IP: 5.5R* / *.red.bezeqint.net 20.12.04, 06:01
Swieta !!!!!

Najpierw trzeba, cholera, kupic prezenty.

Oznacza to, ze bede latac po sklepach, przepychac sie kolo spoconych
ludzi z obledem w oczach, zeby wydac mnóstwo kasy na jakies pierdoly.
Co gorsza, wszystko juz kiedys komus kupilem.
Wujek Edek dostal w zeszlym roku flaszke, a przeciez nie kupie mu
w tym roku ksiazki, bo ten facet nigdy nie przeczytal nic ponad tekst
na etykiecie póllitrówki.
Ciocia Jadzia rok temu ukontentowala sie kremem nawilzajacym,
co go kupilem z przeceny, bo za tydzien konczyl sie termin waznosci.
W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery bylby krem
przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek zaden krem
nie wygladzi, a po drugie, przeciez nie wydam na kosmetyki calej kasy
na Boze Narodzenie.

I tak ze wszystkimi.

Dziecko pyskuje o jakis nowy program komputerowy, choc i tak wiadomo,
ze przestanie sie nim zajmowac po 2 godzinach, bo kazda gra jest
dla tego pólmózga za trudna.

Zona bedzie miala jak zwykle pretensje, ze Kowalska z jej biura dostanie
cos ladniejszego. W rezultacie kupie byle co, jak co roku.

Potem sledzik w pracy z ludzmi, których geby sa mi nienawistne, i patrzenie
na meki szefa, który zyczy nam "duzo pieniedzy", choc wszyscy wiedza,
ze dopiero wtedy bylby szczesliwy, gdybym pracowal za miske zupy
z brukwi przykuty lancuchem do komputera. Krwiopijca.

Potem wszyscy sie nawala jak szpaki, a pan Henio obslini biust pani Bozeny
z ksiegowosci i zamkna sie oboje w archiwum, bo oni zawsze wala sie
jak króliki, kiedy sa naprani.

Nastepnego dnia kac a w dodatku zona bedzie robic wymówki.

Jeszcze tylko trzeba trzasnac karpia, bo malzonka wrazliwa jest i na meki
zwierzatka nie moze patrzec, choc mnie meczy od 15 lat bez zmruzenia oka.
Garbata owca.

A jeszcze przyniesc i przystroic choinke.
Z dzieckiem, "zeby mialo cieple wspomnienia z dziecinstwa", a ono w nosie
ma choinke, mnie, Boze Narodzenie i wszystko.

No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna. Jedna wielka meka.
Co za glupek wymyslil ten lzawa tradycje pt. "rodzinna wieczerza"?
Przyjda wszyscy ci, od których na co dzien trzymam sie z daleka
z dobrym skutkiem. Usiadziemy za stolem...

A nie!!!! Najpierw prezenty!
Trzeba bedzie sie klamliwie ucieszyc, chociaz z góry wiem, ze ten przeklety
krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopelnilby liczna
kolekcje podobnych gówien, gdybym oczywiscie zawalil szafe
takim badziewiem, a nie jak zwykle zaraz nastepnego dnia wyrzucil do
smietnika.
Dostane tez najtanszy koniak i jakies kosmetyki.
Jakie - bede wiedzial juz ostatniego dnia przed Wigilia, kiedy w pobliskim
supermarkecie zaczna wyprzedawac to, czego nie udalo sie upchnac
ludziom do Wigilii.

Po prezentach dopiero sie zacznie!!! Te same kretyñskie dowcipy wuja
Bronka,a zwlaszcza, kurna, ten o gasce Balbince.

Wszyscy beda dokarmiac mojego psa po to, zeby narzygal w nocy na mnie
i posciel bo przeciez wiadomo, ze spie z psem.

Ciotka zalzawi sie po dwóch godzinach zucia jedzenia z wytrwaloscia
tapira i zacznie plakac, "jak to dobrze, ze trzymamy sie razem".
Gó.. prawda. Po nastepnych dwoch godzinach, kiedy to, spiwszy
sie juz, zacznie wyzywac swojego slubnego od zlamanych
ch.....ów. Co oczywiscie jest prawda.

Jedyna nadzieja, ze akurat w tym roku 5- letnia juz latorosl kuzynostwa
z £odzi nie nawali w gacie w polowie kolacji i nie zakomunikuje o tym
radosnie jeszcze przed deserem.
Bo to, ze cos wywali sobie na leb ze stolu, to pewne jak w banku.

Jeszcze tylko musze przezyc debilne gadki o polityce, przy których wszyscy
oczywiscie skocza sobie do gardel i na siebie sie poobrazaja.

Na koniec ciocia Jadzia pusci maleñkiego pawika na sciane kolo mojego
fotela i mozna bedzie odtrabic koniec meczarni.

A nie, bylbym zapomnial.

Kolejna rozrywka bedzie wyprawa na pasterke, bo to religijna rodzina.

No to pójde, choc nikt nigdy nie wyjasnil, po nagla cholere tluc sie po nocy,

zeby stac w zimnie w bezruchu przez godzine czy wiecej.

Ciekawe, czy moja malzonka znowu wywinie orla na schodkach kosciola

- jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy?

W kosciele, jesli tam sie dopcham, bedzie cuchnac jak w gorzelni,

bo wierni tylko dlatego stoja na wlasnych nogach, poniewaz jest za duzy

tlok, zeby upasc.

Czasem tylko ktos beknie albo pusci glosno baka, ale i tak nikt na to

nie zwróci uwagi, bo wszyscy beda drzemali na stojaco.

Wracajac trzeba tylko bedzie uwazac na chlopców z osiedla, bo w Wigilie

katolicka mlodziez szczególnie lubi wpieprzyc blizniemu.

Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauwazyl,

bo byl zalany w plaskorzezbe.

Wreszcie wychodza z chalupy, wory jedne.

Moment zamykania drzwi za ostatnim z tych troglodytów jest najszczesliwsza
chwila w moim swiatecznym zyciu. Kilka dni odpoczynku.

Ale mijaja niestety jak z bata strzelil, bo wielkimi krokami zbliza sie
kolejny

kretynski wynalazek - SYLWESTER.

Ludzie! Kto to, cholera, wymyslil ?!

Juz od listopada slubna oglasza idiotyczne pomysly, zeby pójsc

na "jakis bal". Jakbysmy plywali w pieniadzach...
Albo zeby gdzies wyjechac, gdzie goraco. A niech se wlaczy farelke

pod fikusem, bedzie miala tropiki w chalupie.


I tak przeciez skoñczy sie na balandze u Witka.

Jasne, trzeba ladnie sie ubrac, bo wszystkim sie wydaje, ze to jakis

uroczysty dzien.

Czyli zona najpierw pusci w trabe pól budzetu domowego na jakas kiecke,

w której wygladac bedzie jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach
sztucznych. Ale cena taka, ze za to mozna by wyzywic pol Somalii

przez kwartal.

Ja sie wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyslila, ze mezczyzna
wyglada dobrze, gdy wdzieje na siebie marynare, co pije pod pachami. Pod
szyja zawiaze sobie kolorowy postronek.

I tak mam przewage, bo prysne sobie na dziób jakas wode kolonska i jazda. A
malzonka kladzie sobie tapety tyle, ze palec w to wchodzi do pierwszego
stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed konserwacja. I zajmuje
ze trzy godziny. £azienka, oczywiscie,
zajeta i wszyscy pozostali domownicy musza sikac do zlewu. Wiadomo: mamusia
szykuje sie na Sylwestra.

U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia sie cos nowego, na czym
mozna by oko zawiesic. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaz Witus ma
duza chalupe, to ryzyko za duze. Zreszta kazda kobitka jeszcze przed pólnoca
doprowadza sie do stanu, w którym wyglada jak .......


W tym dniu trzeba byc radosnym jak mlody pies, szczerzyc zeby w usmiechu i
ruszac w tany, nawet jesli nie mam o tym pojecia. Zreszta nikt nie ma, za to
wszyscy miotaja sie w konwulsjach i po krótkim czasie cuchna, jak gdyby nie
myli sie z tydzien.

Z facetami jest prostsza sprawa, bo juz kolo jedenastej sa pijani w sztok i
belkocza.

O pólnocy trzeba obcalowac wszystkie te oslinione i cuchnace wóda geby,
obludnie zyczac wszystkiego najlepszego, chociaz jedyne, o czym wtedy mysle,
to zeby ich szlag trafil czym predzej.

Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaze kobitek
(najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy wlascicielka walnie twarza w salatke),
spiacy pokotem faceci i jacys zarzygani klienci w kiblu. Norma.

Ja, oczywiscie, nawale sie juz przed pólnoca, zeby uniknac koniecznosci
potancówek i dialogów z wlasna zona, bo co jej mozna nowego powiedziec po 15
latach malzenstwa?

Trzeba tylko doczekac do rana, kiedy rusza pierwsze autobusy, bo zamówienie
taksówki graniczy z cudem. Pijany i smierdzacy autobus dowiezie nas jakos do
domu.

Mozna spac.


Przezylem.
________________________________________________________________




Obserwuj wątek
    • tees1 te klimaty ... 20.12.04, 09:54
      U cioci na imieninach

      U sąsiadów na czwartaku rojno, gwarno,
      Jak na sylwestra ruch.
      Radio i patefon gra na zmianę
      Tango nasze tango ukochane.

      No i wszystkie kuchty do nich się garną,
      Wytężają słuch
      Śpiewa gość, gdy sobie popije,
      Melodię za dwóch

      U cioci na imieninach
      Są goście i jest rodzina,
      Więc program się rozpoczyna
      Do śmiechu i do łez.

      Wuj Michał jest za magika
      Szwagierka koziołki fika
      Brat szefa odstawia byka,
      A zięć torreadorem jest.

      Gość jeden na grzebieniu gra operę,
      Drugi niby z radia jest spikerem,
      Mańka-ma dziewczyna-gwiazdę robi z kina,
      Felek wróży z rąk i nóg.

      U cioci na imieninach
      Jest flaszka, dwie butle wina,
      Śledź, pączki i wieprzowina,
      Są goście i morowo jest
    • eliot Re: Swieta... 20.12.04, 11:37
      Gość portalu: Mosze napisał(a):
      >
      > Ludzie! Kto to, cholera, wymyslil ?!
      >
      Mosze!!!!!!!!! Ty się pytasz kto to wszystko wymyślił???????????????????
      wink)))))))))))))))))))))))))))
    • Gość: Mosze Re: Swieta... IP: 5.6R1D8DEBUG* / *.cust.bezeqint.net 20.12.04, 23:11
      Zatem zaczynam od cudownego polsko-zydowskiego zjawiska, jakim był Stanisław
      Jerzy Lec, potem zaś Norwid i Gałczyński...

      Wszystkiego dobrego na Święta i cały Nowy Rok
      STANISŁAW JERZY LEC -

      "SZOPKA"



      Uległem kolędzie

      Prawdzie? Legendzie?

      Obaj jesteśmy z Beth Lechem,

      czy to nie grzechem,

      że słowa kolędy

      nie z żółtej, piaszczystej grzędy?

      Mnie na odległość ręki

      a świat do twojej stajenki.

      Radośnie śpiewają chłopcy.

      Żywy byłbyś im obcy.







      Cyprian Kamil Norwid
      "Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
      Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
      Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
      Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".



      Konstanty Ildefons Gałczyński

      POWRÓT

      A podobno jest gdzieś ulica

      (lecz jak tam dojść? Którędy?)

      Ulica zdradzonego dzieciństwa,

      Ulica Wielkiej Kolędy

      Na ulicy tej, taki znajomy,

      W kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie

      Stoi dom, jak inne domy,

      Dom, w którym żeś się urodził.

      Ten sam stróż stoi przy bramie

      Przed bramą ten sam kamień.

      Pyta stróż:-Gdzie Pan był tyle lat?

      - Wędrowałem przez głupi świat.

      Więc na górę, szybko po schodach.

      Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.

      Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.

      I dziadkowie. Wszyscy ci sami.

      I brat, co miał okarynę

      Potem umarł na szkarlatynę.

      Właśnie ojciec kiwa na matkę,

      Że już wzeszła Gwiazdka na niebie,

      Że czas się dzielić opłatkiem,

      Więc wszyscy podchodzą do siebie

      I serca drżą uroczyście

      Jak na drzewach przy liściach liście.

      Jest cicho. Choinka płonie.

      Na szczycie cherubin fruwa.

      Na oknach pelargonie

      Blask świeczek złotem zasnuwa,

      A z kąta, z ust brata płynie

      Kolęda na okarynie:

      LULAJŻE, JEZUNIU,

      MOJA PEREŁKO,

      LULAJŻE, JEZUNIU,

      ME PIEŚCIDEŁKO.




Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka