Dodaj do ulubionych

Zostawmy polytyke...Pitcairn

IP: 5.6R1D8DEBUG* / 212.25.109.* 08.11.04, 21:56
Wielki seks na małej wyspie
Paweł Rożyński 07-11-2004, ostatnia aktualizacja 05-11-2004 17:50

Zbuntowani marynarze z "Bounty", którzy uciekli na polinezyjską wyspę
Pitcairn, uniknęli kary. 214 lat później do więzienia pójdą ich potomkowie

Pitcairn to najmniejsza zamieszkana i najbardziej od-izolowana wyspa świata.
Najbliższy ląd z takimi zdobyczami cywilizacji jak szpital, supermarket czy
bankomat znajduje się 5 tys. km stąd. Pokryty palmami i drzewami chlebowymi
wulkaniczny kawałek ziemi o powierzchni 4,6 km kw. leży w połowie drogi
między Nową Zelandią a Peru. Ze "stolicy" Adamstown do najdalszego miejsca
wyspy idzie się kwadrans.

Na tej rajskiej wysepce będącej kolonią brytyjską mieszkało dotąd 47 osób
żyjących pamięcią o przodkach - legendarnych marynarzach z "Bounty" - i ich
kobietach - tahitańskich pięknościach. Dotąd, ponieważ ostatnio spokój wyspy
został zmącony - przeżyła ona inwazję prawników, policjantów, urzędników,
dziennikarzy i nawet techników, którzy na jej głównym placu rozłożyli sprzęt
do łączności satelitarnej. Wyspa stanęła przed sądem.

Co drugi to gwałciciel

Wszystko zaczęło się w latach 90., choć nie wiadomo, co było kamyczkiem,
który potoczył lawinę. Czy był to raport policjantki, która wówczas
przebywała na Pitcairn i zgłosiła się do niej ofiara gwałtu? A może skarga
misjonarza, któremu mieszkaniec Pitcairn uwiódł nieletnią córkę? Czy też
książka brytyjskiej dziennikarki Dei Birkett "Wąż w raju", w której
podsumowała ona swój półroczny pobyt na wyspie i obyczaje dalece odbiegające
od zachodnich norm. Napisała, że "na Pitcairn siostry dzielą męża,
nastoletnie, nawet 15-letnie, dziewczyny mają romanse z dużo starszymi
mężczyznami, a kobiety mają dzieci z licznymi partnerami".

Przez kilka ostatnich lat brytyjscy policjanci dyskretnie przesłuchiwali
wyspiarzy. Okazało się, że żyją oni w głęboko zakorzenionej tradycji
pedofilii i kazirodztwa. Mężczyźni gwałcili bądź molestowali nieletnie
dziewczynki, z których jedna miała zaledwie pięć lat. Ofiary, z których żadna
nie mieszka już na wyspie, zaczęły zeznawać - rozmawiały z sędziami na
Pitcairn poprzez zainstalowane na potrzeby procesu wideotelefony. Zeznały, że
były traktowane jak "przedmioty seksualne" i napadane "w łodzi, w ogrodach, a
nawet w kościele". Mężczyzn oskarżono łącznie o 51 "seksualnych ataków", z
których niektóre miały miejsce przed

40 laty! (W prawie brytyjskim w takich przypadkach nie ma przedawnienia). Na
ławę oskarżonych trafił nawet 78-letni staruszek Len Brown.

Sąd uznał za winnych wielokrotnych przestępstw seksualnych sześciu dorosłych
mieszkańców, czyli połowę dorosłej męskiej populacji Pitcairn! 53-letniego
Steve'a Christiana, nieformalnego przywódcę społeczności i potomka przywódcy
buntu na "Bounty" Fletchera Christiana, sąd uznał za winnego pięciu gwałtów
na 12-letnich dziewczynkach i skazał na trzy lata więzienia. Jego syn Randy
Christian ma na koncie cztery gwałty i tyleż przypadków molestowania.
Otrzymał najwyższy wyrok - sześć lat pozbawienia wolności. Jak to ujął główny
oskarżyciel w procesie na Pitcairn Simon Moore, "Steve Christian zawsze miał
wysoką pozycję w hierarchii wyspy i po prostu egzekwował prawo, które, jak
sądził, mu się należało".

- Zmieszali go z błotem. Cały świat widzi go teraz jako gwałciciela dzieci. O
Boże! Gdyby tylko go znali... - rozpacza Carrol Warren, której mąż Jay miał i
tak szczęście. Został uznany za winnego tylko jednak napaści seksualnej.

- To jasny przekaz, że wykorzystywanie dzieci jest nie do zaakceptowania w
żadnej kulturze, nawet na wyspie Pitcairn - grzmiał w wywiadzie dla
nowozelandzkiej telewizji brytyjski oficer policji Ron Vinson.

Główny oskarżyciel Simon Moore uważa, że to wierzchołek góry lodowej, i
zapowiada dalsze oskarżenia. Chodzi o kolejnych sześciu Pitcairneńczyków,
którzy nie mieszkają już na wyspie - ich proces ma się rozpocząć w lutym.

Brytyjskie prawo jest jednoznaczne - przestępstwem są kontakty seksualne z
dziewczynkami poniżej 16. roku życia. Adwokaci nie składają jednak broni,
zamierzają odwołać się do sądu apelacyjnego w Londynie i zakwestionować
brytyjską jurysdykcję nad wyspami. W końcu buntownicy z "Bounty" po
osiedleniu się na wyspie spalili swój okręt, a więc w ten sposób przecięli
podległość brytyjskiemu prawu. Jeśli nawet jurysdykcja Wielkiej Brytanii
istnieje, to nie zakomunikowano publicznie wyspiarzom, że seks z nieletnimi
jest zabroniony. Powstaje też pytanie, czy mamy prawo narzucać innym
społecznościom swoje normy? I na jakiej podstawie uważamy, że są one lepsze?

Seks konieczny do przetrwania

- Jeśli kontakty seksualne dotyczyły 12-latek, które miały już menstruację,
to można powiedzieć, że - przy braku kulturowych obostrzeń - mieszkańcy
Pitcairn zachowywali się naturalnie. Oczywiście, jeśli do współżycia
seksualnego doszło za obopólną zgodą. W Anglii w XVIII wieku dziewczynki
mogły wychodzić za mąż od 12. roku życia - mówi antropolog dr hab. Bogusław
Pawłowski z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jego zdaniem trudne warunki środowiskowe wpływają na zachowania seksualne, a
dziewczynki wcześniej rozpoczynają życie seksualne. Chcą szybciej być
dorosłe. Kto wie, czy nie uznały się za ofiary dopiero po opuszczeniu wyspy i
poznaniu innego świata.

- Nawet w naszym kręgu kulturowym mamy trochę dysonans, bo np. jeśli

14-latka uprawia seks z 14-latkiem, to nie ma większego problemu, chociaż
prawo pozwala im to robić dopiero od 15. roku życia, ale jeśli robi to z nią
starszy od niej nawet tylko o 5 lat, a zatem pełnoletni mężczyzna, to
popełnia on poważne przestępstwo - mówi Pawłowski. - Brytyjczycy mogą
nakłaniać mieszkańców Pitcairn do zmiany obyczajowości, ale proces ten
powinien mieć charakter edukacyjny i stopniowy. Nie powinno się ich karać
post factum.

Podobne obyczaje panują w wielu miejscach na świecie, i to niekoniecznie
odizolowanych od cywilizacji. Np. wielu mormonów w USA uważa od ponad stu
lat, że wielożeństwo to dar od Boga, i utrzymuje stosunki seksualne z
nieletnimi dziewczynkami. Dopiero w ostatnich latach władze przestały
przymykać na to oko. Głośna była sprawa Toma Greena skazanego na wieloletnie
więzienie - zarzucono mu gwałt na jednej z pięciu żon, którą poślubił, gdy
miała 13 lat. Trzy z żon są... siostrami.

O ile niektóre byłe mieszkanki Pit-cairn uważają się za ofiary, o tyle żony
skazanych stoją za nimi murem. Uważają proces za pogwałcenie sprawiedliwości,
a stosunki seksualne miały się odbywać za obopólną zgodą i były "niezbędne do
przetrwania wyspy".

- Wszyscy uważaliśmy, że seks jest jak jedzenie leżące na stole - powiedziała
Olive Christian, żona Steve'a Christiana.

Część mieszkańców uważa, że proces jest pretekstem, by Wielka Brytania mogła
mieszkańców przesiedlić. Może to zemsta za "Bounty"?

ŹRÓDŁO:


Zakochani buntownicy

Był 23 grudnia 1787 roku. HMS

"Bounty" wraz z 45-osobową załogą podniósł kotwicę w porcie Spithead w
Anglii. Zadaniem ekspedycji było zebranie sadzonek drzewa chlebowego i
zawiezienie ich na Jamajkę. Drzewka te miały dostarczać taniego pożywienia
dla niewolników. Tak zaczyna się epopeja, która zakończyła się słynnym buntem
i powstaniem nowego mininarodu na Pitcairn.

Według brytyjskiego XVIII-wiecznego pisarza Samuela Johnsona "bycie na statku
to bycie w więzieniu, w dodatku z szansą na utonięcie. Człowiek w więzieniu
ma większy pokój, więcej jedzenia i zwyczajnie lepsze towarzystwo". Dowódca
żaglowca William Bligh pływał od 16. roku życia. Był nawigatorem podczas
słynnej wyprawy Jamesa Cooka na HMS "Resolution". Kiedy Cook trafił do kotła
dzikich mieszkańców jednej z wysp, bezpiecznie doprowadził okręt do Wielkiej
Brytanii.

Pierwszym oficerem na "Bounty" był Fletcher Christian.

Po ciężkim rejsie w niesprzyjającej pogodzie "Bounty" dopłynął na wyspę
Tahiti 26 października 1788 r
Obserwuj wątek
    • Gość: Mosze Re: Zostawmy polityke...Pitcairn-2 IP: 5.5R* / 212.25.109.* 08.11.04, 22:01
      Był 23 grudnia 1787 roku. HMS

      "Bounty" wraz z 45-osobową załogą podniósł kotwicę w porcie Spithead w Anglii.
      Zadaniem ekspedycji było zebranie sadzonek drzewa chlebowego i zawiezienie ich
      na Jamajkę. Drzewka te miały dostarczać taniego pożywienia dla niewolników. Tak
      zaczyna się epopeja, która zakończyła się słynnym buntem i powstaniem nowego
      mininarodu na Pitcairn.

      Według brytyjskiego XVIII-wiecznego pisarza Samuela Johnsona "bycie na statku
      to bycie w więzieniu, w dodatku z szansą na utonięcie. Człowiek w więzieniu ma
      większy pokój, więcej jedzenia i zwyczajnie lepsze towarzystwo". Dowódca
      żaglowca William Bligh pływał od 16. roku życia. Był nawigatorem podczas
      słynnej wyprawy Jamesa Cooka na HMS "Resolution". Kiedy Cook trafił do kotła
      dzikich mieszkańców jednej z wysp, bezpiecznie doprowadził okręt do Wielkiej
      Brytanii.

      Pierwszym oficerem na "Bounty" był Fletcher Christian.

      Po ciężkim rejsie w niesprzyjającej pogodzie "Bounty" dopłynął na wyspę Tahiti
      26 października 1788 roku. Problem w tym, że nie był to czas na przenoszenie
      sadzonek drzewa chlebowego i załoga musiała zostać pół roku na wyspie. W tym
      czasie marynarze zakochali się w miejscowych kobietach - a były one wyjątkowej
      urody. Nie paliło im się więc do opuszczenia rajskiej wyspy. Kiedy statek
      wyruszył, Bligh - chcąc zmusić marynarzy do szybkiego "zapomnienia" -
      przykręcił śrubę. Najwyraźniej jednak przesadził.

      " - Bligh - powiedział Fletcher Christian szorstkim głosem - zostaje pan
      pozbawiony dowództwa.

      - Nie ma pan prawa - sprzeciwił się kapitan.

      - Nie marnujmy czasu na zbędne protesty - krzyknął Christian, przerywając
      Blighowi. - W tej chwili jestem wyrazicielem całej załogi »Bounty «. Nie
      opuściliśmy jeszcze Anglii, kiedy mieliśmy już okazję narzekać na pańskie
      krzywdzące podejrzenia, na pańskie brutalne zachowanie (...). Czyż jesteśmy
      psami, aby być nieustannie obrażani? Kanalie, bandyci, kłamcy, złodzieje! Nie
      miał pan dla nas wyrażeń nazbyt mocnych, obelg nazbyt ordynarnych! Czyż nie
      dalej jak wczoraj oskarżył mnie pan, że ukradłem pańskie nędzne owoce? (...)”.

      Tak wyglądała chwila rebelii w książce Juliusza Verne'a "Buntownicy z

      Bounty".

      Była ona jedną z kilkuset, które opisują jedną z najbardziej dramatycznych
      epopei morskich. Nawet lord Byron ułożył o niej wydany w 1823 roku poemat.
      Powstało też mnóstwo filmów, z czego cztery głośne produkcje hollywoodzkie. W
      rolach dwóch głównych antagonistów występowały największe gwiazdy kina.
      Williama Bligh grali: Charles Laughton, Trevor Howard i Anthony Hopkins;
      Fletchera Christiana - Clark Gable, Marlon Brando i Mel Gibson. Pamiętną
      kreację Williama Bligh, prawdziwe wcielenie zła i sadyzmu, stworzył Charles
      Laughton. Marlon Brando, filmowy przywódca buntu w filmie z 1962 roku, tak
      zakochał się w tych okolicach, że kupił dwie wyspy.

      Kto był romantyczny, kto nieludzki

      Wbrew większości filmów i dzieł literatury ani Fletcher Christian nie był
      romantycznym buntownikiem przeciw tyranii, ani William Bligh sadystycznym
      potworem. Mogą o tym świadczyć choćby zapiski w dzienniku przyszłego przywódcy
      buntu. Kiedy zetknęli się pierwszy raz na okręcie HMS "Cambridge" - Christian
      zapisał, że Bligh "troszczył się o niego jak brat", ucząc korzystania z
      sekstansu i często spożywając z nim posiłki. Bligh uważał Christiana za
      przyjaciela. Jego zdrada musiała być dla niego szokiem.

      Bligh mógł z łatwością zapobiec buntowi, gdyby nie był tak... ludzki. Zamiast
      utrzymywać surową dyscyplinę na Tahiti, pozwolił swoim marynarzom na związki z
      tamtejszymi kobietami. Kiedy kilku marynarzy zdezerterowało, schwytani
      otrzymali tylko karę chłosty, choć powinni wisieć.

      W efekcie wraz z 18 wiernymi mu ludźmi Bligh został spuszczony na wodę w
      otwartej siedmiometrowej szalupie. Wydawało się, że czeka ich pewna śmierć na
      środku oceanu. Tymczasem Bligh odbył jedną z najbardziej heroicznych podróży
      morskich w historii i zdołał po 42 dniach dopłynąć do Kupang w należącym do
      Holendrów Timorze (przebył 6 tys. km).

      Tymczasem buntownicy skierowali okręt z powrotem na Tahiti, gdzie część z nich
      została, zaś pozostali pod wodzą Fletchera Christiana odpłynęli na

      "Bounty" w poszukiwaniu skrytego miejsca do osiedlenia się. Ci pierwsi zostali
      na Tahiti złapani przez uczestników karnej ekspedycji z Wielkiej Brytanii i
      powieszeni.

      A "krwiożerczy" kapitan Bligh? Po-płynął na czele kolejnej wyprawy po drzewka
      chlebowe i w końcu przewiózł je na Jamajkę. Życie dopisało przewrotną puentę do
      całej historii. Okazało się, że niewolnicy nie cierpieli tego pożywienia.

      Bligh przeżył jeszcze dwa bunty w swej karierze i zmarł jako wiceadmirał w 1817
      roku.

      ŹRÓDŁO:


      Walka o kobiety

      Bezludną wyspę Pitcairn odkryli Brytyjczycy już w 1767 roku. Dostrzegł ją
      wówczas marynarz Pitcairn z brytyjskiego żaglowca HMS "Swallow". Wyspa została
      ochrzczona jego nazwiskiem, ale źle zaznaczono ją na mapach.

      Kiedy natrafił na nią przypadkiem statek buntowników z "Bounty", sądzili oni,
      że rozpoczną nowe, spokojne życie. Spalili okręt, aby nikogo nie kusiło do
      powrotu. Wśród 28 przybyszy było dziewięciu marynarzy i Polinezyjczycy: 6
      mężczyzn, 12 kobiet i dziecko. Sielanka nie trwała jednak długo... Nie dość, że
      kobiet było mniej niż mężczyzn, to większość wolała białych buntowników. Trzy
      lata przybyli z Tahiti mężczyźni godzili się ze swą krzywdą - aż we wrześniu
      1793 roku doszło do masakry. W walce zginęli wszyscy mężczyźni z Tahiti i
      pięciu białych, w tym Fletcher Christian. Wykrycie możliwości wytwarzania
      spirytusu z jednej z lokalnych roślin doprowadziło do dwóch kolejnych zgonów, a
      astma - do trzeciego. Ocalał tylko pastor John Adams - zmarł dopiero 40 lat po
      buncie na "Bounty". To od jego nazwiska wzięła nazwę stolica wyspy Adamstown.

      Los buntowników na wyspie Pitcairn pozostawał tajemnicą do 1808 roku.
      Amerykański statek znalazł wówczas na niej Adamsa, 9 kobiet i 23 dzieci. Kilka
      lat później na wyspie pojawiło się dwóch brytyjskich oficerów i tylko
      przesłuchało Adamsa. Jeden z nich wyjaśniał potem, że zabranie Adamsa na proces
      do Wielkiej Brytanii "byłoby niehumanitarnym aktem wielkiego okrucieństwa".

      Pitcairn stał się brytyjską kolonią. Populacja szybko się rozrastała (w latach
      30. XX wieku było tu ponad 230 osób), a dwukrotne próby przesiedlenia
      mieszkańców na Tahiti i Norfolk zakończyły się fiaskiem. I tak wracali na swoją
      rajską wysepkę.

      Wybrzeże "Oh Dear"

      Wojciech Dąbrowski, zapalony podróżnik, kilka lat temu dotarł na Pitcairn z
      grupką turystów na pokładzie ekspedycyjnego statku. - Ten region Pacyfiku
      najbardziej podnieca wyobraźnię. Ta historia "Bounty", niesłychana odległość i
      izolacja - opowiada.

      - Kiedy ruszyliśmy łodziami w kierunku wyspy, oni płynęli w przeciwną stronę
      zwiedzić nasz statek. Taka wizyta to dla nich święto - wspomina Dąbrowski.

      Zdjęcia wszystkich większych statków, które rzuciły kotwicę w pobliżu Pitcairn,
      znajdują się w świetlicy przy głównym placyku osiedla. Na placu leży kotwica
      z "Bounty", a inne pamiątki są eksponowane w drewnianym budynku szkoły.
      Najcenniejszą relikwią jest jednak Biblia z "Bounty". Leży w kościele przed
      ołtarzem, zamknięta w szklanej gablocie. Z tej Biblii pastor Adams uczył czytać
      dzieci.

      Teraz przyjeżdża z Nowej Zelandii nauczyciel, a wszystkie dzieci mieszczą się w
      kilku ławkach. Na lekcjach geografii w części dotyczącej swej małej ojczyzny z
      pewnością dostają świetne oceny. Nazw do zapamiętania na Pitcairn jest niewiele
      i wiążą się na ogół z historią, np. "Ziemia Neda Younga", "Gdzie Spadł
      Dan", "Złamane Biodro" czy "Jaskinia Christiana". Fragment wybrzeża nosi też
      nazwę-westchnienie "Oh Dear".

      Nie piją, nie tańczą

      Wyobrażenia o wyspach Pacyfiku z ich piaszczystymi szerokimi plażami i
      radosnymi mieszkańcami w skąpym odzieniu z kwiatów i liści palm nie pasują do
      Pitcairn
      • Gość: Mosze Re: Zostawmy polityke...Pitcairn-3 IP: 5.6R1D8DEBUG* / 212.25.109.* 08.11.04, 22:03
        Nie piją, nie tańczą

        Wyobrażenia o wyspach Pacyfiku z ich piaszczystymi szerokimi plażami i
        radosnymi mieszkańcami w skąpym odzieniu z kwiatów i liści palm nie pasują do
        Pitcairn. Wyspa jest górzysta, ma klifowe, skaliste wybrzeże pozbawione plaż.
        Mieszkańcy będący mieszanką ras chodzą w klapkach lub adidasach, w czapeczkach
        z daszkiem i T-shirtach. Na Pitcairn mieszka dziewięć rodzin, wszystkie w
        parterowych drewnianych domkach, ale występują tylko cztery nazwiska - Young,
        Warren, Brown i Christian. Wszystkie po buntownikach z "Bounty".

        Dni wypełnia Pitcairneńczykom praca przy domu i produkcja pamiątek: drewnianych
        rzeźb i plecionek. Największe dochody społeczność czerpie jednak ze sprzedaży
        znaczków pocztowych i zbierania miodu, jednego z najczystszych na świecie.

        Oficjalnym językiem jest angielski. Jednak między sobą wyspiarze rozmawiają
        mieszaniną słów angielskich, polinezyjskich i używanych tylko na Pitcairn.

        Mieszkańcy wyspy są adwentystami dnia siódmego, od kiedy w 1887 roku przypłynął
        tu statek misyjny. Nie jedzą wieprzowiny, nie piją alkoholu i nie wolno im
        tańczyć nawet z własną żoną. Wojciech Dąbrowski zauważa, że niewiele jest ludzi
        w wieku 15-25 lat. Ci wyjeżdżają, by kontynuować naukę, i często już nie
        wracają. Pozostają dzieci i starsi. - Może to właśnie budzi jakieś
        wynaturzenia? - zastanawia się Dąbrowski.

        Jego zdaniem dla kogoś, kto widział dzisiejszy świat zewnętrzny, powrót na
        Pitcairn musi być koszmarem. Niewiele tu rozrywek. Prąd pozyskiwany dzięki
        silnikowi Diesla włącza się w godz. 9-12 i 16-22. Wtedy można oglądać filmy
        wideo - zamówione dotrą najwcześniej po kilku miesiącach. Oprócz tego
        największą atrakcją są sporadyczne wizyty turystów (2-3 w roku) i wielkie
        święto wyspiarzy - rocznica spalenia "Bounty". Wtedy wśród zgromadzonych nad
        brzegiem oceanu mieszkańców płonie drewniany model statku.

        Jedyny sklep, kooperatywę mieszkańców, prowadzi Dave Brown. Został potraktowany
        przez sąd łagodnie - odpracuje tylko 400 godzin za darmo na rzecz społeczności.
        W tzw. nagłych przypadkach na Pitcairn trudno liczyć na pomoc. Choremu udziela
        pomocy jedna z kobiet, która skończyła kurs pielęgniarski.

        Są jednak tacy, dla których warunki na wyspie są wymarzone. Pochodząca z
        Norwegii 59-letnia Kari Young uciekła od cywilizacji, wyszła za mieszkańca
        wyspy i spędziła na niej 15 lat. Teraz mieszka na Nowej Zelandii, gdzie jej
        dzieci chodzą do szkoły, ale odwiedza wyspę i zastanawia się nad powrotem. Jej
        norweska rodzina nie jest w stanie pojąć, jak można żyć w takim miejscu.

        - Przybyłam z Londynu, jednego z największych miast świata, do najmniejszej i
        najbardziej oddalonej wsi na świecie. Nie przypuszczałam, jakie to trudne. Nie
        możesz się wyrwać stamtąd nawet na weekend - wspomina brytyjska dziennikarka
        Dea Birkett.

        Miniwięzienie na miniwyspie

        Maleńka wyspa nie ma ani lotniska, nie ma nawet porządnej przystani, a będzie
        miała własne... więzienie. Byłby to jedyny oprócz kościoła murowany budynek.
        Wyspiarze obawiają się, że zamknięcie w nim tylko czterech mężczyzn (dwóch
        skazanych ma tylko odpracować karę) może oznaczać zagładę ich społeczności.
        Każda para rąk jest bowiem potrzebna do dowożenia łodzią niezbędnych produktów
        ze statków. Być może skazani będą czasowo wypuszczani, by obsłużyć transporty.
        Marne to dla nich pocieszenie - statki podpływają w pobliże wyspy ledwie kilka
        razy w roku. Np. skazany Steve Christian jest jednocześnie poczmistrzem,
        policjantem, elektrykiem i sternikiem.

        Choć Pitcairn reprezentuje Wysoki Komisarz Brytyjski, rezyduje on w Nowej
        Zelandii, a na wyspie rządzi burmistrz i dziesięcioosobowa rada. Praktycznie
        każdy mężczyzna piastuje jakąś funkcję publiczną. Wielu ekspertów wieści więc
        koniec społeczności.

        Jednak jej losy mogą się potoczyć zgoła inaczej. Oczy całego świata zwrócone są
        teraz na Pitcairn, miliony ludzi przypominają sobie legendę "Bounty", a biura
        turystyczne zaczęły się tym interesować. Mówi się nawet o planach budowy
        lotniska. Ktoś zauważył, że mikroskopijna wyspa ma gigantyczną strefę
        ekonomiczną w promieniu 200 mil ze wspaniałymi łowiskami.

        Jedno jest pewne - wyspa nie będzie już taka jak dawniej.

        * Więcej informacji o Pitcairn można znaleźć na stronach: www.pitcairn.pn

        www.lareau.org/pitc.html

        www.kontynenty.tpi.pl/pitcairn_pl.htm

        library.puc.edu/pitcairn/index.html


        ŹRÓDŁO:



        Paweł Rożyński




        --------------------------------------------------------------------------------

        Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

        --------------------------------------------------------------------------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka