Dodaj do ulubionych

Nie płacisz podatków - nie głosujesz!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 19:44
Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z
uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić.
Obserwuj wątek
    • Gość: Porter Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 19:47
      To jest pyszny pomysł, tylko niestety wymaga likwidacji podatków pośrednich, na
      których opiera się nasz system. No bo podatki pośrednie płacą wszyscy, naqwet
      nieletni.
      • Gość: lesio Re: propozycja poprawki IP: *.usouthal.edu 07.10.04, 19:59
        Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku
        dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc?
        • snajper55 Re: propozycja poprawki 07.10.04, 21:44
          Gość portalu: lesio napisał(a):

          > Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku
          > dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc?

          Ja bym jeszcze dodatkowo wprowadził drobną opłatę za kartę do głosowania.
          Jakieś 50 zł. Niech głosują tylko ci, którzy naprawdę chcą głosować.

          S.
          • Gość: Super DidżeJ Heniu Super-placenie za glosowanie! IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 09.10.04, 08:12
            Placenie za glosowanie zdecydowanie popieram jednak uwazam ze nawet 10 zl
            wystarczy zeby niektóre partie nie znalazly sie w parlamencie. No i skoncza sie
            bzdury ile to te wybory kosztuja budzet.
            • Gość: toże atheist żeby tylko nie było biletów ólgowych IP: *.pl / *.leczna.enterpol.pl 05.11.04, 14:44
              > Placenie za glosowanie zdecydowanie popieram jednak uwazam ze nawet 10 zl
              > wystarczy zeby niektóre partie nie znalazly sie w parlamencie. No i skoncza
              sie
              > bzdury ile to te wybory kosztuja budzet.


              DidżeJem nie jestem ale pomysł i stawka mi odpowiada. Żeby tylko nie było
              biletów ulgowych dla różnych upośledzonych to wszystko będzie w porządku
        • nick.kertiz Może być? Żenujący kretynizm. 08.10.04, 13:20
          Gość portalu: lesio napisał(a):

          > Aktywne prawo wyborcze jest zawieszane na okres nie placenia podatku
          > dochodowego (nie dotyczy osob z zerowa stawka tego podatku). Moze byc?



          A. Okres płacenia podatku może trwać od kilku dni do nawet kilku sekund. Okres
          płacenia to czas, gdy przerzucam pieniądze z własnego konta na konto
          państwowego urzędu zajmującego się pobieraniem podatków.

          B. Załóżmy teraz dobrotliwie, że chodzilo Ci o istnienie sytuacji typu stosunek
          pracy, które skutkują bieżącym prawem do otrzymywania dochodów opodatkowanych.
          Oto mamy kadencje parlamentu czteroletnią. X bezpośrednio po ostatnich wyborach
          zatrudnil się w firmie "abc". Pracował ciężko, zarabiał dużo, płacil duży
          podatek dochodowy. Po trzech i pól roku przestaje byc zatrudniony w "abc". On
          właśnie szuka spokojnie pracy, zastawia się czy sie może gdzies nie
          przeprowadzić, składa oferty, pozostaje w kontakcie telefonicznym z firmami
          zainteresowanymi jego ofertą. Y w tym czasie, gdy X był w "abc", nie pracował.
          Mniejsza o to dlaczego i jak (za co) przeżyl ten czas. Y jest osobą leniwą. Ale
          nie mam na myśli nic szczególnego - jest osoba leniwą, jak wielu nas, to
          przecież bardzo ludzkie. Y zatrudnia sie w firmie "xyz". Na dwutygodniowy okres
          próbny, z płatnościami za pracę w terminach cotygodniowych. Jakos tak rozumie
          sie samo przez się, że Y nie zarabia zbyt okazale. Wybory odbywaja sie po
          pierwszej tygodniówce Y, a przed drugą (i może ostatnią) wypłatą z "xyz".
          Zgodnie z Twoją koncepcją X jest śmieciem pozbawionym praw obywatelskich, a w
          kontraście do niego Y jest obywatelem korzystający z pelni praw politycznych.

          ---

          W mojej opinii zarówno konsekwencje interpretacji A (ścisłej) - głosujemy
          równocześnie z płaceniem, otwieramy przez internet dwa okna, jedno do banku ,
          drugie do lokalu wyborczego, jak i konsekwencje interpretacji B (życzliwej i
          bliższej z pewnością intencjom lesia) - Y jest wyborcą, X nie może nim być,
          okzują sie się byc żenującym absurdem.

          Byc może w rolnictwie z gówna da się wytworzyć wartościowy nawóz, lecz w
          swiecie projektów politycznych gówna nie warto udoskonalać. Wolalbym, zebyś
          udoskonalał zupelnie inne projekty, ale zrobisz, co uważasz.
          • Gość: lesio Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, IP: *.usouthal.edu 08.10.04, 16:26
            ze wzgl. na nie do obejscia bariery techniczne. Dziekuje za Twoje swiatle
            wyjasnienie i troskliwe pochylenie sie nad zenujacym kretynem, mimo (zapewne)
            nawalu zajec. Bardzo wielkoduszne.
            Zapomniales jednakowoz ustosunkowac sie do samej idei - tj. czy uwazasz za
            niesluszne, ze osoba nie dokladajaca do "interesu" nie powinna wspoldecydowac o
            wydawaniu?
            Jesli chodzi o udoskonalanie - bodz nie - "politycznych gowien", jest w
            Warszawie miejsce (na Wiejskiej), gdzie Twoje krytyczne spojrzenie byloby
            bardzo pozadane, a gdzie najwyrazniej nie dotarlo. Uklony.
            • nick.kertiz Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, 08.10.04, 17:54
              > ze wzgl. na nie do obejscia bariery techniczne

              Nie, nie chodzi o bariery techniczne, wrócę do tego za moment.


              Dziekuje za Twoje swiatle
              > wyjasnienie i troskliwe pochylenie sie nad zenujacym kretynem

              Nie, każdemu może sie zdarzyć wysłanie bez przemyślenia pomyslu drastycznie
              nietrafnego. Ocenilem pomysł, nie Ciebie w ogóle.


              mimo (zapewne)
              > nawalu zajec

              Nie, akurat nie mam nawału zajęć, stąd np. szybka odpowiedź teraz. Siedze sobie
              prywatnie w necie, bo mam dziś malo zajęć.


              > Bardzo wielkoduszne.

              Nie, nic mnie to praktycznie nie kosztowało, po prostu lubie forum. Ale
              oczywiście zdaję sobie sprawe, że napisałeś te dwa slowa równie uprzejmie, co
              przede wszystkim IRONICZNIE.


              > Zapomniales jednakowoz ustosunkowac sie do samej idei - tj. czy uwazasz za
              > niesluszne, ze osoba nie dokladajaca do "interesu" nie powinna wspoldecydowac
              o
              > wydawaniu?

              Nie, właśnie ustosunkowałem sie do samej idei poprzednim postem. Może zbyt
              skrótowo, lecz tak jest formuła forum. Sama ideę uważam za głęboko błędną, co
              mozna wykazywać na różne sposoby, popatrz choćby na ten wniosek forumowicza
              lolo:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=16487080&a=16515666
              W XXI wieku problemy techniczne byłyby jakoś do przezwyciężenia, przynajmniej w
              krajach mniej ludnych a wysokorozwiniętych (typu Norwegia). Ideę, którą
              krytykowałem wcześniej racjonalnymi srodkami, nalezy jednak odrzucic na
              podstawie wyboru pewnych wartości. Wartości, ktore, jak mniemam, sa wartościami
              Zachodu od wielu dziesiecioleci przynajmniej. Sa to równość (egalitaryzm)i
              wolność. Chodzi o to, że kazdy powinien miec wolność dbania o to, by mieć
              dochody lub nie dbania o to, a potem byc równym wobec prawa i władzy
              politycznej niezależnie od tego jak ze swojej wolności korzysta, to znaczy czy
              dba, czy nie dba o to. W skrajnym wypadku: niech śpi pod mostem i niech
              śmierdzi pod mostem, ale niech MA PRAWO WYBORU.

              Może uda mi sie Ciebie przekonać (a może nie), że powinno sie współdecydować o
              wydawaniu nawet jak się samemu nie dokłada do interesu. Są małżeństwa, w
              których jeden małżonek nie pracuje, jest utrzymywany przez drugiego. Jest to
              trochę zgodne ze zwyczajami ludzkimi w cywilizowanych krajach i nie zawsze musi
              się to wiązac z posiadaniem dzieci i opieką nad nimi (uważam że oboje rodzice
              powinni się opiekować dziećmi, a nie rozumowac, że jedno pracuje w fabryce, a
              drugie ma robic w temacie "pralka z odkurzaczem i pieluchami"). Taka para moze
              po prostu nie mieć dzieci. Otóż uważam, że partner który by był
              ubezwłasnowolniony w domu i państwie (nie móglby współdecydować czy wydajemy na
              dokupienie ogródka z ziemi sąsiada czy na zmianę domu w ogole na inny i nie
              mógłby decydować w lokalu wyborczym), to wizja nieludzka, absurdalna. Nie
              znaczy to przeciez że popadam w druga skrajność i uważam, że małżonek
              utrzymywany ma prawo do pełnej kontroli finansowej małżonka utrzymującego i ma
              prawa veta wobec jego pomysłów na wydawanie. Nie - chodzi mi wyłącznie o pewien
              element nieudawanego a autentycznego współdecydowania. I w skali państwa: nie
              żeby państwo mialo jakies większe zobowiązania wobec zdrowych dorosłych
              niepracujących. Wystarczy nie odbierać im calkowicie prawa do współdecydowania.


              > Jesli chodzi o udoskonalanie - bodz nie - "politycznych gowien", jest w
              > Warszawie miejsce (na Wiejskiej), gdzie Twoje krytyczne spojrzenie byloby
              > bardzo pozadane, a gdzie najwyrazniej nie dotarlo. Uklony.

              Tak, tam nie dotarło. No trudno. Również: ukłony

              nick kertiz
              • Gość: lesio Re: Zatem, rozumiem, ze nie moze byc, IP: *.usouthal.edu 08.10.04, 19:03
                Przyznaj, ze moja ironia mogla byc spowodowana Twoim naglowkiem i akapitem
                podsumowujacym; przepraszam, jesli poczules sie urazony.

                Twoj stosunek do samej idei nie byl dla mnie jednoznaczny w poprzednim poscie -
                teraz jest klarowny.
                Porownywanie panstwa do malzenstwa jest mocno naciagane, chocby z tego powodu,
                ze "wklad w interes" niekoniecznie musi oznaczac zarabianie pieniedzy z
                jakiegos zewnetrznego zrodla. Nie da sie obronic tezy, ze jeden ze
                wspolmalzonkow "jest utrzymywany", bo rodzina to troche wiecej niz zarabianie i
                wydawanie.
                Panstwo nieco latwiej daje sie porownac do przedsiebiorstwa. Choc przyznam, ze
                nie mam pojecia jak stosowna regulacja prawna mialaby wygladac (moze:
                zawieszenie aktywnych praw wyborczych, jezeli obywatel pobiera zasilek przez
                polowe lub wiecej czasu kadencji?) - sama idea nie budzi u mnie specjalnego
                sprzeciwu. Dlatego, ze istnienie elektoratu bedacego zarazem balastem prowadzi
                do prawodawczych ruchow balast ten zwiekszajacych. I zwiekszajac wolnosc nie-
                kontrybuujacych zminiejszaja wolnosc tych , co placa.
                Dodam, ze nie jestem tez jakims zagorzalym zwolennikiem tej idei, glownie
                dlatego, ze nie wierze by byla w stanie spowodowac jakies znaczace zmiany. Ale
                podyskutowac mozna...
                • nick.kertiz Mur miłości i cierpienia 09.10.04, 18:42
                  > Porownywanie panstwa do malzenstwa jest mocno naciagane, chocby z tego
                  powodu,
                  > ze "wklad w interes" niekoniecznie musi oznaczac zarabianie pieniedzy z
                  > jakiegos zewnetrznego zrodla. Nie da sie obronic tezy, ze jeden ze
                  > wspolmalzonkow "jest utrzymywany", bo rodzina to troche wiecej niz zarabianie
                  i
                  > wydawanie.

                  Przeczysz temu, że w wielu małżeństwach jeden współmałżonek jest utrzymywany
                  przez drugiego? To zadziwiające. Ciesze się, że prowadzę dialog z Tobą, bo
                  udaje Ci sie mnie zadziwić. Może zaprzeczysz też następującej mojej tezie: małe
                  dzieci w rodzinach są w większości przypadków na utrzymaniu rodziców.


                  > Panstwo nieco latwiej daje sie porownac do przedsiebiorstwa.

                  Ja własciwie nie porównywałem państwa do małżeństwa. Stwierdziłem raczej, że
                  jeżeli nie przemawia do Ciebie sytuacja w której prawo do współdecydowania w
                  państwie (w jakże skromnym przecież stopniu) ma ten, kto nie wnosi pieniążków,
                  to może przyznasz, że sytuacja taka ma miejsce w małżeństwie. Ale chcesz
                  przedsiębiorstwa - prosze bardzo. To jeszcze lepszy przykład będzie. Weź pod
                  rozwagę Albina. Rodzice Albina byli pasywnymi inwestorami mniejszościowymi w
                  pewnej firmie. To znaczy byli biernymi współwłaścicielami. Nie uczestniczyli w
                  walnych zgromadzeniach akcjonariuszy, a jeśli wyjątkowo wzięli udzial, to z
                  góry informując, że będa zawsze głosowac za propozycjami zarządu, a jeśli brak
                  będzie stanowiska zarządu, to wstrzymaja sie od głosu. Ważne jest
                  uwzględnienie, że zostali włascicielami na rynku wtórnym a nie w wyniku emisji
                  akcji przez firme. Otóż oni nie dali firmie nic. Nie angażują sie w żaden
                  sposób. To trzeba zrozumiec - oni NIE DALI firmie nic. Mimo to nie chciałbyś
                  chyba podważyć ich prawa do decydowania w firmie i otrzymywania od firmy
                  swiadczeń (w postaci udziału w podziale zysku, gdy jest taka wola aktywnych
                  akcjonariuszy). Tak samo obywatel, gdy tylko przestrzega prawa, ma prawo do
                  pewnych świadczeń (do ochrony przez państwową policję jego nietykalności) oraz
                  do współdecydowania. Żeby sprawe ujednoznacznic jeszcze bardziej - zabijam
                  rodziców 13-letniego Albina. Albin dostaje po rodzicach (oprócz innych rzeczy,
                  jak nazwisko na przykład) obywatelstwo kraju i status akcjonariusza
                  mniejszościowego. Gdy bedzie mial swoje lata, gdy stanie sie dorosły, zyska
                  pełna zdolność do czynności prawnych, to będzie mógł głosować w wyborach do
                  parlamentu i na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy.
                  Co trzeba zrobić, gdy na horyzoncie pojawi sie jakis komunista i będzie chiał
                  okraść Albina z jego praw politycznych i jego majątku, i nie tylko będzie
                  chcial, ale weźmie sie za to na serio? Chcialbym wierzyc, lesiu, że odpowiesz
                  tak samo jak ja. Trzeba wyciągnąć z sejfu pistolet maszynowy i odstrzelić
                  czerwonemu łeb.
                  Albina może lekceważyć pan Smith-LeCoubertin. Pan Smith-LeCoubertin jest
                  kontrahentem firmy, której akcje odziedziczył Albin, zamawia w tej firmie
                  dostawy na setki tysięcy dolarow rocznie i płaci wzorowo. Pan Smith-LeCoubertin
                  inwestuje grube miliony w kraju, ktorego obywatem jest Albin i płaci związane
                  ze swoją aktywnością podatki. Rząd nawet nie wie o istnieniu Albina, a władze
                  firmy kłaniają sie raczej panu S-LC niż Albinowi. Ale decydentem jest Albin.
                  Tak czy nie? Chyba jednak tak, i chyba TYLKO TO jest normalne.

                  Nawiasem: podobieństwa państwa do przedsiębiorswa sa powierzchowne - tu i tu
                  budżet roczny, tu prezes (rady ministrow) i tu prezes (zarzadu). Ale różnice sa
                  wazniejsze choc są głębszej natury. Firma ma dac rynkowi buty (jesli jest
                  obuwnicza), a właścicielom zysk. Państwo i rodzina (w tym malżeństwo
                  sformalizowane) to zupelnie co innego. To nasze struktury przynależności w
                  świecie ludzi. I rodzina i państwo sa refleksami, odpowiednikami w ludzkim
                  świecie tego, czym w swiecie zwierząt są stada.


                  Choc przyznam, ze
                  > nie mam pojecia jak stosowna regulacja prawna mialaby wygladac (moze:
                  > zawieszenie aktywnych praw wyborczych, jezeli obywatel pobiera zasilek przez
                  > polowe lub wiecej czasu kadencji?) - sama idea nie budzi u mnie specjalnego
                  > sprzeciwu. Dlatego, ze istnienie elektoratu bedacego zarazem balastem
                  prowadzi
                  > do prawodawczych ruchow balast ten zwiekszajacych. I zwiekszajac wolnosc nie-
                  > kontrybuujacych zminiejszaja wolnosc tych , co placa.

                  Lepiej moze zlikwidowac zasilek. Zresztą w czym problem - ci co go odbierają to
                  10 procent, ci co go nie odbierają to 90 procent (nawiązuję do tego, że
                  bezrobocie takie jak w Polsce - 19 procent - jest bardzo wysokie). Biurokrację
                  i socjalizm wspierają ci, którzy mając dochody, płacąc podatek, sami pracuja w
                  biurokracji, dostają od biurokracji kontrakty lub po prostu mają skłonności do
                  socjalizmu.


                  > Dodam, ze nie jestem tez jakims zagorzalym zwolennikiem tej idei, glownie
                  > dlatego, ze nie wierze by byla w stanie spowodowac jakies znaczace zmiany.
                  Ale
                  > podyskutowac mozna...

                  Podyskutować jest pięknie, ale teraz nadchodzi czas meczu Austria - Polska, a
                  więc patrzmy, a nie piszmy.

                  Przyjemnej niedzieli, pozdrawiam

                  Henry Lee
                  • Gość: lesio Re: Mur miłości i cierpienia IP: *.hlcrs201.al.comcast.net 09.10.04, 20:13
                    Najpierw (tradycyjnie) rodzina: wnioskuje z odpowiedzi, ze zle zrozumialem
                    Twoja intencje i uzylem slowa "utrzymywanie". W mini-spolecznosci rodziny,
                    kazdy jej czlonek wnosi jakis wklad w jej istnienie. Wspolmalzonek pracujacy
                    zawodowo zasila wspolnote w fundusze z zewnatrz. Wspolmalzonek niepracujacy
                    zawodowo wnosi cos innego - mozesz to np. nazwac "swiadczeniem uslug" (przy
                    czym rozne nan bedzie zapotrzebowanie w roznych rodzinach - niekoniecznie
                    chodzi mi o pranie). Dziecko rowniez wnosi "usluge" - zaspokaja chocby potrzebe
                    rodzicow posiadania dziecka. Wszyscy wiec maja swoj wklad w "utrzymywanie" tej
                    spolecznosci. Jezeli natomiast przez "utrzymanie" rozumiesz scisle dostarczanie
                    pieniedzy na pokrywanie potrzeb materialnych - masz oczywiscie racje. Wklad
                    recipientow zasilku dla bezrobotnych w spolecznosc kraju jest natomiast tylko
                    jeden: zaglosuja na tego, kto da im wiecej.

                    Teraz Twoj przyklad - akcjonariusze. Wszystko niby w porzadku, poza dwoma
                    niescislosciami.
                    Pierwsza, zaburzajaca logike "przykladu": "ONI NI DALI FIRMIE NIC" - nieprawda,
                    bo sa wlascicielami kapitalu. Niezaleznie od tego, czy stali sie wlascicielami
                    akcji na rynku pierwotnym czy wtornym, w wyniku zkupu, spadku czy darowizny.
                    Czyli jest z nimi dokladnie odwrotnie niz z obywatelami, o ktorych traktuje ten
                    watek. Ci co najwyzej moga uzurpowac sobie wlasnosc. Poza tym mowa byla o
                    ograniczaniu ich praw (i to tylko do jednej sprawy), a nie o ich pozbawianiu.
                    Druga niescislosc nie ma wplywu na sam wywod, a jedynie stawia pod znakiem
                    zapytania Twoj legalizm wink, a wiec samo jadro Twej opozycji. Chodzi o opisanego
                    przez Ciebie czerwonego. Nie odpowiem tak jak Ty - wbrew nadziejom. Moim
                    zdaniem zamiast "odstrzelic leb", czerwonego nalezy zamknac i postawic przed
                    sadem, ktory orzeknie o jego winie i wymierzy stosowna kare.
                    • sen.dzia.li Re: ^%!!)_+& ^& ^%$_+%& #35; !~_|**^_ 24.10.04, 03:04
                      > recipientow zasilku dla bezrobotnych w spolecznosc kraju jest natomiast tylko
                      > jeden: zaglosuja na tego, kto da im wiecej.

                      Niekoniecznie. Jeśli są głupkami podatnymi na reklamowe aspekty kampanii, mogą
                      zagłosować na dobre ugrupowanie, które oprócz tego, że jest dobre, ma kampanię
                      z dobrymi aspektami reklamowymi. Tak moze stac się zawsze, ale w szczególności
                      w sytuacji, gdy dwie główne siły polityczne mają podobny program i różnice
                      merytoryczne będa dla głupka nieczytelne, a zignoruje on pomniejsze partie,
                      gdyż dla głupka - jawnie głoszona zasada "niemarnowania głosu" oraz nie
                      gloszona, ale istniejąca zasada przyłączania do najpopularniejszego, do
                      większości - są to zasady kluczowe, mogące sterowac jego zachowaniem wyborczym.

                      Jeśli nie są głupkami, mają trochę rozumu, dobrej woli, standardowo pojętych
                      ambicji, jakieś życiowe plany, itd., to mogą zaglosowac na ugrupowanie, które
                      da im swoją polityką największą szansę ODMIANY życia na lepsze.


                      > Teraz Twoj przyklad - akcjonariusze. Wszystko niby w porzadku, poza dwoma
                      > niescislosciami.
                      > Pierwsza, zaburzajaca logike "przykladu": "ONI NI DALI FIRMIE NIC" -
                      nieprawda,
                      > bo sa wlascicielami kapitalu. Niezaleznie od tego, czy stali sie
                      wlascicielami
                      > akcji na rynku pierwotnym czy wtornym, w wyniku zkupu, spadku czy darowizny.

                      Owszem, są potrzebni, ale dla systemu, bo stanowią o istocie systemu. Są ważni,
                      ale o to mi właśnie chodzi, żeby byli ważni; są ważni, bo to oni mają dostawać,
                      a niekoniecznie dawać. Piszesz "nieprawda", ale wyjaśnij mi, dlaczego tak
                      piszesz. Bo własnie zależy od tego czy na rynku pierwotnym, czy wtórnym.
                      Rodzice Albina kupili swój pakiet akcji na rynku wtórnym, zmarli, gdy mial 13
                      lat, lecz teraz jest już dorosły i może, ale nie musi, głosować ze swoich
                      akcji. Wyjaśnij mi, co Albin daje firmie, jeśli nic nie daje.


                      > Czyli jest z nimi dokladnie odwrotnie niz z obywatelami, o ktorych traktuje
                      ten
                      > watek. Ci co najwyzej moga uzurpowac sobie wlasnosc.

                      To nie jest uzurpacja. Australia nie jest niczyja. Jest wspólną własnością
                      Australijczyków.


                      Poza tym mowa byla o
                      > ograniczaniu ich praw (i to tylko do jednej sprawy), a nie o ich pozbawianiu.

                      I tego własnie robic nie wolno! Nie odpowiadaj na to pytanie, jesli uznasz je
                      za zbyt szczegółowe, ale żyłeś kiedyś jako dorosly czlowiek - obywatel PRL-u?
                      Jesli tak, to praw miałeś od cholery, może więcej niż we wspólczesnej Polsce,
                      może niektóre z nich nawet lepiej zabezpieczone (np. bezpieczniej było
                      spacerować w nocy), ale właśnie problem polegał na tym, że niektore z nich były
                      troszeczkę ograniczone. I to właśnie w tej delikatnej dziedzinie politycznej.
                      Nie pozbawiano nawet prawa do głosowania, tyle że bywało ono trochę
                      ograniczone. Tego nie wolno robić ludziom, ktorych sąd nie skazał prawomocnym
                      wyrokiem (bo jak skazał, pozbawił praw publicznych na lat 10, to ok)!


                      > Druga niescislosc nie ma wplywu na sam wywod, a jedynie stawia pod znakiem
                      > zapytania Twoj legalizm wink, a wiec samo jadro Twej opozycji. Chodzi o
                      opisanego
                      > przez Ciebie czerwonego. Nie odpowiem tak jak Ty - wbrew nadziejom. Moim
                      > zdaniem zamiast "odstrzelic leb", czerwonego nalezy zamknac i postawic przed
                      > sadem, ktory orzeknie o jego winie i wymierzy stosowna kare.

                      Skąd wytrzasnąłeś ten legalizm? Na FA odciąłem się kiedyś od skrajnego
                      legalizmu. Uważam, że Izrael ma prawo dopaść za pomocą agentury (choćby
                      wykorzystującej świat przestępczy) terrorystów na terenie innych państw,
                      nieważne, że to nielegalne. Napaść myśliwców na Syrię zarządzoną przez Szarona
                      potępilem, nie dlatego, że była nielegalna, ale dlatego, że nosiła znamiona
                      wszczęcia wojny, agresji militarnej, a to zupełnie co innego.

                      To ładnie z Twojej strony, ze nie palisz, by strzelać. Ale gdy zaczyna sie
                      rewolucja, to przychodzenie do prokuratury ze zgłoszeniem w tej sprawie
                      niekoniecznie jest najlepszym pomysłem.
    • zaufany_chirurg_niny_terentiew Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! 07.10.04, 21:47
      twoj idealizm jest porazajacy.
      • Gość: yor A nie mozna odwrotnie ? IP: *.acn.waw.pl 08.10.04, 11:48
    • indris Nie płacisz podatków - nie głosujesz ? 08.10.04, 11:53
      No to nie ma sprawy. Bo podatek najbardziej dotkliwy, czyli VAT, płacą WSZYSCY.
      • prawdziwy.tebe Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz ? 09.10.04, 18:30
        indris napisał:

        > No to nie ma sprawy. Bo podatek najbardziej dotkliwy, czyli VAT, płacą
        > WSZYSCY.

        m.in. dlatego m.in. vat trzeba zlikwidowac.
    • dokowski To mój pomysł, ja pierwszy lansowałem go na FA 08.10.04, 12:01
      Oczywiście ten pomysł jest dobry tylko wtedy, gdy podatki są całkowicie
      dobrowolne.
    • lauriane Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! 08.10.04, 14:10
      Gość portalu: podatnik napisał(a):

      > Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z
      > uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić.
      L. Innymi slowy chcesz wykluczyc Polonie....(Placimy podatki, ci co placa,
      nieoficjalnie przy okazji wymiany paszportow itp.)
      J.C.
      • dokowski Istnieją umowy międzynarodowy o unikaniu ... 08.10.04, 15:55
        lauriane napisał:

        > L. Innymi slowy chcesz wykluczyc Polonie

        ... podwójnego opodatkowania
        • Gość: # Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życia IP: *.finemedia.pl 08.10.04, 16:06
          gwarantowałoby poważne podejscie do wyborów.

          Limit dolny wieku chroniłby przed demagogią.

          Do trzech razy sztuka ale po 30-ce...
          • lauriane Re: Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życi 08.10.04, 16:11
            Troche zaczyna mnie to przypominac zasade "kto nie pracuje, ten nie je"....
            J.C.
            • alfalfa Re: Prawo głosu trzy razy w zyciu po 30-roku życi 09.10.04, 01:13
              A czy jest cos takiego jak darmowy obiad?
    • lolo11 Mam lepszy pomysl!!! 08.10.04, 16:40
      Ci co nie glosuja, nie musza placic podatku.
      Bo niby dlaczego mam placic nakogos, kogo nie wybieralem!
      • dokowski Oczywiście, podatki powinny być dobrowolne. nt 08.10.04, 16:59
    • dokowski Oczywiście, podatki powinny być dobrowolne 08.10.04, 16:58
      • dokowski Przepraszam, to nie miało być tu. nt 08.10.04, 16:59
    • Gość: sas A ja place podatki i nie glosuje IP: *.pl / 80.51.255.* 08.10.04, 17:04
      Bo jak bym nie zaglosowal,to i tak bede lozyl na jakiegos pasozyta.
      • dokowski Boś jest owcą 11.10.04, 11:25
        Gość portalu: sas napisał(a):

        > Bo jak bym nie zaglosowal,to i tak bede lozyl na jakiegos pasozyta.
    • obserwator_1971 Głosujmy pieniędzmi 09.10.04, 14:02
      Generalnie mam życzliwy stosunek do pomysłów zmierzających do tego, żeby
      głosować PIENIĘDZMI. Prawo wyborcze w obecnej postaci jest "za darmo" i dlatego
      nie jest szanowane. Ponadto zbyt łatwo kupic głos wyborcy populistycznymi
      działaniami obliczonymi na krótką metę (typu ostatni pomysł SLD "zapomogi dla
      emerytów").

      Moje postulaty:
      1. sprzedawać głosy w trakcie wyborów (każdy kupi tyle, na ile go stać i dobrze
      się zastanowi zanim zainwestuje własne pieniądze w czyjs program polityczny)

      2. zaprzestać finansowania partii z Budżetu. Niech finansują je sami sympatycy
      przeznaczając na ten cel częśc podatku PIT (odpis od podatku analogicznie jak w
      przypadku Instytucji Dobra Publicznego)

      Oczywiście ten system zakłada jak najniższe podatki.

      Inny ciekawy dylemat to prawa wyborcze Polonii - czy głosowac mogą osoby, które
      od X lat nie mieszkają w Polsce?

      Pozdrawiam
      Obserwator 1971
    • Gość: wikul Re: Nie płacisz podatków - nie głosujesz! IP: *.acn.waw.pl 09.10.04, 23:51
      Gość portalu: podatnik napisał(a):

      > Taki oto prosty system proponuję, aby wykluczyć wszelkie oszołomstwo z
      > uprawnień do wypowiadania się o tym, kto ma rządzić.


      Pracujesz w Izbie Skarbowej ?
    • Gość: chala feudalizm wraca ci? IP: 68.214.177.* 24.10.04, 03:35
      demokracja zamoznych ci sie marzy.omuna byla taka. Zamozni mieli jedna liste ,
      reszta na nia glosowala. ! kandydat na 1 miejsce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka