Gość: juppie
IP: 150.254.53.*
27.02.01, 14:43
Malysz to, Malysz tamto. Krew sie gotuje. Wielkosc tego zjawiska przekracza juz granice rozsadku, a zbliza sie do apoteozy, a moze sie nie pomyle duzo jesli stwierdze histerii. Nie przecze, sportowiec dobry, lecz czy az tak malo ich mamy? Dlaczego? Media oszalaly, artysci manifestuja swoje poparcie, politycy wykazuja zainteresowanie - kazdy chce wtracic swoje trzy grosze. A spoleczenstwo zasiada przed telewizorem z pasja wieksza niz babcie z napieciem sledzace losy bohaterow mydlanych oper. Juz niewiele brakuje by i one poddally sie tej feeri zachwytow. Juz to widze - radosnie podskakujace staruszki, bo Malysz znow wygral. A czlowiek jest czlowiekiem. Z pewnoscia nasze wspaniale spoleczenstwo amerykanizuje sie, czyz to nie cudownie. I podobnie jak ten nasz rozhisteryzowany pierwowzor poszukuje bozyszczy. Wydaje mi sie, ze fala malyszomanii przerosla dawno jej inicjatorow. Czlowiek pojawia sie jak znikad, wynosi sie go na szczyty, a czy ktos pomyslal, ze fortuna na pstrym koniu jezdzi. Co bedzie jak nasz ubostwiany Adamek nie wytrzyma presji? Przeciez nie moze zawiesc milionow rodakow, czyz nie? Coz bedzie gdy znow przegra tym razem sromotnie, rozchoruje sie na dobre albo co gorsza zrobi sobie krzywde ladujac za punktem krytycznym? Dwa, trzy miesiace i bedziemy mieli nowego bohatera, moze nie tak spektakularnego, ale... a o Adamku sie zapomni. Jakiez to amerykanskie. I ktos powie mi, ze zycie jest brutalne - alez wiem, ze jest. Lecz ludzie czesto zachowuja sie jak dzieci. I daja sie sterowac jak dzieci. Taki instynkt stada. (ktos sie pewnie obrazi, ale tak jest w istocie, wie o tym kazdy kto choc raz zwrocil uwage na to jak przechodzimy czesto na czerwonym swietle: ruszy jedna jednostka, ruszy druga, rusza reszta, wahamy sie, przeciez nie wolno, ale co tam, reszta poszla - nawet sedzia by sie na to zlapal). Cieszmy sie wiec, ale bez przesady - popularnosc bez watpienia jest mila, ale pamietajmy, ze upadek boli tym bardziej z im wiekszej wysokosci sie spada.
Zastanawia mnie jedno - kiedy Korzeniowski wygral w Sydney, nikt nie wpadal w taka histerie. A w czymze on gorszy od Malysza? Ciekaw jestem czy nasza "gwiazda" bedzie w stanie byc wciaz "gwiazda" za rok, dwa. Czemuz nie ma koszulek, "Go Robert, GO!" ?
I ktoz bedzie nastepny gdy sie znudzimy Adamem? Moze jakis bohater "Big Brother" - nadchodzacej bomby telewizyjnej, ktora z pewnoscia przyszpili do telewizorow tysiace, o ile nie miliony. O kim bedziemy rozmawiac?
Najzabawiniejsze jest to, ze teraz psychologowie i socjologowie maja niezla pozywke. Jakze wspanialy przyklad oddzialywania na grupe - pchnijmy, samo sie bedzie napedzac, od czasu do czasu nieco skorygowac i niech pedzi dalej. A no i nie zapomnijmy o igrzyskach. Czymze sa problemy kraju, bezrobocie wobec spektakularnych wystepow naszego skoczka.
Ktos zarzuci mi brak patriotyzmu, ze przeciez nalezy sie cieszyc, ktos rozslawia Polske. A ja podchodze do tego jak do kazdego osiagniecia. Swietnie, chwala. Rozsadek podpowiada, ze wszystko co dobre, szybko sie konczy, a fatalistyczne wizje podpieraja te opinie teoria, ze gdy cos idzie za dobrze to w ktoryms momencie brutalnie sie zawali. Wielki wygrany, jak wielkim rozczarowaniem okaze sie Adam, gdy zgasnie jego gwiazda? Czy spoleczenstwo mu to wybaczy. Kochamy zwyciezcow, czyz nie tak? Mozemy kogos zbudowac, mozemy rownie latwo i bezlitosnie pogrzebac, bez zadnych skrupulow.
I nie przesadzajmy z ta drobiazgowoscia opisow co tam u Adama. Niedlugo bedziemy sie dowiadywac, kto go odwiedzil, jak spal i jaki ma dzis humor. No moze przesadzam, ale zainteresowanie robi sie nieco chore. Troche prywatnosci prosze. Dzis Adamek sie cieszy, a kiedy popularnosc zacznie mu doskwierac? Pamietacie ksiezne Diane - przed