Dodaj do ulubionych

Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski

10.04.04, 19:44
to tyle, dla zainteresowanych...

16%VOL
22%VAT
Obserwuj wątek
    • Gość: o Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 20:54
      sad
      • Gość: Pawel Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski IP: *.dip.t-dialin.net 10.04.04, 21:30
        Smutno
        • Gość: k_az Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski IP: *.toya.net.pl 10.04.04, 22:01
          To bardzo smutne.
    • patience Kwestia odwagi 10.04.04, 22:24


      To wcale nie jest takie łatwe
      Odłożyć dumną broń odmowy,
      Buntu rozpaczy szybką szablę,
      Hełm, który od posłuchu chronił,
      Pióropusz pieśni narodowych,
      Ostrogi krzywd nienaprawionych.

      Zdjąć puklerz niewzruszonych zasad
      Rzeźbiony w płaskie twarze Świętych,
      Którego wzór - po ciężkich czasach
      Winien być w duszy odciśnięty.

      Zamknąć, z poczuciem że na zawsze
      Arsenał środków ostatecznych:
      Proch samopalny, cierpień lonty,
      Do argumentów wszystkosiecznych.
      To wcale nie jest takie łatwe
      Zwinąć ostatnich redut mapę

      Bo kwestią wielkiej jest odwagi
      W lustrze obojętnego światła
      Zobaczyć się bezbronnym, nagim -
      Istotą w istot rojowisku;
      Otwartą ręką przyjąć zakład
      O zawsze bezlitosną przyszłość.

      Nie wierząc w sens zbiorowej wiary
      Nie gardzić rasą jej wyznawców.
      Codziennie skromne kłaść ofiary
      W chramie bóstw ograbionych z blasku.

      Być swoim własnym Światowidem,
      Cudzych nie wyśmiewając bożyszcz,
      Zdobywać współwyznawców wstydem
      Z prób nieporadnych bycia świadkiem:
      Bo przecież trwa noc dzikich noży
      Choć dziennym się maskuje światłem.

      Samotną nie pyszń się niemocą,
      Nie szukaj zbroi w arsenałach,
      Żyj tak byś zawsze wiedział - po co
      Bezcenny Ci - Kapitel Ciała.

      Jacek Kaczmarski
      21.1.1993
      • patience Re: Nasza klasa '92 10.04.04, 22:25
        Osiągnęliśmy dojrzałość
        Zajmujemy stanowiska,
        Co się zżarło i wychlało -
        Na zmęczonych puchnie pyskach.
        - Cośmy pozapominali -
        Zostawiło w oczach pustkę;
        Żar zwycięstwa nas wypalił
        Jak karabinową łuskę,

        Rysiek wreszcie umył ręce
        Dotąd czarne po drukarni,
        Procesuje się zawzięcie
        O nagłówek "Solidarni".
        Julek grać nie umiał w piłkę,
        Zwali go - "pryszczata menda",
        Taktyki ujawnił żyłkę
        W otoczeniu Prezydenta.

        Kopnął źle, wszedł do rezerwy,
        Ale nawet z ławki - kopie,
        Nie zawiodą Julka nerwy
        w Zjednoczonej Europie...
        Ela żyje nawet nieźle,
        Co rok jeździ do Nepalu,
        Przekazuje, co przywiezie,
        Przetrwa z tego, co odpalą.

        Lena wyszła nieszczęśliwie
        Za bezwzględne beztalencie
        Co się dziesięć lat nią żywi:
        Lena urok ma i wzięcie...
        Zdzich uczciwie robi pieniądz,
        Więc nerwicę ma i wrzody
        Ale mu zazdrości Henio,
        Niezadbany, zły i głodny...

        Za wzór zawsze robił Henio
        Odrzucania trefnych ofert:
        Znał Pascala i Montaigne'a,
        Etyki był filozofem.
        Z tej zazdrości i z tej złości
        Znów dziś robi za wyrocznię.
        Etykę mu cel uprościł
        Zniszczy Zdzicha zanim spocznie.

        W sumie przeszłościowy rocznik
        W wiek dwudziesty pierwszy wchodzi:
        Dzieci Marca, Grudnia, Stoczni,
        Chrzestni bólów przy porodzie;
        Kajam się za wstyd i gorycz,
        Za niewyważenie racji;
        Więc ze skruchą i pokorą,
        Uzupełniam obserwacje:

        Ulka z Jurkiem gdzieś ugrzęźli
        Na wsi krytej eternitem,
        Pewnie się nie odnaleźli
        W Trzeciej Rzeczypospolitej.
        Zbyszek, Romek, Anka, Paweł
        Są tak prawi że aż łyso
        I czym żyją, nie wiem nawet,
        Więc i nie ma o czym pisać...

        Jacek Kaczmarski
        1992
        • patience Re: Pieśń o śnie 10.04.04, 22:28
          Z zimna drżąc przy domowym ognisku
          Zasłuchani w głodowy kiszek marsz
          Po ostatnim wypijmy kieliszku
          Zanim świecy dotli się blask

          Papierosa puśćmy dokoła
          Przeczytajmy z zakazanych coś ksiąg
          Bo nad ranem nikt przecież nie woła
          Nikt nie wywoła nas stąd

          Gdzie łajdak pokaja się szczerze
          Gdzie złodziej odda swój łup
          Gdzie ktoś, zanim powie "nie wierzę"
          Świętemu padnie do stóp

          Gdzie krzywdy nie będą pomszczone
          Lecz wynagrodzone do cna
          Gdzie dziecko bezpiecznie zrodzone
          Siądzie obok jagnięcia i lwa

          Wtuleni w swoją obecność
          Czując w ustach wspomnienia smak
          Nie dbajmy o świadomą konieczność
          Co w twarze sypie nam mak

          Noc jest jedna i świt jest po nocy
          Pod zamkniętą powieką trwa blask
          I nikomu nie zabraknie pomocy
          Dopóki nie zabraknie mu nas

          Gdzie zdrada to wtręt z obcej mowy
          Podobnie jak przemoc i gwałt
          Gdzie myśli nie chowa się w słowa
          Lecz jawny jej daje się kształt

          Gdzie rozpacz i ból są kojone
          Gdzie i żadna nie kala się łza
          Gdzie dziecko bezpiecznie zrodzone
          Siądzie obok jagnięcia i lwa

          Ktoś powie "to senne marzenie"
          Nie ma nic prawdziwszego od snu
          Więc w obecność swą otuleni
          Wspólnie wyślijmy go tu

          Jacek Kaczmarski
          • patience Re: Opowieść pewnego emigranta 10.04.04, 22:29
            - Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
            Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,
            Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
            A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.
            Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
            Że bankierom i skrzypkom nie mówią - ty żydku!


            Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
            Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem
            I na własnych nogach przekroczyłem Bug
            Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.
            Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
            Na których się miało oprzeć Odbudowę.


            A potem mnie - lojalnego komunistę
            Przekwalifikowali na manikiurzystę.
            Ja kocham Mozarta, Bóg - to dla mnie Bach,
            A tam, gdzie pracowałem - tylko krew i strach.
            Spałem dobrze - przez ścianę słysząc ludzkie krzyki,
            A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.


            W następstwie Października tak zwanych wydarzeń"
            Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.
            Ja znałem języki, nie mnie uczyć, jak
            Pisać wprost to, co łatwiej można pisać wspak.
            Wtedy myśl się zrodziła - niechcący być może,
            Żem się z krajem tym związał - jak mogłem najgorzej.


            Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków -
            Gomułka nam powiedział - Polska dla Polaków.
            Już nie dla przybłędów Pospolita R2ecz -
            Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.
            I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
            Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.


            W Tel Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
            Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu
            I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd -
            Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?
            Nie umiałem, jak on, chwały czerpać teraz
            Z tego, że się z bankruta robi bohatera.


            Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
            Mówią - czym jest komunizm - ucz Amerykanów.
            Powiedz im, co wiesz, co na sumieniu masz,
            A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.
            A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa,
            Jak wygląda to, com - niszcząc - budował.


            I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
            Meloman - nie skrzypek, nie bankier - a ubek,
            Oficer polityczny - nie russkij gieroj.
            Ani Syjonista, ani też i goj!
            Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe, stań,
            Z tą Polską związanym pępowiną hańb!


            Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe, stań,
            Z tą Polską związanym pępowiną hańb!

            Jacek Kaczmarski
            05.04.1987
            • patience Re: Quasimodo 10.04.04, 22:32
              Katedra w rękach wroga,
              Mór, głód, ofiary krwi,
              Cierpliwy naród w progach
              U zatrzaśniętych drzwi.


              Pociągnął wróg za sznury,
              By kłamać zaczął dzwon,
              Ale nie runął z góry
              Oczekiwany ton.


              Bo garbus u jego serca wisi
              I w spiż parszywym tłucze łbem,
              Rozbrzmiewa w niespodziewanej ciszy
              Jego ni rechot, ni to jęk.
              On ceni czyste dzwonu dźwięki,
              Prostują mu garbaty los,
              Więc widząc, kto wziął sznur do ręki,
              Odebrał Panu jego głos.


              Więc rodzi wściekłą burzę
              I tłumny plac, i gmach,
              Przeklina wróg przy sznurze,
              Przeklina tłum we łzach.


              - Uwolnij dzwon, poczwaro,
              Nie ma co jeść, co pić,
              Nasycić daj się wiarą,
              Daj chociaż dzwonom bić!

              - Dopóki sznura wroga dłoń dotyka,
              Niech huczy w nawach próżna złość,
              Ja wisieć będę Panu u języka,
              Aż będzie któryś z nas miał dość.
              Lecz nawet gdy mnie diabli wezmą,
              Poświadczy świętych figur rząd,
              Że jeden garbus karku nie zgiął
              wśród upodlonych klątw.

              Jacek Kaczmarski
              1983
              • patience Re: Spełnienie 10.04.04, 22:35
                Egzotyczne owoce, egzotyczne zwierzęta,
                Których kształtów nie nazwę, smaku nie zapamiętam
                Przecież są, wiem, że są
                Przecież sam je widziałem,
                Jak spełnioną po latach bajkę marzeń dziecięcych
                Z biegiem lat zapomnianą...

                Powróciły na stałe
                Owoc serca oplatać, zwierzę duszy zachęcić
                Możliwością przemiany w Kazuara, Jaszczura,
                Orchideę i strumień, Węża co zmienia skórę
                I we wszystko po trosze, czego już nie pamiętam,
                W co zamienić mnie zechce przepowiednia zawiła
                - W egzotyczne owoce, w egzotyczne zwierzęta -
                By choć jedna dziecięca bajka mi się spełniła.

                Jacek Kaczmarski
                25.5.1988
                • patience Re: Spotkanie z Wallenrodem 10.04.04, 22:38
                  Miło Cię widzieć wśród nas, Wallenrodzie.
                  Widzisz, że szczerze Cię chcemy wysłuchać
                  I wszystkim, czego nie mamy, dogodzić,
                  Zanim zdołamy zaufać.

                  Wybacz tym, którzy ćwiartować Cię pragną —
                  Jeśliś uczciwy, dziwić się nie możesz:
                  Chciałeś ich karki do swej woli nagiąć
                  Choć w zbożnym celu — być może.

                  Szlachetny fortel wybrawszy kariery
                  Dążąc ciężarem zdrady swej do celu —
                  Dla sprawy przecież a nie dla orderów
                  Sprzedałeś się, przyjacielu!

                  Nikt z nas nie wiedział, co Tobie zawdzięcza
                  Klątwy na Ciebie rzucając przez lata.
                  Stąd sytuacja nad wyraz niezręczna —
                  Gdy dziś mamy brać Cię — za brata.

                  Śmiało przyznajesz się — do swojej chwały,
                  I nasze myśli — za swoje uważasz,
                  Lecz Twoje twierdze — stoją tak jak stały
                  I Zakon Twój wciąż nam zagraża.

                  Więc przyjmij z pokorą nasz brak wdzięczności —
                  Za twe intencje — niegodną nagrodę.
                  Myśleć po prostu zwykli ludzie prości
                  I nie chcą już Wallenroda!

                  Jacek Kaczmarski
                  25.5.1989
                  • patience Re: Szklana góra 10.04.04, 22:39
                    Zyska sławę, królem będzie
                    Kto na szklaną górę wejdzie.

                    Kto zdobędzie szczyt w błękicie
                    Będzie tym, kto jest na szczycie.

                    Lecz, choć wielu kusi wejście
                    Jeden tylko ma tam miejsce.

                    A, że przecież Góra - Szklana,
                    Więc dla wielu - niewidzialna.

                    Nawet tym, co na jej zboczach
                    Szczyt się nie odbija w oczach.

                    Skóra góry gładka, śliska,
                    Diamentowo jest przejrzysta.

                    I dopiero krew rozlana
                    Wskaże gdzie jest szklana ściana.

                    Więc pośladach cudzej krwi
                    Wiedzie wąski ślad na szczyt.

                    A nie wie wśród żywych
                    Czy ten szlak, to szlak prawdziwy.

                    I niejeden całe życie
                    Nie wie, że już jest na szczycie.

                    Więc się modli u stóp krzyży
                    Za tych, którzy padli niżej.

                    Po czym u ich boku spocznie
                    U stóp góry niewidocznej.

                    Zyska sławę, królem będzie
                    Kto na szklana górę wejdzie

                    Jacek Kaczmarski
                    27.08.1989
                    • patience Re: Szulerzy 10.04.04, 22:41
                      Jeśli siadasz przy tym stole
                      Zważ, że światło nie najlepsze
                      A partnerzy w każdym razie przypadkowi
                      Popraw pludry nim usiądziesz
                      I pod boki się podeprzyj
                      Bo pewności siebie brak nowicjuszowi

                      Kartki sprawdzaj - znakowane
                      Ale nie daj znać, że wiesz to
                      Bo obrażą się i wstaną od stolika
                      Przegrasz tak czy owak
                      Chyba że oszukasz
                      Ale z resztą nie po kartach się poznaje przeciwnika

                      Gramy patrząc sobie w oczy
                      Ręce muszą chodzić same
                      I pod stołem decydować o rozgrywce
                      Nie drgnij, gdy król, którego w ręku masz
                      Twą weźmie damę
                      Szuler ten, kto pierwszy nazwie się szczęśliwcem

                      Nie ciesz się, gdy go odkryjesz
                      Zwykle bywa trzech lub czterech
                      Siadłeś po to tu, by zagrać uczciwego
                      Swoje zapasowe asy
                      Trzymaj długo blisko nerek
                      Póki nie zostanie ci już nic innego

                      Wtedy dołącz je do talii
                      Tak, by nikt nie spostrzegł sprawcy
                      A gdy już się wyda, że jest kart za dużo
                      Wstań od stołu z oburzeniem
                      Walnij pięścią, Ha, szubrawcy!
                      A więc temu te rozgrywki wasze służą

                      Unieważniam wszystkie partie
                      Pieczętuję stół i pulę
                      Albo wzywam straż i skandal i rozróba
                      Łotry znikną, ty usiądziesz, przetasujesz talię czule
                      I zaprosisz, kogo chcesz
                      By go oskubać

                      słowa: Jacek Kaczmarski
                      19.12.1991
                      • patience Re: Tunel 10.04.04, 22:44
                        Pytają mnie - co czułem, kiedy prawie, prawie
                        już bym się na niebieskiej przeciągał murawie,

                        lub, biorąc pod uwagę wariant mniej wesoły -
                        zażywałbym kąpieli w kotle pełnym smoły;

                        więc - na początku jeszcze istniała szczelina,
                        przez którą stół widziałem, chleb i szklankę wina,

                        słyszałem, że papuga skrzeczy, że pies skomli,
                        choć nie miałem pojęcia - do mnie to, czy - po mnie?

                        To odchodzenie - leżąc i pomimo chcenia
                        Ze strefy światła w strefę bezbarwnego cienia,

                        choć całkiem bezbolesne, nie było przyjemne,
                        bo się działo - nie ze mną, a jedynie - we mnie,

                        jakbym w siebie zaglądał i dostawał mdłości
                        od widoku przepastnej, pustej wysokości.

                        Pomyślałem: to pewnie ten tunel świetlisty,
                        Którym dojdę - gdzie dojdę - na byt wiekuisty,

                        niemałą czując ulgę, że to wreszcie koniec,
                        gdzie się na koniec dowiem - co jest po tej stronie...

                        Tyle, że świetlistości tam nie było wcale;
                        już raczej brudny opar, jak w miejskim kanale,

                        już raczej nie budząca zaufania cisza,
                        fałszywa, jaką każdy oszukany słyszał,

                        wiedząc, że wyrok zapadł, ale w stryczka cieniu
                        nieświadomy do końca łeb... że w zawieszeniu!

                        Nie mogąc tedy stwierdzić, czym w piekle, czym w niebie -
                        Dosłownie i w przenośni - doszedłem do siebie.

                        Pojąłem - w psa skomleniu i papugi wrzasku -
                        Że tylko tutaj szukać mi mroków i blasków,

                        tutaj wszystko, co piękne, wszystko, co straszliwe,
                        bo żyje - przeżywane przez wszystko, co - żywe...

                        Jacek Kaczmarski
                        Osowa 27.3.2003
                        • patience Re: Zegnaj, Jacek/nt 10.04.04, 22:45

                          • monopol Re: Zegnaj, Jacek/nt 10.04.04, 22:51
                            Płynie rzeka wąwozem, jak dnem koleiny
                            Która sama siebie żłobiła
                            Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej
                            Tam na górze są ponoć równiny
                            I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
                            Sama biorąc na siebie cień zboczy...
                            Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije
                            Własna w czeluść ciągnie go siła
                            Ale jest ciągle rzeka na dnie tej rozpadliny
                            Jest i będzie, będzie jak była
                            Bo źródło, bo źródło wciąż bije

                            A na ścianach wąwozu pasy barw i wyżłobień
                            Tej rzeki historia, tych brzegów
                            Ślady głazów rozmytych, cienie drzew powalonych
                            Muł zgarnięty pod siebie wbrew sobie
                            A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina
                            Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...
                            Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu
                            Woda syczy i wchłania, lecz żyje
                            I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni
                            Ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom
                            Bo źródło, bo źródło wciąż bije

                            I są miejsca, gdzie w szlamie woda niemal zastygła
                            Pod kożuchem brudnej zieleni;
                            Tam ślad, prędzej niż ten, co zostawił go, znika
                            Niewidoczne bagienne są sidła
                            Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki
                            Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!
                            Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna
                            Niech się sypią lawiny kamieni!
                            I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów
                            Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
                            Jak nie rzeka podziemna?
                            Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje
                            Bo źródło, bo źródło wciąż bije
                  • luzer Bardzo śmiesznie jest umierać kiedy żyć byś chciał 10.04.04, 22:40
                    ŚMIECH

                    Bardzo śmiesznie jest umierać,
                    Kiedy żyć byś chciał.
                    Nosić miano Oliviera,
                    Kiedy jesteś Brown...

                    Jak zabawnie chcieć i nie móc
                    Lub nie chcieć i móc...
                    Dziś Romulus - jutro Remus,
                    Jutro trup - dziś wódz...

                    Chciałbyś lecieć za widnokrąg,
                    Miasto ci się śni -
                    Czemu żyć chcesz Pinokio
                    W korowodzie złych dni...?

                    Bardzo śmiesznie wstawać rano,
                    Kiedy spać byś chciał.
                    I z twarzyczka zapłakaną
                    Wychodzić na raut...

                    Jak zabawnie myśleć o czymś,
                    Kiedy braknie słów...
                    Prosto z pełni w sen wyskoczyć,
                    W roześmiany nów...

                    Chciałbyś słońca musisz moknąć,
                    Myśląc w to mi graj.
                    Nie umieraj Pinokio,
                    Jeszcze jedną noc trwaj...




                    LV23R sad(




                    --
                    Najcenniejszą rzeczą w życiu jest spokój ducha.
                    • garg_ul Coś za coś 10.04.04, 23:17
                      Pierwszy kęs zanęcił mi apetyt.
                      Drugi kazał zwątpić w chęć na wety.
                      Trzeci urósł w ustach padłem -
                      Znów za kogoś jadłem.

                      Pierwszy łyk - rozterek wór załatał.
                      Drugi odkrył nagą prawdę świata.
                      Trzeci odjął myśl i siłę -
                      Znów za kogoś piłem.

                      Pierwszy flirt obracał serce w gardle.
                      Drugi się zatracał w prześcieradle.
                      Trzeci zwracał weksle drogo -
                      Kochałem za kogoś.

                      Pierwszy wiersz po dłoni spłynął tchnieniem.
                      Drugi - długie spory wiódł z sumieniem.
                      Trzeci się z obłudą szlaja -
                      Za kogoś się kajam.

                      Pierwszy sen - jak świeże jabłko - zdrowy.
                      Drugi porwał w strzępy życia skowyt.
                      W trzecim - kondukt i zaduma -
                      Znów ktoś za mnie umarł.

                      _________________________________
                      Na każde życie - zgon.
    • cs137 Dwa tysiące lat temu jeden pan w Rzymie napisał 10.04.04, 22:40
      ...peowen wiersz. Ten wiersz miał się odnosic do niego samego. aAle tak się
      stało, że odniósł się do wielu, którzy zyli już wieki po nim. Jacek Kaczmarski
      dołączył do listy tych osób.

      Oto ten iwersz, który mam na myśli:

      EXEGI monumentum aere perennius
      regalique situ pyramidum altius,
      quod non imber edax, non Aquilo impotens
      possit diruere aut innumerabilis
      annorum series et fuga temporum:
      non omnis moriar multaque pars mei
      uitabit Libitinam; usque ego postera
      crescam laude recens, dum Capitolium
      scandet cum tacita uirgine pontifex;
      dicar, qua uiolens obstrepit Aufidus
      et qua pauper aquae Daunus agrestium
      regnauit populorum, ex humili potens,
      princeps Aeolium carmen ad Italos
      deduxisse modos. sume superbiam
      quaestam meritis et mihi Delphica
      lauro cinge uolens, Melpomene, comam.


      Jacek Kaczmarski znał i lubił łacinę. W jednej ze swoich wczesnych piosenek
      wykorzystał słynny początek ksiązki Juliusza Cezara, "Galia est omnis divisa in
      partes tres...", jako refren.

      Więc pomyślałem sobie, że przypomnienie tego wiersza Horacego sprzed dwóch
      tysiącleci będzie na miejscu dziś, w dniu śmierci Jacka.
    • kinusza Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski 10.04.04, 23:38
      Odchodzą, zabierają ze sobą płyty i myśli. Nie wiem gdzie idą i nie zrozumiem
      dlaczego odchodzą. Nie zrozumiem chyba nigdy. Głupia ja Jasiu, oj Głupia...
      • letalin Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski 11.04.04, 01:10
        Dla mnie On był "Nasz" ... Ktoś łączący ludzi o podobnie patrzących oczach,
        słyszących uszach i tak samo czujących. Będzie brakowało słów, które wyśpiewane
        przez Niego stawały się rzeczywistym spoiwem i więzią.
    • Gość: Mosze Jacek Kaczmarski S.P. IP: *.red.bezeqint.net 11.04.04, 05:54
      Czesc jego Spiewackiej Pamieci...
    • cs137 Lekcja Historii Klasycznej 11.04.04, 11:17
      Prorocza piosenka? Jakoś mi pasuje do tego, co sie obecnie dzieje....



      Galia est omnis divisa in partes tres
      Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
      Tertiam qui ipsorunt lingua
      Celtae nostra Galii apelantur
      Ave Caesar morituri te salutant

      Nad Europą twardy krok legionów grzmi
      Nieunikniony wróży koniec republiki
      Gniją wzgórza galijskie w pomieszanej krwi
      A Juliusz Cezar pisze swoje pamiętniki

      Galia est omnis...

      Pozwól Cezarze gdy zdobędziemy cały świat
      Gwałcić rabować sycić wszelkie pożądania
      Proste prośby żołnierzy te same są od lat
      A Juliusz Cezar milcząc zabaw nie zabrania

      Galia est omnis...

      Cywilizuje podbite narody nowy ład
      Rosną krzyże przy drogach od Renu do Nilu
      Skargą, krzykiem i płaczem rozbrzmiewa cały świat
      A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu!
    • Gość: wikul Re: Kilka godzin temu zmarł Jacek Kaczmarski IP: *.acn.waw.pl 11.04.04, 21:22
      martini_very_bianco napisała:

      > to tyle, dla zainteresowanych...
      >
      > 16%VOL
      > 22%VAT


      Intrygują mnie te procenty. Mógłbyś wyjasnić o co chodzi ?
    • jenisiej Non omnis moriat 12.04.04, 02:52
      Trochę mam kaca na temat martyrologii, więc zacytuję taką sobie nostalgiczną
      piosenkę. Bez podtekstów, naprawdę. Spytajcie ewentualnie mojego
      psychoanalityka, dlaczego ją lubię - ja nie mam pojęcia.

      Encore - jeszcze raz
      wg obrazu P. Fiedotowa

      Mam wszystko, czego może chcieć uczciwy człowiek
      Światopogląd, wykształcenie, młodość, zdrowie
      Rodzinę, która kocha mnie, dwie, trzy kobiety
      Gitarę, psa i oficerskie epolety
      To wszystko miało cel i otom jest u celu
      Na straży pól bezkresnych strażnik (jeden z wielu)
      Przy lampie leżę, drzwi zamknięte, płomień drga
      A ja przez szpadę uczę skakać swego psa

      Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze
      Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas
      Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz
      Encore, encore jeszcze raz

      Za oknem posterunku nic nie dzieje się
      Czego bym umiał dopilnować, albo nie
      Dali tu stertę starych futer i człowieka
      Ażeby był i niewiadomo na co czekał
      Więc przypuszczenia snuję, liczę sęki w ścianach
      Czasem przekłuję końcem szpady karakana
      W oku mam błysk! (Od knota co się w lampie żarzy)
      Czerwony odcisk na podpartej ręką twarzy

      Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze
      Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas
      Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz
      Encore, encore jeszcze raz

      Tak, jest gdzieś świat, obce języki, lecz nie tu
      Tu z ust dobywam głos, by rzucić rozkaz psu
      Są konstelacje gwiazd i nieprzebyte drogi
      Ja krokiem izbę mierzę, gdy zdrętwieją nogi
      I wtedy szczeka pies na ostróg moich brzęk
      Ze ściany rezonuje mu gitary dźwięk
      Ze wspomnień pieśni, które znam, tka wątek wróżb
      Jak gdybym swoje życie przeżył już

      Na drzwi się nie oglądaj, nasienie sobacze
      Gdzie w śniegach nocny wilka trop i zaspy po pas
      Skacz jak ci każę, będę patrzył jak skaczesz
      Encore, encore jeszcze raz

      Więc jem i śpię, pies śledzi wszystkie moje ruchy
      Gdy piję, powiem czasem coś, on wtedy słucha
      I widzę w oknie, zamiast zimy, lampę, psa
      I oficera, który pije tak jak ja
      Nic nie ma za tą ścianą z wielkich czarnych belek
      Nad stropem nazbyt niskim, by skorzystać z szelek
      Nic we mnie, prócz do świata żalu dziecięcego
      Tu nikt nie widzi, więc się wstydzić nie ma czego

      Oczami za mną nie wódź, nasienie sobacze
      Gdy piję w towarzystwie alkoholowych zmor
      I nie liż mnie po rękach, gdy biję cię - i płaczę
      Jeszcze raz! Jeszcze raz! Encore!
      • Gość: Raf z Paryza Re: Non omnis moriat IP: *.w81-250.abo.wanadoo.fr 12.04.04, 07:45
        Ja tez ja lubie. Pewnie dlatego, ze mowi ona o samotnosci czlowieka w polowie
        zycia. Dzis jestem jeszcze bardziej samotny. Odszedl przyjaciel, odszedl mistrz.
        Placze. Tu nikt nie widzi, wiec sie wstydzic nie ma czego.
        Nie wstydzmy sie lez.
        Pozdrawiam.
    • janusz2_ Zbroja 15.04.04, 00:28
      Jest też taki, ważny, utwór Kaczmarskiego:

      "Dałeś mi Panie zbroję
      Dawny kuł płatnerz ją
      W wielu pogięta bojach
      Wielu ochrzczona krwią
      W wykutej dla giganta
      Potykam się co krok
      Bo jak sumienia szantaż
      Uciska lewy bok
      Lecz choć zaginął hełm i miecz
      Dla ciała żadna w niej ostoja
      To przecież ważna rzecz
      Zbroja"
    • janus22 Epitafium dla Wysockiego 15.04.04, 01:04
      Pamiętacie?

      "I pojąłem co chcą za mną zrobić tu
      I za gardło porywa mnie strach!
      Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum
      Macie w oczach i w uszach piach!
      Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk
      Mnie nie będą katować i strzyc!
      Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
      Ósmy krąg w którym nie ma już nic.
      Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił!Choć przemknąłem przed wami jak cień!
      Palcie w łaźni aż kamień się zmieni w pył
      -Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!"
    • janus22 Link do utworów Kaczmarskiego 15.04.04, 01:08
      www.poema.art.pl/site/sub_226.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka