Dodaj do ulubionych

Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy naukę

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:37
TAK TAK TO PRAWDA NAUKA I BYCIE NAUKOWCEM W POŁĄCZENIU Z POSZUKIWANIEM WIEDZY
JEST TYLKO DLA WYBRAŃCÓW A NIE DLA BIEDAKÓW DOBROBYT KSZTAŁTUJE ŚWIADOMOŚĆ
LUDZKĄ ROZWIJA MĄDROŚĆ W CZŁOWIEKU I ROZWIJA W POCZUCIU PEWNOŚCI JUTRA .......
Obserwuj wątek
    • Gość: papuga Nauka odbija poziom rozoju kraju i nic więcej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:42
      Pan Profesor chce zaklinać słowami to czego nie da się zaklęciami zmienić.
      Politycy nic do tego nie mają.
      Nic w tym obszarze nie można zadekretować a większe nakłady pieniężne nic nie
      zmienią.
      • Gość: Bacz Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 17:19
        Dotowanie przez państwo szkolnictwa wyższego to praktyka oligarchiczna. Biedniejsi muszą w ten sposób utrzymywac bogatszych - co prowadzi do pogłębienia i tak dużego rozwarstwienia społeczeństwa. Należy ten oligarchiczny preceder zlikwidowac.
        • Gość: Blekot Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.home.cgocable.net 28.07.04, 17:40
          Wg. Ciebie, to nalezy wszystko wyrownac: zdolny czy tepak, pracowity czy len,
          wszyscy powinni miec po rowno. Tylko ze to bedzie g...owno.
          Te kraje, ktore stawiaja na rozwoj, przeznaczaja na to duze pieniadze, dobrze
          placa za dobra robote, a tym, ktorym nie chce sie uczyc i pracowac jakos tez
          wiecej spada z bogatego stolu, niz w zacofanej Polsce.
          • Gość: INSTITUT PROF.WROBLEWSKI TO KONTROWERSYJNA POSTAC ALE TRZEB IP: *.sympatico.ca 28.07.04, 17:57
            Profesora trzeba wysluchac. Problem polega miedzyinnymi na tym, ze nauka daje
            posrednie zyski. Tego najczesciej nie widac odrazu. Kiedy juz widac to jest za
            pozno. Najlepsza inwestycja to w wiedze i nauke. Srodowisko naukowe winno sie
            aktywizowac w akcjach ciaglych. Profesor jest tego szlachetnym przykladem
            prakseologii, czyli dobrej roboty.
            • Gość: Blekot Re: PROF.WROBLEWSKI TO KONTROWERSYJNA POSTAC ALE IP: *.home.cgocable.net 28.07.04, 20:58
              Nawiazujac rowniez do innych wypowiedzi, mozna sie zgodzic z tym ,ze jest to
              kontrowersyjne. W koncu struktura polskich uczelni jest, bez watpienia,
              skostniala, ale nawet gdyby to zreformowac na sposob zachodni, to bez pieniedzy
              niczego sie nie zrobi. Na to naklada sie dosc ambiwalentne podejscie
              spoleczenstwa i wladz do nauki. Z jednej strony ped do studiow (obecnie w wielu
              wypadkach do studiowania sprowadzajacego sie do zdobycia jakiegos dyplomu
              jakiejs tam uczelni, z drugiej demonstrowana niechec do "doktorkow"
              i 'profesorkow", nie mowiac o docentach.
              Mimo istnienia dobrych wzorcow w krajach rozwinietych i tych ktore w ciagu
              ostatnich 20-30 lat zrobily duze postepy, znajac polskie spoleczenstwo nie
              bardzo optymistycznie to widze. Raczej: "ciemnosc, widze ciemnosc..."
              Tu potrzeba glebokich zmian systemowych, czego najlepszym dowodem jest to, ze
              ludzie wyksztalceni w Polsce dobrze sobie radza na Zachodzie, niewielu
              natomiast znajdzie sie w Polsce przybyszow z zachodu, ktorzy by sobie niezle
              radzili.
          • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 18:33
            Gość portalu: Blekot napisał(a):

            > Wg. Ciebie, to nalezy wszystko wyrownac: zdolny czy tepak, pracowity czy len,
            > wszyscy powinni miec po rowno. Tylko ze to bedzie g...owno.
            > Te kraje, ktore stawiaja na rozwoj, przeznaczaja na to duze pieniadze, dobrze
            > placa za dobra robote, a tym, ktorym nie chce sie uczyc i pracowac jakos tez
            > wiecej spada z bogatego stolu, niz w zacofanej Polsce.

            Jeśli zlikwidujemy wyzyskiwanie biednych przez bogatych to tylko przestaniemy
            pogłębiać różnicę - ale ona nie zniknie. Rozwój nauki stosowanej wbrew
            przechwałkom polityków ciągną głównie firmy prywatne. Rządy w większości
            dotują nauki, których wyników nie daje się bezpośrednio sprzedać, większość
            wyników tych nauk jest publicznie ogłaszana i każdy bez względu na narodowość
            może z nich korzystać. Który rząd utrzymuje osiągających czołowe wyniki naukowe
            jest dla ludzi, których te wyniki interesują, sprawą drugorzędną.

            Ponieważ wyniki naukowe są powszechnie dostępne to naród nie ma w zasadzie
            jakichś wyraźnych materialnych korzyści z racji tego że akurat jego rząd
            sfinansował jakieś badania.
            Tu chodzi przede wszystkim o prestiż i poziom wynagradzania elit naukowych.
            Prestiż w dziedzinie nauki owszem mile łechce dumę narodową ale jesli osiągany
            jest za cenę wyzysku biednych ludzi to jest to mało moralne.
            • Gość: jacek Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.cs.ubc.ca 29.07.04, 01:20
              > Ponieważ wyniki naukowe są powszechnie dostępne to naród nie ma w zasadzie
              > jakichś wyraźnych materialnych korzyści z racji tego że akurat jego rząd
              > sfinansował jakieś badania.

              Slyszales kiedys o patentach?

              J.
              • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 15:15
                Gość portalu: jacek napisał(a):

                > > Ponieważ wyniki naukowe są powszechnie dostępne to naród nie ma w zasadzi
                > e
                > > jakichś wyraźnych materialnych korzyści z racji tego że akurat jego rząd
                > > sfinansował jakieś badania.
                >
                > Slyszales kiedys o patentach?
                >
                > J.

                Słyszałem. Patenty jednak najczęściej chronią wyniki badań komercyjnych,
                a nie tych prowadzonych "dla idei" przez rząd. Oprócz tego nawet jak badania
                rządowe doprowadzą do jakichś patentów, to raczej nie słyszałem żeby rządy
                przy sprzedaży patentów dawały jakieś upusty ze względu na narodowość.
                Tym bardziej, że najczęściej kupują patenty firmy a "narodowość" firmy
                to dosyć umowna i łatwo zmienialna cecha.
                • Gość: Andrzej Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.ca.astound.net 30.07.04, 03:34
                  Zapewne jak z tego wynika, że nie słyszałeś o stymulowaniu przez Ameryńskie
                  Laboratoria Naukowe, które są państwowe, niemal wszystkich domen amerykańskiej
                  wynalażczoćci i całych niemal gałęzi przemysłowych i informatycznych.
                  Otóż wiele kluczowych i dominujących technologii w amerykańskiej
                  przedsiębiorczości pochodzi właśnie z tych naukowych instytutów i laboratoriów.
                  Tu się wydaje nawiększe pieniądze i nigdy się nie żałuje.
                  Dlatego Europa wzdycha.
                  Dajcie nam technologie! Podnosiły się krzyki w Niemczech.
                  Niestety, część tych technologii zbyt swobodnie przepływa do Chin, Japoni,
                  Indii.
                  Nie chodzi w Polskę o duże pieniądze, ale o pieniądze które by podtrzymały
                  proces exploracji naukowej. Iny kierunek to tylko połębiajace się zacofanie i
                  bezwolność w każdym aspekcje gospodarki.
                  Balcerwwicz ten prominent żydowskiej mafii w Polsce właściwie zrealizował swoje
                  cele. Według planu Sorosa-Balcerowicza wysprzedał najbardziej dochodowe i
                  kluczowe przedsiębiorstwa w Polsce za tzw ''długi'', które po sprzedaniu wrosły
                  ponad dwuktrotnie. Zniszczył naukę ograniczając jej minimalną egzystencję.
                  Oczywiście nie on tylko ale cała ta banda żydo-postkomuno z Geremkiem,
                  Michnikiem, Kwaśniewskim, Holtzerem, Urbanem itp itd i ich produktami SLD-UP
                  UW-PO.
                  Największym osiągnięciem ''naukowym'' tej mafii było wylansowanie tego balona
                  Kwaśniewskiego na prezydenta Polski.
                  • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.04, 10:31
                    Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                    > Zapewne jak z tego wynika, że nie słyszałeś o stymulowaniu przez Ameryńskie
                    > Laboratoria Naukowe, które są państwowe, niemal wszystkich domen amerykańskiej
                    > wynalażczoćci i całych niemal gałęzi przemysłowych i informatycznych.
                    > Otóż wiele kluczowych i dominujących technologii w amerykańskiej
                    > przedsiębiorczości pochodzi właśnie z tych naukowych instytutów i laboratoriów.
                    > Tu się wydaje nawiększe pieniądze i nigdy się nie żałuje.

                    Rzeczywiście nie słyszałem. Jednak ja nie wierzę
                    że nauka finansowana przez państwo nie podlega prawu
                    Savasa które mówi że przedsięwzięcia publiczne są
                    średnio 40% mniej sprawne niż przedsięwzięcia prywatne.

                    Pisałem już to w innej wiadomości w tym wątku,
                    że jeśli na badaniach naukowych można zarobić to państwo
                    jako z natury gorszy przedsiębiorca powinno te badania
                    zostawic prywatnym a robić tylko takie badania
                    których wyniki są "niesprzedawalne".

                    > Dlatego Europa wzdycha.
                    > Dajcie nam technologie! Podnosiły się krzyki w Niemczech.
                    > Niestety, część tych technologii zbyt swobodnie przepływa do Chin, Japoni,
                    > Indii.

                    Dlaczego? Szpiegostwo? Sympatie polityczne?
                    Czy te technologie mogły by płynąć do Polski?

                    > Nie chodzi w Polskę o duże pieniądze, ale o pieniądze które by podtrzymały
                    > proces exploracji naukowej. Iny kierunek to tylko połębiajace się zacofanie i
                    > bezwolność w każdym aspekcje gospodarki.

                    Diabeł siedzi w szczegółach. W obecnym stanie bogactwa Polski w stosunku do
                    czołowych krajów świata na pewno finansowanie wszystkich dziedzin nauki, każdej
                    po trochu jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto, bo za takie śmieszne pieniądze
                    żadnych osiągnięć nie będzie. Pisałem to juz że ewentualnie jeśli gdzieś są
                    jakieś mocne ośrodki to należy je wzmocnić. Państwo powinno też utrzymywać
                    kierunki nauki związane ze specyfiką lokalną, czyli geografię Polski, biologię
                    w zakresie obszaru Polski i regionu, historię Polski, literaturoznawstwo, etnografię itp. Natomiast wszystkie inne kierunki poza wyżej wymienionymi
                    należy odpuścić bo jest to marnowanie pieniędzy.

                    > Balcerwwicz ten prominent żydowskiej mafii w Polsce właściwie zrealizował swoje
                    > cele. Według planu Sorosa-Balcerowicza wysprzedał najbardziej dochodowe i
                    > kluczowe przedsiębiorstwa w Polsce za tzw ''długi'', które po sprzedaniu wrosły
                    >
                    > ponad dwuktrotnie.

                    Bardzo dobrze że molochy socjalzmu takie jak TP SA
                    czy PKN Orlen d. Petrochemia Płock zostały sprzedane.
                    przynajmniej jakoś działają. Np. kopalnie
                    czy kolej nie zostały sprzedane i my podatnicy musimy
                    na nie łożyć dziesiątki miliardów złotych rocznie.

                    Długi Polski rosną bo nikt nie ma odwagi powiedzieć
                    w oczy emerytom, że emerytury im się nie należą,
                    bo to co komuniści zostawili już dawno zostało
                    im wypłacone.

                    > Zniszczył naukę ograniczając jej minimalną egzystencję.
                    > Oczywiście nie on tylko ale cała ta banda żydo-postkomuno z Geremkiem,
                    > Michnikiem, Kwaśniewskim, Holtzerem, Urbanem itp itd i ich produktami SLD-UP
                    > UW-PO.
                    > Największym osiągnięciem ''naukowym'' tej mafii było wylansowanie tego balona
                    > Kwaśniewskiego na prezydenta Polski.

                    Polska ma taką naukę jaką ma gospodarkę. Nie da się w biednym kraju
                    robić nauki na poziomie krajów bogatych. No chyba że zastosujemy
                    rozwiązanie komunistyczne: będziemy wyzyskiwać cały naród aby stworzyć
                    parę enklaw gdzie pozatrudniamy najtęższe umysły świata płacąc
                    im miliony, damy im sprzęt za miliardy - wtedy wyniki na pewno będą.
                    Taki plan realizuje teraz Kim Il Sung w Korei Północnej i trzeba przyznać
                    - wyniki w zakresie badań atomowych ma. Czy tak powinno być też w Polsce?
            • Gość: teoretyk Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 09:59
              To co mówisz, to jest kompletna bzdura. Weź pod uwagę, że gdyby nie
              ogólnodostępne wyniki badań, to w zasadzie każdy naukowiec zaczynałby od
              wynajdowania koła. Zauważ, że aby dokonać jakiegoś odkrycia, musisz posiłkować
              się doświadczeniem innych. I dlatego dane są publikowane. Między innymi dlatego
              właśnie w Polsce mamy ludzi zajmujących się chociażby genetyką. Gdyby Watson i
              Crick zachowali dla siebie wiedzę o DNA, to tylko oni lub ich spadkobiercy
              mogliby rozwijać genetykę. Żeby takich sytuacji nie było, wyniki badań
              podstawowych są publikowane, natomiast patentowane są technologie. Dlatego nawet
              w Polsce możemy coś odkryć, ale także musimy dołożyć się do badań podstawowych,
              z których sami korzystamy. I niestety wielkim bólem dzisiejszej nauki jest jej
              komercjalizacja - wiele dziedzin staje na kilka lat, bo ktoś uznał, że nie
              opłaca się tego rozwijać. Niestety, historia nauki pokazuje, że często naprawdę
              wielkie odkrycia nie były długo doceniane ani wykorzystywane praktycznie, co
              jednak nie znaczy, że są niepotrzebne. Historia pokazuje także, iż właśnie
              wykorzystanie wiedzy bywa głupie (wspomnę takie banały, jak dynamit, bomba
              atomowa). I zapamiętaj sobie, że np. korzystając z komputera, wykorzystujesz
              wyniki rozszerzania wiedzy, która kiedyś nie była wykorzystywana (np. badania
              Turinga). Dlatego stwierdzenie, że chodzi o dumę naukowców i nie należy
              publikować badań jest po prostu głupie.

              Drugą sprawą natomiast jest to, że badania kosztują coraz więcej. W znanej mi
              osobiście dziedzinie badań biomedycznych wydatki są ogromne i prawda jest taka,
              że nie dojdziemy do nowych technologii (niech już nawet będzie, że to jest
              główny cel), dopóki nie będzie na to pieniędzy. Tutaj zaznaczam, że z mojej
              strony nie chodzi nawet o wynagrodzenie, ale o nakłady na badania. Przy obecnym
              finansowaniu nie mamy nawet co marzyć o konstrukcji chipów białkowo-nukleinowych
              itp., a co dopiero o opracowaniu technologii ich wykorzystania, np. sposobów
              wprowadznia do komórek.
            • Gość: komentator Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: 81.210.119.* 29.07.04, 15:22
              Czlowieku, jakbym ogladal manifest stalinowskich ideologow nauki. Jak Ty
              widzisz "nauke stosowana" w oderwaniu od dziedzin teoretycznych? Nota bene owa
              "nauka stosowana" (co, jak rozumiem, oznacza opracowywanie rozwiazan
              technologicznych) nie jest wcale zmonopolizowana przez sektor prywatny. Drobny,
              prawie niezauwazalny przyklad: NASA. Owa "nauka stosowana" zreszta potrzebuje
              bardzo dobrze wyszkolonych kadr, a tym juz nie zajmuja sie ani koncerny z
              doliny krzemowej, ani farmaceutyczne, ani zbrojeniowe, ani zadne inne. Po
              prostu - nie jestes wystarczajaco wykwalifikowany, nie jestes im potrzebny. A
              wyniki badan sa upubliczniane na zasadzie do ut des. Publikuje sie je, zeby
              miec dostep do innych. Taki, rozumiesz, konwenans, rodzaj umowy spolecznej,
              ktory - usmiejesz sie - dziala i napedza rozwoj nauki. Bo dochodzenie doo tych
              samych wynikow niezaleznie w tysiacu roznych osrodkow nie pozwala na skuteczny
              podzial pracy naukowej, jest nieracjonalne, niefunkcjonalne, nie daje zadnych
              korzysci. Zapewniam Cie, ze czysto teoretyczne badania nad genetyka
              upubliczniane na wszystkie strony daja - wymiernie - duzo wieksze korzysci niz
              sprzedawanie salaty.
              • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 17:09
                Gość portalu: komentator napisał(a):

                > Czlowieku, jakbym ogladal manifest stalinowskich ideologow nauki.

                Wprost przeciwnie. Komuniści zawsze mieli hyzia na punkcie nauki,
                oczywiście państwowej bo prywatna nawet tam nie miała prawa istnieć.
                Tworzono nawet specjalne miasta w których w warunkach materialnych
                wielokrotnie lepszych niż w reszcie kraju naukowcy wolni od trosk bytowych
                mieli udowodnić światu że komunizm jest najlepszym ustrojem także w dziedzinie
                osiągnięć naukowych.

                > Jak Ty
                > widzisz "nauke stosowana" w oderwaniu od dziedzin teoretycznych? Nota bene owa
                > "nauka stosowana" (co, jak rozumiem, oznacza opracowywanie rozwiazan
                > technologicznych) nie jest wcale zmonopolizowana przez sektor prywatny. Drobny,
                >
                > prawie niezauwazalny przyklad: NASA.

                Nie pisałem wbrew temu co sugerujesz o monopolu tylko o wiodącej roli.
                Tak właśnie powinno być: skoro na jakichś badaniach można zrobić interes,
                to niech prywatni robią na tym interes, bo państwu interesy zwykle wychodzą
                średnio. Można jednak znaleźć technologie gdzie interes ciężko zrobić,
                a państwu by się te technologie przydały np. w armii. Wtedy finansowanie
                takich badań przez państwo jest usprawiedliwione.

                > Owa "nauka stosowana" zreszta potrzebuje
                > bardzo dobrze wyszkolonych kadr, a tym juz nie zajmuja sie ani koncerny z
                > doliny krzemowej, ani farmaceutyczne, ani zbrojeniowe, ani zadne inne. Po
                > prostu - nie jestes wystarczajaco wykwalifikowany, nie jestes im potrzebny.

                Tak. Ale nie rozumiem jak to się do tematu który dyskutujemy.

                > A
                > wyniki badan sa upubliczniane na zasadzie do ut des. Publikuje sie je, zeby
                > miec dostep do innych. Taki, rozumiesz, konwenans, rodzaj umowy spolecznej,
                > ktory - usmiejesz sie - dziala i napedza rozwoj nauki. Bo dochodzenie doo tych
                > samych wynikow niezaleznie w tysiacu roznych osrodkow nie pozwala na skuteczny
                > podzial pracy naukowej, jest nieracjonalne, niefunkcjonalne, nie daje zadnych
                > korzysci. Zapewniam Cie, ze czysto teoretyczne badania nad genetyka
                > upubliczniane na wszystkie strony daja - wymiernie - duzo wieksze korzysci niz
                > sprzedawanie salaty.

                Wcale nie trzeba publikować aby mieć dostęp do publikacji.
                Jesli są jakieś dziedziny nauki gdzie polscy naukowcy przewodzą
                światowej nauce to dalsze finansowanie tych dziedzin jest usprawiedliwione,
                choć ze względu na status majątkowy naszego narodu należało
                by szukać pomocy finansowej od np. UE lub innych bogatych krajów, które mają
                ambicję zrobić coś dobrego dla ludzkości. Jednak z tego co wiem większość
                polskiej nauki to właśnie nieracjonalne, niefunkcjonalne, nie dające żadnych
                korzyści dochodzenie do tych samych wyników, które są otrzymywane i to zwykle
                wcześniej, w bogatych krajach które stać na luksus prowadzenia drogich,
                niesprzedawalnych w danym momencie badań. Te niepotrzebne wtórne badania,
                odbywają się to właśnie kosztem mniejszego wzrostu gospodarczego
                - co oddala moment gdy Polska będzie mogła się równać w bogactwie z najlepszymi
                państwami na świecie i przyłączyć się efektywnie do "ciągnięcia ludzkości".

                Polecam inne moje wypowiedzi w tym wątku.
                • Gość: fritz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.adsl.solnet.ch 29.07.04, 21:53
                  Podejme tylko jeden watek. Napisales miedzy innymi:

                  "Wcale nie trzeba publikować aby mieć dostęp do publikacji.
                  Jesli są jakieś dziedziny nauki gdzie polscy naukowcy przewodzą
                  światowej nauce to dalsze finansowanie tych dziedzin jest usprawiedliwione,
                  "
                  Jak dlugo nie ma finansowania tak dlugo nie ma dobrych wynikow. Masz
                  nieprawdopodobnie idealistyczne podejscie do calego problemu. Tak idealistyczne
                  i oderwane od rzeczywistosci, ze po prostu brakuje slow.

                  Balcerwicz zdaje sie, ze nie pojal jednej rzeczy, podobnie jak i ty: bez nauki
                  nie ma wykwalifikowanych miejsc pracy. Indie i Chiny beda zawsze tansze od
                  Polakow, jezeli chodzi o proste "miejsca pracy". Balcerowicz z jednej strony
                  martwi sie o bezrobocie a z drugiej strony wykonczyl najwiekszy motor
                  wytwarzajacy miejsca pracy: wlasnie nauke.

                  Przemysl zarabia, a wiec niech sie martwi o nauke, twierdzisz. Panstwo nic na
                  tym nie zyskuje, stwierdzasz.

                  Zarabiajacy przemysl wytwarza miejsca pracy. Przemysl placi wiecej podatkow od
                  zyskow i pracownicy placa wiecej podatkow. Panstwo dostaje duzo wiecej
                  pieniedzy i wydaje duzo mniej na bezrobotnych. Zostaje wiecej pieniedzy na
                  nauke. Spirala zaczyna sie krecic we wlasciwym kierunku. Napedza sie sama.
                  Teraz kreci sie dokladnie w odwrotna strone. To mozesz empirycznie stwierdzic
                  po ilosci bezrobotnych w Polsce, ilosci zameldowanych polskich patentow,
                  wytworzonych nowoczesnych miejsc pracy ( bez ktorych nie postana rowniez te
                  najbardziej proste). Niestety, to wszystko uchodzi Twojej uwadze.
        • Gość: Staszek Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.proxy.aol.com 28.07.04, 21:45
          Ja tam bym lepiej ciebie zlikwidowal - prostaku!!! Wstydz sie, ze zyjesz,
          Bacz!!! Bacz co mowisz i jeszcze raz przeczytaj artykul, bo w nim mowa jest o
          dotowaniu nauki (instytucji naukowych, organizacji), nie tylko szkol. I w ogole
          zajzyj do slownika i sprawdz termin "oligarchia", bo najwyrazniej nie wiesz, co
          mowisz
          • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 21:52
            Gość portalu: Staszek napisał(a):

            > Ja tam bym lepiej ciebie zlikwidowal - prostaku!!!

            A ja tam bym lepiej ciebie zlikwidowal - prostaku!!!

            > Wstydz sie, ze zyjesz, Bacz!!!

            Wstydz sie, ze zyjesz, Staszek!!!

            > Bacz co mowisz i jeszcze raz przeczytaj artykul, bo w nim mowa jest o
            > dotowaniu nauki (instytucji naukowych, organizacji), nie tylko szkol. I w ogole
            >
            > zajzyj do slownika i sprawdz termin "oligarchia", bo najwyrazniej nie wiesz, co
            >
            > mowisz

            Staszek co mowisz? Jeszcze raz przeczytaj artykul, bo w nim mowa jest o
            dotowaniu nauki (instytucji naukowych, organizacji), nie tylko szkol. I w ogole
            zajzyj do slownika i sprawdz termin "oligarchia", bo najwyrazniej nie wiesz, co
            mowisz. Ja doskonale wiem: oligarchia to rządy bogaczy żyjących z wyzysku
            biednych.

            • Gość: gn0m Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.wroclaw.mm.pl 29.07.04, 05:05
              I wlasnie dales dowod ze jednak nie wiesz.
              Pierwotnie oligarchia to grupa ludzi bogatych i wplywowych zajmujacych sie
              rzadzeniem dla DOBRA ogolu.
              Tak to wygladalo w Grecji
              Teraz pojecie oligarchi wypaczylo sie - zwykle nazywa sie tak czlowieka ktory
              doszedl do pieniedzy szybko i raczej niezbyt uczciwie.
              Natomiast co do wyzysku biednych to chyba nie zyjemy w Chinach (praca
              niewolnicza wiezniow) czy Kongu (dyktator okradajacy panstwo) - tak faktycznie
              mamy wyzysk biednych ale UWAGA - to sa kraje trzeciego swiata a Polska
              niezaleznie od tego co na ten temat wszyscy mysla nalezy (na szczescie) do
              swiata pierwszego. No chyba ze wyzyskiem biednych nazwiesz to ze jeden zarabia
              miliony a inny setki ale z socjalistami nie wdaje sie w dyskusje bo szkoda
              czasu - dla nich sam fakt ze ludzie z natury sa rozni to juz dyskryminacja i
              powod do podwyzszania podatkow
              • Gość: Bacz Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 09:45
                Gość portalu: gn0m napisał(a):

                > I wlasnie dales dowod ze jednak nie wiesz.
                > Pierwotnie oligarchia to grupa ludzi bogatych i wplywowych zajmujacych sie
                > rzadzeniem dla DOBRA ogolu.
                > Tak to wygladalo w Grecji
                > Teraz pojecie oligarchi wypaczylo sie - zwykle nazywa sie tak czlowieka ktory
                > doszedl do pieniedzy szybko i raczej niezbyt uczciwie.

                I wlasnie dales dowod ze jednak nie wiesz.
                Ja korzystam z definicji współczesnych.
                Nie ma jedynie słusznego znaczenia jakiegoś słowa, można przyjąć że
                współczesna definicja oligarchizmu jest słuszna a w Grecji była wypaczona.
                Bardzo rzadko w państwach niedemokratycznych klasa rządząca _nie_głosi_ że
                rządzi dla dobra ogółu. Natomiast nie spotkałem się z przypadkiem żeby klasa
                rządząca rządziła przeciw swojemu dobru.

                Ja nie twierdzę że w Polsce panuje oligarchia, mamy tu mieszaninę ustrojów,
                głównie dominuje socjalizm, ale mamy też sporo kapitalizmu, no i zdarzają
                się praktyki oligarchistyczne. Jedną z takich praktyk wskazałem.
            • Gość: Maria Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: 62.233.188.* 29.07.04, 10:05
              Głupek
          • Gość: Maciuś Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: 156.17.253.* 29.07.04, 08:39
            Oto właśnie znakomity przykład naukowca (ciekawe tylko po jakiej szkole, chyba
            wyższej zawodowej,ha,ha,ha).Staszek o czym ty piszesz,ten tuman nawet nie
            będzie wiedział do jakiego słownika zajrzeć.Przecież to zupełny ignorant.
        • Gość: els Bacz Pan ,że bez nauki IP: 62.111.145.* 29.07.04, 09:09
          wszyscy będą biedniejsi
          • Gość: Bacz Re: Bacz Pan ,że bez nauki IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 10:04
            Gość portalu: els napisał(a):

            > wszyscy będą biedniejsi

            Ależ to że np. w Polsce ograniczono by nakłady państwa na naukę wcale nie
            znaczyło by, że poziom techniki czy kultury by się obniżył, a w ślad za tym
            przyszła by bieda. Według mnie właśnie by się podwyższył, bo jesli by Państwo
            pobierało mniej podatków to rozwijała by się gospodarka a to spowodowało by
            rozwój nauk stosowanych: nowe technologie, nowe prądy kulturowe. To odczuło by
            całe społeczeństwo i według mnie taka powinna być kolej działania - najpierw
            solidny fundament w postaci silnego, równego, zamożnego społeczeństwa, o
            solidnym wykszytałceniu i wysokiej kulturze i moralności, a dopiero na tym
            fundamencie niech naukowcy budują sobie wieże z kości słoniowej i tam
            rozwijają naukę do granic poznania (a nawet łodzi).
        • Gość: oligarcha Re: Dotowanie szkolnictwa wyższego to oligarchizm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.04, 00:43
          Jesli nadal bedziemy udawali, ze nauka nie jest towarem i ze nic nie kosztuje -
          to zostawiajac fikcje "bezplatnego studiowania" jako fundament konstytucyjny -
          damy do reki naukowcom "potege kredy i tablicy" - na nic innego nie bedzie
          ich stac. Badania naukowe beda ogladac przez pryzmat artykulow oglaszanych w
          pismach z Listy Filadelfijskiej (to taka zgnila kapitalistyczna a nawet
          imperialistyczna mafia - dziala na szkode innych odkryc np.Miczurina i
          innych socjalistycznych "prawdziwych" naukowcow)Potege polskiej nauki wykuwaja
          w codziennym trudzie gornicy i hutnicy. Oni sa sila przewodnia tego
          Narodu....tak gdzies czytalem. Szkoda ...
      • Gość: BanG Re: Potrzebne sa i reforma, i pieniadze ! IP: 129.81.192.* 28.07.04, 17:45
        Piszesz "papuga", iz "wieksze naklady pieniezne
        nic nie zmienia"... Popatrz raz jeszcze na przyklad
        takich krajow jak Korea Poludniowa, czy Tajwan, ktore
        rozpoczynaly swoj udzial w swiatowym wyscigu naukowym
        praktycznie od zera. Popatrz (jezeli masz mozliwosc)
        jak wygladaja tam teraz miasteczka akademickie, aparatura
        naukowa, jak rosna firmy w tak zwanych "parkach naukowo-
        przemyslowych". Niestety, bez pieniedzy tego nie da sie
        zrobic, nie da sie osiagnac! Koniec, kropka!

        P.S. Oczywiscie, skostnialy i wielce zbiurokratyzowany
        system dzialania nauki w Polsce potrzebuje reform.
        Faktycznie, jak powietrze i woda potrzebne jest i
        jedno, i drugie - reformy systemowe oraz PIENIADZE !!!
        • Gość: Lulek popatrzcie na Chiny! IP: 198.170.174.* 28.07.04, 20:38
          Bardzo polecam. Chiny specjalizują się w wysyłaniu sporej liczby studentów do
          USA. A po zakonczeniu studiów i obronie pracy doktorskiej czy magisterskiej
          ściągają ich z powrotem do kraju. Nie przymusami, bron Boże (część w USA
          jednak zostaje), tylko obietnicami dobrze płatnych stanowisk z szerokim
          zakresem autonomii. I pomimo tego, że w Pekinie rządzi komunistyczny beton,
          gospodarka Chin rośnie w tempie dziesięciu procent rocznie. Chiny to ciągle
          relatywnie biedny kraj, ale poczekajmy następne dwadzieścia lat - to się zmieni.

          Mózg człowiekowi w poprzek staje, gdy odwiedza Instytut Genomu w Pekinie. Cała
          struktura informatyczna, całe oprogramowanie do przechowywania ogromu tych
          danych jest dziełem Chinczyków, tych ściągniętych z USA. Chiny przystąpiły
          ostatnio do ambitnego międzynarodowego programu profilowania proteomu
          ludzkiego. Przystąpiło wiele innych krajów, w tym Czechy. Polska, niestety,
          nie. Bo do tego trzeba pieniędzy i nie da się tego robić metodą paru kolb,
          fiolek i próbówek.
          W odróżnieniu od Chin nasz rząd, podobno niekomunistyczny i gospodarce
          przyjazny, specjalizuje się w wysyłaniu studentów za granicę i nawet się
          cieszy, że nie będzie musiał wliczać tych absolwentów w statystyki bezrobocia.
          W ten sposób stajemy się zagłębiem jedynie taniej siły roboczej, a owoce
          miękkie stają się naszym szlagierem eksportowym. Za dziesięć, dwadzieścia lat,
          będziemy ciągle tanio eksportować owoce i warzywa, zdrową ekologiczną żywność,
          być może węgiel i miedź, i nic więcej. A kupować będziemy wszystko inne, i to
          także od Czech i Węgier.
        • Gość: Maciuś Re: Potrzebne sa i reforma, i pieniadze ! IP: 156.17.253.* 29.07.04, 08:45
          Nic dodać,nic ująć.Bang, masz świętą rację.
      • Gość: abc Re: Nauka odbija poziom rozoju kraju i nic więcej IP: *.hc-sc.gc.ca 29.07.04, 16:34
        Gość portalu: papuga napisał(a):

        > Pan Profesor chce zaklinać słowami to czego nie da się zaklęciami zmienić.
        > Politycy nic do tego nie mają.
        > Nic w tym obszarze nie można zadekretować a większe nakłady pieniężne nic nie
        > zmienią.

        Tu dobrym antyprzykladem jest Sinagapur.
      • Gość: Andrzej Re:NAUKA? odbija poziom rozwoju kraju i nic więcej IP: *.ca.astound.net 30.07.04, 03:40
        Zapewne jak z tego wynika, że nie słyszałeś o stymulowaniu przez Amerykańskie
        Laboratoria Naukowe, które są państwowe, niemal wszystkich domen amerykańskiej
        wynalażczoćci i całych niemal gałęzi przemysłowych i informatycznych.
        Otóż wiele kluczowych i dominujących technologii w amerykańskiej
        przedsiębiorczości pochodzi właśnie z tych naukowych instytutów i laboratoriów.
        Tu się wydaje nawiększe pieniądze i nigdy się nie żałuje.
        Dlatego Europa wzdycha.
        Dajcie nam technologie! Podnosiły się krzyki w Niemczech.
        Niestety, część tych technologii zbyt swobodnie przepływa do Chin, Japoni,
        Indii.
        Nie chodzi w Polskę o duże pieniądze, ale o pieniądze które by podtrzymały
        proces exploracji naukowej. Iny kierunek to tylko połębiajace się zacofanie i
        bezwolność w każdym aspekcje gospodarki.
        Balcerwwicz ten prominent żydowskiej mafii w Polsce właściwie zrealizował swoje
        cele. Według planu Sorosa-Balcerowicza wysprzedał najbardziej dochodowe i
        kluczowe przedsiębiorstwa w Polsce za tzw ''długi'', które po sprzedaniu wrosły
        ponad dwuktrotnie. Zniszczył naukę ograniczając jej minimalną egzystencję.
        Oczywiście nie on tylko ale cała ta banda żydo-postkomuno z Geremkiem,
        Michnikiem, Kwaśniewskim, Holtzerem, Urbanem itp itd i ich produktami SLD-UP
        UW-PO.
        Największym osiągnięciem ''naukowym'' tej mafii było wylansowanie tego balona
        Kwaśniewskiego na prezydenta Polski.


    • jete Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy naukę 28.07.04, 16:42
      Balcerowicz robil co musial, szkoda, ze potem i teraz, nauka traktowana jest
      drugorzednie!!!
      • rootka Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau 28.07.04, 17:37
        Balcerowicz stwierdzil ze nauka nie jest wazna... Pan Profesor na czyms tam sie
        zapewne zna, ale nad reforma Balcerowicza raczej nigdy sie nie zastanawial.
        • Gość: dr Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.07.04, 01:24
          Profesor ma rację. Balcerowicz, mimo jego zasługi w reformowaniu
          gospodarki, zasługuje na miano dra Mengela nauki polskiej.
          Oprócz tego, co mówił profesor, przypomnę, że Balcerowicz, już
          w rządzie Buzka wysłał do Brukseli pieniądze na programy
          naukowe realizowane w ramach UE. Nie pamiętam waluty, pamiętam,
          że było to bodaj 600 milionów. Z tego odzyskaliśmy w grantach
          niewielką część. Po prostu dofinansowaliśmy programy naukowe Unii.

          Owszem, zobowiązania do wkładu w budżet brukselski istniały,
          ale nie należało wyrywać się z oddawaniem kasy.
          Pamiętam, jak Balcerowicz chwalił się, że już wypełniliśmy
          któryś tam punkt zobowiązań unijnych. Należało z tym przelewaniem
          poczekać do momentu wstąpienia do Unii.

          Balcerowicz mówił również, że Polska nauka jest równorzędna
          unijnej lub tego podobne bzdety. Jemu chodziło prawdopodobnie
          wyłącznie o efekt propagandowy - oto odfajkowaliśmy zobowiązanie
          unijne. W rzeczywistości decyzja była głupia, bo zamiast
          inwestować pieniądze bezpośrednio w Polsce przez parę lat,
          z wyprzedzeniem oddaliśmy pieniądze Unii.
          • Gość: dr Re:korekta IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.07.04, 01:25
            dra Mengele, oczywiście.
          • Gość: gn0m Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.wroclaw.mm.pl 29.07.04, 05:11
            hmmm... gdybysmy mieli porzadnych naukowcow potrafiacych myslec logicznie a nie
            siedzacych w wiezy z kosci sloniowej to wyslalibysmy do Unii 600 mln a wrocily
            by stamtad granty na 6 mld. Te pieniadze byly i sa gotowe do wykorzystania...
            ale trzeba spelnic kilka warunkow - m.in. udowodnic ze badanie ma jakis cel i
            da sie na nim zarobic a nie sluzy tylko jako ciepla posadka dla profesora
            ktoremu brakuje pare lat do emerytury. Do diabla, pieniadze sa i starczy po nie
            siegnac (innym jakos sie udaje) - trzeba tylko wymyslec co chcemy dzieki nim
            zbudowac i jakie to ma zastosowania
            • Gość: B.T., Zabrze I o to chodzi. Cieszę się żem w UE. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 01:12
              Myślę, że jak UE nie da pieniędzy jak powiedziałaś na "ciepłą posadkę
              profesorów" to może politycy w Polsce w końcu coś wymyślą. Broń Boże aby
              politykę naukową trzymać w rękach profesorów, jak to się ma obecnie od 1990
              roku. To tak jakby dzieciom dać dużo pieniędzy to wiadomo kupią cukierki i gumę
              do żucia. Cień polityki jedynie słusznej (publikacje) Wróblewskiego długo
              będzie przekładał się na biedę w Polsce. Ale co można się spodziewać po
              nauczycielu akademickim!
          • Gość: sokrates Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 11:27
            Tak to prawda p.prof. Balcerowicz jest tak genialny tylko że nikt go nie chce
            kupić w innym kraju?, dlaczego bo w innych krajach trzeba się bardzo liczyć z
            ludźmi a w Polsce można ludziom wciskać ciemnotę. I jeszcze jedno nie wiem czy
            można nazywać kogoś profesorem jeżeli twierdzi że nauka Polska nie jest ważna
            bo wydaje mi się że nie i temu panu za to co zrobił Polskiej nauce powinien być
            zabrany, zacznijmy w końcu rozliczać tych wszystkich ludzi w tym także
            nieudolnuch polityków, którzy przyczynili się do upadku Polskiej nauki,
            kultury, sztuki itp.
            • rootka Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau 29.07.04, 16:53
              Sokrates, zauwaz ze profesor stwierdza ze Balcerowicz dlatego uznal nauke za
              niewazna bo obcial budzet o polowe. to jest tak olbrzymie uproszczenie, ze az
              nieprawdziwe. dlaczego wczesniej polska nauka rowniez jedynie wegetowala, mimo
              ze budzet byl jeszcze nie obciety? moze rzadzila sie blednymi prawami? moze
              obciecie budzetu mialo sie przyczynic do zmiany tych praw?
      • Gość: Stiglitz Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.zwm.punkt.pl / *.zwm.punkt.pl 29.07.04, 09:03
        Czemu wciąż jakoś nie mogę uwierzyć w Balcerowicza. Może to przez brzydkie
        podejrzenie, że Pan ten, bardzo co prawda twardy i ortodoksyjny, chyba sam się
        zbytnio nie przykładał do nauki (a już J. Stiglitza to na pewno nie czytał).
        Zapewne dlatego też nie ceni innych ludzi pracujących w nauce i samej nauki w
        ogóle.
    • Gość: doktor Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: 5.5R4D* / *.oracle.com 28.07.04, 16:45
      Bez przesady z tym tysiacem zlotych miesiecznie dla mlodego doktora. Pracuje
      jako adiunkt, mam 30 lat, moja pensja brutto to ponad 3000, a dodajac wyplaty z
      grantow, nadgodziny, studia podyplomowe, prace dyplomowe, honoraria za ksiazki
      i inne publikacje, wychodzi mi ok 6-7 tys. dochodu miesiecznie. To oczywiscie
      nie oznacza, ze nie musze robic "fuch" dla biznesu, bo trudno utrzymac za to
      zone i dwojke dzieci, ale nie uwazam sie za biedaka jak na polskie warunki.
      Uwazam za to, ze pracowity czlowiek w kazdych warunkach sobie poradzi.
      • Gość: magister Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.pentor.com.pl 28.07.04, 16:53
        A mnie nie stać na doktorat. Bardzo bym chciala móc poswięcić trochę czasu
        wyłącznie na naukę i badania, ale sytuacja ekonomiczna zmusza mnie do tego,
        żeby pracować, łapać fuchy... Moje wyniki na studiach byłyby na pewno dużo
        lepsze gdybym mogła poswięcić na naukę kilka godzin dziennie. I uważam, że
        pensja dla naukowców powinna być na tyle wysoka, żeby dawała im luksus
        zajmowania się przede wszystkim tym, a nie tylko w przerwach między pracą.
      • pit_b Zartownis sie znalazl 28.07.04, 16:54
        Albo moze wyjatkowo fartowny? Jakimi naukami sie zajmujesz?
      • Gość: meerkat Fucha za afucha, a kiedy czas na prace NAUKOWA??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:55
        Tak, a przy tych nadgodzinach, studiach podyplomowych "fuchach" itp. czy Pan ma
        w ogole jakis czas na POWAZNA PRACE NAUKOWA???

        Bo jesli nie, to jest Pan wprawdzie adiunktem, ale na pewno nie NAUKOWCEM!
        • Gość: . Meerkat, chyle czola...Z podobnych powodow ja sie IP: *.range81-156.btcentralplus.com 29.07.04, 04:34
          wycofalem z nauki - nie dalo sie pogodzic i wolalem wiecej zarabiac, nudzila
          mnie tez skostnialosc struktur uniwersyteckich, choc...nie w Polsce
      • Gość: gala Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.mmwa.eu.org 28.07.04, 22:36
        Mój mąż jest w podobnej sytuacji. Ma stopień naukowy doktora i jest adiunktem
        na jednej z wyzszych uczelni. Zarabia brutto ok.3tysięcy i aby utrzymać rodzinę
        dorabia dodatkowo gdzie indziej. Ciężko pracuje, a redaktorzy z TVP (nie będę
        wymieniała nazwisk) zarabiają 70 - 100 tysięcy miesięcznie. I co wy na to?
      • Gość: tez doktor Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 07:56
        ale chyba dodajesz do tego pensje ktora placi Oracle tak??? bo np. w PAN-ie to
        tyle zarabia dyrekcja z tytulami profesorow, a granty owszem BYWAJA ale nie
        zawsze bo czasem sie koncza, a za publikacje nikt przynajmniej u nas nie placi
        zlamanego grosza
      • Gość: dyzio Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 08:40
        Niestety, jesteś chory i nawet tego nie zauważasz. Też wyrabiam 5x pensję
        podstawową, ale z pełną świadomością że odbywa się to kosztem tego, co naprawdę
        powinienem robić: badań. Żaden problem wyprodukować 10 artykułów rocznie i
        robić za "prostego" wśród garbatych. Wiem, ile mógłbym zrobić a nie robię, bo
        zarabiam pieniądze gdzie indziej.
      • Gość: asystent Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.infish.com.pl 29.07.04, 11:30
        szczęsciarz z Ciebie. Pracuje jako asystent i mam ledwie 1100 zł a jak skoncze
        doktorat to moze bedzie podwyżka jakies 80 zł brutto. Gdyby nie te fuchy to
        bym z głodu padł
      • Gość: BanG Re: Zarobki mlodego adiunkta, etc... IP: 129.81.192.* 29.07.04, 17:13
        Piszesz "doktorze" m.in. o honorariach za "ksiazki
        i inne publikacje"...

        A ile to ksiazek naukowych zdazyles juz opublikowac?
        Jestem bardzo ciekaw, bowiem w innym miejscu
        piszesz "mam 30 lat". A moze zaczales zbierac
        materialy do swoich ksiazek juz w liceum???

        Wytlumacz tez - prosze - co to sa te "inne publikacje",
        za ktore ci placa. Artykuly pisane do lokalnej gazety?
        Chyba nie chodzi o artykuly naukowe bo za takowe
        zazwyczaj redakcje (pism naukowych oczywiscie)
        nic nie placa!
      • Gość: gg Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 16:10
        >Bez przesady z tym tysiacem zlotych miesiecznie dla mlodego doktora. Pracuje
        > jako adiunkt, mam 30 lat, moja pensja brutto to ponad 3000, a dodajac wyplaty
        z
        >
        > grantow, nadgodziny, studia podyplomowe, prace dyplomowe, honoraria za
        ksiazki
        > i inne publikacje, wychodzi mi ok 6-7 tys. dochodu miesiecznie.

        Gdzie to? na Księżycu??!!
    • Gość: comm. Tranq. Nihil novi sub sole... IP: *.zetk.us.edu.pl 28.07.04, 16:56
      "Unia wymusi...". Znów nadzieja, że przyjdzie dobroczyńca z zewnątrz
      i "sprawi", a więc "czekamy na znak". W PRL, "w imieniu" klasy - hegemona tak
      ustalono priorytety w świadomości społecznej, bo Polska była "Ludowa". Polska
      przedwojenna była "inteligencka" (patrz: awans chłopa W. Witosa na
      inteligenta - premiera), ale szybko się z Nią rozprawili potężni sąsiedzi...
    • Gość: mgd nie trzeba... IP: 80.51.234.* 28.07.04, 16:57
      nie trzeba być specjalnie inteligentnym ani wykształconym, żeby prowadzić
      działalnośc gospodarczą.
      a skoro to tak opłacalne - to po co się uczyć, po co? Po co, po co w naukę
      abstrakcyjną inwestować?
      Może to się zaczęło już od nauki tych, którzy dziś wydają decyzje, mężów
      stanu: wyobrażenie sobie łańcucha między rozwojem nauki a PKB wymaga pewnych
      zdolności myślenia, które daje nauka? I wyobrażenie sobie takiego łańcucha
      mniej jest dziś w Polsce możliwe niż takiego między rozmnażaniem się w
      króliczym tempie jednoosobowych firm - którym daje się preferencyjne warunki,
      żeby pomnażały dobra krajowe i narodowe - a tymże wzrostem?
      Poczekamy...
    • Gość: Polityk Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 17:00
      A kiedy profesorowie zrozumieją, że zachowując kastowość i wszystkie swoje
      przywileje, włącznie z zablokowaniem przepływu naukowców z Zachodu do Polski,
      nawet 10-krotne zwiększenie wydatków na nauke nic nie zmieni, co najwyżej ich
      sekretarki będą miały lepszy komputer do pasjansa.

      Przykład... Profesor amerykański, chcący prowadzić badania w Polsce musi:
      nostryfikować dyplom doktora, przejść ponownie habilitacje, wygrać konkurs na
      stanowisko, na które ma chrapke jakiś inny znajomy królika! No chyba że to
      profesor białoruski, ci mają formalnie drogę otwartą w naszym wspaniałym kraju.
      • Gość: mgd Re: IP: 80.51.234.* 28.07.04, 17:08
        tu też ma Pan rację.
        jako dopiero w powijakach marzący naukowiec, z przerażeniem patrze na to, co
        dzieje się zwłaszcza w PANie, o którym mówi się: umieralnia...
        Nie jest to regułą wszędzie, ale jednak.

        Z drugiej strony, jak mają się nie kastować, jak oni sami walczą o byt. I to
        już z zagrożonych pozycji, więc starają się zachowac to, co jeszcze mają.

        Mówiąc krótko: sytuacja jest niezdrowa po obu stronach murów.
        • Gość: Js Logicznie rzecz biorąc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 17:25
          4/1000 - Nic w tym chyba dziwnego. "Wie Pan, u nas już w zasadzie nie robi się
          doktoratów. Ci którzy piszą, są pospieszani, aby już kończyli... O, proszę się
          jego spytać.
          [mówi bez pytania] - jutro się bronię. A zaraz potem, idę z instytutu.
          - Gdzie? Jedzie Pan za granicę?
          - Nie, w ogóle kończe z biologią. Będę się zajmował [nie pamietam, czym
          dokladnie, zapamietalem: biznesem/handlem/biurem]"\

          W jakim instytucie potoczyła się rozmowa?
          To było z półtora roku temu.
          • Gość: Zenon Re: Logicznie rzecz biorąc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 09:54
            Nie wiem o jakim instytucie piszesz. Wiem jednak,ze podobnie jest w moim. 90%
            doktorantow po obronie mowi bye, bye i......idzie zarabiac pieniadze
            niekoniecznie zrywajac ze swa specjalnoscia. Podobnie zrobilem i ja...ale tuz
            przed zrobieniem habilitacji. Pozno ale nie za pozno. W koncu robie cos co daje
            mi ogrom satysfakcji, poczucie bycia przydatnym i.....odpowiednie pieniadze.
            • Gość: Js :((((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 12:56
              A więc to prawda powszechna sad.
              To był biologiczny instytut. Bardzo dobry, podobno jeden z najbardziej
              dofinansowanych w Polsce.

              To przykre, że naukowcy nie czują się potrzebni w erze informacji. sad
              I właśnie dlatego tylu ludzi wyjeżdżam a ja się właśnie do tego zabieram...
              • Gość: Js 23000 Euro. Wystarczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 13:00
                Ale tylko na proste badania, niskobudżetowe. uncertain
                Jezeli glupie filtry do hybrydyzacji southerna kosztują kilkaset euro, pożywka
                przynajmniej kilkadziesiąt za 100 g, a o enzymach do PCR, sekwencjonowania albo
                nie daj boże rzadkich endonukleazach nie wspomnę. Brrr.

                A przecież na produkcji enzymów można zarobić. Przykład => mme1
    • waldi123 Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau 28.07.04, 17:30
      Bedzie jeszcze gorzej. Za pare lat jak uczelnie ukoncza obecne "ofiary" reformy
      systemu edukacji nawet nie bedzie okazji do dyskusji na temat miejsca polskiej
      nauki w swiecie. Nie bedzie poprostu kandydatow na naukowcow i problem sam sie
      rozwiaze. Ot co.
      Pan profesor raczyl zauwazyc, ze nauki scisle sa w czolowce - niestey na razie.
      Reforma edukacji zaklada, ze sa one niomu do szczescia niepotrzebne i z
      premedytacja zalozony cel realizuje. Przedstawiciele nauki jeszcze walcza ale sa
      to juz ich ostatnie "podrygi". M.in. Polskie Towarzystwo Fizyczne uchwala rozne
      protesty i apele, ale kogo to z "decydentow" obchodzi. Najnowsze "kwiatki" do
      tej pory niepoprawiony bledny (coby nie rzec obledny) informator maturalny z
      przedmiotu fizyka i astronomia. Przykladow mozna mnozyc tylko po co skoro nawet
      prof. Wroblewskiego wielce szanowanego w srodowisku decydentow (czlonek chyba o
      ile sie nie myle komisji uczestniczacej w nadawaniu nominacji profesorskich
      przez prezydenta RP) nikt nie raczy wysluchac.
      Pozwole sobie zakonczyc mysla Frycza-Modrzewskiego:"... takie beda
      Rzeczypospolite, jak mlodziezy chowanie...".
    • Gość: Zan Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 28.07.04, 17:48
      Jakieś 70% polskiej nauki to bicie piany. Doktoraty sa raczej odtwórcze, na
      uczelniach zostaja profesorowie którzy umieją się zakręcić politycznie czy
      torzwarzysko a ci którzy brzydzą się układami uciekają z tej sitwy. Instytuty
      naukowe w przemyśle żyją z KBN i coi żyją którzy mają tam kolesi. To że
      pieniądze się marnuja to wina profesorów i innych "świętych" polskiej nauki.

      I tyle. Tu nie politycy sa winni, Brak jest w nauce wizji, poważnych programów.
      Jest kolesiostwo i cwaniactwo. Panowie profesorowie nie narzekajcie, budżet was
      utrzymuje nie po to byście dotrwali do kolejnych saksów na zachodzie.
      • Gość: Zenon Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 09:57
        70%? Jestes jak widze kolego niepoprawnym optymista.
    • andida Przegrywamy nauke... 28.07.04, 17:53
      No wlasnie. najbardziej mi sie spodobala trafnosc zdania: kilofem sobie
      wyrabiemy...
      Tlumoki jedne! Tego adjunkta z szesciona tysiacami na miesiac tez nie rozumiem -
      praca NAUKOWA to nie fuchy! Oduczcie sie tego w koncu!
      Ciezko, prawda? Bo my przeciez jestesmy przywyczajeni do machlojek, dorabiania
      na lewo, kombinowania. To juz standard...
      Sorry, ze pisze tak bez skladu, ale troche mnie ponioslo. Pracuje w obcym
      kraju, na obcym uniwersytecie, bo w Polsce nie byloby mnie stac na tak
      kosztowne hobby jakim jest praca naukowa.
      • Gość: Blekot Re: Przegrywamy nauke... IP: *.home.cgocable.net 28.07.04, 17:57
        Aha, pracuje sie na zagranicznym uniwersytecie, a teraz chwilowo jest sie z
        wizyta u rodziny w Polsce? Tym chyba mozna wyjasnic polski adres internetowy?
        • lukasz97 Re: Przegrywamy nauke... 29.07.04, 06:12
          Gość portalu: Blekot napisał(a):

          > Aha, pracuje sie na zagranicznym uniwersytecie, a teraz chwilowo jest sie z
          > wizyta u rodziny w Polsce? Tym chyba mozna wyjasnic polski adres internetowy?

          polski czy nie polski... fakt pozostaje faktem - na zachodnich uczelniach
          zjawisko pt fucha nie istnieje...

          lukasz
          • Gość: Enzo Re: Przegrywamy nauke... IP: *.rockefeller.edu 29.07.04, 23:34
            Istnieje, ale w innej postaci i nie aż tak absorbującej - konsultacje, albo
            posady w radach nadzorczych.
            Aby dostać posadę w najlepszych ośrodkach musisz często się zobowiązać, że nie
            będziesz takich fuch brał, a już na pewno raz na rok przynajmniej musisz zdać
            sprawozanie gdzie masz fuchy i czy nie powoduje to konfliktów z twoja pracą
    • Gość: emeritus Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 17:57
      Nauke przegralismy dosc dawno. Juz czterdziesci lat temu przestrzegal przed tym
      profesor Infeld i Inni, z troska obserwujacy patologie polskiej nauki
      instytucjonalnej, jaka sie wtedy objawila. Obciazanie tym Balcerowicza, czy
      obecna wladze, jest, moim zdaniem albo wyrazem egzaltacji albo hipokryzji.
    • Gość: dvs Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.11.252.64.snet.net 28.07.04, 18:05
      Po co sie wysilac,najlepiej wie o tym MAGISTER Kwasniewski.
    • Gość: janek_kos Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.chem.cornell.edu 28.07.04, 18:46
      Szanowny Panie Profesorze,

      Mozna przegrywac na wielu frontach i podstawowa sprawa to miec pretensje do
      samego siebie. Pieniedzy jest tyle ile jest, jesli naukowcy sami nie
      zademonstruja co ich badania znacza to bedzie tak jak bylo i jest czyli krucho
      a z czasem jeszcze gorzej. Zabolalo mnie twierdzenie, ze jest zle ale moglo byc
      gorzej to zasluga Komitetu Badan Naukowych (obecnie Ministerstwo Nauki i
      Informatyzacji), ktory forsuje naukowcow i jednostki naukowe do publikowania
      swoich prac w recenzowanych wysoko rankowanych czasopismach naukowych. Prawda
      jest taka, ze polskiemu naukowcowi nie kalkuluje sie ze wzgledow finasowych na
      opublikowanie 1-2 prac naukowych w czasopismach z "najwyzszej polki", bo pobije
      go na glowe w zaslugach dla nauki (w rozumieniu finasowania) kolega, ktory
      opublikuje 4-5 prac w czasopismach, ktore wedle rankingu oscyluja miedzy
      srednimi a slabymi, a "potentatem finansowym" na miare polskich finansow
      naukowych bedzie naukowiec wypuszczajacy 10-15 publikacji rocznie w
      czasopismach czesto bedacych literatura popularnonaukowa a nie naukowa. Jaki
      jest tego efekt ano taki, ze srodki i tak male wydawane sa na talenty pisarskie
      a nie na naukowe. Sprawa publikacji boli jeszcze bardziej, ze nawet samo
      Ministerstwo Nauki i Informatyzacji pomimo tego, ze zbiera dane
      o "produktywnosci" polskich naukowcow to ich nie podaje do publicznej
      wiadomosci. Efekt ze stron MNiI przecietny obywatel moze sie dowiedziec ile
      wydaje na nauke i jak te pieniadze podzielono, ale juz aby sie dowiedziec nawet
      liczbowo jakie byly efekty tych prac szukaj wiatru w polu. Jedna z przyczyn
      jest takiego stanu rzeczy, ze pierwotnie ustalone kryteria oceny jednostek na
      podstawie produktywnosci daly obraz polskiej nauki, ale ten obraz nie zgadzal
      sie z typowymi stereotypami, bo okazalo sie ze wiele jednostek malych, bez
      tradycji itp. pokonalo utytulowane, wielkie i z tradycjami. Co bylo robic, ano
      manipulowano parametrami w algorytmach przeliczeniowych tak aby ci co
      sa "wielcy" byli "wielcy" a Ci co byli "mali" nie stali sie
      przypadkiem "Dawidami". Efekt jest wiec taki, ze nie mozemy sie dowiedziec co
      instytucje "wyprodukowaly" i jak to sie przeklada na ich finasowanie. To jeden
      pole na ktorym polska nauka przegrywa walke o pieniadze w budzecie, brak
      zdefiniowanej relacji produktwynosc-finasowanie i informacji o tym. Inna rzecz
      nie mniej istotna to naukowcy w mediach. Jesli poczytac codzienna prase to
      tytul profesora pojawia sie na kazdym kroku, przy kazdej okazji ale prawie
      nigdy nie jest to zwiazane z nauka. Tak wiec Premier Belka prawie zawsze jest
      tytulowany profesorem, podbnie jest z Prezesem NBP i tak przyklady mozna
      mnozych. Czy to zle, oczywiscie mozna powiedzec ze dobrze, ze profesorowie
      uczestnicza w zyciu kraju, ale z drugiej strony kreuje to generalne wrazenie,
      ze profesor (ktos kto powinien byc naukowcem jesli tego tytulu uzywa) w danym
      momencie naukowcem nie jest bo ma na glowie inne rzeczy np. jest Premierem.
      Nawet jesli mamy doczynienia z profesorem, ktory udziela wywiadu, pisze artykul
      do gazety codziennej czy cos takiego to mamy doczynienia albo z profesorem,
      ktory jest jakims wysoko postawionym "funkcyjnym", rektor, dziekan, szef
      komisji itp. Ze swieca szukac artykulow sygnowanych przez profesorow, ktore
      mowia o samej nauce, o tym co robia sami, co robia ich koledzy. Jaki efekt jest
      takiego wizerunku profesora, ano taki, ze wlasciwie taki profesor to moze byc
      premierem, prezesem NBP czy jakims tam urzednikiem, luminarzem, moze zasaidac,
      przewodniczyc kierowac ale naukowcem to on nie jest. Mozna by mnozyc
      takie "medialne" przyklady ale widac ze ani Polska nauka nie che sie chwalic
      tym co osiagnela ani polscy profesorowie nie chca byc z nauka utorzsamiani.
      Na tym zakoncze przydlugi wywody i zjame sie praca, bo kolokwium habilitacyjne
      czeka a takie ewidentne braki w zyciorysie jak nie uczestniczenie w zyciu
      administracyjnym (Senaty, Komisje, Rady itp.) ciezko bedzie przed Centralna
      Komisja "ds Stopni i Tytulow Naukowych" zamaskowac jakimis publikacjami
      naukowymi, bo jak mozna zatwierdzic przyszlego ewentualnego profesora nie
      przygotowanego do pelnienia swojej funkcji w spoleczenstwie (wiem ze to
      zgryzliwosc).

      janek_kos


      P.S.Podchodzac do tego z humorem pozwole sobie przytoczyc
      Moj kolega amerykanin (fizyk) czytajac artykul o "rakingu" naukowym, zapytal
      to ile w koncu my na ta nauke wydajemy. Po "ogladzie" strony KBN-u podsumowaniu
      paru tabelek i przeliczeniu na dolary. Pokiwal glowa i powiedzial ze wysoki
      odsetek wierzacych i praktykujacych w polsce zlazyl sie na ten cud jakim jest
      pozycja fizyki w rankingu. Ja mu odpowiedzialem ze to nie cud ale to nie fizycy
      mieli taki wklad w pozycje fizyki ale glownie slabo sklasyfikowaniu humanisci,
      nauki spoleczne, prawnicy itp., ktorzy pokazali w sposob eksperymentalny, ze
      czas daje sie rozciagac w dowlnych granicach a teleportacja w czasie i
      przestrzeni jest zjawiskiem tak powrzechnym i prostym w realizacji, ze tylko
      ograniczone umysly fizykow tego wczesniej nie dostrzegly. Wyniki tych prac daly
      dobra pozycje fizyki a wszyscy, ktorzy nad tym pracowali niestety nie mieli
      czasu (jak widac rozciaganie czasu nie jest nieskonczone, widocznie) nad
      szlifowaniem swoich dyscyplin naukowych. Musialem mu tlumaczyc potem pare
      godzin jak te eksperymenty wygladaly.
    • Gość: (nie)ciekawy TYP Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy naukę IP: 80.51.35.* 28.07.04, 19:12
      od wielu lat Polska przoduje w produkcji węgla(ehh.. już nie aktualne..) miedzi, i palet. Zamiast elektroniki, komputerów i samochodów.
      Naszym władcom łatwiej jest wydać pieniądze na górników, lub byłych chłopów z PGR-ów, itp. zamiast zbudować drogi, uzdrowić finanse (dziura budzetowa -kreatywna księgowość) lub te środki przeznaczyć na naukę. Jak ktoś ma u nas budować zaawansowane tech. fabryki skoro bedzie szukal potem 8 lat fachowców.
      Miną jeszcze dwa pokolenia zanim ludzie się zmienią, oby to nie było za dlugi okres czasu
    • cs137 Kurcze, nie otwiera mi sie ten artykul... 28.07.04, 21:18
      Nie moge sie wypowiedziec na temat tego, co tam napisane.

      Ale "Wrobla" znam od dobrych 35 lat (byl asystentem na Wydziale Fizyki UW, jak
      tam zaczynalem studia, a potem jak ja sam bylem tam asystentem i adiunktem, to
      byl moim dyrektorem) i to jest na pewno bardzo nieglupi facet
      • pit_b No, jesli sam Ceeees 29.07.04, 00:06
        W ciemno rekomenduje AKW, to chyba trzeba mu wierzyc, nie?
    • Gość: Enzo Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.rockefeller.edu 28.07.04, 22:02
      Profesor słusznie zauważa, że polskiej nauce potrzebne są pieniądze. Większe
      nakłady na naukę w przyszłości zaoowocowałyby rozwojem kraju i może jakimiś
      szansami na dotarcie do czołówki ekonomicznej świata. Mamy wszakże potencjał
      ludzki. Nie brakuje nawet tyle pieniędzy na badania, co płace są zupełnie
      niekonkurencyjne w stosunku do zachodu. Jaki ma sens finansowanie drogiego
      sprzętu, jeśli naukowiec go i tak nie używa, bo musi fuchy odwalać?
      Podniesienie płac do poziomu 3000 euro miesięcznie dla doktora (nawet kosztem
      zmniejszenia etatów) i ostra weryfikacja dorobku od razu by naukę postawiło na
      nogi. Powróciła by część emigracji oraz zatrzymałoby to emigrację zarobkową
      młodych fachowców.
      Ci, którzy nie wytrzymyaliby brzytwy werfikacji, spokojnie mogliby pracowac jako
      wykładowcy w kolegiach/uniwersytetach, za oczywiście mniej konkurencyjne
      pieniądze (i tak to powinien rynek pracy zweryfikować)

      Jak na razie to strategia finansowania nauki jest zabójcza dla potencjału
      intelektualnego kraju. Wręcz zmusza najbardziej inteligentnych i wykształconych
      ludzi, na których edukację państwo wyłożyło ogromne pieniądze, do emigracji.
      Polska niejako subsydiuje kraje zachodnie.

      Problemem, który pan profesor przemilczał, jest kwestia anachronicznej struktury
      nauki w Polsce i atmosfery kolesiostwa, która byłaby w stanie zmarnować
      większość pieniędzy. Szczególnie istotne jest usunięcie wymogu habilitacji i
      profesury, każda osoba ze stopniem doktora powinna mieć możliwość zostania
      niezależnym badaczem. (nie mam nic przeciwko by wymogi formalne doktoratu
      podwyższyć, i tak obserwuję postępującą dewaluację doktoratu). Weryfikacja
      powinna odbywać się wyłącznie na podstawie prac recenzowanych poza systemem
      polskim, który jest skorumpowany (np. na podstawie publikacji w renomowanych
      czasopisamch zachodnich)

      Reforma nauki w Polsce może przyjść tylko z zewnątrz. Albo z UE, albo pojawi się
      jakiś odważny, despotyczny, ale jednocześnie rozumiejący jak nauka działa,
      minister i oczyści tą stajnię Augiasza. Na to, że obecna klika się zreformuje
      sama nie ma co liczyć.
      • Gość: Fizyk Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.laczpol.net.pl 29.07.04, 00:10
        Pracuję w „nauce” od ponad dwudziestu lat, w tym kilka lat pracowałem na
        uniwersytetach zachodnich jako pracownik badawczy i dydaktyczny, więc mam pewne
        (może niewielkie) rozeznanie w różnicach w funkcjonowaniu „nauki” w kraju i za
        granią. Przyczyn naszej mizerii jest wiele, jak pisali moi niektórzy
        przedmówcy. Chciałbym dorzucić jeszcze jedną, tkwiącą w skostnieniu naszych
        uczelni i kastowości pracowników. Moim zdaniem przepustką do pracy w
        charakterze niezależnego badacza powinien wystarczyć tytuł doktora, jak to
        zauważył „Gość: Enzo” w jednym z poprzednich wypowiedzi. Także zgadzam się, że
        wymóg habilitacji to czysty anachronizm i powinien być jak najszybciej
        zniesiony. Stopień doktora habilitowanego jest w większości krajów zachodnich
        zupełnie nieznany, a tam gdzie występuje (Niemcy) pełni inną funkcję niż w
        Polsce. Powiem więcej, utrzymywanie tego tytułu jest dla polskiej nauki wręcz
        szkodliwe! Przede wszystkim tytuł ten jest wielkim źródłem konfliktów między
        adiunktami i „habilitowanymi”. Ktoś powie, że tytuł ten jest filtrem, który
        oddziela lepszych od gorszych. Ale tak nie jest! Dzieli jedynie
        na „nietykalnych”, którzy mogą dorabiać na wielu uczelniach na pełnych etatach
        nie prowadząc w tym czasie ŻADNYCH prac naukowych i których nie można zwolnić
        oraz na „tykalnych”, których można zwolnić lub obciążyć jeszcze większą liczbą
        godzin dydaktycznych (przenosząc na stanowisko wykładowcy). Pozycja naukowa
        powinna zależeć oczywiście od „dorobku”, ale nie tylko całego życia, ale także
        ostatnich 3-5 lat, by nie było takich anachronizmów, by „nietykalni” po
        zrobieniu habilitacji nie mieli ŻADNYCH większych osiągnięć, a próbowali
        utrzymywać się na uczelni tylko kosztem pracy adiunktów, wykładowców i
        asystentów. Czas stracony na pisanie habilitacji można poświęcić na napisanie
        kilku publikacji do renomowanych czasopism o zasięgu światowym. Proszę mnie źle
        nie zrozumieć. Jest wiele wybitnych profesorów habilitowanych będących
        lokomotywami w swoim środowisku, ale znam również wielu ludzi, którzy po
        zrobieniu habilitacji stanęli w miejscu. Znam też wiele ludzi, którzy mają
        ogromny dorobek, są aktywni, a nie mają habilitacji. Dotyczy to zwłaszcza
        dawnych docentów, którzy wypromowali wielu doktorów (niektórzy z nich są już
        profesorami). Nie mogę zrozumieć, dlaczego są oni tak często dyskryminowani –
        odebrano im prawa do promowania nowych doktorów, recenzowania prac doktorskich,
        a ostatnio nawet prac magisterskich! I pomyśleć, że w czasach moich lat
        studenckich spotkałem się z wybitnymi profesorami, którzy mieli tytuł
        magistra...
        • Gość: humanistka Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 12:40
          Cieszę się bardzo że podjął Pan tą tak bardzo cenną uwagę dla Polskiej nauki na
          forum, otóż piszę doktorat mam duży dorobek naukowy (broń Boże nie jest to
          megalomania), ale w swoim środowisku tz. (miejsce pracy) akademickim spotykam
          się z dyskryminacją, bardzo złośliwe są uwagi moich kolegów, którzy od wielu
          lat nic nie opublikowali i wiem że nie mają takiego zamiaru dążą tylko do
          habilitacji bo jak sami mówią: "potem można leżeć pod gruszą". Jestem
          zbulwersowana takim zachowaniem ponieważ to prowadzi do skostnienia Polskiej
          nauki. Magister jest dyskryminowany nawet mówi się że jest nikim na uczelni
          mając publikacje, jest to bardzo przykre kiedy się coś takiego słyszy, znam
          wielu wybitnych magistrów o światowej sławie przed którymi mierni habilitowani
          polscy profesorowie przebierają nogami, dlaczego bo nie mają dorobku naukowego-
          publikacji. W zeszłym roku byłam na ważnej międzynarodowej konferencji
          naukowej za granicą i przeżyłam wstyd jeden z p. profesorów (bez nazwisk)
          podaczas referatu wygłaszał swoje tytuły a w sali rozległo się pytanie i śmiech
          cyt;" dobrze, dobrze to ale co ty napisałeś " było mi wstyd otóż ten profesor
          nie miał nic do powiedzenia, ale co gorsze nie wyciągnął z tego żadnych
          wniosków. Pisząc teraz doktorat mam dużo przemyśleń osobistych i nie chcę być
          takim naukowcem jak ten p. profesor, chciałabym pracować w Polsce ale boję się
          że po doktoracie będę zmuszona do wyjazdu z wielu powodów nie tylko pensji, ale
          niemożności publikacji a to jest śmierć dla naukowca, większość publikuję
          szukając sponsorów bo jak powiadają na mojej uczelni magister to śmieć i nie
          przysługują mu żadne granty. Ot i to jest cała patologia Polskiej nauki, mój
          profesor mówił że najwżniejszą rzeczą jest czuć oddech asystentów na swoich
          pleca wtedy wiadomo że nauka ma się dobrze. Najsmutniejsze w tym wszystkim
          jest to że wypuszczamy zdolną młodzież, której nikt nie proponuje zostania na
          uczelni bo ci którzy na niej pracują boją się konkurencji. Dlatego jestem za
          zniesieniem chorego wymyślonego przez komunistów stworu jakim jest habilitacja.
          Powino się powrócić to zatrudniania na uczelni pracowników naukowych z
          dorobkiem i weryfikowanie profesorów, a ci profesorowie którzy chcą leżeć pod
          gruszą umożliwić im to poprzez zwolnienie niech jadą na bezludną wuspę tylko
          niech nie zaśmiecają Polskiej nauki.
        • Gość: chris Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.if.uj.edu.pl 29.07.04, 13:06
          Ratunku! Fizyku, skad bierzesz takie bzdurne argumenty? Sam jestem fizykiem i
          dobrze wiem, ze do habilitacji nie potrzeba zadnej mitycznej specjalnej
          rozprawy habilitacyjnej, na pisanie ktorej "traci sie czas". Wystarczy seria
          zwiazanych tematycznie dobrych publikacji (odbic na ksero za 15 minut) i tzw.
          przewodnik, ktory tlumaczy zwiazek tych publikacji (10-20 stron, do napisania
          za dwa tygodnie z uwzglednieniem innych obowiazkow). Jesli ktos tego nie umie
          zrobic, to naprawde nie nadaje sie na naukowca. A w odroznieniu od doktoratu
          habilitacje sprawdza CKd/sTiSN, wiec nie wystarczy dwu lokalnych kolesiow i ten
          stopien tak latwo sie nie zdewaluuje, jak doktorat. Przykro mi, ale nie wierze
          w dobre intencje nikogo, kto refrme nauki chce zaczac od likwidacji
          habilitacji, ostatniego rozsadnego zabezpieczenia przed karierami naukowymi zer.
          chris
          • Gość: jw Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.autocom.pl 29.07.04, 15:36
            No to dlaczego mamy tyle zer wśrod prof ? Co to za logika ? Jak ktos jest prof
            i nie potrafi wykryć plagiatow u studentow to co on za prof ? Zera dr nie
            miały z tym zadnych problemow . Obecnie najlpiepiej funkcjonuja firmy
            sprzedające prace dyplomowe bo odsiane przez CK nie-zera profesorskie nie są w
            stanie plagiatow stwierdzic a czasem i same takie plagiaty popełniają - na
            ogół bezkarnie ( bo sa odsiani!)
            No cóz po odsianiu zostaja tacy co tak 'myślą' jak chris i to jest tragedia.
          • Gość: BanG Re: do kolejnego obroncy kolejnego papierka... IP: 129.81.192.* 29.07.04, 17:27
            "Chris" - powiedz mi tylko:
            # Dlaczego w Polsce dziala i wrecz calkiem dobrze
            egzystuje tak wielu "WYHABILITOWANYCH",
            ktorzy sa naukowymi miernotami?
            # Dlaczego w krajach gdzie nie ma habilitacji
            (np. USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia)
            nauka wciaz rozwija sie i jakos potrafi
            odsiewac nieudacznikow i kombinatorow?
          • Gość: BanG Re:"dziurawe sitko"... o habilitacji raz jeszcze.. IP: 129.81.192.* 29.07.04, 23:36
            Wroce raz jeszcze do czesto przez zwolennikow
            (wy)habilitowania uzywanego argumentu.

            Piszesz bowiem "chris'ie", iz habilitacja to "ostatnie
            rozsadne zabezpieczenie przed karierami naukowymi zer".
            Podobny argument wysuwa, np. "~vizz@op.pl" w swoim
            komentarzu na forum komentujacym artykul C. Wojcika
            i J. Wieczorka zamieszczony w "Polityce".
            "vizz" pisze nastepujaco "System nadawania stopnia naukowego
            doktora habilitowanego jest kontrowersyjny ale w przypadku
            postepujacej dewaluacji doktoratu stanowi jedna z niewielu
            szans na selekcje i decenienie poziomu naukowego".

            Jezeli wiec panowie biadolicie i narzekacie na poziom naukowy
            (polskich) doktoratow i do nieba wznosicie pochwaly habilitacji, iz
            to ostatnia "zapora", ktora nie pozwala ignorantom na dostanie sie
            do (zajmowanej juz przez tych wczesniej wy-habilitowanych...)
            Swiatyni Wielkiej Polskiej Nauki to czemu - na Boga -
            zamiast mnozyc przeszkody na drodze do tej Swiatyni,
            po prostu, nie wziac sie do ustalenia odpowiedniej
            poprzeczki dla doktorantow w Polsce (publikacje na odpowiednim
            poziomie, zewnetrzne recenzje, itp.) i zapewnienia,
            iz doktoraty robione w Polsce JEDNAK maja nalezyta wartosc?
      • Gość: AN SKOSTNIALY SYSTEM chroni pseudouczonych IP: *.it / 62.233.189.* 29.07.04, 09:33
        BARDZO SŁUSZNA WYPOWIEDZ!! Nieusuwalni "uczeni" blokują
        rozwój "konkurencji",wykorzystują asystentow jako feudałowie ,czesto
        publikują marną pracę pod 10 tytulami z mini- zmianami,jewśli w ogole coś poza
        ściągnietymi z innych pomysłow są w stanie stworzyc- tak też bywa ,chyba nie
        tylko w moim osrodku....stąd te "sukcesy" polskiej nauki .bez ktorych swiat
        niewiele by stracił.Ciekawe byloby prześledzenie dorobku niektórych aktywnych i
        naagradzanych uczonych--ręczę za niespodzianki szokujące tzw środowisko+
        towarzystwo wzajwemnej adoracji i chorych układów !!!
        • Gość: Jacek Re: SKOSTNIALY SYSTEM chroni pseudouczonych IP: *.pul.tke.pl 29.07.04, 17:10
          To nie skostnialy system!!
          To znakomicie zorganizowana szajka!
          Ile rozglosu nadano rzekomej propozycji dla "psora" Kleiberga w Unii!!
          On taki wielki uczony?? To on tworzy ta bande roztrwaniajaca miliony na glupie,
          niepotrzebne "badania". Bez konkurencji bedzie tak jak z polska pilka nozna -
          gowno!!
      • Gość: Jot Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 10:44
        Oczywiście, potrzebne są reformy systemowe. Proszę o kontakt: jotk@gazeta.pl. Pozdrawiam.
      • Gość: fizyjk Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.NWZNET.UNI-MUENSTER.DE 29.07.04, 20:47
        3000 euro dla doktora??? Na glowe upadles???
        Czlowiek po doktoracie w Niemczech zarabia najwyzej 2000 euro i prawie nigdy
        nie ma stalej pozycji, tylko kontrakty 2-3 letnie (jak jest kasa). Nikogo nie
        obchodzi, co bedzie robil potem.

        Jakos nikt nie raczy zauwazyc, ze:
        1. W systemach duzo wydajniejszych od naszego (Niemcy, USA) stosunek pensji
        profesora do post-doca (adiunkt to relikt socjalizmu) ma sie jak 4:1. Dopiero
        profesura jest stalym zatrudnieniem (w USA nawet i to chyba nie). Nie ma
        praktycznie profesur bez budzetu na sprzet, ludzi i sekretarke oraz bazy
        lokalowej.
        2. Niewydajne jednostki naukowe sa zamykane w wyniku cyklicznych panstwowych
        kontroli.
        3. 80% ludzi z doktoratami nie znajduje miejsca na uczelniach (niektorzy
        zapewne nie chca).
        4. Na kazde nowe albo zwolnione stanowisko profesorskie wplywa ponad 100
        aplikacji. Zwyciezca bierze wszystko. Reszta konczy marnie.

        Ergo: Zwiekszenie nakladow na nauke jest potrzebne, ale musi sie odbyc na
        zasadzie umowy spolecznej i z przyzwoleniem na duze (DUZE!!!) wyrzeczenia ze
        strony naukowcow, zeby ludzie zarabiajacy duzo mniej wiedzieli, na co ida ich
        ciezko zarobione pieniadze.
        • cs137 Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau 29.07.04, 21:46
          Gość portalu: fizyjk napisał(a):


          > Jakos nikt nie raczy zauwazyc, ze:
          > 1. W systemach duzo wydajniejszych od naszego (Niemcy, USA) stosunek pensji
          > profesora do post-doca (adiunkt to relikt socjalizmu) ma sie jak 4:1. Dopiero
          > profesura jest stalym zatrudnieniem (w USA nawet i to chyba nie).

          W USA stalym zatrudnieniem jest "tenure", mozna byc profesorem (assistant, badz
          associate) na tzw. "tenure-track" i wtedy to jeszcze nie jest stale
          zatrudnienie (I went through that, I know).


          > Nie ma praktycznie profesur bez budzetu na sprzet, ludzi i sekretarke oraz
          >bazy
          > lokalowej.

          No, to moze tak jest w Niemczech. W USA uniwerek daje Ci najwyzej baze
          lokalowa. O pieniadze na reszte starasz sie sam! Szczegolnie jesli chodzxi o
          sprzet i ludzi. Wyjatek
        • Gość: Enzo Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.rockefeller.edu 29.07.04, 23:25

          > 3000 euro dla doktora??? Na glowe upadles???

          Chorobliwie nie cierpię ad hominem.

          > Czlowiek po doktoracie w Niemczech zarabia najwyzej 2000 euro

          W USA przeciętna pensja brutto postdoca jest właśnie ok 3000 euro. W niemczech
          jest teraz recesja i nalezy ją wykorzystać. I co mamy równac do Niemiec? Czemu u
          nas nie może być lepiej.

          > i prawie nigdy
          > nie ma stalej pozycji, tylko kontrakty 2-3 letnie (jak jest kasa). Nikogo nie
          > obchodzi, co bedzie robil potem.

          A kto mówi, że mają być stałe pozycje. Stałe pozycje w dużej mierze sprzyjają
          korupcji. Najlepsze ośrodki nie mają stałych pozycji (max planck, żeby sie
          niemieckim przykładem posłużyć)

          > Jakos nikt nie raczy zauwazyc, ze:
          > 1. W systemach duzo wydajniejszych od naszego (Niemcy, USA) stosunek pensji
          > profesora do post-doca (adiunkt to relikt socjalizmu) ma sie jak 4:1. Dopiero
          > profesura jest stalym zatrudnieniem (w USA nawet i to chyba nie). Nie ma
          > praktycznie profesur bez budzetu na sprzet, ludzi i sekretarke oraz bazy
          > lokalowej.

          A co w tym złego.O to mi właśnie chodzi.
          W USA pensja profesora jest indywidualnie negocjowana, w zależności od co
          osobnik soba reprezntuje wynosi od 2x (początkujący) do 50x (ekstremalne
          przypadki, głownie medycy) pensji postdoca
          Profesor dostaje od uniwersytetu miejsce i infrastrukture, często pensję i
          pieniądze na rozruch laboratorium (często kilka milionow dolarow). Duzo zależy
          od miejsca, swoich umiejętności i dorobku, i wreszcie od zdolności do
          negocjacji. Spektrum jest od tenure bez pensji z biurkiem i stolikiem (pensje
          musisz znaleźc sobie sam) poprzez młodych profesorów bez tenure na garnku
          uniwersytu, poprzez tenured professors z pensjami sięgającymi półmiliona dolarów
          aż do profesorów w bardzo renomowanych miejscach, którzy brak stałej posady i
          niską pensję (80-120 tys dolarów rocznie) rekompensują sobie byciem wśród
          dynamicznych, mądrych, agresywnych i super-błskotliwych kolegów

          > 2. Niewydajne jednostki naukowe sa zamykane w wyniku cyklicznych panstwowych
          > kontroli.

          Niezła komuna panuje w tych Niemczech, nie dziwie sie, że mają recesję.
          Jak już ktoś pisał, w USA takie ośrodki same upadają.

          > 3. 80% ludzi z doktoratami nie znajduje miejsca na uczelniach (niektorzy
          > zapewne nie chca).

          1jakos tego nie zauważyłem (50% bardziej)

          2.I co wtym złego. Ludzie tak wyszktałceni są wchłaniani w różne gałęzie
          gospodarki lub administracji, przyczyniając się do rozwoju państwa. Nie każdy
          sie do nauki nadaje, jednak pewne obycie intelektualne związane ze zrobieniem
          doktoratu jest dla normalnych pracodawcow cenniejsze niz dyplom MBA

          > 4. Na kazde nowe albo zwolnione stanowisko profesorskie wplywa ponad 100
          > aplikacji. Zwyciezca bierze wszystko. Reszta konczy marnie.

          Dlatego nauka niemiecka wciąż wygląd lepiej od polskiej. Akurat znam jednego co
          wziął pozycje w max plancku (jak najbardziej słusznie, gość jest świetny). W
          Polsce z racji swojego wieku doświadcznia i wykształcenia, pewnie mógłby tylko
          kawę profesorowi robić tongue_out

          > Ergo: Zwiekszenie nakladow na nauke jest potrzebne, ale musi sie odbyc na
          > zasadzie umowy spolecznej i z przyzwoleniem na duze (DUZE!!!) wyrzeczenia ze
          > strony naukowcow, zeby ludzie zarabiajacy duzo mniej wiedzieli, na co ida ich
          > ciezko zarobione pieniadze.

          Wszystkim rządzą prawa ekonomii: płacisz mi poniżej satysfakcji, do widzenia,
          jadę za granicę a ty udawaj, że masz naukę. Wyrzeczeniami sie naukowcy nie
          pożywią. Jeśli tak bardzo chcesz się wyrzekac dla dobra nauki w Polsce to
          ufunduj stypendium z połowy Twojej pensji dla doktoranta w Polsce.

          Niskie płace w nauce generalnie wynikają z: 1 napływu immigrantów z
          biedniejszych a mądrych krajów, dla których taka pensja jest konkurencyjna, 2.Z
          tego, że naukowcy to pasjonaci i częściowo im się zwraca w satysfakcji.

          Wreszcie ogół społeczeństwa nie rozumie (przepraszam jeśli kogoś uraziłem, w
          niemczech tez (przykład-panika na punkcie GM)), po co jest nauka i jakie niesie
          korzyści dla społeczeństwa. W USA przynajmniej pragmatyzm im nakazuje naukę
          fundować bo się mozna chorób pozbyć i bardziej groźny SUV zbudować.

          Bez opuszczenia wieży z kości słoniowej przez naukowców i pracy u podstaw, żeby
          ogół ludzi zrozumiał jaka rolę pełni nauka w społeczeństwie, nie będzie
          przyzwolenia społecznego na wydatki.

          A jak to ma się stać skoro większość (nie wszyscy, są chlubne wyjątki) kadry
          naukowej wydaje się być ogółowi społeczeństwa bufonami (i słusznie). Bo jakże
          byłoby inaczej, przecież to co robią jest tak ezoteryczne i wydumane (czytaj
          bezsensowne), że specjaliści z zagranicy zastanawiają się po co to robią i co to
          ma znaczyć. Tylko prawdziwe, a nie udawane, elity naukowe mogą odbudować
          zaufanie społeczne do naukowców. A takich elit nie będziemy mieli dopóki nie:

          1. Będzie płac konkurencyjnych do płac na zachodzie (którymi się brzydzisz) by
          zwabić specjalistów
          2. Mechanizmu werfykacji, którego się tak obawiasz

          Pieniądze na naukę są. Ale niestety są:
          1. przeżerane przez bizantyjskich rozmiarów administrację
          2. Wywalane w dofinansowynie nierentownych, ale politycznie ustawionych, gałęzi
          gospodarki
          3. resztki tłuszczu z tej uczty rekinów skapują do budżetu nauki i są
          - marnotrawione przez 90% zespołów badawczych prowadzące badania nad rzeczami
          które uczeń z liceum zauważy, że sensu nie mają
          - pakowane w sprzęt, który sie kurzy, ale za to ładnie wygląda, albo w złocone
          kinkiety na ścianach
          - pakowane w sprzęt, który jest wykorzystywany do prywatnych fuch
          - wywalane na wyjazdy na konferencje w atrakcyjne turystycznie kraje
          tropikalne, podczas gdy te na prawdę dobre są z reguły w dość nudnych miejscach
          - nikt nikogo z tego marnotrawstwa nie rozlicza.

          dosłownie kilka-kilkanaście grup badawczych się wyłamuje z tego obrazu i
          niestety, liderzy tych grup zamiast bronić swego i słusznej sprawy, zachwalają
          obecny status quo zamiast nawoływać do reformy. Widocznie nawet oni nie mogą się
          wychylać...
    • pit_b Ciekawe porownanie 29.07.04, 00:15
      Kochani. O czym my tu mowimy?

      Tylko w tym roku przybylo w Polsce wiecej etatow urzedniczych niz jest etatow
      naukowych. Wzrost wydatkow na administracje w ciagu dwu lat rowny jest rocznym
      wydatkom budzetowym na polska nauke. Polskie wydatki na tzw. nauke stanowia
      okolo 1/250 wydatkow na nauke w USA, czyli 4 promile. Polska nauka dziala
      jeszcze, tak jak dziala, tylko dzieki trzem grupom ludzi:
      -"starym" uczonym, ktorzy maja juz uregulowana sytuacje zyciowa, dawne wyniki i
      kontakty
      -ludziom, ktorzy w istocie utrzymuja sie z wyjazdow badawczych na Zachod
      -doktorantom, ktorzy maja ochote zrobic cos ciekawego z czystej, mlodzienczej
      ciekawosci poznawczej, z checi sprawdzenia sie, przebicia itp.

      Ten model jest jednak na najlepszej drodze do zalamania. Starzy sie starzeja,
      rozne smieszne zjawiska powoduja, ze coraz mniej sie oplaca wracac z Zachodu a
      sami doktoranci to za malo zeby ciagnac nauke. Oni zreszta tez chyba wola
      wyjechac.
      • pit_b Jeszcze notka prasowa 29.07.04, 00:26

        Armia urzędników
        28.07.2004 11:27 (aktualizacja 11:53)
        Według danych GUS w 2003 roku armia biurokratów w Polsce wynosiła
        530 tysięcy
        osób, a w ciągu ostatnich lat rosła w tempie ok. 30 tys.
        etatów/rocznie.

        Wzrost ilości urzędników zabiera coraz większe pieniądze z płaconych
        przez nas
        podatków.

        Według danych gazety "Parkiet" w bieżącym roku liczba etatów w
        instytucjach
        państwowych powiększyła się o blisko 70 tys.

        Główną przyczyną takiego wzrostu biurokratów jest przystąpienie
        naszego kraju do
        UE i integracja ze strukturami Unii.

        Dodatkowe zatrudnienie w administracji będzie nas kosztowało o 2,6
        mld więcej
        niż w 2002 roku i o 1,2 mld niż w 2003.(Parkiet)

        Nasz kraj z roku na rok staje się krajem coraz bardziej
        zbiurokratyzowanym
        państwem, w którym coraz więcej urzędników zajmuje się rządzeniem
        innymi
        urzędnikami. Administracja zamiast służyć pomocą skierowaną
        bezpośrednio do
        obywateli - dokonuje nie do końca potrzebnych analizy danych oraz
        produkuje
        nadmierną ilość dokumentów wykorzystywanych często do swoich
        wewnętrznych potrzeb.

        Źródło: Parkiet, Dziennik Polski
        (INTERIA.PL)
        --
      • Gość: . Bardzo serio: uczelnie brytyjskie walcza o IP: *.range81-156.btcentralplus.com 29.07.04, 04:42
        doktorantow-obcolrajowcow, daja im stypendia i pokrywaja czesne. Bo miejscowych
        chetnych brakuje. Zaprzyjazniony urzednik Home Office powiedzial mi - w
        momencie wchodzenia Polski do Unii - ze szczerze radzilby polskim doktorantom
        przerwac doktoraty w Polsce, wziac te brytyjskie stypendia, a potem - z
        brytyjskim dyplomem - pracowac tu za przyzwoite pieniadze na przyzwoitym
        stanowisku. Polski doktorant i brytyjska nauka/gospodarka na tym nie straci,
        ale Polska spadnie do poziomu buszu...
    • Gość: Cezary Wojcik w pelni sie zgadzam IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 29.07.04, 00:38
      W pelni sie zgadzam z wypowiedziami A. Wroblewskiego. Wraz z Jozefem
      Wieczorkiem wyslalismy do redakcji GW w reakcji na te hurraoptymistyczne
      dosniesienia o "polskiej nauce w cenie" tekst o podobnym brzmieniu, ktory
      jednak pozostal bez echa. Zapraszam na strony Polskiego Cyrku Naukowego
      (www.republika.pl/naukowcy) oraz do lektury naszego najnowszego tekstu w
      zeszlotygodniowej "Polityce" w ONECIe
      pozdrawiam serdecznie zza oceanu
      Cezary Wojcik
      • Gość: ptaszek Re: w pelni sie zgadzam IP: *.bchsia.telus.net 29.07.04, 05:33
        Szanowny Panie Wojcik
        Wlasnie przeczytalem Panski artykul w Polityce, bardzo dobry i realistyczny.
        W szczegolnosci zdadzam sie a Panskim podsumowaniem tzw doktoratu w Polsce, to
        jest po prostu kpina ( przygotowania tzw "Medical Grand Rounds" na duzym
        uniwersytecie moze wymagac wiecej pracy).
        Nie zgodzilbym sie w zupelnosci tylko z jednym Panskim stwierdzeniem , a
        mianowicie z tzw typowo polskim zauroczeniem tytulomania.
        Pracuje na jednym z wiekszych uniwersytetow w Kanadzie i musze sie przyznac ,
        ze liczba ludzi przykladajacych wage do tytulow jest wcale , a wcale duza.
        Z drugiej jednak strony jak Pan slusznie napisal sa to tytuly przyznane przez
        te wlasnie uniwersytety za kokretne dokonania.
        Pozdrowienia.
    • Gość: mikoluszko to cwok ZAGORSKI CENZURUJE FORUM !!! IP: *.mad.east.verizon.net 29.07.04, 00:57
      Finansowanie nauki? Tylko nie wspominajcie ze sam Zagorski bierze lapowki w postaci
      wycieczek na Wyspy Kanaryjskie za pieniadze przeznaczone na nauke.
      tajnedokumenty.com/zagorski/
    • Gość: Andrzej L. i jaki stego wniosek? IP: 66.189.225.* 29.07.04, 03:45
      Balcerowicz musi odejsc!
    • Gość: ptaszek Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.bchsia.telus.net 29.07.04, 05:21
      Sukces naukowy.
      Blekot ma racje, w tych krajach gdzie nauka sie rozwija nie placi sie po prostu
      naukowcom za fakt bycia tzw naukowcom , ale za konkretne projekty.
      Zeby dostac pieniadze trzeba przedstawic propozycje.
      W Polsce tez tak zaczynalo byc, ale przyszla komuna i wprowadzila
      swoja "urawnilowke", kazdemu po troche, zeby bylo sprawiedliwie. czyli kazdemu
      nic.
      Oprocz tego obecna wladza dusi podatkami ludzi i prywatne przedsiebiorstwa, to
      prywatny "biznes" na swiecie finansuje ogromna proporcje badan naukowych. Moze
      by tak po prostu pozwalac odliczac od podatku koszt badan na technologie, ktore
      beda opatentowane jako polskie.
    • Gość: lech, Boston USA polskich naukowcow wyjazdy za granice IP: *.ne.client2.attbi.com 29.07.04, 05:23
      "...dostaje tysiąc złotych, to - przepraszam bardzo - nie ma o czym gadać. W
      latach 90. dziesiątki tysięcy polskich naukowców opuściło kraj z powodów
      ekonomicznych". I to jest fakt! Podjecie decyzji o emigracji jest dla mlodych
      ludzi przezyciem wrecz szokowym! Ci ludzie jednak nie maja zadnego wyboru. Od
      lat nauka w Polsce traktowana jest jak piate kolo u wozu. Mlodzi doktorzy
      wyjezdrzaja na stypendia doktoranckie i szukaj jakiegos miejsca dla siebie. Po
      kilku latach dzieci nie chca slyszec o powrocie do kraju, w ktorym oprocz
      rodziny ludzie nie maja doslownie nic i tak zostaja na stale za granica
      spotykajac sie na sympozjach. Tylko prosze mi nie mowic o jakiejs wdziecznosci
      i studiach za darmo! Za darmo to zyja w Polsce politycy z poslami na czele. I
      to zyja dobrze!
      • Gość: bogi w Polsce sie pomiata naukowcami IP: *.dwi.uw.edu.pl 29.07.04, 10:52
        wystarczy spojrzec na to, kto zasiada w gremiach wladzy. ci ludzie wogole nie
        wiedza co to jest nauka, poznanie. u nas najwazniejsza jest kasa i chodzenie do
        kosciola w niedziele.
    • Gość: Kot Behemot Płace w nauce. Kamyczek do ogródka starszyzny. IP: *.client.comcast.net 29.07.04, 05:25
      Zetknąłem się z takim mianowicie podejściem: jako doktoranci (nauki ścisłe) w
      połowie lat 90-tych dostawaliśmy po około 600 złotych stypendium, na pewnej nie
      najgorszej uczelni, której nazwy pozwolę sobie nie wymienić. Próby porozmawiania
      o wysokości dochodów napotykały na argument: "a czy wy wiecie, ile zarabia
      profesor z x-letnim stażem?".

      Nie tylko więc bryndza winna, ale i mentalność, proszę Państwa. Mentalność
      starych pierników, którzy dla zachowania hierarchii pryncypialnie dołują swoich
      podwładnych pod względem finansowym. No bo jak to, żeby jakiś tam doktorant nie
      zarabiał co najmniej pięć razy mniej niż Pan Profesor.

      P.S. Piszę, oczywiście, z zagranicy. smile

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15562
      • Gość: dyzio Re: Płace w nauce. Kamyczek do ogródka starszyzny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 08:34
        A ja ci odpowiadam z Polski: w zeszłym roku wyrobiłem 140 tys. Ale oczywiście
        pensja z instytutu może starczyła na paliwo do samochodu.
        • Gość: Kot Behemot Re: Płace w nauce. Kamyczek do ogródka starszyzny IP: *.client.comcast.net 29.07.04, 08:49
          Ja w połatanych gaciach też nie chodziłem, bo dorabiałem sobie giełdą. Wkurzała
          mnie więc nie bida, tylko wspomniane wartościowanie mojej pracy.

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15562
        • Gość: Zenon Re: Płace w nauce. Kamyczek do ogródka starszyzny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 10:08
          Szanowny Dyziu, ze mna bylo podobnie. Do tego stopnia,ze kilka razy zrobilem
          awanture w ksiegowosci instytutu,ze nie przelali mi pensji na konto. A ja jej
          po prostu nie zauwazylem! W koncu, kilka lat temu, podziekowalem instytutowi,
          pracuje w swoim zawodzie odczuwajac satysfakcje tak intelektualna, jak i
          finansowa.
      • Gość: Pablo mentalnosc IP: *.p.lodz.pl 29.07.04, 10:39
        Zgadzam sie co do mentalnosci. slyszalem o sytuacji kiedy doktorant zrobil cos
        nowego (chyba jako jeden z pierwszych na swiecie) i poszedl do prof porozmawiac
        o badaniach ktore nalezaloby wykonac. uslyszal odpowiedz "a po co?"
        efekt: wyjazd za granice na studia
      • Gość: Daniel Re: Płace w nauce. Kamyczek do ogródka starszyzny IP: *.unige.ch 29.07.04, 11:13
        To nawet nie chodzi o pieniądze. Ja zgodziłbym się po studiach nawet na te
        1000PLN, o ile ciężką pracą mógłbym stosunkowo szybko dojść do nieco większej
        kwoty, pozwalającej na w miarę swobodne skoncentrowanie się na pracy. Mogłem
        zostać na uniwersytecie w Polsce (miałem propozycje już na 4. roku), i
        _chciałem_ zostać - ale na szczęście nie za wszelką cenę. I dzisiaj dziękuję tym
        wszystkim, którzy mi wtedy wybili ten pomysł z głowy.

        Teraz widzę moich kilka lat młodszych kolegów - ambitni, z pomysłami, ludzie
        typu "dobrego naukowca". Mam nadzieję, że ich ktoś też sprowadzi na ziemię...

        Największym problemem jest właśnie: mentalność, atmosfera, układy i układziki.
        Żeby mieć cokolwiek ponad standard (granty, publikacje itp.), trzeba być albo
        protegowanym "ważnego" profesora, albo geniuszem (którego i tak szybko ktoś
        weźmie "pod opiekę"). Sztywne przekonanie o konieczności relacji zarobków
        profesor-magister - o tym już dużo napisano. Można by tak ciągnąć w
        nieskończoność...

        (A w końcu i tak wylądowałem na uniwersytecie, co widać z nagłówków. I na dzień
        dobry zarabiam ponad połowę tego co szef mojego instytutu. O atmosferze itp.
        nawet nie wspomnę - sam miód.)

    • Gość: Marek Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.bauboden.com, / *.aareon.com 29.07.04, 08:27
      Pozwole sobie wyrazic skromna opinie. Pan Wroblewski mowi o w zasadzie skutkach
      tego, ze nie docienia sie roli nauki w panstwie. W Polsce wladza no i ludzie,
      bo oni ja wybieraja, uwaza, ze nauka nie odgrywa roli. No coz, jednak odgrywa
      dlatego, ze najwieksze potegi gospodarcze USA, Japonia , Niemcy zbudowaly na
      niej swoja gospodarke i potege w swiecie. Niestety czarno widze przyszlosc w
      Polsce pod tym wzgledem, w zasadzie trend ten jest trudno zmienic, bo wymaga
      zmiany mentalnosci. To nie jest sprawa moze budzetu i pieniedzy, bo uwazam
      osobiscie, ze powinnismy na wszystkim oszczedzac, doslownie na wszystkim a
      inwestowac przede wszystkim w nauke, edukacje, wynalazczosc i co wazne
      wdrazanie tego we wlasnym przemysle. Tu musza powstac jakies programy rzadowe.
      a w zasadzie narodowe.

      Ale poniewaz przygladam sie naszej scenie politycznej no i patrzac na nasza
      historie uwazam, ze jestesmy przegrani. Nie ma szans na pierwsza lige w
      swiecie. Moze sa na 2-ga. A najbardziej sa szanse na szary koniec. Bo tam
      miejsce dla nieukow. Raczej szans nie ma na poprawe. No moze sa, ale male
      jakies 1%.

      Konczac powiem tak. W 17-tym i 18-tym wieku nasi przodkowie nie troszczyli sie
      o przyszlosc nastepnych pokolen, czyli nas. Woleli burdy, rokosze,
      konfederacje, pijanstwa itd. Nasza wladza (czyli ludzie ktorzy ja wybieraja)
      podobnie podchodzi do sprawy. Nie mysli sie o dlugoterminowej perspektywie. Co
      sie z takim panstwem stanie ? ( a co stalo sie w 18-wieku ?).
      Nie rozbiora nas moze, ale nie bedziemy mieli nic do gadania i nasza rola
      bedzie marginalna.

      Pozdrawiam

      • Gość: # Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: *.finemedia.pl 29.07.04, 10:49
        Zgadzam się z terapią:

        > "To nie jest sprawa moze budzetu i pieniedzy, bo uwazam
        > osobiscie, ze powinnismy na wszystkim oszczedzac, doslownie na wszystkim a
        > inwestowac przede wszystkim w nauke, edukacje, wynalazczosc i co wazne
        > wdrazanie tego we wlasnym przemysle. Tu musza powstac jakies programy
        > rzadowe. a w zasadzie narodowe.

        Ale nie z diagnozą:

        > "Dotyczy to zwłaszcza dawnych docentów, którzy wypromowali wielu doktorów
        >cryingniektórzy z nich są już profesorami). Nie mogę zrozumieć, dlaczego są oni tak
        >często dyskryminowani – odebrano im prawa do promowania nowych doktorów,
        >recenzowania prac doktorskich, a ostatnio nawet prac magisterskich! I
        >pomyśleć, że w czasach moich lat studenckich spotkałem się z wybitnymi
        >profesorami, którzy mieli tytuł magistra..."....
        > W 17-tym i 18-tym wieku nasi przodkowie nie troszczyli sie o przyszlosc
        >nastepnych pokolen, czyli nas. Woleli burdy, rokosze, konfederacje, pijanstwa
        >itd. Nasza wladza (czyli ludzie ktorzy ja wybieraja) podobnie podchodzi do
        >sprawy. Nie mysli sie o dlugoterminowej perspektywie. Co sie z takim panstwem
        >stanie ? ( a co stalo sie w 18-wieku ?).

        Prości ludzie mysleli i myśla o przyszłości wnuków. Za to właśnie "elity"
        komunistyczne, pogodzone w Magdalence podziałem na niewybieralny cykl: rząd i
        opozycja, po "kłótni w rodzinie" w 1968 blokują przyszłosć nie tylko w
        dziedzinie nauki polskiej. Mgr kierowników katedr, z wymaganym do tego tytułem
        profesora, było raptem tylko 9-ciu. Awanse spowodowane były brakami kadrowymi
        po wojnie. Zaś docencta bez habilitacji, nadało PZPR zaufanym towarzyszom po
        strajkach w marcu 1968. Po reformie struktur uczelni już jako Dyrektorom
        Zakładów podporządkowano im niepewnych politycznie profesorów - kierowników
        katedr.
        To był poczatek końca nauki polskiej. Tak, to oni wypromowali wielu
        dzisiejszych profesorów. Nie dziwota, że wracają do polityki. Z "marcowych"
        karier najbłyskotliwsza to towarzysz dr Tadeusz Porębski, 1-szy sekr POP PZPR
        PWr. W 3 mce doc, profesor i rektor a po 10 latach 1-szy sekretarz
        KW PZPR - omal nie wyrolował Jaruzelskiego w BP KC PZPR.
        Wychwalamy Towarzyszy a zwalamy na ludzi (czyli władzę)...
        Oj naukowcy, naukowcy...Pamiętajcie, że Ameryki nie stworzyli naukowcy, którzy
        do niej uciekają.
        Stworzyli ją niewyszkoleni miejscowi, którzy pogonili wyszkolonych zagranicą.
        • panidanka Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau 29.07.04, 11:03
          Gość portalu: # napisał(a):

          > Prości ludzie mysleli i myśla o przyszłości wnuków. Za to właśnie "elity"
          > komunistyczne, pogodzone w Magdalence podziałem na niewybieralny cykl: rząd i
          > opozycja, po "kłótni w rodzinie" w 1968 blokują przyszłosć nie tylko w
          > dziedzinie nauki polskiej. Mgr kierowników katedr, z wymaganym do tego
          tytułem
          > profesora, było raptem tylko 9-ciu. Awanse spowodowane były brakami kadrowymi
          > po wojnie. Zaś docencta bez habilitacji, nadało PZPR zaufanym towarzyszom po
          > strajkach w marcu 1968. Po reformie struktur uczelni już jako Dyrektorom
          > Zakładów podporządkowano im niepewnych politycznie profesorów - kierowników
          > katedr.
          > To był poczatek końca nauki polskiej. Tak, to oni wypromowali wielu
          > dzisiejszych profesorów. Nie dziwota, że wracają do polityki. Z "marcowych"
          > karier najbłyskotliwsza to towarzysz dr Tadeusz Porębski, 1-szy sekr POP
          PZPR
          > PWr. W 3 mce doc, profesor i rektor a po 10 latach 1-szy sekretarz
          > KW PZPR - omal nie wyrolował Jaruzelskiego w BP KC PZPR.
          > Wychwalamy Towarzyszy a zwalamy na ludzi (czyli władzę)...
          > Oj naukowcy, naukowcy...Pamiętajcie, że Ameryki nie stworzyli naukowcy,
          którzy
          >
          > do niej uciekają.
          > Stworzyli ją niewyszkoleni miejscowi, którzy pogonili wyszkolonych zagranicą.

          3-ku
          ja jestem prosty ludź , znaczy się baba, i nie pojęłam jednego (chyba nie dziw,
          że jako baba tylko jednego)
          co do tej diagnozy i terapii ma rok 68?
          (w twoim poście ten 68r jest jakiś przełomowy i dlatego o niego pytam)
          z późniejszymi niedatowymi już naleciałościami?

          danka
          • Gość: # Do D_nutki IP: *.finemedia.pl 29.07.04, 11:27
            > co do tej diagnozy i terapii ma rok 68?

            Stworzenie "czapki" Zakładów - obejmujacych kilka katedr
            z szefem komunistą "docentem marcowym" zmieniło oblicze uczelni
            podobnie do rewolucji kulturalnej w ChRL.


            • panidanka Re: Do & #35; -ka 29.07.04, 11:33
              Gość portalu: # napisał(a):

              > > co do tej diagnozy i terapii ma rok 68?
              >
              > Stworzenie "czapki" Zakładów - obejmujacych kilka katedr
              > z szefem komunistą "docentem marcowym" zmieniło oblicze uczelni
              > podobnie do rewolucji kulturalnej w ChRL.
              >
              >

              coś mi 'dzwoni', że podobne "czapki" zaczęto nakładać na przemysł sad
              taką jedną "czapkę" miałam okazję popoznawać krótko po roku 70-tym

              danka
        • Gość: mmm Re: Prof. Andrzej. K. Wróblewski: Przegrywamy nau IP: 195.205.18.* 29.07.04, 12:11
    • Gość: dyzio Przegrywamy nawet z innymi demoludami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.07.04, 08:30
      Ostatnio dowiedziałem się, że Instytut Josef Stefan w Ljubljanie funduje
      stypendia doktoranckie z badań materiałowych. Można pojechać do Słowenii na
      zupełnie niezłe pieniądze (doktor ma ok. 1500-2000 euro), stypendium mniej, ale
      i tak jest to znacznie więcej niż profesor w Polsce ! W podtekście: zostać po
      doktoracie. Jednym słowem Słowenia staje się dla nas tym, czym niedawno był
      tzw. zachód. Dziękujemy, panowie ministrowie a w szczególnoście panie Kleiber !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka