sz0k
24.06.11, 16:51
Tak, właśnie. Wiara. Jest to nic innego jak wiara w moc zdania większości, wiara w prawdziwość tzw. „opinii publicznej”, „autorytetów”, wiara w… człowieka i przekonanie o jego absolucie, tym że nie ma żadnego bytu ponad nim. Bytu będącego doskonałością: doskonałą mądrością, sprawiedliwością, pięknem, dobrem…
Gilbert Chesterton mawiał, że gdy przestajemy wierzyć w Boga, zaczynamy wierzyć w cokolwiek.* I taki jest właśnie efekt, trwającego nieprzerwanie, od czasów oświecenia, rewolucji francuskiej, bolszewickiej, obecnych (seksualnej, materialistycznej), odrzucania Boga, religii i tradycyjnych wartości kultury chrześcijańskiej. Odrzucenie Boga powoduje postawienie w jego miejscu człowieka i sankcjonuje kwestionowanie prawa naturalnego. Dlatego właśnie wszyscy antyteiści i propagatorzy hedonizmu jako celu życia człowieka muszą prowadzić bezwzględną walkę z chrześcijaństwem.
Kult demokracji (jako „najlepszego systemu”, sposobu podejmowania decyzji i w ogóle opisywania rzeczywistości – znaczenia pojęć, co jest prawdą a co nie, itd.) jest właśnie niczym innym jak konsekwencją postawienia człowieka w miejscu Boga. Prawowita władza monarsza z monarchą wyznającym zasadę, że „władza pochodzi od Boga” oraz tej zasadzie się podporządkowującym (zdającym sobie sprawę ze swojej ogromnej odpowiedzialności i tego przed kim zostanie rozliczony ze swoich rządów) została zastąpiona władzą pochodzącą od człowieka, czyli władzą wyzutą kompletnie z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Odpowiedzialności w demokracji nie ma, czego najlepszym dowodem wynurzenia akolitów tegoż systemu: „No jak ci się nie podobało jak rządzili to przy okazji następnych wyborów ich zmienisz”. Genialne! Pomijam już fakt kompletnej iluzoryczności i najzwyklejszego oszustwa w kwestii tej rzekomej „zmiany”, ale w takim razie co z tymi 4 latami dotychczasowych rządów? Ktoś je rozlicza? Ktoś odpowiada za realizację (a raczej nie zrealizowanie) obiecanek cacanek i gruszek na wierzbie zwanych szumnie programem partii? Mamy do czynienia z jakąś odpowiedzialnością? Finansową? Karną? GWno, nic nie mamy! Rozwala się samolot pełen polskich oficjeli z głową państwa na czele i NIC! Nie ma żadnych winnych (no oczywiście poza pilotami i pasażerami, czyli denatami, na których można zwalić wszystko bo się już nie obronią) i odpowiedzialnych za tą największą tragedię w historii powojennej Polski! W takim państwie właśnie żyjemy. To jest demokracja!
Mamy „komisje śledcze” jedna za drugą i co? Ano znowu NIC! Jedne z nich dochodzą do wniosku, że żadnych afer nie było, a inne jak stwierdzają nawet że coś tam może i było to kończy się na góra zamknięciu jakiejś podrzędnej popierdułki, podczas gdy prawdziwi spiritus movens, grube ryby z samej wierchuszki świata polityczno-mafijnego, chodzą dalej w glorii chwały i robią jeszcze wielokrotnie za „ałtoryteta”.
W swej pracy „Ucieczka od wolności” Erich Fromm pisał, że czasy współczesne uwolniły człowieka od tradycyjnych autorytetów, takich jak Kościół, szkoła, czy rodzina, a w zamian dały mu złudzenie pełnej autonomii i niezależności. Fromm podkreślał jednak, że jest to iluzja, gdyż miejsce oficjalnych autorytetów zajęły autorytety anonimowe, które dając człowiekowi złudzenie, że dokonuje swoich wyborów samodzielnie, w rzeczywistości mu te wybory podsuwają, a niekiedy nawet narzucają. Do najbardziej dziś rozpowszechnionych anonimowych autorytetów naukowiec zaliczył opinię publiczną, czyli zdanie większości.
Jak funkcjonuje ów autorytet, pokazał eksperyment, jaki przeprowadził 70 lat temu na jednym z uniwersytetów w USA amerykański psycholog społeczny Solomon Asch (35% studentów twierdziło wbrew swoim zmysłom, a na bazie sugestii innych uczestników, że długi kij jest krótki i na odwrót). W podsumowaniu swych badań Asch napisał, że „pole społeczne wymusiło fizjologiczną zmianę percepcji badanych”, choć prościej byłoby napisać o potędze konformizmu.
Gdy podobny eksperyment przeprowadzono w październiku 2007 r. wśród studentów w Gdańsku, wynik był jeszcze bardziej wstrząsający – aż 71% badanych uległo autorytetowi opinii publicznej i twierdziło zupełnie coś innego, niż pokazywał im wzrok.
Na czym polega ów mechanizm? Otóż człowiek boi się być w mniejszości, ponieważ lęka się ośmieszenia i utraty twarzy. Dlatego jeśli nie ma utrwalonych poglądów i stałej postawy moralnej najczęściej ulega presji otoczenia – i to do tego stopnia, że może zarzekać się, iż białe jest czarne, a a czarne jest białe.
Dlatego właśnie wszelkiej maści relatywiści, to jest najżyźniejsza gleba dla kultu demokracji. Jeśli nie istnieje żadna prawda uniwersalna, niezmienna, żadne aksjomaty i dogmaty, wszystko jest względne, nawet moralność, to nic nie stoi na przeszkodzie aby o WSZYSTKIM można było decydować w ramach głosowania. Im więcej ludzi coś uważa tym większa jest tego „słuszność” i „prawdziwość”. Takim właśnie pseudo-dogmatem, taką namiastką wiary karmiony jest dzisiejszy człowiek…
*wszystkie fragmenty oznaczone kursywą są cytatami pochodzącymi z "Uważam Rze" nr. 19/2011