v.ci
17.09.04, 19:40
Marcin Kowalski
Prezes Banku Spółdzielczego w Więcborku Bogdan Sas jeździł służbowo do Indii,
Chin, RPA, Tunezji... Aż rolnicy z Więcborka się wkurzyli.
Prezes nie zawsze wyjeżdżał sam. Np. w Indiach był z małżonką, koszt - 10
tys. zł. - Po co pan tam pojechał? - pytamy. - Mają świetnie zorganizowaną
sieć bankomatów. Pojechałem zobaczyć, jak to działa. Byłem pod wrażeniem -
mówi. Rzeczywiście, po powrocie prezesa w Więcborku zainstalowano pierwszy
bankomat.
- A wyjazdy do Chin, RPA, USA, Tunezji, Finlandii, Danii, Szwecji, Włoch, na
Węgry i Kretę?
- W każdym z tych państw byłem w określonym celu. Nie powiem panu tak z
doskoku. Ogólnie można przyjąć, że zapoznawałem się z systemami bankowymi w
danym kraju. Część to były wyjazdy szkoleniowe, żeby być dobrym bankowcem,
trzeba się edukować i przyglądać naocznie trendom panującym na świecie.
Podróże prezesa Bogdana Sasa kosztowały mały bank 60 tys. zł.
- Kto płacił za podróże?
- Najczęściej bank, czasem coś dołożył Krajowy Związek Banków Spółdzielczych,
w którego byłem zarządzie.
Więcbork to małe miasteczko w woj. kujawsko-pomorskim, Bank Spółdzielczy jest
własnością okolicznych rolników. Kiedy dowiedzieli się o wojażach prezesa,
napisali listy do rady nadzorczej banku, prokuratury, ABW i
redakcji "Gazety". Dołączyli ponad 500 dokumentów - głównie delegacji i
rachunków. Okazuje się, że Sas często podróżował też po Polsce. W tym roku
służbowo odwiedził Warszawę (16 razy), Poznań (33 razy), Piłę (34 razy),
Bydgoszcz (24 razy). Prezes tłumaczy, że "wzywały go obowiązki".
Przewodniczący rady nadzorczej więcborskiego BŚ Tadeusz Michalski powołał
specjalną komisję, która sprawdza rachunki prezesa. Prokuratura zbada
natomiast wypłacone Sasowi delegacje za podróże, których nie odbył. Na
przykład do Konina na obchody 105-lecia miejscowego banku. Sas nie
uczestniczył w obchodach jubileuszu, tylko wysłał pocztą list gratulacyjny.
Wystawił sobie jednak dwudniową delegację. I skasował 500 złotych.
źródło : "GW"