gandalph
21.09.04, 11:52
kach...
...wspieranych przez sk...ionych "ekspertów" i głupawych dziennikarzy.
Zdarzyło mi sie niedawno, kiedy załatwiałem coś w jakimś urzędzie, może to
był bank, że akurat ktoś do mnie zadzwonił na komórkę. Na to uslyszałem
tyradę jakiejś bzibzi, że "tu nie wolno...", "to zakłóca..." itd. Zdziwiło
mnie to nieco, ale postanowiłem zgłębić temat.
Istotnie, od szeregu lat, panuje w pewnych kręgach histeria na temat
domniemanej szkodliwości pól elektromagnetycznych; wielu zapewne pamięta
awantury o słynny maszt radiowy w Gąbinie. Gdzieś znalazłem też wzmiankę o
wyrokach zapadłych bodaj w W. Brytanii za używanie telefonu komórkowego na
pokładzie samolotu, bo jakoby zakłócał dzialanie przyrządów pokładowych.
Jeśli rzeczywiście miało by tak byc, to znaczy, że do takiego samolotu lepiej
nie wsiadać, bo przecież pola e-m są wszędzie (multum stacji radiowych i TV
na całym świecie, radiolokacja, że o źrodłach naturalnych, jak choćby
promieniowanie kosmiczne, nie wspomnę).
Innym punktem, na którym ekohisterycy mają "hopla", to rzekomy wpływ sieci
elektrycznej, linii wysokiego napięcia itd. na zdrowie ludzi. Jakoś przy tym
nie dostrzegli faktu, że ludzkość korzysta z elektryczności grubo ponad 100
lat, a nikt od tego nie zachorował, pomijając przypadki porażenia prądem, ale
to zupełnie inna bajka.
Jakby tego było mało, to szerzą się inne mity (widocznie eko... bardzo lubią
straszyć ludzi): globalne ocieplenie. Tu już szerzą się wizje apokaliptyczne.
Tymczasem, niczego takiego nie ma, tzn. nie ma mowy o rzeczywistym zjawisku,
lecz postulowanym na podstawie komputerowych modeli globalnego klimatu.
Dodajmy, postulowanym na podstawie obserwacji meteo z ostatnich 100-150 lat.
Wskzują one, że w tym okresie wzrost średniej temperatury wyniósł 0,5-1 st.C,
nie ma jednak dowodu, że przyczyną tego jest wzrost stężenia dwutlenku węgla.
Sam efekt cieplarniany jest faktem; gdyby było inaczej, Ziemia w krotkim
czasie zmieniłaby się w bryłę lodu. Jednakże czynnikami za to
odpowiedzialnymi są para wodna, dwutlenek węgla i ozon. Nie muszę dodawać, że
największy udział ma w tym para wodna po prostu dlatego, że jest jej w
powietrzu o wiele więcej. Kolejnym czynnikiem jest metan. Tak się jednak
składa, że emisja pary wodnej, metanu oraz "produkcja" ozonu jest poza naszą
kontrolą. Cloux problemu stanowi jednak fakt, że w epoce dinozaurów
temperatura na Ziemi była o 10 st. wyższa niż obecnie, przy czym nie było
czap lodowych wokół biegunów. Jakie więc ocieplenie? I kolejny kwiatek: 11
tysięcy lat temu zaczął sie kolejny interglacjał. Kiedy się skończy, nie
wiadomo, oby jak najpóźniej! Nie przeszkadza to jednak ekohisterykom mieć w
d... protesty licznych uczonych; oświadczenie waszyngtońskie z lutego 1992 (w
związku ze Szczytem Ziemi w Rio de Janeiro) zostało zignorowane, podobnie jak
Apel Heidelberski z tego samego roku. "Aktywiści" nie dopuścili nawet do jego
odczytania podczas Szczytu. Podobnie było z Deklaracją Lipską z 1995, czy
wreszcie Petycją Oregońską z 1997 r. wzywającą rząd USA do odrzucenia
traktatu z Kyoto. Trzeba było dopiero G.W. Busha, który wypiął się na te
wypociny. Po co to wszystko? Wg "Rzeczpospolitej" z 11.08.1999 na badania
klimatyczne w skali globu wydaje się 5 mld USD. Jasne? Przecież ktoś tę kasę
bierze. Czy nie lepiej byłoby obrócić te środki na badania nad antybiotykami
czy szczepionkami?
Dziura ozonowa... Która była, jest i będzie - nad Antarktydą. Rzekomy wpływ
emisji freonów można między bajki włożyc, bo naturalna emisja związków
chloru, choćby przez wulkany, jest o parę rzędów większości większa. (za
kampanią "antyfreonową" stoją, jak podejrzewam, wielkie koncerny produkujące
zamienniki, dużo droższe, rzecz jasna.).
Wreszcie jeszcze jeden przykład, wcale nie śmieszny. Mianowicie chodzi o
wymuszenie zaprzestania produkcji i stosowania DDT. Podczas I Wojny Światowej
więcej osób zmarło wskutek tyfusu niż od działań wojennych. DDT został
zastosowany na szeroką skalę podczas II W. Św., czego efektem było znaczne
zmniejszenie zachorowalności na tyfus wskutek likwidacji wszy. Następnym
skutkeim było opanowanie malarii przez wytępienie komarów (wg ocen WHO
pozwoliło to uratować kilkaset milionów ludzi zamieszkujących obszary
malaryczne). Przykład - Sri Lanka: w 1946 r. - 3 mln ludzi achorowało na
malarię, po zapoczątkowaniu stosowania DDT - 17. Niestety, po wycofaniu DDT w
1969 r. zanotowano 2 mln przypadków. Są wprawdzie inne środki, ale DDT jest
znacznie tańszy, co nie jest bez znaczenie dla krajów jak Sri Lanka.
Tymczasem podczas 30 lat stosowania DDT nie stwierdzono ani jednego przypadku
rzekomej rakotwórczości, nie jest znany ani jeden przypadek śmierci czlowieka
lub zwierzęcia. Działa tylko na owady. Wniosek? W imię chimer ekohisterycy są
sprawcami ludobójstwa.
Nie chcę już przedłużać i tak długiego postu, a można by jeszcze wiele, a to
o metalach ciężkich, a to o pestycydach, spalarniach śmieci itd.