Gość: apo
IP: *.gorzow.mm.pl
14.08.04, 14:05
Od kilku dni jeżdżę codziennie z dziećmi do okulisty. Wracamy
stamtąd taksówką z postoju przy kwiaciarni. Pięć dni z rzędu wiózł nas
znajomy taksówkarz. Dziś, niestety, nie było go na postoju, więc wsiedliśmy
do taksówki,,,.... TAXI" numer boczny 356. Podałam nazwę ulicy, a kierowca
zamiast ruszyć spytał, dlaczego tak krążyliśmy po postoju. Odpowiedziałam z
uśmiechem, że szukałam znajomego taksówkarza, z którego usług codziennie
korzystam. Na co odparł, że skoro codziennie wozi mnie tamten, to
mam ...wysiąść z jego taksówki. Myślałam, że żartuje ,ale minę miał poważną,
więc spytałam, czy naprawdę mamy wysiadać i okazało się, że tak. Wysiadłam i
kazałam to samo zrobić dzieciom. Młodszy syn wystraszył się i spytał, jak
teraz wrócimy do domu, a starszy wogóle nie rozumiał o co chodzi.
Zdenerwowana zaczęłam spisywać numer boczny taksówki. Kierowcy to się nie
spodobało i kazał mi odejść od jego wozu. Podejrzewam, że liczył na to, że
grzecznie wysiądę, rozpłaczę się, wezmę dzieci na ręce i zaniosę je do domu
pieszo, ale się pomylił. Spisałam tenże numer i zapowiedziałam, że opiszę go
w prasie, bo nie toleruję chamstwa.
W domu od razu wzięłam telefon i zadzwoniłam do ,,.... TAXI". Chciałam złożyć
skargę na bezczelnego taksówkarza, ale okazało się, że mam komu się
poskarżyć, ponieważ w ,,..... TAXI" nie ma szefa. Jest to spółka taksówkarzy.
Mogą robić co chcą. Łącznie z wypraszaniem klienta z taksówki. Udało mi się
tylko porozmawiać z jakimś taksówkarzem, który wyraził żal, że taka sytaucja
miała miejsce. Dobre i to.
Uważam, że mam prawo wybrać sobie taksówkę na postoju. Nie
zrobiłam nic złego. Gdyby ten pan był miły, pewnie też miałby swoich stałych
klientów, a tak może tylko zazdrościć kolegom po fachu i mścić się na ich
klientach.
Co ciekawe, bardzo mi było szkoda taksówkarzy, kiedy
protestowali przeciwko kasom fiskalnym, twierdząc ,że już bez nich ledwo
zarabiają na chleb. Teraz się okazuje, że jeden klient w tą ,czy w tamtą nie
robi różnicy. Że można złośliwie wyprosić matkę z dziećmi z taksówki i
zrezygnować z zarobku. Cóż, może nie wszystkim taksówkarzom, ale temu
starszemu panu napewno się świetnie powodzi. To conajmniej dziwne, bo jeśli
traktuje tak wszystkich klientów, to powinien już dawno trafić na zasiłek.
mam rację?