Gość: Mosze
IP: 5.6R1D8DEBUG* / 212.25.109.*
08.11.04, 21:56
Wielki seks na małej wyspie
Paweł Rożyński 07-11-2004, ostatnia aktualizacja 05-11-2004 17:50
Zbuntowani marynarze z "Bounty", którzy uciekli na polinezyjską wyspę
Pitcairn, uniknęli kary. 214 lat później do więzienia pójdą ich potomkowie
Pitcairn to najmniejsza zamieszkana i najbardziej od-izolowana wyspa świata.
Najbliższy ląd z takimi zdobyczami cywilizacji jak szpital, supermarket czy
bankomat znajduje się 5 tys. km stąd. Pokryty palmami i drzewami chlebowymi
wulkaniczny kawałek ziemi o powierzchni 4,6 km kw. leży w połowie drogi
między Nową Zelandią a Peru. Ze "stolicy" Adamstown do najdalszego miejsca
wyspy idzie się kwadrans.
Na tej rajskiej wysepce będącej kolonią brytyjską mieszkało dotąd 47 osób
żyjących pamięcią o przodkach - legendarnych marynarzach z "Bounty" - i ich
kobietach - tahitańskich pięknościach. Dotąd, ponieważ ostatnio spokój wyspy
został zmącony - przeżyła ona inwazję prawników, policjantów, urzędników,
dziennikarzy i nawet techników, którzy na jej głównym placu rozłożyli sprzęt
do łączności satelitarnej. Wyspa stanęła przed sądem.
Co drugi to gwałciciel
Wszystko zaczęło się w latach 90., choć nie wiadomo, co było kamyczkiem,
który potoczył lawinę. Czy był to raport policjantki, która wówczas
przebywała na Pitcairn i zgłosiła się do niej ofiara gwałtu? A może skarga
misjonarza, któremu mieszkaniec Pitcairn uwiódł nieletnią córkę? Czy też
książka brytyjskiej dziennikarki Dei Birkett "Wąż w raju", w której
podsumowała ona swój półroczny pobyt na wyspie i obyczaje dalece odbiegające
od zachodnich norm. Napisała, że "na Pitcairn siostry dzielą męża,
nastoletnie, nawet 15-letnie, dziewczyny mają romanse z dużo starszymi
mężczyznami, a kobiety mają dzieci z licznymi partnerami".
Przez kilka ostatnich lat brytyjscy policjanci dyskretnie przesłuchiwali
wyspiarzy. Okazało się, że żyją oni w głęboko zakorzenionej tradycji
pedofilii i kazirodztwa. Mężczyźni gwałcili bądź molestowali nieletnie
dziewczynki, z których jedna miała zaledwie pięć lat. Ofiary, z których żadna
nie mieszka już na wyspie, zaczęły zeznawać - rozmawiały z sędziami na
Pitcairn poprzez zainstalowane na potrzeby procesu wideotelefony. Zeznały, że
były traktowane jak "przedmioty seksualne" i napadane "w łodzi, w ogrodach, a
nawet w kościele". Mężczyzn oskarżono łącznie o 51 "seksualnych ataków", z
których niektóre miały miejsce przed
40 laty! (W prawie brytyjskim w takich przypadkach nie ma przedawnienia). Na
ławę oskarżonych trafił nawet 78-letni staruszek Len Brown.
Sąd uznał za winnych wielokrotnych przestępstw seksualnych sześciu dorosłych
mieszkańców, czyli połowę dorosłej męskiej populacji Pitcairn! 53-letniego
Steve'a Christiana, nieformalnego przywódcę społeczności i potomka przywódcy
buntu na "Bounty" Fletchera Christiana, sąd uznał za winnego pięciu gwałtów
na 12-letnich dziewczynkach i skazał na trzy lata więzienia. Jego syn Randy
Christian ma na koncie cztery gwałty i tyleż przypadków molestowania.
Otrzymał najwyższy wyrok - sześć lat pozbawienia wolności. Jak to ujął główny
oskarżyciel w procesie na Pitcairn Simon Moore, "Steve Christian zawsze miał
wysoką pozycję w hierarchii wyspy i po prostu egzekwował prawo, które, jak
sądził, mu się należało".
- Zmieszali go z błotem. Cały świat widzi go teraz jako gwałciciela dzieci. O
Boże! Gdyby tylko go znali... - rozpacza Carrol Warren, której mąż Jay miał i
tak szczęście. Został uznany za winnego tylko jednak napaści seksualnej.
- To jasny przekaz, że wykorzystywanie dzieci jest nie do zaakceptowania w
żadnej kulturze, nawet na wyspie Pitcairn - grzmiał w wywiadzie dla
nowozelandzkiej telewizji brytyjski oficer policji Ron Vinson.
Główny oskarżyciel Simon Moore uważa, że to wierzchołek góry lodowej, i
zapowiada dalsze oskarżenia. Chodzi o kolejnych sześciu Pitcairneńczyków,
którzy nie mieszkają już na wyspie - ich proces ma się rozpocząć w lutym.
Brytyjskie prawo jest jednoznaczne - przestępstwem są kontakty seksualne z
dziewczynkami poniżej 16. roku życia. Adwokaci nie składają jednak broni,
zamierzają odwołać się do sądu apelacyjnego w Londynie i zakwestionować
brytyjską jurysdykcję nad wyspami. W końcu buntownicy z "Bounty" po
osiedleniu się na wyspie spalili swój okręt, a więc w ten sposób przecięli
podległość brytyjskiemu prawu. Jeśli nawet jurysdykcja Wielkiej Brytanii
istnieje, to nie zakomunikowano publicznie wyspiarzom, że seks z nieletnimi
jest zabroniony. Powstaje też pytanie, czy mamy prawo narzucać innym
społecznościom swoje normy? I na jakiej podstawie uważamy, że są one lepsze?
Seks konieczny do przetrwania
- Jeśli kontakty seksualne dotyczyły 12-latek, które miały już menstruację,
to można powiedzieć, że - przy braku kulturowych obostrzeń - mieszkańcy
Pitcairn zachowywali się naturalnie. Oczywiście, jeśli do współżycia
seksualnego doszło za obopólną zgodą. W Anglii w XVIII wieku dziewczynki
mogły wychodzić za mąż od 12. roku życia - mówi antropolog dr hab. Bogusław
Pawłowski z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Jego zdaniem trudne warunki środowiskowe wpływają na zachowania seksualne, a
dziewczynki wcześniej rozpoczynają życie seksualne. Chcą szybciej być
dorosłe. Kto wie, czy nie uznały się za ofiary dopiero po opuszczeniu wyspy i
poznaniu innego świata.
- Nawet w naszym kręgu kulturowym mamy trochę dysonans, bo np. jeśli
14-latka uprawia seks z 14-latkiem, to nie ma większego problemu, chociaż
prawo pozwala im to robić dopiero od 15. roku życia, ale jeśli robi to z nią
starszy od niej nawet tylko o 5 lat, a zatem pełnoletni mężczyzna, to
popełnia on poważne przestępstwo - mówi Pawłowski. - Brytyjczycy mogą
nakłaniać mieszkańców Pitcairn do zmiany obyczajowości, ale proces ten
powinien mieć charakter edukacyjny i stopniowy. Nie powinno się ich karać
post factum.
Podobne obyczaje panują w wielu miejscach na świecie, i to niekoniecznie
odizolowanych od cywilizacji. Np. wielu mormonów w USA uważa od ponad stu
lat, że wielożeństwo to dar od Boga, i utrzymuje stosunki seksualne z
nieletnimi dziewczynkami. Dopiero w ostatnich latach władze przestały
przymykać na to oko. Głośna była sprawa Toma Greena skazanego na wieloletnie
więzienie - zarzucono mu gwałt na jednej z pięciu żon, którą poślubił, gdy
miała 13 lat. Trzy z żon są... siostrami.
O ile niektóre byłe mieszkanki Pit-cairn uważają się za ofiary, o tyle żony
skazanych stoją za nimi murem. Uważają proces za pogwałcenie sprawiedliwości,
a stosunki seksualne miały się odbywać za obopólną zgodą i były "niezbędne do
przetrwania wyspy".
- Wszyscy uważaliśmy, że seks jest jak jedzenie leżące na stole - powiedziała
Olive Christian, żona Steve'a Christiana.
Część mieszkańców uważa, że proces jest pretekstem, by Wielka Brytania mogła
mieszkańców przesiedlić. Może to zemsta za "Bounty"?
ŹRÓDŁO:
Zakochani buntownicy
Był 23 grudnia 1787 roku. HMS
"Bounty" wraz z 45-osobową załogą podniósł kotwicę w porcie Spithead w
Anglii. Zadaniem ekspedycji było zebranie sadzonek drzewa chlebowego i
zawiezienie ich na Jamajkę. Drzewka te miały dostarczać taniego pożywienia
dla niewolników. Tak zaczyna się epopeja, która zakończyła się słynnym buntem
i powstaniem nowego mininarodu na Pitcairn.
Według brytyjskiego XVIII-wiecznego pisarza Samuela Johnsona "bycie na statku
to bycie w więzieniu, w dodatku z szansą na utonięcie. Człowiek w więzieniu
ma większy pokój, więcej jedzenia i zwyczajnie lepsze towarzystwo". Dowódca
żaglowca William Bligh pływał od 16. roku życia. Był nawigatorem podczas
słynnej wyprawy Jamesa Cooka na HMS "Resolution". Kiedy Cook trafił do kotła
dzikich mieszkańców jednej z wysp, bezpiecznie doprowadził okręt do Wielkiej
Brytanii.
Pierwszym oficerem na "Bounty" był Fletcher Christian.
Po ciężkim rejsie w niesprzyjającej pogodzie "Bounty" dopłynął na wyspę
Tahiti 26 października 1788 r