Dodaj do ulubionych

respiratory od handlarza bronią widmo

10.06.20, 09:29
katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,26017442,respiratory-od-handlarza-bronia-to-widmo.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza&fbclid=IwAR3PMcFyenut82NqPjD-s4a_c41OD128q5w3rfL1S90pGQgNy4m8BTvMUSw&disableRedirects=true

Należąca do handlarza bronią spółka E&K, od której Ministerstwo Zdrowia kupiło 1,2 tys. respiratorów za 200 mln zł, nie dostarczyła jeszcze ani jednego aparatu. I nie dostarczy, bo ich producenci zaprzeczają, że mieli z E&K jakikolwiek kontakt. Zakup respiratorów od spółki E&K z Lublina, o którym jako pierwsza napisała trzy tygodnie temu „Wyborcza”, od początku budził ogromne zdziwienie w branży medycznej. E&K to producent motolotni i organizator lotów w trudno dostępne rejony świata. Należy do Andrzeja Izdebskiego, w przeszłości zamieszanego w nielegalny handel bronią, którego ONZ wpisał na czarną listę za przemyt broni do Angoli i Liberii. Według mediów Izdebski współpracował m.in. z najsłynniejszym sprzedawcą broni Wiktorem Butem, zwanym „handlarzem śmiercią”, dziś odsiadującym wyrok w amerykańskim więzieniu.

Respirator to nie maseczka
Chodzi także o to, że respirator to nie maseczka, którą każdy może sobie sam założyć na twarz. Potrzebne jest szkolenie personelu, czyli lekarzy i pielęgniarek, do jego obsługi. Konieczna jest też kalibracja po zainstalowaniu respiratora (chodzi np. o regulację ciśnienia powietrza pompowanego do płuc) i zapewnienie obowiązkowych przeglądów (raz na rok) oraz napraw. Z wszystkich tych powodów taki sprzęt kupuje się bezpośrednio od producenta albo jego autoryzowanego przedstawiciela w danym kraju.

Po trzecie, ministerstwo kupiło respiratory od E&K po wyjątkowo wysokich cenach. Za 1,2 tys. aparatów zapłaciło 44,5 mln euro, czyli ok. 200 mln zł. To średnio 165 tys. zł za sztukę, podczas gdy na przykład wysokiej klasy respirator firmy Draeger kosztuje 70-90 tys. zł. Cena respiratorów z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem to 110-120 tys. zł.

Od E&K kupiono cztery rodzaje aparatów:

* 200 respiratorów Boaray 5000D firmy Prunus w cenie 185 tys. zł za sztukę,

* 196 respiratorów Mtv1000 po 180 tys. zł za jeden,

* 200 aparatów Mv2000 koreańskiej firmy Meckics po 183 tys. zł za sztukę,

* 645 respiratorów Bellavista 1000E w cenie 113 tys. zł za jeden.

Dostawy miały się zacząć w kwietniu i zakończyć w czerwcu. Dotąd jednak firma nie dostarczyła ani jednej sztuki. Z naszych ustaleń wynika, że nie dostarczy, bo nie mogła ich kupić.

- Nikt nie trzyma w hurtowni takiej liczby respiratorów. Produkuje się je wtedy, kiedy jest zamówienie, bo nikt nie chce więzić gotówki – tłumaczy przedstawiciel jednego z czołowych producentów na rynku.

Potwierdziła nam to amerykańska firma Vyaire, właścicielka marki Bellavista. W odpowiedzi na nasze pytania koncern napisał: „Firma E&K nie kupiła żadnej liczby respiratorów Bellavista 1000e ani żadnego innego modelu z linii Bellavista bezpośrednio od Vyaire”. Żadna inna polska firma nie kupowała w czasie epidemii respiratorów Bellavista 1000e ani bezpośrednio od Vyaire ani od pośrednika. Nie rynku nie było żadnej oferty na taką liczbę aparatów. Dowiedzieliśmy się też, że nawet gdyby Izdebski chciał, to nie mógłby kupić respiratorów od Vyaire ze względu na swój udział w nielegalnym handlu bronią. Każdy potencjalny kontrahent musi bowiem przejść „szczegółowy proces due diligence przeprowadzony przez zewnętrzną agencję, aby upewnić się, że przestrzega on wszystkich przepisów prawa i standardów etycznych”.

I jeszcze jedno: respiratory Bellavista to aparaty średniej klasy. Vyaire sprzedaje je za ok. 10 tys. dol., a wiec prawie trzykrotnie mniej niż cena, jaką zapłaciło ministerstwo. Nie jest prawdą, że w trakcie pandemii ceny poszły ostro w górę. Nie w przypadku respiratorów produkowanych przez zachodnie firmy. Ceny są wyższe, bo osłabł złoty, ale nikt nie podnosił podstawowych stawek.

- Byłoby to fatalne wizerunkowo, bo zarzuciliby nam żerowanie na epidemii – słyszymy w jednej z firm.

Nie Polska, ale Pakistan
Dotarliśmy także do maila, w którym przedstawiciel koreańskiej firmy Meckics oświadcza, że nie miał żadnego kontaktu ze spółką E&K, nie wie, kto jest i na pewno firma Meckics nie zawierała z nim żadnej transakcji. Natomiast chińska firma Prunus wysyłała respiratory Boaray 5000D za 5,8 mln dol., ale nie do Polski, tylko do… Pakistanu.

Kiedy trzy tygodnie temu dzwoniliśmy do E&K, by zapytać, dlaczego firma produkująca motolotnie nagle zajęła się handlem respiratorami i dlaczego sprzedaje je za tak wysoką cenę, odebrał mężczyzna, który się nie przedstawił. Podał jednak adres mailowy. Odpowiedź na pytania przyszła bez podpisu: „Od dawna nie zajmujemy się produkcją motolotni. Od wielu lat zajmujemy się (między innymi) obrotem wyrobami medycznymi. Nasza oferta była najtańsza i z najkrótszymi terminami dostaw”. Teraz w firmie nikt już nie odbiera telefonu i nie odpowiada na maile.

Po co Polsce tyle respiratorów?
Przed tygodniem minister zdrowia Łukasz Szumowski wystąpił w Sejmie, ponieważ Koalicja Obywatelska złożyła wniosek o wotum nieufności wobec niego. Powodem był brak przygotowania szpitali na epidemię i właśnie dokonywane przez resort zakupy związane z epidemią. W odpowiedzi na zarzuty opozycji chwalił się, że w Polsce nie zabrakło respiratorów tak jak we Włoszech. W szpitalach przeznaczonych w całości na zakaźne aparaty przez cały czas były wolne, a teraz wolnych jest nawet 95 proc. z nich. Skoro tak, to na czym resort się opierał, kupując aż 1,5 tys. sztuk respiratorów (300 zakupiono od innych niż E&K firm)? Zapytaliśmy: czy opierał się na ekspertyzach z Żabki, która robiła dla ministerstwa analizy dotyczące ruchu chorych w czasie epidemii?

Resort odpowiedział w poważnym tonie. Chciał kupić trzy rodzaje respiratorów. Pierwsze to wysokiej klasy aparaty przeznaczone dla chorych z ostrą niewydolnością oddechową w przebiegu COVID-19, wyposażone we wszystkie nowoczesne opcje wentylacji, przy czym ważne było wyposażenie respiratora w sprężarkę, co pozwalałoby na używanie aparatu tam, gdzie nie ma instalacji gazów medycznych. Drugie miały być respiratory niższej klasy, które mogłyby zastąpić respiratory lepsze stosowane na oddziałach intensywnej terapii. Chodzi o to, że na czas epidemii pacjenci z tych oddziałów, ale nie z COVID-19, mogliby korzystać z mniej wyrafinowanego sprzętu. Ten lepszy byłby dla chorych z koronawirusem. Trzeci rodzaj to miały być respiratory transportowe, które służą głównie do przewozu pacjentów między szpitalami i przenosin wewnątrzszpitalnych.

Pytaliśmy o dane techniczne respiratorów, by wyjaśnić, dlaczego były tak drogie. „Wymogi techniczne dot. respiratorów zostały uzgodnione z konsultantem krajowym w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii prof. Radosławem Owczukiem” – odpisało nam Biuro Komunikacji MZ.

„Potwierdzam, że Ministerstwo Zdrowia uzgadniało ze mną wymogi techniczne i charakterystykę grup zakupowanych respiratorów”- napisał nam prof. Owczuk. Zaznaczył jednak: „Nie opiniowałem dostawców sprzętu medycznego (respiratorów)”.

Z naszych informacji wynika, że na razie dostarczono tylko 30 respiratorów transportowych. To aparaty, które od firmy JiuJiuXin kupił KGHM. Kłopot w tym, że za typ aparatu JIXI-H-100A koncern zapłacił po 120 tys. zł za sztukę, a na stronie internetowej producenta są oferowane za 2,3 tys. dol., czyli ponaddziesięciokrotnie taniej. Rzeczniczka KGHM nie odpowiedziała nam, dlaczego kupiono te respiratory tak drogo.

Bezkarne zakupy - pole do przekrętów
Przed trzema tygodniami na pytanie, dlaczego kupiło respiratory od spółki należącej do handlarza bronią, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało: „E&K jest legalnie działającym podmiote
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka