To muzyka dla tych, co chodzą "za oborę" napisał ktoś na forum GW.
Ponieważ coraz mniej chadza, polemizowałbym.
To standard kulturowy pańszczyźnianych, niezależnie, gdzie mieszkają: w dierewni, w mieście, czy w Nowym Jorku.
Całe lata owoc zakazany - mass media za komuny słyszeć nie chciały i tylko "wadza" tolerowała drugi obieg muzyki "chodnikowej" na kasetach, a w knajpach Jackowa grała kapela małego Władka.
W latach 90-tych odważył się Polsat, ot 30 minut tygodniowo, ale ostracyzm trwał i tylko po wioskach powstawały w oborach pokołchozowych "specjalistyczne" dyskoteki.
Jako liberał w zasadzie nie przeżywałem, chociaż uważam, że dla dobra wspólnego kołchoźników należy cywilizować.
Choć trochę.
Sylwestra spędziłem w domu z przyjechaną Rodziną z bratniej Germanii i ponieważ chcieli coś zobaczyć z TVP, siłą rzeczy i ja patrzyłem.
Właściwie benefis Zenka Martyniuka, nie powiem, zdrowy parobczak i jeden wielki koncert disco polo.
Komuna, tego nie odmówię, starała się utrzymywać jakiś poziom - bidny, ale po włączeniu tv, po pokazie obrabiarek i innych snopowiązałek, produkowała się Rodowiczowa z dobrymi tekstami Osieckiej.
TVPiS postawiła na Zenka, bo seweryn go kocha, to i wy, k...a, pokochacie!