benek231
11.08.19, 15:52
W Polsce Bóg umiera dzisiaj. Młodzi porzucają religię, w tym tempie wierzący za 7 lat będą mniejszością
Krzysztof Pacewicz
10 sierpnia 2019 | 05:59
Minął termin społecznej przydatności do spożycia religii, przegrała starcie z nowoczesnością. Starsi jeszcze ją przełykają, ale młodzi szukają innych pokarmów. Być może już za siedem lat wierzący będą wśród nastolatków mniejszością.
Krzysztof Pacewicz - socjolog, kulturoznawca, filozof, autor książki "Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych". Publicysta "Wyborczej"
Gdybym był wysoko postawionym przedstawicielem Episkopatu, dzień i noc zastanawiałbym się, co zrobić, by powstrzymać odwrót młodzieży od Kościoła. Bo liczby nie pozostawiają wątpliwości: od 10 lat polska młodzież laicyzuje się w bezprecedensowym tempie. Może jeszcze nie widać tego w sondażach, na manifestacjach opozycji czy przy urnach do głosowania, ale żyjemy w okresie świeckiej rewolucji młodych.
Już raport Pew Research Center z roku 2018 pokazał, że w Polsce spadek religijności wśród młodych jest największy ze wszystkich 108 (!) przebadanych państw. A że CBOS już od 1990 roku co kilka lat przeprowadza wnikliwe badania młodzieży (a konkretnie uczniów ostatnich klas szkół średnich), możemy precyzyjnie porównać kolejne generacje 18-19-latków i patrzeć na długoterminowe trendy.
Poziom religijności młodych Polek i Polaków utrzymywał się na stabilnym poziomie pomiędzy rokiem 1990 a 2008: przez prawie 20 lat około 80 proc. młodych uważało się za osoby wierzące, 15 proc. – za niezdecydowane, a 5 proc. – za niewierzące. I nagle, w 2010 roku, odsetek wierzących zaczął drastycznie spadać z badania na badanie, by w 2018 roku osiągnąć zaledwie 63 proc. (przy 21 proc. niezdecydowanych i 17 proc. niewierzących).
Szybka zmiana takiej cechy jak religijność, która jest bardzo głęboko umocowana w społeczeństwie, jest socjologicznym ewenementem. Jeśli to tempo utrzyma się w najbliższych latach, około roku 2026 osoby wierzące będą stanowiły mniejszość wśród młodych. W Polsce, ostatnim bastionie chrześcijaństwa!
Najpierw przestali praktykować, potem wierzyć
Spadek uczestnictwa w lekcjach religii rozpoczął się chwilę później – w 2010 roku poziom uczestnictwa był jeszcze bardzo wysoki, wynosił 93 proc., ale już w 2013 roku rozpoczął się zjazd na łeb na szyję. Dziś na religię chodzi tylko 70 proc. uczniów ostatnich klas szkoły średniej. Przy czym, o ile na wsiach i w miastach poniżej 20 tys. mieszkańców wciąż chodzi spora większość – 77-78 proc. – o tyle w miastach powyżej 500 tys. uczęszczający na katechezę stali się mniejszością, jest ich zaledwie 44 proc.! A jeszcze kilka lat temu to rezygnujący z religii byli niewielką, często dyskryminowaną mniejszością. Spadek uczestnictwa w lekcjach religii jest dziś nawet szybszy niż ubytek wierzących. Jeśli to tempo się utrzyma, to wśród młodych z całego kraju chodzący na religię staną się mniejszością w 2026 roku, podobnie jak osoby wierzące.
Co ciekawe, znacznie wcześniej zaczął się odwrót od uczęszczania w mszach świętych: od 1996 roku trwa konsekwentny spadek uczestnictwa młodych w praktykach religijnych. W 1996 roku 62 proc. młodych deklarowało, że chodzi do kościoła co tydzień – dziś tylko 35 proc. W 1996 roku 37 proc. młodych nie chodziło do kościoła wcale lub najwyżej kilka razy w roku, dziś 53 proc. Okazuje się, że mimo deklarowanego w różnych badaniach konserwatyzmu i przywiązania do tradycji ponad połowa młodych Polaków to osoby niepraktykujące lub praktykujące bardzo sporadycznie. W całej populacji Polski ten odsetek wynosi 32 proc.
Dlaczego młodzi najpierw przestali praktykować, a dopiero potem wierzyć? Odchodzenie od religii przychodzi etapami. Najpierw ludzie tracą zaufanie do instytucji religijnych, ale zachowują wiarę prywatnie, w drugim etapie zaczynają kwestionować swoją wiarę, a dopiero w trzecim definitywnie się z nią rozstają. Dzisiaj polska młodzież znajduje się na etapie kwestionowania: zaledwie 37 proc. młodych deklaruje, że wierzy w Boga i nie ma co do jego istnienia wątpliwości. Pozostałe 63 proc. to osoby, które: wierzą, ale mają wątpliwości (23 proc.), czasami wierzą, a czasami nie wierzą (11 proc.), nie wierzą w osobowego Boga, ale wierzą w pewnego rodzaju siłę wyższą (9 proc.), agnostycy (10 proc.) i w końcu zdecydowani ateiści (11 proc.).
Polska młodzież właśnie opuszcza lub już opuściła Kościół, teraz zaczyna wątpić.
Kto wywołał świecką rewolucję młodych?
Co takiego się stało w 2010 roku, że rozpoczęła się świecka rewolucja młodych? Jedno wydarzenie w szczególności przychodzi do głowy: katastrofa smoleńska oraz jej następstwa, czyli to, co można by ogólnie określić „kultem smoleńskim”. Wraz z radykalizacją języka PiS religia weszła z butami do głównego nurtu polskiego życia publicznego, i to w ciężkostrawnej kombinacji z teoriami spiskowymi oraz Jarosławem Kaczyńskim.
Radiomaryjny kościelny margines – fanatyczny katolicyzm, zwany kiedyś „katotalibanem” – stał się w ciągu miesięcy oficjalną linią Kościoła, który uznał, że stawiając na nurt ludowy, rytualny, bezrefleksyjny i wchodząc w sojusz polityczny, nie tylko zachowa status quo w modernizującym się społeczeństwie, ale też wręcz zwiększy zasoby finansowe, wpływ na prawo i praktykę państwa.
To nagłe i brutalne wejście duchowieństwa w świat polityki i vice versa spotkało się z zadowoleniem twardego elektoratu PiS, ale musiało wywołać reakcję obronną młodych ludzi, którzy – jak wynika z raportu CBOS – politykom nie ufają wcale lub prawie wcale: 80 proc. zgadza się ze zdaniem: „Większość polityków, niezależnie od tego, co mówią, tak naprawdę dba tylko o swoją karierę”. Narracja katolicka, ściśle łącząc się z interesami konkretnej partii, skompromitowała się w oczach młodzieży.
Czyżby więc świecką rewolucję młodych wywołał sam Jarosław Kaczyński, który obudził uśpione polskie demony fanatyzmu religijnego i cynicznie wykorzystał je w politycznej rozgrywce? Bez przesady – żaden człowiek ani żadne wydarzenie nie są w stanie w pojedynkę zmienić głębokich trendów w czterdziestomilionowym kraju. Agresja kultu smoleńskiego była raczej kroplą, która przelała czarę, bo głębokie przyczyny świeckiej rewolucji narastały już od lat i właściwie można się dziwić, że rozpoczęła się ona tak późno.
Świeccy bogaci
Odejście młodych od religii w prawie wszystkich krajach zachodnich rozpoczęło się już w latach 60. Grunt pod ten proces przygotowało już oświecenie, niemniej laicyzacja na masową skalę zatriumfowała w ostatnich czterech dekadach XX wieku wraz ze zmniejszeniem się znaczenia więzów rodzinnych, wzrostem dobrobytu (a zatem poczucia bezpieczeństwa) oraz rozwojem kultury masowej, która wyniosła jednostkę – z jej pragnieniami i problemami – na piedestał. W nowoczesnym społeczeństwie masowa religia jest coraz mniej potrzebna.
Polskę z przyczyn polityczno-ekonomicznych ominęły powyższe procesy. Religia, kultywowana w życiu rodzinnym, była w PRL przetrwalnikiem tradycji narodowej i źródłem poczucia zbiorowej tożsamości w czasach, gdy komunistyczne władze i instytucje państwowe nie budziły zaufania. Ten okres nienaturalnego przedłużenia społecznej przydatności religii zakończył się po transformacji ustrojowej, kiedy poziom życia zaczął gwałtownie rosnąć, społeczne znaczenia rodziny – maleć, a uczestnictwo w zachodniej kulturze masowej stało się wśród polskiej młodzieży absolutnie powszechne.