Dodaj do ulubionych

Świadectwo Wałęsy

21.12.10, 11:40
"„Ja Lech Wałęsa oświadczam, że Stanisław Rybiński jako funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa w latach 82 – 90 w sposób tajny i zakonspirowany udzielał mi informacji o podejmowanych działaniach tej służby wobec członków organizacji podziemnych, a w szczególności związku »Solidarność«” – takie zaświadczenie 7 grudnia 2009 r. napisał noblista byłemu funkcjonariuszowi SB.
Z pisma dowiadujemy się, że Wałęsa wydał je na prośbę samego zainteresowanego z „uwagi na ustawę ograniczającą prawo do emerytury Stanisława Rybińskiego”.
(...)
Obniżenie świadczeń emerytalnych dla byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb przewiduje tzw. ustawa dezubekizacyjna. Na jej mocy wszyscy esbecy mają obcięte świadczenia do poziomu przysługującego innym emerytom i rencistom. Wcześniej pobierali znacznie wyższe od przeciętnych świadczenia, tzw. resortowe.
Ustawodawca przewidział jednak wyjątek nazwany lex Hodysz od nazwiska funkcjonariusza SB, który pomagał opozycji.
(...)
Problem w tym, że ten były funkcjonariusz SB o swojej działalności na rzecz „Solidarności” przypomniał sobie, dopiero gdy zaczęło mu grozić obcięcie emerytury. Do tej pory żaden historyk nie opisał pomocy Rybińskiego dla „S”.

– Nie słyszałem nigdy o kimś takim – mówi „Rz” marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, legendarny przywódca „Solidarności” na Wybrzeżu. – Może nam pomagał, ale ja nic o tym nie wiem.
(...)
Postać Rybińskiego nie jest jednak nieznana historykom. Opisali go Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w książce „SB a Lech Wałęsa” – ale nie jako esbeka pomagającego „Solidarności”, lecz człowieka, który czyścił archiwa pozostałe po Służbie Bezpieczeństwa.

„Naczelnik Wydziału Ewidencji i Archiwum S. Rybiński ponownie zabrał teczkę z magazynu i bez pokwitowania zaniósł ją przełożonym. Prawdopodobnie wówczas z teczki usunięto kopię dokumentacji dotyczącej L. Wałęsy, którą 1 czerwca 1992 r. w związku z realizacją ustawy lustracyjnej przesłano do Warszawy. W ten sposób bezpowrotnie zginął trzeci i ostatni komplet donosów TW ps. Bolek” – czytamy w książce „SB a Lech Wałęsa”."

Tekst linka
Obserwuj wątek
    • hasz0 wychodzi na świadectwa Rybińskiego-Wałęsy wzajemne 21.12.10, 11:56
      Agent Tomek ~Polka dzisiaj, 03:51
      Facet obrzydliwy i z wyglądu i z charakteru.Jakim trzeba być człowiekiem ,żeby za pieniądze podjąć się tak ohydnych działań?Człowiek ,który bez oporów za pieniądze założy na bliźniego swego każdego rodzaju "haka".Może podobny typek zastosuje tę samą metodę w stosunku do jego żony lub córki w przyszłości

      https://m.onet.pl/_m/f4d3ed907f74ce1004324b79e101dd29,37,1.jpg

      www.naszasprawa.fir.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=50
      Układ z Dorothenstrasse’1918

      polityka, a kondycja narodu polskiego
      Masońskie rządy sanacyjne, które przejęły władzę droga krwawego zamachu stanu w roku 1926-tym, po to nagłośniły tymczasowy akt kapitulacji Niemiec podpisany w Compiegne 11-go listopada 1918 i ustanowiły państwowe Święto Niepodległości pod ta datą, by zakłamać polską historię, a szczególnie zataić rolę Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji (endecji) – naszej rdzennej formacji politycznej.
      I to FAŁSZERSTWO obowiązuje aż do tej pory!
      86 lat temu, 11 listopada 1918 roku Niepodległości Polska jeszcze nie odzyskała, odzyskiwała Ją nie jednorazowym aktem, lecz mozolną pracą polityczną, kierowaną przez Romana Dmowskiego, a wrogowie Polski ten fakt zatajają. Szczególnie chodzi o dzieło Narodowej Demokracji na Konferencji Pokojowej w Wersalu.

      Należy przypomnieć, co się wydarzyło 23-go listopada r.1918 w loży masońskiej przy Dorothenstrasse w Berlinie.
      Jak „europejskie siły polityczne” szykowały odradzającej się państwowości polskiej zagładę.
      Powiedzmy – jakim kłamstwem jest nieinformowanie o rzeczywistych mechanizmach krzywd, odniesionych przez naród polski na konferencji wersalskiej. To sprawa niebagatelna – źle zawarty na tej konferencji pokój zaowocował wojną o gdański korytarz, zagładą Słowian, Żydów, Cyganów…
      Jak to się dzieje, że do tej pory nauczyciele historii nie uczą o rzeczywistych powodach II Wojny Światowej?
      We wtorek, 23-go listopada 2004, o godz. 20.30 przy Placu Na Rozdrożu, w miejscu, gdzie stanie pomnik Romana Dmowskiego spotkamy się, by przypomnieć o Układzie Z Dorothenstrasse’1918 i walce Ruchu Narodowego z Układającymi Się Stronami. /-/ Dariusz Benedykt Ciesielski, /-/ Eugeniusz Sendecki, /-/ Sławomir Zakrzewski,
      POWIEDZMY PRAWDĘ O UKŁADZIE Z DOROTHENSTRASSE’1918! ZATAJANYM PRZEZ MASONÓW FAKCIE POLSKIEJ HISTORII !!!

      Dorotheenstrasse – dwie wiadomości, zła i dobra.
      Układ z Dorotheenstrasse wydarzył się w roku 1918-tym.. Przez oficjalnie nauczających historii Polski jest to fakt ukrywany.Wiele można mówić – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego prawda o Układzie nie przedarła się dotychczas do świadomości ogółu? Co było (i jest ?!!!) przyczyną, że doniosłe wydarzenie – kluczowy w XX-tym wieku punkt spisku przeciwko Polsce nie stał się jak dotychczas przedmiotem wspomnień, dyskusji, opracowań, gorących sporów i nocnych rodaków rozmów?!
      1) Jest w Polsce blokada informacji o spisku z Dorotheenstrasse i jego skutkach.
      Jakaś siatka agenturalna wytrwale deprecjonująca polską tradycję, starania polityczne. Niestety – sojusznikami tej zgrai stały się liczne szeregi zobojętniałych naszych rodaków, zabieganych za utrzymaniem codziennym i manipulowanych przez środki przekazu, których dysponenci pozostaja poza granicami Polski. To jest zła wiadomość.
      2) Ale – są również osoby, które postanowiły tę sytuację przełamać.
      Istnieje od ponad stu lat formacja wytrwale realizująca w działaniach politycznych dobro narodowe. Ta formacja polityczna została nazwana endecją – od słów „narodowa demokracja”, albo – „ruch narodowy”, czyli potocznie „narodowcy”. Narodowcy polscy istnieją. I to jest ta dobra wiadomość.
      Roman Dmowski – „Polityka Polska i Odbudowanie Państwa” – fragmenty;
      (… Wieczorem 23 listopada 1918 roku w rzęsiście oświetlonym gmachu wielkiej loży masońskiej przy Dorotheenstrasse w Berlinie panował ruch niebywały. Zwołano zjazd wolnomularzy z całych Niemiec; wezwania podpisane były przez szereg wielkich osobistości, takich między innymi, których przedtem o udział w masonerii nawet nie posądzano. Nazajutrz po tym zjeździe rozeszły się po Berlinie wieści, że stanął na nim pakt miedzy masonerią niemiecką, a Żydami, mocą którego Żydzi otrzymują całkowitą swobodę działania wewnątrz Niemiec i szereg naczelnych stanowisk w ich życiu politycznym, a za to zobowiązują się do tego, że żydostwo międzynarodowe będzie broniło interesów niemieckich przy zawieraniu pokoju. Żydzi znowu zrobili dobry handel: bronili interesów niemieckich od dawna i bronić musieli, bo w znacznym odsetku były to ich interesy, zobowiązywali się więc do rzeczy, która byliby bez wszystkiego zrobili; za darmo więc kupili sobie rządy polityczne w Niemczech. Naturalnie, z chwilą kiedy już i politycznie Niemcy opanowali, sprawa niemiecka stawała się dla nich tym bliższa. Cały koszt tego paktu mieli ponieść Niemcy w postaci dezorganizacji wewnętrznej i rozkładu ich sił narodowych i narody, które uda się na konferencji pokojowej skrzywdzić na rzecz Niemiec, przede wszystkim Polska.

      Pakt ten nie napotkał ze strony niemieckiej trudności. Socjaliści i liberałowie niemieccy zawsze byli związani z Żydami i pracowali dla zwiększenia ich politycznej roli; żywioły zaś nacjonalistyczne miały w ciągu wojny i w chwili końcowej katastrofy oczy zwrócone przede wszystkim na zewnątrz, przejęte były strachem przed utratą tego, co do niedawna wydawało im się zdobyczą na wieki pewną, i wszystko były gotowe sprzedać, byle kupić sobie obronę interesów zewnętrznych. Obrona zaś żydowska była nie do pogardzenia: Żydzi mieli duże wpływy w państwach zwycięskich, doszli, zwłaszcza za rządów Wilsona, do ogromnej roli w Stanach Zjednoczonych, a przede wszystkim mieli całkowicie oddanego sobie człowieka w osobie premiera londyńskiego, Lloyd George’a. Położenie tedy zwyciężonych Niemiec nie było beznadziejne. („Polityka Polska i Odbudowanie Państwa” t.2, str.105)

      (… Ataki przychodziły czasem z całkiem nieoczekiwanej strony.
      Zdarzyło się być na obiedzie wojskowym francusko-polskim, na którym przemawiał p. Władysław Mickiewicz, syn nieśmiertelnego Adama, uskarżający się na nacjonalizm polski, który urządza pogromy żydowskie. Uczułem się tym wybrykiem zmuszony do zabrania głosu i zwróciłem się do obecnych Francuzów: – Właśnie, proszę panów, otrzymałem wiadomość o nowym „pogromie” w Polsce. W Kielcach paruset młodych Żydów, wyszedłszy z kinematografu, ciągnęło przez ulice z okrzykami: „Niech Żyje Lenin! Niech żyje Trocki! Precz z Polską!” Tłum rzucił się na nich i padły ofiary. Co by panowie zrobili, gdyby w którym mieście francuskim ukazała się na ulicach banda z podobnymi okrzykami, wołająca „Precz z Francją!”? – To samo – odpowiedzieli jednogłośnie obecni.
      Niepowołany oskarżyciel dostał naukę.
      Musze zauważyć, że pierwszym kanałem, przez który wieści o pogromach szły na zachód, była prasa niemiecka.
      Był to jeden z punktów współdziałania niemiecko-żydowskiego po wojnie. (op.cit. t.2, str.116)

      www.naszasprawa.fir.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=50

      • hasz0 _______kiedy sie otrząśniemy ze złudzeń?______ 21.12.10, 11:58

        • hasz0 Dlaczego prokuratura nie wyjaśni tego oszczerstwa? 21.12.10, 12:04
          forum.hotnews.pl/fpolska,0,1346,32199.html
          Drugi dzień świąt Wielkiej Nocy,17 kwietnia 1995, Gdańsk, ul Wita Stwosza 39. Pod 10-cio piętrowym wieżowcem, wówczas tam stojącym, dokładnie o 5.50 wybuchają ładunki, podłożone w niezwykle precyzyjny sposób. Dwie dolne kondygnacje zamieniają się w ruinę, a budynek, zgodnie z wyliczeniami, nie przewraca się, tylko osiada z minimalnym odchyleniem. Giną 22 osoby. Po co? Ano dlatego, że mieszkał tam na 6-tym piętrze ppłk Adam Hodysz, były szef UOP w Gdańsku, któremu min. Macierewicz powierzył zadanie zweryfikowania, co do autentyczności zawartości, teczki konfidenta SB TW "Bolek". I teczki tej Hodysz min. Milczanowskiemu nie wydał , pomimo kilkukrotnych żądań, wspieranych groźbami pozbawienia życia. Wracając do budynku, co się dzieje po wybuchu, czy przyjeżdża straż pożarna i pogotowie? I tak i nie. Bo niby są, ale...zabroniono im, poza ewakuacją ludzi, których od początku bardzo dokładnie "sprawdzano", cokolwiek innego robić. Do końca dnia budynek przeszukują "cywilni specjaliści", czyli ekipa Milczanowskiego. Ale teczki Bolka w budynku nie ma, pomimo doniesień, że na 100% miała tam być. W związku z tym budynek, dla zatarcia śladów zbrodni, zostaje obłożony materiałami wybuchowymi i za dwie 13-ta dnia następnego wysadzony. Dopiero wówczas pozwolono ratownikom szukać... ciał zabitych. A jako "oficjalną" przyczynę podano wybuch..."gazu". Odpowiedzialność próbowano zwalić na pewnego emeryta, który zginął na parterze, bo...był ubrany i często mówił, że tu "wszystkich załatwi". Tyle, że ubranych było więcej (niektórzy zdążyli szczęśliwie wyjść), bo o 6.00 w pobliskim kościele odprawiana była msza Wielkanocna (drugi dzień Świąt). I w tym bloku nie był to akurat najgorszy typ człowieka. Ale to nikomu nie ze zbrodniarzy i piszących na ich usługach "piesków wolnego dziennikarstwa" nie przeszkadzało, aby pisać takie bzdury i przedstawić ewidentną zbrodnię jako "naturalną katastrofę". A co do wzmiankowanej teczki, kilka dni po tej zbrodni, ppłk Hodysz teczkę oddał. Nie chciał aby przez teczkę agenta TW "Bolek" zginął jeszcze ktokolwiek spośród ludzi, których dobrze znał i cenił. Za tę zbrodnię Milczanowski ani Wałęsa nigdy nie odpowiedzieli. I najprawdopodobniej nigdy nie odpowiedzą, tak długo jak długo będzie istniał państwowy twór żydo-sbecki zwany III RP.----To też zamieszczam na wszystkich forach,także Polonijnych.Już nigdy żaden pomiot zbrodniarza,bandyty parchobolszewickiego pokroju Izaaka Stolzmana-juniora,Bermana,etc,nie zostanie Prezydentem Polski,będę się,o to starał usilnie uświadamiając nieświadomych Polaków.Ponad 3000 enkawudzistów,parchobolszewików,na rozkaz Stalina pozostało w Polsce,zmieniając swe tetełe na polskie nazwiska w tym Izaak Stolzman,pułk.NKWD i Śmierszy ksywa Krwawy Karzeł z Pomorza,tate Izaaka juniora vel Kwaśniewskiego.

          • hasz0 Re: Dlaczego prokuratura nie wyjaśni tego oszczer 21.12.10, 12:10

    • sz0k czy szczyt hucpy został właśnie osiągnięty? 21.12.10, 12:00

      • janusz2_ Re: czy szczyt hucpy został właśnie osiągnięty? 21.12.10, 13:33
        Nie wie, czy szczyt hucpy został właśnie osiągnięty, ale na pewno jest blisko.
    • jaceq Re: Świadectwo Wałęsy 21.12.10, 12:25
      > Ustawodawca przewidział jednak wyjątek nazwany lex Hodysz od nazwiska funkcjonariusza
      > SB, który pomagał opozycji.

      Z tego co mi wiadomo, to Pan ppłk (obecnie) Hodysz był dosłużył się w ramach SB stopnia kapitana.
      A zostać kapitanem w SB to można było za tak zwany damski penis? Czy też raczej za coś bardziej konkretnego?
      • hasz0 ________________________________21 lat za mało? 21.12.10, 12:30
        wyborcza.pl/1,76842,2834741.html
        Po z górą czterech latach odbywania kary sąd penitencjarny wydał postanowienie o przedterminowym zwolnieniu, na które prokurator wniósł zażalenie. Działo się to tuż przed Okrągłym Stołem. Sąd zażalenie odrzucił. Hodysz spędził w więzieniu 1527 dni i nocy. W południe 30 grudnia 1988 r. otworzyły się przed nim bramy więzienia w Koszalinie. Witali go działacze miejscowej "S". Po półgodzinie odnaleźli się zdezinformowani przez służbę więzienną żona, córka i Bogdan Borusewicz. Około 16 byli już w Gdańsku, na plebanii św. Brygidy. Po godzinie przyjechał Lech Wałęsa z żoną.

        "Hodysz: - Ja już kiedyś pana widziałem.

        Wałęsa: - Nie pamiętam.

        Hodysz: - Pan był w 1979 r. w areszcie na Piwnej, a ja pana wypuściłem po 48 godzinach.

        Wałęsa: - "Solidarność" podziwia pana i dziękuje. Próbowaliśmy różnie pana wyciągnąć, przez episkopat itd., ale wyglądało na to, że się na pana zawzięli. Zmiana nastąpiła dosłownie tydzień temu" (biuletyn gdańskiej "S" z 4 stycznia 1989).

        Po kilku miesiącach zaczął pracować w Spółdzielni Usług Wysokościowych "Gdańsk". Nowa Polska upomniała się o niego. Najpierw Sąd Najwyższy rewizją nadzwyczajną w 1990 r. oczyścił go z zarzutów. Po wielu namowach przyjaciół Hodysz zgłosił gotowość podjęcia służby w Urzędzie Ochrony Państwa bądź w policji. Dla wszystkich w Gdańsku było oczywiste, że w III RP na czele nowych służb powinni stać ludzie o takich kwalifikacjach moralnych jak Adam Hodysz. Był to akt zwykłej sprawiedliwości.

        W 1990 r. Hodysz zostaje szefem gdańskiej delegatury UOP. Chce pracować w zgodzie z własnym sumieniem i dla dobra odrodzonego państwa. Gdy na wiosnę 1992 r. Antoni Macierewicz, realizując uchwałę Sejmu o lustracji, zwróci się do niego o przekazanie zasobów archiwalnych Urzędu - jako lojalny podwładny wykona to polecenie, bez względu na to, co sam myśli o lustracji w wydaniu szefa MSW. Ówczesny prezydent Lech Wałęsa ma mu to za złe. Hodysz dość szybko otrzymuje "awans" do Warszawy. Zostaje w dyspozycji kadrowej szefa UOP Andrzeja Milczanowskiego. Z czasem otrzymuje propozycję "nie do odrzucenia" - przejścia na zasłużoną emeryturę.

        Hodysz nie ma z tego powodu specjalnego żalu. Z lubością zanurza się we własny świat. Zanim przeniesie się do wymarzonego domu w Rumii, przejdzie jeszcze jedno doświadczenie, które powiększy jego i tak już wielki dystans do życia, świata i ludzi. Blok, w którym mieszka wraz z rodziną przy al. Wojska Polskiego we Wrzeszczu, na Wielkanoc 1995 r. wylatuje w powietrze na skutek wybuchu gazu. Parter i pierwsze dwa piętra zostają zmiażdżone. Jednak bryła domu utrzymała się w całości. Ginie ponad 20 mieszkańców. Hodyszowie mieszkali na górnych piętrach - dzięki temu ocaleli, ale stracili wszystko, co mieli.

        A dzisiaj bzdury i plugastwa

        Dziś, w 25. rocznicę "Solidarności", emeryt Adam Hodysz może przeczytać o sobie w publikacjach historyka IPN Sławomira Cenckiewicza. Dowie się z nich, że od wiosny 1980 r. służył jako nieświadome źródło dezinformowania opozycji przez SB, od czasu do czasu przekazując podsuwane mu sprytnie - dla uwiarygodnienia - także informacje prawdziwe. Teza niepoparta nawet cieniem dowodu.

        Bogdan Borusewicz mówi krótko: - To bzdura i stawianie sprawy na głowie. Cenckiewicz nie rozmawiał z nikim, kto mógł coś o tym sensownego powiedzieć.

        Aleksander Hall mówi wprost: - To haniebne oszczerstwo. Za życiem i dokonaniami Hodysza stoją fakty, za tezami Cenckiewicza plugawe domysły.



        Więcej... wyborcza.pl/1,76842,2834741.html#ixzz3qF8gocao
        • hasz0 Re: ________________________________21 lat za mał 21.12.10, 12:42
          CO PISZE
          KALUKIN
          Z GW

          ______
          wyborcza.pl/1,76842,2834741.html
          rebelya.pl/discussion/14075/w-matriksie-sie-lekko-co-zawiesilo-hodysz-vs-kuklinski/
          forum.hotnews.pl/fpolska,0,1346,32199.html
          www.mojawyspa.co.uk/artykuly/13844/Dwa-oblicza-8222Solidarnosci
          Niech Pan cofnie to oskarżenie, wycofa się ze słów, które ranią wielu Polaków - apelują do premiera sygnatariusze Porozumień Sierpniowych:

          Lech Wałęsa, Henryka Krzywonos-Strycharska i Bogdan Lis

          Podczas niedzielnego wiecu w Stoczni Gdańskiej premier Jarosław Kaczyński powiedział, że pamięta, "kto był wtedy po której stronie". "My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO" - oświadczył. I wywołał falę protestów.
          ------------

          Święto zdrady
          Rafał Kalukin2005-08-28, ostatnia aktualizacja 2005-08-28 00:00


          Udałem się wczoraj na „niezależne obchody »Solidarności «", które Antoni Macierewicz i Jan Olszewski zorganizowali „w imieniu dziesięciu milionów zdradzonych". Celebrowano nie rocznicę wielkiego narodowego zrywu, lecz wielkiej narodowej zdrady.




          Więcej... wyborcza.pl/1,75478,2889634.html#ixzz3qF5NYYHV
          Obchody "niezależne" odbyły się w Sali Kolumnowej Sejmu - gdzie obradują komisje śledcze, a Macierewicz nieustannie ujawnia "porażające" i "wstrząsające" kulisy afery Orlenu. Jako śledczy polskiego Sierpnia też posługuje się insynuacjami i kłamstwami. Wspomogli go w tym dziele dawni działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski i Andrzej Bulc oraz - z dostrzegalnym zażenowaniem - socjolog Jadwiga Staniszkis.

          Dla nich Sierpień był nie triumfem wolnej Polski, lecz wstępem do wielkiej zdrady. Sprawcą jest Lech Wałęsa (TW "Bolek") oraz - jak twierdzono - dążący do układów z komunistami liderzy KOR-owskiej lewicy Jacek Kuroń i Adam Michnik. Jak powiedział Wyszkowski, tradycja KOR została zawłaszczona przez "lewicę postkomunistyczną i dysydencką. A przecież KOR był podzielony pomiędzy orientację niepodległościową Macierewicza i Naimskiego oraz lewicową Kuronia i Michnika".

          Jak wiadomo, Bogdan Borusewicz, członek KOR, był organizatorem strajku w Stoczni. - Niezrozumiałe jest eksponowanie jego roli - zauważyła Walentynowicz, której przywrócenie do pracy było pierwszym postulatem strajkujących stoczniowców. I ujawniła, że po Sierpniu Michnik z Kuroniem "manipulowali robotnikami według wzorców trockistowskich".

          Według Walentynowicz inni bohaterowie Sierpnia też zostali "sztucznie wykreowani": - Tadeusz Mazowiecki utworzył grupę doradców komitetu strajkowego, która mieszkała razem z ekipą rządową w hotelu Heweliusz i wspólnie układano tam scenariusz rozmów.

          Doradcy Bronisław Geremek i Waldemar Kuczyński po stanie wojennym stworzyli „własną, fałszywą »S «”. Sztucznie wylansowano też tramwajarkę Henrykę Krzywonos. No i naturalnie Wałęsę - „poczynając od fikcyjnego skoku przez płot, a kończąc na obaleniu komunizmu" - mówiła Walentynowicz.

          Demistyfikację bohaterów kontynuował Wyszkowski. Skupił się na Wałęsie: należy ujawnić jego agenturalną przeszłość. Po co? - Bo jest do dziś szantażowany. W 2000 r. Wałęsa zawarł umowę z Kiszczakiem, że dawna SB nie ujawni teczki Wałęsy - poinformował Wyszkowski. I dodał, że gdyby Wałęsa się przyznał, nie byłoby później prezydenta "Alka", premierów "Olina", "Kata" i "Belcha".

          Według Andrzeja Bulca Wałęsa nawet nie był elektrykiem. - Ciągnął tylko jakieś kable - mówił. Gdy w drugiej połowie lat 70. Wałęsa został wyrzucony ze Stoczni, to nie - jak uważają historycy - za konspirację. Został - mówił Bulc - "wycofany przez SB, bo tak się ponarażał robotnikom, że bał się o własne życie". I obwieścił, że miał nagrane na taśmie wyznanie Wałęsy, jak to donosił na kolegów w 1970 r., ale dał taśmę Borusewiczowi i dziś nie wiadomo, co się z nią stało. - Dla mnie Wałęsa to zdrajca tysiąclecia - podsumował Bulc.

          - "S" została ukradziona, ale nie pozwólmy ulec przeczuciu, że jest tylko gorycz i manipulacja - upominała salę Staniszkis. Nie protestowała jednak, gdy przyjmowano przez aklamację "rezolucję", że za tegorocznymi obchodami stoi "stronnictwo posowieckie" wraz z "agenturą".

          Cóż powiedzieć na tę paranoiczną wersję historii? Niedorzeczny jest pomysł, że wielomilionowy ruch "S" począł się z manipulacji bezpieki, a na jej czele stanął agent. Ale polemizować trudno, bo na paranoję nie ma argumentów.

          Można tylko współczuć ludziom, których frustracje i stare urazy wpędziły w przykry paradoks świętowania rocznicy Wielkiej Zdrady. Bo co tu świętować?



          Więcej... wyborcza.pl/1,75478,2889634.html#ixzz3qF5SoQv0

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka