Dodaj do ulubionych

weekend z myszką

19.03.04, 12:14
nieee
nie komputerową tym razem
historyjka jest prawdziwa, tak jak myszka

a spotkałyśmy się obie dwa tygodnie temu
ranek zapowiadał sie jak kazdy codzienny ranek
pierwsze moje poranne kroki jak zwykle do kuchni,by przygotować poranną kawę
słoiczek z kawą okazał się być pusty, więc otwieram nową torebkę z kawą i po
jej przesypaniu do słoiczka pustą torebkę wyrzucam do kubełka na smieci....
a tam...
jakiś mroczki mam przed oczami?
takie czarno-białe?
akcja trwa sekundy, może nawet ułamki sekund
te biało-czarne "mroczki" wyskakują z kubełka przysiadają na pułeczce obok,
przez chwilę patrzą na mnie swoimi bystrymi oczkami, szybkie myk...i już ich
znikły w zakamarkach pomiędzy wyposażeniem kuchennym.
nie zdążyłam nawet się przestraszyć,jak to zwykle kobiety czynią w takich
sytuacjach, i szybko przypomniało mi się zasłyszane przez drzwi zdanie
sąsiadki do jej dzieci
-zabierzcie mi stąd zaraz tą myszę
sprawa biało-czarnych "mroczków" więc szybko została wyjaśniona
wyjaśniona nie oznacza jednak "załatwiona"
mysz okazała się jeszcze nie dość oswojona i ...
pozostało do zastosowania narzędzie zwykle używane w takich sytuacjach
wieczorem więc, bo myszy nie lubią jak im ktoś po kuchni się kręci,zrobiłam
wszystko zgodnie z instrukcją i opuścilam pole działań wojennych z myszą
a rankiem następnego dnia...
przynęta zjedzona, a aparat nieodwracalnego przymusu nie zadziałał
i wiecie co?
ten fakt mnie ucieszył!
i sobie pomyślałam, że jak już ta mysza jest taką szczęściarą to mi nie
pozostaje nic innego jak jej szczęściu nie przeszkadzać
a wieczorem...
na niezazbrojonej pułapce pozostawiłam "mojej" białej w czarne łatki myszce
to co myszki ponoć lubią najbardziej
nie rozpieszczam jej jednak każdego wieczoru, bo niech wie ta mysza, że
przyszło jej być "szczęściarą" jednak w biednym kraju.
żyjemy jednak sobie już tak dwa tygodnie nie wchodząc sobie wzajemnie w
drogę, bo każda z nas wie jak wzajemnie unikać konfliktów terytorialno-
kompetencyjnych

zaczynam już lubić jej cichą obecność
byle jej jednak nie przyszło na myśl, aby powiększyć swój genotyp, bo...
jedną myszkę to jestem w stanie polubić, ale całego jej plemienia to już
chyba nie-na pewno nie
wtedy albo-albo
jeden kawałek dachu i podłogi nie wyżywi więcej niż jednej myszki
i czy musi?

D.
Obserwuj wątek
    • Gość: życzliwy Re:a dzieci pewnie za myszką płaczą /nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.04, 14:04

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka