Dodaj do ulubionych

30% dla PO? PO = Platforma kameleonow

IP: *.szaf / 217.153.79.* 10.03.04, 17:38
Cos ciekawego o PO:
Platforma kameleonów

Platforma Obywatelska jest jaskrawym przykładem swoistego pospolitego
ruszenia różnych, najczęściej nieźle zgranych polityków z Unii Wolności, SKL-
u i AWS dla kolejnego dopchania się do Sejmu. Mogliby sobie za motto wziąć
słynny kuplet ze „Słówek" Boya o galicyjskim polityku:
Żadnych politycznych
Nie zna on przesądóiu,
Każda Partia dobra,
Byle dojść do rządóiu!
Przerażający jest fakt, jak dzięki nagłośnieniu medialnemu można było zwieść
tak wielu ludzi co do charakteru i celów tego bardzo nieciekawego zbioru
kameleonów i karierowiczów różnych maści. Przedstawiano jako rzekomo
nowoczesną formację mogącą radykalnie przyspieszyć rozwój Polski grupę
politykierów, którzy już z niejednego pieca chleb jedli, zostawiając po
swoich niedokonaniach głównie wiele niesmaku. Osobną grupę w Platformie, dziś
coraz bardziej w konflikcie z nią stanowili starzy gracze z SKL-u typu Artura
Balazsa. Dla tych ostatnich wejście do Platformy Obywatelskiej było tylko
udanym zabiegiem socjo-technicznym przed dostaniem się do Sejmu. Jak wyznał
potem szczerze, a cynicznie, jeden z liderów SKL Krzysztof Oksiuta: Nigdy
nas, SKL, nie łączyły żadne wspólne idee. Przyznam szczerze, że to była
jedynie metoda na dostanie się do parlamentu. Dziś PO przeżywa wyraźny kryzys
i pierwszy rozłam, odejście części polityków z SKL. Uzyskała znacznie niższy
wynik niż prorokowano jej w mediach i sondażach, bo bardzo wielkie pieniądze
na reklamę nie mogły wyrównać słabości cechującej PO ogromnej pustki
programowej. Początkowo wielce komplementująca PO profesor Jadwiga Staniszkis
przyznała na temat Platformy: (...) zrobiła kiepską kampanię, a jej przywódcy
okazali się paradoksalnie niemedialni. Telewizja wycliwytuje to, że nie ma
się nic do powiedzenia. Można milczeć znacząco, ale takie milczenie jest
nieznośne na dłuższą metę.
O słabości Platformy Obywatelskiej w niemałej mierze zadecydował
najsłynniejszy jej lider, bardzo nie lubiący się przepracowywać Olechow-ski.
Po wrześniowych wyborach, które przyniosły Platformie wynik znacznie słabszy
od oczekiwanego, Olechowski wyraźnie jakby stracił do niej serce i mało jest
widoczny, w sytuacji wymagającej wysiłków dla rozwijania nowej partii. Prawdą
jest to, że z góry przy tworzeniu Platformy powiedział jasno, że przystępuje
do całej inicjatywy, daje nam twarz i iwzwisko oraz wyborczy kapitał, ale od
ciężkiej pracy ma być kto inny. On tego nie lubi (według zwierzeń anonimowego
liberała z PO odnotowanych w „Nowym Państwie" już 19 stycznia 2001 r.).
Przedstawiam niżej dość szeroko portrety czołowych postaci Platformy
Obywatelskiej, by tym lepiej uwidocznić, zgodnie ze słowami szwedzkiego XVH-
wiecznego kanclerza Axela Oxenstierny, jak małą mądrością rządzony jest ten
świat. Jeśli politycy tego pokroju mogli oszukać w tych wyborach aż tylu
ludzi. Jeśli człowiek taki, jak Olechowski zdobył drugie miejsce w wyborach
prezydenckich i choć jest kandydatem oligarchii pozyskał nawet dużą część tak
radykalnego socjalnie ROP-u. Przykro pisać i mówić!
"Ślizgacz" Olechowski
Andrzej Olechowski jest jednym z najbardziej typowych przykładów
koniunkturalistów, którzy porobili w latach 90. świetne kariery dzięki
wyjątkowej wprost umiejętności zmieniania poglądów zależnie od sytuacji. A
zaczynał tak niewinnie jako typ człowieka zabawowego, niechętnego do jakiegoś
zdyscyplinowania. Miał niezłe zadatki na wiecznego studenta - studiował na
SGPiS-ie 7 lat. Szybko za to dał się poznać jako spec od rozrywki. Był disc
jockeyem w „Stodole", pisał piosenki, zakładał klub rockowy (wraz z
Wojciechem Mannem). Pracował jako prezenter muzyczny w Polskim Radiu, został
nawet menadżerem zespołu „Trzy Korony".
Dość szybko wkroczył jednak na zupełnie odmienne ścieżki. Nawiązał współpracę
z PRL-owskim wywiadem (kryptonim „Must"), co zapewniło mu dostatnie życie i
określone przywileje, choćby możliwość dobrze płatnych pobytów na Zachodzie.
Pracował w genewskiej agendzie ONZ UNCTAD, później w Banku Światowym i pilnie
słał odpowiednie raporty do PRL-owskiej centrali wywiadowczej. Nieprzypadkowo
też przy „okrągłym stole" reprezentował stronę komunistyczną.
Polityka „grubej kreski" ułatwiła mu szybkie awansowanie i po czerwcu 1989 r.
zostaje wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego i wiceministrem w
Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą.
Adam Glapiński, który był szefem Olechowskiego w Ministerstwie Współpracy
Gospodarczej z Zagranicą w 1992 r. (Olechowski był tam wiceministrem)
wspominał później, że wyraźnie niepokoił go nazbyt optymistyczny stosunek
swego zastępcy do kapitału zagranicznego. Mówił o Olechowskim: Uchodził wśród
zagranicznych partnerów za bardzo dobrego negocjatora i to zawsze budziło mój
niepokój. Mówi się przecież, że najlepszy negocjator to ten, którego nie
lubią jego partnerzy. Dość paradoksalnie Olechowski, były agent wywiadu,
właśnie Olszewskiemu zawdzięczał swój pierwszy wielki awans ministerialny,
zostając wiosną 1992 r. ministrem finansów w jego rządzie. Na tym stanowisku
podpisał nader niekorzystną dla polskiej strony umowę z włoskim Fiatem.
Sam tekst (tajnej!) umowy z Fiatem został wyciągnięty w trzy lata po jej
zawarciu przez lewicową „Politykę", ostro krytykującej Olechowskiego za całą
sprawę. Zarzuty podjęto też w innych pismach. Marcin Dominik Zdort
przypomniał w „Rzeczpospolitej" z 12 lipca 1995 r., że Ole-chowskiemu
zarzucano pójście na zbyt duże ustępstwa wobec Fiata, które w praktyce oddały
tej firmie monopol na produkcję samochodów małolitrażowych w Polsce.
Dość wcześnie, bo już 3 maja 1992 r. pisano we „Wprost": W kuluarach
sejmowych mówiono (...), że Olechowski to „zręczny ślizgacz" (...) że jest
facetem „z predyspozycjami paraestradowymi", który opanował umiejętność
sprzedania własnego wizerunku i takiego operowania słowem, by wiele mówiąc
mało powiedzieć, nikogo nie urazić, a wszystkim dać nadzieję. Nie był długo
członkiem rządu Olszewskiego - po trzech miesiącach podał się do dymisji pod
niezbyt istotnym pretekstem (przypuszczalnie na życzenie Wałęsy, który dążył
do obalenia rządu Olszewskiego).
Oportunizm i umiejętności przystosowywania się Olechowskiego szybko zyskały
mu zaufanie Wałęsy. Już wiosną 1992 r. Wałęsa zachwalał Olechowskiego jako
kandydata na premiera w dość szczególnej, typowej dla siebie stylistyce,
mówiąc, że spełnia ona zuarunki teoretyczne, praktyczne i fizjologiczne
(podkr. J.R.N.), niezbędne do przeprowadzenia reform. W tamtych latach przy
każdej okazji, jak mógł wysławiał Wałęsę w najbardziej wymyślnym
panegirycznym stylu. Można powiedzieć, że był jednym z najgorliwszych
rzeczników tak popularnej wśród polskich karierowiczów zasady „Dzień bez
pochlebstwa jest dniem straconym"! Dziś mało pamięta się, jak bardzo ten
akcentujący swój pragmatyzm i nowoczesność polityk, był w swoim czasie zdolny
do najgłupszych, najbardziej absurdalnych nawet publicznych pochlebstw pod
adresem swego głównego protektora Lecha Wałęsy. „Wsławił się" m.in.
powiedzeniem: Jeśli ktoś za kilkaset lat pokusi się o napisanie krótkiej
historii świata, to jedynym Polakiem, który ma szansę się w niej znaleźć jest
właśnie Lech Wałęsa. Nie będzie w niej ani Kopernika, ani Chopina.
Te tak lizusowskie dywagacje Olechowskiego o Wałęsie najostrzej skomentował
Gustaw Herling-Grudziński w paryskiej „Kulturze" z listopada 1993 r., pisząc,
że po takiej wypowiedzi wolno niestety zastanawiać się czy aby nasza „scena
polityczna" nie zmierza wielkimi krokami do przeistoczenia się w ośrodek
psychopatologii politycznej.
W wywiadzie dla „Wprost" z 12 września 1993 r. Olechowski wysławiał
Wachowskiego mówiąc m.in.: świehue mi się współpracuje z ministrem
Wachoiuskim i bardzo sobie tę współpracę cenię (...) mogę poiuiedzieć, że
jest
Obserwuj wątek
    • Gość: bbombel Re: 30% dla PO? PO = Platforma kameleonow 2 IP: *.szaf / 217.153.79.* 10.03.04, 17:41
      mogę poiuiedzieć, że jest bardzo przydatny prezydentowi, bo przecież Lech
      Wałęsa nie ponosi porażek tylko ma sukcesy. W dwa lata później po odsunięciu
      Wachowskiego przez Wałęsę miał już tylko złe słowa dla upadłego faworyta.
      Zwierzał się „Gazecie Wyborczej" z 16 listopada 1995 r.: Rozróżniam politykę
      przez duże „P" i przez małe „p". Ta przez duże „P" to realizowanie ambitnych
      celów i urzeczywistnianie wartości. Polityka przez małe „p" polega na
      konfliktozuaniu ludzi, intrygowaniu, sianiu nieufności. Ja bym chciał, żeby
      prezydent zawsze prowadził politykę przez duże „P", ale pan Wachowski za dużo
      lonosił tego małego „p". Dlatego też doszło do
      rozstania. p

      Mało się dziś pamięta, że Olechowski po 1992 r. współuczestniczy! w tworzeniu
      wałęsowskiego Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, co więcej - to on pisał
      program BBWR i był szefem jego Rady Programowej. Organizując dla Wałęsy BBWR
      liczył na premierostwo z jego nadania. Zbyt słabe wyniki wyborcze BBWR
      przekreśliły jednak te marzenia. Dzięki Wałęsie został jednak ministrem spraw
      zagranicznych w rządzie W. Pawlaka. W październiku 1994 r. złożył swoją dymisję
      z rządu Pawlaka, oburzony z powodu umieszczenia go na fzw. Liście Cimoszewicza,
      tj. na liście wyższych urzędników zasiadających w radach nadzorczych spółek i
      biorących dzięki temu dodatkowe wynagrodzenie.

      Po utracie prezydentury przez Wałęsę, wyraźnie odsunął się od niego. Wywołał
      tym niekłamaną niechęć u swego byłego protektora. Olechowski z rozgoryczeniem
      uskarżał się w 2000 r.: Przed pięciu laty Wałęsa obiecywał, że w następnych
      wyborach mnie poprze, a dziś twierdzi, że popańby najgorszą chabetę, byle nie
      mnie.

      Później zaangażował się w Ruchu Stu, został tam nawet przewodniczącym Rady
      Politycznej. Szybko rozczarował się i ustąpił z funkcji, gdy został
      przegłosowany w sprawie wejścia do AWS, do której wszyscy chcieli wejść poza
      nim. W końcu i on sam zdecydował się na poparcie AWS-u na krótko. Uznał jej
      program za nazbyt narodowy i prawicowy, i wszystko to ogłosił w obszernym
      liście do Krzaklewskiego, drukowanym w „Gazecie Wyborczej". Zadeklarował tam
      poparcie Unii Wolności, choć faktycznie niewiele zrobił i w tym kierunku.

      Postawę Olechowskiego wobec narodu i sprawy niepodległości najlepiej wyraził
      fragment jego bardzo agresywnego listu z 1997 r. do Mariana Krzaklewskiego,
      publikowanego w „Gazecie Wyborczej". Olechowski stwierdził tam wprost: (...)
      Nowoczesnego państwa nie zbudują politycy niepodległościowi. Ich państwo to
      gombrowiczowski „stiuór Święty Ciemny", którego stale trzeba bronić przed
      wrogami - sąsiadami, agentami, Żydami, masonami albo właścicielami
      supermarketów (...).

      Szczególnie smakowitą lekturę stanowi dziś tekst wywiadu Donalda Tuska
      dla „Rzeczpospolitej" z 2 października 2000 r. Tusk, już w kilka miesięcy potem
      wchodzący wraz z Olechowskim do przywódczego grona „trzech tenorów", tworzących
      Platformę Obywatelską, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" dokładał
      Olechowskiemu, ile wlezie. Mówił tuż przed wyborami prezydenckimi w związku z
      kandydaturą Olechowskiego: Głosując na Andrzeja Olechmuskiego, kwestionowałbym
      wysiłek tysięcy ludzi, także swój własny; włożyłbym w ironiczny cudzysłów
      dwadzieścia najważniejszych lat mojego życia. Nie odpowiada mi żadna wersja
      polityki, której istotiiym elementem jest unieważnienie przeszłości (...).
      Jeśli coś mnie niepokoi w tym, co prezentujący tacy kandydaci jak Kwaśniewski
      czy Olechowski, to próba deformacji przeszłości. Nie mam w sobie śladu
      zaciekłości wobec ich biografii, a szczególnie wobec Oledwwskiego. Ale
      odczuwani osobistą przykrość, kiedy słyszę, że życiowy wybór Olechowskiego w
      latach 70. i 80. w jego ocenie, to była służba Polsce i patriotyzm. (...)
      Życiowe wybory takich ludzi jak Olechowski, którzy decydowali się na współpracę
      z wywiadem, pozwalaty im uzyskać paszport, awans, mieć dostanie życie, robić
      karierę etc. Nie przyjmuję do wiadomości, że był to sposób na patriotyzm.

      Zaledwie trzy miesiące później ten sam Tusk, nie bacząc na przeszłość
      Olechowskiego, w styczniu 2001 r. wraz z nim współtworzył Platformę
      Obywatelską. Zapytany przez dziennikarki „Gazety Wyborczej" z 17 lipca 2001
      r., )ak mogło dojść do tak radykalnej zmiany jego poglądów, Tusk powiedział: Me
      zmieniłem swojej oceny przeszłości i moje dwie rozmowy z Olechozoskim - zanim
      spotkaliśmy się w trójkę - dotyczyły właśnie przeszłości. To były trudne
      rozmowy. Ale też pamiętam, że miesiąc po moim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej"
      Olechauski powiedział publicznie, że wstydzi się tamtej decyzji i że zabrakło
      mu odwagi, by być po drugiej stronie.

      Na bakier z polskością - Donald Tusk

      Do najszkodliwszych dla polskich interesów działaczy Platformy Obywatelskiej
      należy jeden z trzech jej czołowych przywódców, były wiceprzewodniczący Unii
      Wolności, wicemarszałek Sejmu Donald Tusk. Był politykiem, który od początku,
      na każdym kroku, usprawiedliwiał proceder wyprzedaży polskich zakładów
      zagraniczniakom szokująco poniżej ich wartości. Aby usprawiedliwić politykę
      prywatyzacji za bezcen, tak pospiesznie realizowaną przez jego kolegę
      partyjnego J. Lewan-dowskiego, Tusk publicznie akcentował, że rzekomo i tak, co
      sprzedajemy nie ma żadnej wartości, wyrażając skrajną pogardę dla możliwości
      polskiego przemysłu. Dawał do zrozumienia wprost, że cary polski przemysł jest
      tylko kupą bezwartościowego złomu. W wystąpieniu na spotkaniu z wyborcami w
      Starachowicach, w sierpniu 1993 r., Tusk deklarował: Mogę stanąć nago na głowie
      na szczycie Pałacu Kultury i powtarzać, że prywatyzacja już przyniosła Polsce
      biliony złotych, że polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic niewarte i
      dlatego są tanio sprzedane (por. Z. Nowak „Tusk nagi", „Gazeta Wyborcza", 14-15
      sierpnia 1993 r.).

      Dziś wiemy, jak wiele świetnie funkcjonujących zakładów (choćby Kwidzyn)
      zostało sprzedanych kosztem mizerii całego narodu poniżej swej wartości. Mimo
      to Tusk, jedna z osób najbardziej odpowiedzialnych za popieranie tych tak
      katastrofalnych dla Polski działań, jest wicemarszałkiem polskiego Sejmu.

      Inna sprawa, że takie rzeczy, jak polskie interesy, polskość (a może nigdy) nie
      rajcowały Tuska. Już w 1987 r. wystąpił na łamach „Znaku" z jednoznaczną
      koncepcją skrajnego wyobcowania z polskości. Mówił wprost: Co pozostanie z
      polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr
      niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość - to nienormalność -
      takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam
      tego niechcianego tematu.

      Wyobcowanie z polskości łączy się u Tuska z wyraźną niechęcią do Kościoła
      katolickiego. Były przywódca prawego skrzydła Kongresu Libe-ralno-
      Demokratycznego Lech Mażewski oskarżał Tuska jako jedną z osób szczególnie
      odpowiedzialnych za „swoistą barbaryzację KL-D", jej odejście od pierwotnych
      nawiązań do tradycji etyki chrześcijańskiej i pojawienie się klerykalizmu. Jak
      pisał Mażewski w katolickim „Ładzie" z 17 kwietnia 1994 r. pod koniec 1992 r.
      czołowi przywódcy (D. Tusk czy J. Le-wandowski) zaczęli krążyć po Polsce z
      kagankiem oświaty seksualnej, twierdząc, że bez nieograniczonego prawa do
      aborcji nie ma prawdziwej demokracji, a jedynie zakamuflowana dyktatura
      Kościoła.

      W styczniu 1997 r. szczerze wyznał w wywiadzie dla „Głosu Wybrzeża", pytany, z
      jakiego powodu najczęściej gryzie go sumienie: Z powodu lenistwa. Mówił to
      człowiek, który sam w jednym z wywiadów pomstował na polską "próżniaczą klasę"
      polityczną. Przypomniano mu to w czasie wywiadu dla „Gazety Wyborczej" z 17
      lipca 2001 r., pytając: Czy jednak Pan sam nie jest przedstawicielem klasy
      próżniaczej? (...). Przyznaje się Pan, że nie potrafi się przebić ze swoimi
      pomysłami, a
      • Gość: bbombel Re: 30% dla PO? PO = Platforma kameleonow 3 IP: *.szaf / 217.153.79.* 10.03.04, 17:44
        Przyznaje się Pan, że nie potrafi się przebić ze swoimi pomysłami, a zatem nic
        Pan nie wytwarzał. W wywiadach prasowych chwalił się Pan zamiłowaniem do
        drogich garniturów kupozuanych za senacką dietę. Czy to nie jest klasyczny
        przykład członka klasy próżniaczej?

        W tym samym wywiadzie z Tuskiem dla „Gazety Wyborczej" pytano: W wywiadzie
        dla „Echa Dnia" tak Pan tłumaczył swoje odejście z Unii (Wolności - J.R.N.): -
        „Me chciałem żyć w tym politycznym ciepełku, którego głóionym sensem jest
        pobieranie wynagrodzenia. Mam niewiele ponad 40 lat i jeszcze chce mi się coś
        robić". To dlaczego tak długo tkwił Pan w tym ciepełku i nie chciało się Panu
        czegoś zrobić?

        Niechęć do wartości chrześcijańskich i narodowych ściśle łączy się u Tuska ze
        skrajnym koniunkturalizmem, niebywałą łatwością zmieniania poglądów w
        zależności od sytuacji. Wspomniana przy sylwetce Ole-chowskiego skrajnie
        radykalna zmiana poglądów na jego temat ze strony Tuska była dość typowa dla
        różnych metamorfoz tego ostatniego polityka. Już 23 listopada 1991 r. Tuskowi
        przypomniano na łamach „Tygodnika Solidarność": Zofia Kuratowska i Piotr Nowina-
        Konopka stiuierdzili, że pan przynajmniej dwa razy dziennie zmienia opinię.
        Mówili to działacze z kręgózu

        Unii Demokratycznej, a więc partii, w której parę lat później, po jej
        połączeniu z liberałami (jako Unii Wolności), sam Tusk miał stać się wielce
        prominentnym działaczem.
        Piskorski, mistrz „gierek" politycznych

        Paweł Piskorski dał niejednokrotnie przykłady zręcznych manewro-wań w pogoni za
        władzą. Były bojownik antykomunistycznego NZS, aby utrzymać prezydenturę w
        Warszawie, ani przez chwilę nie wahał się wejść w porozumienie z
        postkomunistami z SLD, pomimo oburzenia części solidarnościowców, oburzonych
        takim zgniłym kompromisem. Paradoksalnie, niegdyś umacnianie jego pozycji w NZS-
        ie, przebiegało przy wielkim wsparciu twardego, antykomunistycznego radykała
        Mariusza Kamińskiego, który wprowadzał go na salony opozycji. Radykalne
        przyspieszenie kariery politycznej Piskorskiego następuje po wybraniu go zimą
        1990 r. przewodniczącym NSZ-u. Kaperowany przez Kongres Liberalno-Demokratyczny
        przyłączył się do liberałów i jak mu potem zarzucano wpuścił NZS w kanał
        partyjniactioa. Jak wspominał jego kolega z NZS Maciek Wąsik: Wstąpienie Pawła
        do Kongresu Liberalno-Demokratycznego odczytyiualiśmy jako budauanie własnej
        kariery politycznej. Bazą był niezależny związek, który w peumym sensie
        Piskorski zawłaszczył. Wykorzystując etos i nazwę NZS zbudował własną pozycję
        polityczną (cyt. za A. Sal: „Ryba w wodzie", „Polityka" z 24 kwietnia 1999 r.).
        Zapewnił KL-D możliwość przyspieszonego budowania struktur partyjnych w oparciu
        o uczelniane organizacje na terenie całego kraju. Został za to solidnie
        wynagrodzony. W wieku 23 lat został posłem KL-D, sekretarzem generalnym partii
        i doradcą premiera J.K. Bieleckiego ds. młodzieży. W wyborach 1991 r. startował
        z wysokiej pozycji z listy krajowej. Nawet po przegranych przez liberałów
        wyborach z 1993 r. kontynuował przyspieszoną karierę - zdecydowane poparcie
        J.K. Bieleckiego zapewniło mu zostanie zastępcą przewodniczącego KL-D Donalda
        Tuska.

        W rojącej się od karierowiczów KL-D Piskorski czuł się jak „ryba w wodzie". Gdy
        KL-D połączyła się z Unią Demokratyczną we wspólną partię, także i tu wykazał
        świetne umiejętności budowania dla siebie nieformalnych układów władzy. Umiał
        zmieniać szybko sojusze w ro~ grywkach o pozycję w Warszawie. W bojach o
        pozycję wiceprzewodniczącego UW w Warszawie doprowadził, dzięki zakulisowym
        działaniom, do porażki popieranego przez Geremka kandydata. W kolejnych
        wyborach w Warszawie, mając już poparcie Bronisława Geremka, toczącego cichy
        bój z frakcją Mazowieckiego został szefem warszawskiej UW. Autorka „Polityki"
        Anna Sal pisała o Piskorskim: Ci, którzy go nie lubią (...) twierdzą, że cierpi
        na przerost ambicji. Ze jest chory na władzę. Że do wyznaczonych sobie celów
        dąży bezwzględnie i po trupach. I cytowała wymowne zdanie jednego z polityków
        warszawskiej Unii w czasie, gdy jeszcze był jej prominentnym działaczem
        (kwiecień 1999 r.): Gierki, manipulacje, tzw. rozprowadzanie, to jego żywioł.
        Przeciwników wykańcza bezwzględnymi często metodami, niezdecydowanych kupuje
        obietnicami dopuszczenia do władzy. Uprawia politykę przez małe „p". Fascynuje
        go politykierstwo, zakidisowe rozgrywki.

        Dla Warszawy Piskorski okazał się kolejnym nieudanym prezydentem po
        Wybranowskim i Święcickim. Zarzucano mu brak całościowej wizji rozwoju miasta,
        brak strategii rozwoju stolicy. Krytykowano za efekciarstwo, podejmowanie
        spektakularnych kosztownych przedsięwzięć kosztem zaniedbania elementarnych
        potrzeb stolicy. Piskorski lubi maksymalnie pokazywać się na różnych
        uroczystych imprezach, celebrować, eksponować medialnie swą obecność przy
        otwarciu nowej pływalni czy uruchomieniu zegara. Równocześnie zaś „dziwnie"
        brak mu czasu na prawdziwie głębokie zajęcie się sprawami miasta. Najostrzejsze
        zarzuty dotyczą polityki Piskorskiego i jego unijnych kolegów w tak kluczowych
        dla Warszawy sprawach nieruchomości i gospodarki gruntami. Wciąż podnoszone są
        w tych sprawach zarzuty poważnych nieprawidłowości, np. wybrania przy przetargu
        na budowę Mostu Świętokrzyskiego oferty o 20 min droższej od pozostałych. Czy
        pozwolenia przez Piskorskiego na budowę w mieście kilku wielkich hipermarketów,
        powszechnie w świecie budowanych na obrzeżach wielkich miast, w interesie
        drobnego handlu.
        Wiele osób zastanawia się, w jaki sposób młody, trzydziestoletni prezydent
        Warszawy - P. Piskorski tak szybko potrafił się dorobić pokaźnego majątku,
        stając się jednym z najbogatszych ludzi w polskim Sejmie.
        Redaktor Teresa Kuczynska pisała w „Tygodniku Solidarność" z 5 października
        2001 r.: Piskorski przyznał się do posiadania dwóch mieszkań własnościowych
        (111 i 193 m2), trzech mieszkań w budowie, do tego akcje, kolekcje starych
        obrazów i książek, „działka" o powierzchni 2,4 lia. A więc fortuna daleko
        wyrastająca ponad to, czego mógł dorobić się trzydziestolatek na samorządowych
        posadach. Piskorski tłumaczył swój majątek handlem antykami i grą na giełdzie
        (...). Piskorski zwrócił się do urzędu skarbmoego o potioierdzenie zgodności
        jego dochodów z PIT-em. Ponoć tuż przed wyborami otrzymał rozgrzeszającą
        informację i z dumą oświadczył, że urząd skarbowy uznał, że wszystko się
        zgadza. Informację urzędu skarbowego zdyskredytoiuało jednak Ministerstwo
        Finansów jako niewłaściwą, bo pozbawioną uzasadnienia faktycznego i prawnego.
        „Prywatyzator" (J. Lewandowski)
        Trudno mówić o jakiejkolwiek trosce o narodowe interesy Polski w gospodarce w
        przypadku Janusza Lewandowskiego. Przejdzie do historii transformacji po 1989
        r. jako najbardziej krytykowany, i to z uzasadnieniem, minister przekształceń
        własnościowych. Już w 1992 r. doszło do pierwszych bardzo ostrych krytyk
        działań Lewandowskiego, kolejno ministra przekształceń własnościowych w rządach
        J.K. Bieleckiego i H. Suchockiej. Poseł KPN Mirosław Lewandowski publicznie
        wystąpił w czasie spotkania z ministrem Lewandowskim z całym katalogiem
        zarzutów skierowanych przeciwko niemu. Obejmowały np.: nadużycia związane m.in.
        z brakiem księgowania operacji sprzedaży poszczególnych przedsiębiorstw,
        niekompetentny przydział zachodnim firmom konsultingowym spraio wyceny majątku
        przedsiębiorstw oraz doradztwo polskim przedsiębiorstwom („Nowy Świat" z 2
        września 1992 r.). W czasie wcześniejszego o trzy dni wywiadu z Lewandowskim w
        rym samym „Nowym Świecie" ministrowi zarzucono: Kontrole NIK w Ministerstwie
        Przekształceń Własnościowych pohoierdziły m.in. brak dbałości o interesy Skarbu
        Państwa, rozrzutność w wydaiuaniu pań-stzuowych pieniędzy, nierozliczenie
        wielomiliardoioych transakcji związanych ze sprzedażą akcji i udz
        • Gość: bbombel Re: 30% dla PO? PO = Platforma kameleonow 4 IP: *.szaf / 217.153.79.* 10.03.04, 17:49
          akcji i udziałów przez banki na zlecenie resortu.

          NIK stwierdził wielokrotnie przekroczenie przepisów przez ministra
          Lewandowskiego. Zarzucano mu o wiele mniejsze niż przewidywano dochody z
          prywatyzacji - tylko 1,7 bln złotych, zamiast oczekiwanych 3,8 bln („Nowy
          Świat" z 7 września 1992 r.). Wśród powszechnie krytykowanych w mediach
          prywatyzacji w stylu Lewandowskiego szczególnie ostro krytykowano sprzedanie
          Amerykanom za cenę kilkakrotnie niższą od rzeczywistej wartości świetnych,
          nowoczesnych zakładów papierniczych w Kwidzyniu.

          Sprawa niektórych prywatyzacji, łagodnie mówiąc, „wadliwie", z naruszeniem
          prawa przeprowadzonych przez Lewandowskiego, co pewien czas powraca nawet po
          latach. W październiku 1996 r. Lewandowskiemu zarzucono przekroczenie prawa
          przy prywatyzacji dwóch krakowskich spółek: Techmy i Krakchemii. Zdaniem
          krakowskiej prokuratury minister w latach 1991-1993 naruszył przepisy ustawy o
          ochronie obrotu gospodarczego oraz antydatował umowy podpisywane przy
          prywatyzacji krakowskich spółek. Straty skarbu państwa oszacowano na prawie 2,4
          min zł (...). Poseł Janusz Lewandowski nie zrezygnował dobrowolnie z
          chroniącego go immunitetu. Jego obrońca wystąpił do sądu o umorzenie
          postępowania, uzasadniając wniosek trzyletnią bezczynnością organów ścigania.
          Lewandowski skorzystał na tej bezczynności. Sąd sprawę umorzył.

          Zarysowuje się jednak szansa zakończenia długotrwałej
          bezkarności „arcyprywatyzatora". Według informacji warszawskiej
          wersji „Newsweek-u" z 2 grudnia 2001 r. Prokuratura Okręgowa w Krakowie
          zdecydowała się na skierowanie wniosku do ministra sprawiedliwości o uchylenie
          immunitetu Januszowi Lewandowskiemu.

          Warto tu dodać, że deptanie przez Lewandowskiego interesów narodowej gospodarki
          szło w parze ze skrajnymi fobiami antynarodowymi i antykościelnymi. Obnażył je
          kiedyś otwarcie Lech Mażewski, w swoim czasie przywódca prawego skrzydła
          Kongresu Liberalno-Demokratycznego, mówiąc, że Lewandowski jest: dziedzicem
          francuskiego Oświecenia. Kościół, naród to według Lewandowskiego - reakcja,
          przeżytek, nacjorializm, ksenofobia („Przegląd Tygodniowy", nr 45 z 1992 r.).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka