam "dziś inni ludzie". Że są przedstawicielami innego narodu.
Ale skąd wzięła się w końcowym zdaniu fraza "inna rasa"?