Gość: Wrzosek
IP: *.szwajcarska.pl
11.03.04, 10:59
Towarzyszu luzer, po co udawanie, przybieranie pozy krytyka filmowego.
Powiedz wprost, że jesteś inaczej wierzący, że nie odpowiada Ci, czy też nie
rozumiesz przesłania Ewangelii. Wiadomo, że nie ma idealnych reżyserów, a
więc i filmów. Jest jednak różnica w przedstawianiu prawdy poprzez sztukę
filmową. Mel Gipson jest rzymskokatolikiem, człowiekiem wiary. Dał tego dowód
on i aktor grający rolę Jezusa, bo razem codziennie uczestniczyli w
Eucharystii, przyjmowali Komunię św., gorąco modlili się - tworząc. Chcieli
przekazać prawdę religijną o zbawczym cierpieniu Jezusa. Ale czy ta prawda
dotrze do mózgów zdewastowanych czerwonym faszyzmem ? Czy nie jest to
wyrzucanie pereł przed.... U Boga nie ma nic niemożliwego! Spiritus flat, ubi
wult.