Gość: podatnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 19:44 Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Porter Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 19:47 To jest pyszny pomysł, tylko niestety wymaga likwidacji podatków pośrednich, na których opiera się nasz system. No bo podatki pośrednie płacą wszyscy, naqwet nieletni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lesio Re: propozycja poprawki IP: *.usouthal.edu 07.10.04, 19:59 Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: propozycja poprawki 07.10.04, 21:44 Gość portalu: lesio napisał(a): > Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku > dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc? Ja bym jeszcze dodatkowo wprowadził drobną opłatę za kartę do głosowania. Jakieś 50 zł. Niech głosują tylko ci, którzy naprawdę chcą głosować. S. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Super DidżeJ Heniu Super-placenie za glosowanie! IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 09.10.04, 08:12 Placenie za glosowanie zdecydowanie popieram jednak uwazam ze nawet 10 zl wystarczy zeby niektóre partie nie znalazly sie w parlamencie. No i skoncza sie bzdury ile to te wybory kosztuja budzet. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: toże atheist żeby tylko nie było biletów ólgowych IP: *.pl / *.leczna.enterpol.pl 05.11.04, 14:44 > Placenie za glosowanie zdecydowanie popieram jednak uwazam ze nawet 10 zl > wystarczy zeby niektóre partie nie znalazly sie w parlamencie. No i skoncza sie > bzdury ile to te wybory kosztuja budzet. DidżeJem nie jestem ale pomysł i stawka mi odpowiada. Żeby tylko nie było biletów ulgowych dla różnych upośledzonych to wszystko będzie w porządku Odpowiedz Link Zgłoś
nick.kertiz Może być? Żenujący kretynizm. 08.10.04, 13:20 Gość portalu: lesio napisał(a): > Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku > dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc? A. Okres płacenia podatku może trwać od kilku dni do nawet kilku sekund. Okres płacenia to czas, gdy przerzucam pieniądze z własnego konta na konto państwowego urzędu zajmującego się pobieraniem podatków. B. Załóżmy teraz dobrotliwie, że chodzilo Ci o istnienie sytuacji typu stosunek pracy, które skutkują bieżącym prawem do otrzymywania dochodów opodatkowanych. Oto mamy kadencje parlamentu czteroletnią. X bezpośrednio po ostatnich wyborach zatrudnil się w firmie "abc". Pracował ciężko, zarabiał dużo, płacil duży podatek dochodowy. Po trzech i pól roku przestaje byc zatrudniony w "abc". On właśnie szuka spokojnie pracy, zastawia się czy sie może gdzies nie przeprowadzić, składa oferty, pozostaje w kontakcie telefonicznym z firmami zainteresowanymi jego ofertą. Y w tym czasie, gdy X był w "abc", nie pracował. Mniejsza o to dlaczego i jak (za co) przeżyl ten czas. Y jest osobą leniwą. Ale nie mam na myśli nic szczególnego - jest osoba leniwą, jak wielu nas, to przecież bardzo ludzkie. Y zatrudnia sie w firmie "xyz". Na dwutygodniowy okres próbny, z płatnościami za pracę w terminach cotygodniowych. Jakos tak rozumie sie samo przez się, że Y nie zarabia zbyt okazale. Wybory odbywaja sie po pierwszej tygodniówce Y, a przed drugą (i może ostatnią) wypłatą z "xyz". Zgodnie z Twoją koncepcją X jest śmieciem pozbawionym praw obywatelskich, a w kontraście do niego Y jest obywatelem korzystający z pelni praw politycznych. --- W mojej opinii zarówno konsekwencje interpretacji A (ścisłej) - głosujemy równocześnie z płaceniem, otwieramy przez internet dwa okna, jedno do banku , drugie do lokalu wyborczego, jak i konsekwencje interpretacji B (życzliwej i bliższej z pewnością intencjom lesia) - Y jest wyborcą, X nie może nim być, okzują sie się byc żenującym absurdem. Byc może w rolnictwie z gówna da się wytworzyć wartościowy nawóz, lecz w swiecie projektów politycznych gówna nie warto udoskonalać. Wolalbym, zebyś udoskonalał zupelnie inne projekty, ale zrobisz, co uważasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lesio Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, IP: *.usouthal.edu 08.10.04, 16:26 ze wzgl. na nie do obejscia bariery techniczne. Dziekuje za Twoje swiatle wyjasnienie i troskliwe pochylenie sie nad zenujacym kretynem, mimo (zapewne) nawalu zajec. Bardzo wielkoduszne. Zapomniales jednakowoz ustosunkowac sie do samej idei - tj. czy uwazasz za niesluszne, ze osoba nie dokladajaca do "interesu" nie powinna wspoldecydowac o wydawaniu? Jesli chodzi o udoskonalanie - bodz nie - "politycznych gowien", jest w Warszawie miejsce (na Wiejskiej), gdzie Twoje krytyczne spojrzenie byloby bardzo pozadane, a gdzie najwyrazniej nie dotarlo. Uklony. Odpowiedz Link Zgłoś
nick.kertiz Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, 08.10.04, 17:54 > ze wzgl. na nie do obejscia bariery techniczne Nie, nie chodzi o bariery techniczne, wrócę do tego za moment. Dziekuje za Twoje swiatle > wyjasnienie i troskliwe pochylenie sie nad zenujacym kretynem Nie, każdemu może sie zdarzyć wysłanie bez przemyślenia pomyslu drastycznie nietrafnego. Ocenilem pomysł, nie Ciebie w ogóle. mimo (zapewne) > nawalu zajec Nie, akurat nie mam nawału zajęć, stąd np. szybka odpowiedź teraz. Siedze sobie prywatnie w necie, bo mam dziś malo zajęć. > Bardzo wielkoduszne. Nie, nic mnie to praktycznie nie kosztowało, po prostu lubie forum. Ale oczywiście zdaję sobie sprawe, że napisałeś te dwa slowa równie uprzejmie, co przede wszystkim IRONICZNIE. > Zapomniales jednakowoz ustosunkowac sie do samej idei - tj. czy uwazasz za > niesluszne, ze osoba nie dokladajaca do "interesu" nie powinna wspoldecydowac o > wydawaniu? Nie, właśnie ustosunkowałem sie do samej idei poprzednim postem. Może zbyt skrótowo, lecz tak jest formuła forum. Sama ideę uważam za głęboko błędną, co mozna wykazywać na różne sposoby, popatrz choćby na ten wniosek forumowicza lolo: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=16487080&a=16515666 W XXI wieku problemy techniczne byłyby jakoś do przezwyciężenia, przynajmniej w krajach mniej ludnych a wysokorozwiniętych (typu Norwegia). Ideę, którą krytykowałem wcześniej racjonalnymi srodkami, nalezy jednak odrzucic na podstawie wyboru pewnych wartości. Wartości, ktore, jak mniemam, sa wartościami Zachodu od wielu dziesiecioleci przynajmniej. Sa to równość (egalitaryzm)i wolność. Chodzi o to, że kazdy powinien miec wolność dbania o to, by mieć dochody lub nie dbania o to, a potem byc równym wobec prawa i władzy politycznej niezależnie od tego jak ze swojej wolności korzysta, to znaczy czy dba, czy nie dba o to. W skrajnym wypadku: niech śpi pod mostem i niech śmierdzi pod mostem, ale niech MA PRAWO WYBORU. Może uda mi sie Ciebie przekonać (a może nie), że powinno sie współdecydować o wydawaniu nawet jak się samemu nie dokłada do interesu. Są małżeństwa, w których jeden małżonek nie pracuje, jest utrzymywany przez drugiego. Jest to trochę zgodne ze zwyczajami ludzkimi w cywilizowanych krajach i nie zawsze musi się to wiązac z posiadaniem dzieci i opieką nad nimi (uważam że oboje rodzice powinni się opiekować dziećmi, a nie rozumowac, że jedno pracuje w fabryce, a drugie ma robic w temacie "pralka z odkurzaczem i pieluchami"). Taka para moze po prostu nie mieć dzieci. Otóż uważam, że partner który by był ubezwłasnowolniony w domu i państwie (nie móglby współdecydować czy wydajemy na dokupienie ogródka z ziemi sąsiada czy na zmianę domu w ogole na inny i nie mógłby decydować w lokalu wyborczym), to wizja nieludzka, absurdalna. Nie znaczy to przeciez że popadam w druga skrajność i uważam, że małżonek utrzymywany ma prawo do pełnej kontroli finansowej małżonka utrzymującego i ma prawa veta wobec jego pomysłów na wydawanie. Nie - chodzi mi wyłącznie o pewien element nieudawanego a autentycznego współdecydowania. I w skali państwa: nie żeby państwo mialo jakies większe zobowiązania wobec zdrowych dorosłych niepracujących. Wystarczy nie odbierać im calkowicie prawa do współdecydowania. > Jesli chodzi o udoskonalanie - bodz nie - "politycznych gowien", jest w > Warszawie miejsce (na Wiejskiej), gdzie Twoje krytyczne spojrzenie byloby > bardzo pozadane, a gdzie najwyrazniej nie dotarlo. Uklony. Tak, tam nie dotarło. No trudno. Również: ukłony nick kertiz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lesio Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, IP: *.usouthal.edu 08.10.04, 19:03 Przyznaj, ze moja ironia mogla byc spowodowana Twoim naglowkiem i akapitem podsumowujacym; przepraszam, jesli poczules sie urazony. Twoj stosunek do samej idei nie byl dla mnie jednoznaczny w poprzednim poscie - teraz jest klarowny. Porownywanie panstwa do malzenstwa jest mocno naciagane, chocby z tego powodu, ze "wklad w interes" niekoniecznie musi oznaczac zarabianie pieniedzy z jakiegos zewnetrznego zrodla. Nie da sie obronic tezy, ze jeden ze wspolmalzonkow "jest utrzymywany", bo rodzina to troche wiecej niz zarabianie i wydawanie. Panstwo nieco latwiej daje sie porownac do przedsiebiorstwa. Choc przyznam, ze nie mam pojecia jak stosowna regulacja prawna mialaby wygladac (moze: zawieszenie aktywnych praw wyborczych, jezeli obywatel pobiera zasilek przez polowe lub wiecej czasu kadencji?) - sama idea nie budzi u mnie specjalnego sprzeciwu. Dlatego, ze istnienie elektoratu bedacego zarazem balastem prowadzi do prawodawczych ruchow balast ten zwiekszajacych. I zwiekszajac wolnosc nie- kontrybuujacych zminiejszaja wolnosc tych , co placa. Dodam, ze nie jestem tez jakims zagorzalym zwolennikiem tej idei, glownie dlatego, ze nie wierze by byla w stanie spowodowac jakies znaczace zmiany. Ale podyskutowac mozna... Odpowiedz Link Zgłoś
nick.kertiz Mur miłości i cierpienia 09.10.04, 18:42 > Porownywanie panstwa do malzenstwa jest mocno naciagane, chocby z tego powodu, > ze "wklad w interes" niekoniecznie musi oznaczac zarabianie pieniedzy z > jakiegos zewnetrznego zrodla. Nie da sie obronic tezy, ze jeden ze > wspolmalzonkow "jest utrzymywany", bo rodzina to troche wiecej niz zarabianie i > wydawanie. Przeczysz temu, że w wielu małżeństwach jeden współmałżonek jest utrzymywany przez drugiego? To zadziwiające. Ciesze się, że prowadzę dialog z Tobą, bo udaje Ci sie mnie zadziwić. Może zaprzeczysz też następującej mojej tezie: małe dzieci w rodzinach są w większości przypadków na utrzymaniu rodziców. > Panstwo nieco latwiej daje sie porownac do przedsiebiorstwa. Ja własciwie nie porównywałem państwa do małżeństwa. Stwierdziłem raczej, że jeżeli nie przemawia do Ciebie sytuacja w której prawo do współdecydowania w państwie (w jakże skromnym przecież stopniu) ma ten, kto nie wnosi pieniążków, to może przyznasz, że sytuacja taka ma miejsce w małżeństwie. Ale chcesz przedsiębiorstwa - prosze bardzo. To jeszcze lepszy przykład będzie. Weź pod rozwagę Albina. Rodzice Albina byli pasywnymi inwestorami mniejszościowymi w pewnej firmie. To znaczy byli biernymi współwłaścicielami. Nie uczestniczyli w walnych zgromadzeniach akcjonariuszy, a jeśli wyjątkowo wzięli udzial, to z góry informując, że będa zawsze głosowac za propozycjami zarządu, a jeśli brak będzie stanowiska zarządu, to wstrzymaja sie od głosu. Ważne jest uwzględnienie, że zostali włascicielami na rynku wtórnym a nie w wyniku emisji akcji przez firme. Otóż oni nie dali firmie nic. Nie angażują sie w żaden sposób. To trzeba zrozumiec - oni NIE DALI firmie nic. Mimo to nie chciałbyś chyba podważyć ich prawa do decydowania w firmie i otrzymywania od firmy swiadczeń (w postaci udziału w podziale zysku, gdy jest taka wola aktywnych akcjonariuszy). Tak samo obywatel, gdy tylko przestrzega prawa, ma prawo do pewnych świadczeń (do ochrony przez państwową policję jego nietykalności) oraz do współdecydowania. Żeby sprawe ujednoznacznic jeszcze bardziej - zabijam rodziców 13-letniego Albina. Albin dostaje po rodzicach (oprócz innych rzeczy, jak nazwisko na przykład) obywatelstwo kraju i status akcjonariusza mniejszościowego. Gdy bedzie mial swoje lata, gdy stanie sie dorosły, zyska pełna zdolność do czynności prawnych, to będzie mógł głosować w wyborach do parlamentu i na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. Co trzeba zrobić, gdy na horyzoncie pojawi sie jakis komunista i będzie chiał okraść Albina z jego praw politycznych i jego majątku, i nie tylko będzie chcial, ale weźmie sie za to na serio? Chcialbym wierzyc, lesiu, że odpowiesz tak samo jak ja. Trzeba wyciągnąć z sejfu pistolet maszynowy i odstrzelić czerwonemu łeb. Albina może lekceważyć pan Smith-LeCoubertin. Pan Smith-LeCoubertin jest kontrahentem firmy, której akcje odziedziczył Albin, zamawia w tej firmie dostawy na setki tysięcy dolarow rocznie i płaci wzorowo. Pan Smith-LeCoubertin inwestuje grube miliony w kraju, ktorego obywatem jest Albin i płaci związane ze swoją aktywnością podatki. Rząd nawet nie wie o istnieniu Albina, a władze firmy kłaniają sie raczej panu S-LC niż Albinowi. Ale decydentem jest Albin. Tak czy nie? Chyba jednak tak, i chyba TYLKO TO jest normalne. Nawiasem: podobieństwa państwa do przedsiębiorswa sa powierzchowne - tu i tu budżet roczny, tu prezes (rady ministrow) i tu prezes (zarzadu). Ale różnice sa wazniejsze choc są głębszej natury. Firma ma dac rynkowi buty (jesli jest obuwnicza), a właścicielom zysk. Państwo i rodzina (w tym malżeństwo sformalizowane) to zupelnie co innego. To nasze struktury przynależności w świecie ludzi. I rodzina i państwo sa refleksami, odpowiednikami w ludzkim świecie tego, czym w swiecie zwierząt są stada. Choc przyznam, ze > nie mam pojecia jak stosowna regulacja prawna mialaby wygladac (moze: > zawieszenie aktywnych praw wyborczych, jezeli obywatel pobiera zasilek przez > polowe lub wiecej czasu kadencji?) - sama idea nie budzi u mnie specjalnego > sprzeciwu. Dlatego, ze istnienie elektoratu bedacego zarazem balastem prowadzi > do prawodawczych ruchow balast ten zwiekszajacych. I zwiekszajac wolnosc nie- > kontrybuujacych zminiejszaja wolnosc tych , co placa. Lepiej moze zlikwidowac zasilek. Zresztą w czym problem - ci co go odbierają to 10 procent, ci co go nie odbierają to 90 procent (nawiązuję do tego, że bezrobocie takie jak w Polsce - 19 procent - jest bardzo wysokie). Biurokrację i socjalizm wspierają ci, którzy mając dochody, płacąc podatek, sami pracuja w biurokracji, dostają od biurokracji kontrakty lub po prostu mają skłonności do socjalizmu. > Dodam, ze nie jestem tez jakims zagorzalym zwolennikiem tej idei, glownie > dlatego, ze nie wierze by byla w stanie spowodowac jakies znaczace zmiany. Ale > podyskutowac mozna... Podyskutować jest pięknie, ale teraz nadchodzi czas meczu Austria - Polska, a więc patrzmy, a nie piszmy. Przyjemnej niedzieli, pozdrawiam Henry Lee Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lesio Re: Mur miłości i cierpienia IP: *.hlcrs201.al.comcast.net 09.10.04, 20:13 Najpierw (tradycyjnie) rodzina: wnioskuje z odpowiedzi, ze zle zrozumialem Twoja intencje i uzylem slowa "utrzymywanie". W mini-spolecznosci rodziny, kazdy jej czlonek wnosi jakis wklad w jej istnienie. Wspolmalzonek pracujacy zawodowo zasila wspolnote w fundusze z zewnatrz. Wspolmalzonek niepracujacy zawodowo wnosi cos innego - mozesz to np. nazwac "swiadczeniem uslug" (przy czym rozne nan bedzie zapotrzebowanie w roznych rodzinach - niekoniecznie chodzi mi o pranie). Dziecko rowniez wnosi "usluge" - zaspokaja chocby potrzebe rodzicow posiadania dziecka. Wszyscy wiec maja swoj wklad w "utrzymywanie" tej spolecznosci. Jezeli natomiast przez "utrzymanie" rozumiesz scisle dostarczanie pieniedzy na pokrywanie potrzeb materialnych - masz oczywiscie racje. Wklad recipientow zasilku dla bezrobotnych w spolecznosc kraju jest natomiast tylko jeden: zaglosuja na tego, kto da im wiecej. Teraz Twoj przyklad - akcjonariusze. Wszystko niby w porzadku, poza dwoma niescislosciami. Pierwsza, zaburzajaca logike "przykladu": "ONI NI DALI FIRMIE NIC" - nieprawda, bo sa wlascicielami kapitalu. Niezaleznie od tego, czy stali sie wlascicielami akcji na rynku pierwotnym czy wtornym, w wyniku zkupu, spadku czy darowizny. Czyli jest z nimi dokladnie odwrotnie niz z obywatelami, o ktorych traktuje ten watek. Ci co najwyzej moga uzurpowac sobie wlasnosc. Poza tym mowa byla o ograniczaniu ich praw (i to tylko do jednej sprawy), a nie o ich pozbawianiu. Druga niescislosc nie ma wplywu na sam wywod, a jedynie stawia pod znakiem zapytania Twoj legalizm , a wiec samo jadro Twej opozycji. Chodzi o opisanego przez Ciebie czerwonego. Nie odpowiem tak jak Ty - wbrew nadziejom. Moim zdaniem zamiast "odstrzelic leb", czerwonego nalezy zamknac i postawic przed sadem, ktory orzeknie o jego winie i wymierzy stosowna kare. Odpowiedz Link Zgłoś
sen.dzia.li Re: ^%!!)_+& ^& ^%$_+%& #35; !~_|**^_ 24.10.04, 03:04 > recipientow zasilku dla bezrobotnych w spolecznosc kraju jest natomiast tylko > jeden: zaglosuja na tego, kto da im wiecej. Niekoniecznie. Jeśli są głupkami podatnymi na reklamowe aspekty kampanii, mogą zagłosować na dobre ugrupowanie, które oprócz tego, że jest dobre, ma kampanię z dobrymi aspektami reklamowymi. Tak moze stac się zawsze, ale w szczególności w sytuacji, gdy dwie główne siły polityczne mają podobny program i różnice merytoryczne będa dla głupka nieczytelne, a zignoruje on pomniejsze partie, gdyż dla głupka - jawnie głoszona zasada "niemarnowania głosu" oraz nie gloszona, ale istniejąca zasada przyłączania do najpopularniejszego, do większości - są to zasady kluczowe, mogące sterowac jego zachowaniem wyborczym. Jeśli nie są głupkami, mają trochę rozumu, dobrej woli, standardowo pojętych ambicji, jakieś życiowe plany, itd., to mogą zaglosowac na ugrupowanie, które da im swoją polityką największą szansę ODMIANY życia na lepsze. > Teraz Twoj przyklad - akcjonariusze. Wszystko niby w porzadku, poza dwoma > niescislosciami. > Pierwsza, zaburzajaca logike "przykladu": "ONI NI DALI FIRMIE NIC" - nieprawda, > bo sa wlascicielami kapitalu. Niezaleznie od tego, czy stali sie wlascicielami > akcji na rynku pierwotnym czy wtornym, w wyniku zkupu, spadku czy darowizny. Owszem, są potrzebni, ale dla systemu, bo stanowią o istocie systemu. Są ważni, ale o to mi właśnie chodzi, żeby byli ważni; są ważni, bo to oni mają dostawać, a niekoniecznie dawać. Piszesz "nieprawda", ale wyjaśnij mi, dlaczego tak piszesz. Bo własnie zależy od tego czy na rynku pierwotnym, czy wtórnym. Rodzice Albina kupili swój pakiet akcji na rynku wtórnym, zmarli, gdy mial 13 lat, lecz teraz jest już dorosły i może, ale nie musi, głosować ze swoich akcji. Wyjaśnij mi, co Albin daje firmie, jeśli nic nie daje. > Czyli jest z nimi dokladnie odwrotnie niz z obywatelami, o ktorych traktuje ten > watek. Ci co najwyzej moga uzurpowac sobie wlasnosc. To nie jest uzurpacja. Australia nie jest niczyja. Jest wspólną własnością Australijczyków. Poza tym mowa byla o > ograniczaniu ich praw (i to tylko do jednej sprawy), a nie o ich pozbawianiu. I tego własnie robic nie wolno! Nie odpowiadaj na to pytanie, jesli uznasz je za zbyt szczegółowe, ale żyłeś kiedyś jako dorosly czlowiek - obywatel PRL-u? Jesli tak, to praw miałeś od cholery, może więcej niż we wspólczesnej Polsce, może niektóre z nich nawet lepiej zabezpieczone (np. bezpieczniej było spacerować w nocy), ale właśnie problem polegał na tym, że niektore z nich były troszeczkę ograniczone. I to właśnie w tej delikatnej dziedzinie politycznej. Nie pozbawiano nawet prawa do głosowania, tyle że bywało ono trochę ograniczone. Tego nie wolno robić ludziom, ktorych sąd nie skazał prawomocnym wyrokiem (bo jak skazał, pozbawił praw publicznych na lat 10, to ok)! > Druga niescislosc nie ma wplywu na sam wywod, a jedynie stawia pod znakiem > zapytania Twoj legalizm , a wiec samo jadro Twej opozycji. Chodzi o opisanego > przez Ciebie czerwonego. Nie odpowiem tak jak Ty - wbrew nadziejom. Moim > zdaniem zamiast "odstrzelic leb", czerwonego nalezy zamknac i postawic przed > sadem, ktory orzeknie o jego winie i wymierzy stosowna kare. Skąd wytrzasnąłeś ten legalizm? Na FA odciąłem się kiedyś od skrajnego legalizmu. Uważam, że Izrael ma prawo dopaść za pomocą agentury (choćby wykorzystującej świat przestępczy) terrorystów na terenie innych państw, nieważne, że to nielegalne. Napaść myśliwców na Syrię zarządzoną przez Szarona potępilem, nie dlatego, że była nielegalna, ale dlatego, że nosiła znamiona wszczęcia wojny, agresji militarnej, a to zupełnie co innego. To ładnie z Twojej strony, ze nie palisz, by strzelać. Ale gdy zaczyna sie rewolucja, to przychodzenie do prokuratury ze zgłoszeniem w tej sprawie niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. Odpowiedz Link Zgłoś
zaufany_chirurg_niny_terentiew Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! 07.10.04, 21:47 twoj idealizm jest porazajacy. Odpowiedz Link Zgłoś
indris Nie płacisz podatków - nie głosujesz ? 08.10.04, 11:53 No to nie ma sprawy. Bo podatek najbardziej dotkliwy, czyli VAT, płacą WSZYSCY. Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy.tebe Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz ? 09.10.04, 18:30 indris napisał: > No to nie ma sprawy. Bo podatek najbardziej dotkliwy, czyli VAT, płacą > WSZYSCY. m.in. dlatego m.in. vat trzeba zlikwidowac. Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski To mój pomysł, ja pierwszy lansowałem go na FA 08.10.04, 12:01 Oczywiście ten pomysł jest dobry tylko wtedy, gdy podatki są całkowicie dobrowolne. Odpowiedz Link Zgłoś
lauriane Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! 08.10.04, 14:10 Gość portalu: podatnik napisał(a): > Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z > uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić. L. Innymi slowy chcesz wykluczyc Polonie....(Placimy podatki, ci co placa, nieoficjalnie przy okazji wymiany paszportow itp.) J.C. Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski Istnieją umowy międzynarodowy o unikaniu ... 08.10.04, 15:55 lauriane napisał: > L. Innymi slowy chcesz wykluczyc Polonie ... podwójnego opodatkowania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: # Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życia IP: *.finemedia.pl 08.10.04, 16:06 gwarantowałoby poważne podejscie do wyborów. Limit dolny wieku chroniłby przed demagogią. Do trzech razy sztuka ale po 30-ce... Odpowiedz Link Zgłoś
lauriane Re: Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życi 08.10.04, 16:11 Troche zaczyna mnie to przypominac zasade "kto nie pracuje, ten nie je".... J.C. Odpowiedz Link Zgłoś
alfalfa Re: Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życi 09.10.04, 01:13 A czy jest cos takiego jak darmowy obiad? Odpowiedz Link Zgłoś
lolo11 Mam lepszy pomysl!!! 08.10.04, 16:40 Ci co nie glosuja, nie musza placic podatku. Bo niby dlaczego mam placic nakogos, kogo nie wybieralem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sas A ja place podatki i nie glosuje IP: *.pl / 80.51.255.* 08.10.04, 17:04 Bo jak bym nie zaglosowal,to i tak bede lozyl na jakiegos pasozyta. Odpowiedz Link Zgłoś
dokowski Boś jest owcą 11.10.04, 11:25 Gość portalu: sas napisał(a): > Bo jak bym nie zaglosowal,to i tak bede lozyl na jakiegos pasozyta. Odpowiedz Link Zgłoś
obserwator_1971 Głosujmy pieniędzmi 09.10.04, 14:02 Generalnie mam życzliwy stosunek do pomysłów zmierzających do tego, żeby głosować PIENIĘDZMI. Prawo wyborcze w obecnej postaci jest "za darmo" i dlatego nie jest szanowane. Ponadto zbyt łatwo kupic głos wyborcy populistycznymi działaniami obliczonymi na krótką metę (typu ostatni pomysł SLD "zapomogi dla emerytów"). Moje postulaty: 1. sprzedawać głosy w trakcie wyborów (każdy kupi tyle, na ile go stać i dobrze się zastanowi zanim zainwestuje własne pieniądze w czyjs program polityczny) 2. zaprzestać finansowania partii z Budżetu. Niech finansują je sami sympatycy przeznaczając na ten cel częśc podatku PIT (odpis od podatku analogicznie jak w przypadku Instytucji Dobra Publicznego) Oczywiście ten system zakłada jak najniższe podatki. Inny ciekawy dylemat to prawa wyborcze Polonii - czy głosowac mogą osoby, które od X lat nie mieszkają w Polsce? Pozdrawiam Obserwator 1971 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wikul Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! IP: *.acn.waw.pl 09.10.04, 23:51 Gość portalu: podatnik napisał(a): > Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z > uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić. Pracujesz w Izbie Skarbowej ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chala feudalizm wraca ci? IP: 68.214.177.* 24.10.04, 03:35 demokracja zamoznych ci sie marzy.omuna byla taka. Zamozni mieli jedna liste , reszta na nia glosowala. ! kandydat na 1 miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś