Dodaj do ulubionych

Czy ziemia jest przeludniona?

IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.05, 09:49
Kilka opinii z internetu:
www.zb.eco.pl/bzb/3/przeludn.htm
www.t17.ds.pwr.wroc.pl/~pga/psubraty/10/przeludn.html
www.radio.com.pl/jedynka/news.asp?iID=4157
info.onet.pl/1,15,10,7808847,23333698,755385,0,forum.html

O przeludnieniu dużo mówiono w czasach eksplozji demograficznej 30-40 lat
temu. Opinia ta przetrwała do dzisiaj i na jej bazie budowane są wręcz całe
programy społeczno polityczne, takie jak kontrola urodzeń, pomoc dla biednych
krajów, walka z głodem, programy ekologiczne również odwołują się do tej
opinii. Moim zdaniem przeludnienie to jeden z największych mitów
współczesności.

Pozdr / Jacek
Obserwuj wątek
    • indris A nie jest ? 13.01.05, 10:10
      Jeżeli nie, to niedługo może być. O postępie geometrycznym można sie dowiedzieć
      już w liceach.
      Nowością jest tylko to, że w niektórych krajach występuje ujemny przyrost
      naturalny. Ale czy "wyścig demograficzny" byłby rozwiązaniem ? Z Chinami czy
      Indiami i tak się takiego wyścigu nie wygra.
      • Gość: siedem przeludnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 10:16
        to kolejny skuteczny test na czerwonkę

        metoda:
        "o tak! na swiecie jest z byt duzo ludzi"* - komunopozytywny
        "jest tyle ludzi ile ma byc" - komunonegatywny

        5040

        *-w zaleznosci od radykalnosci pogladow na ograniczanie ludnosci zmienia sie
        tez odcien czerwonego paska testowego. od rozowych filutów rozdajacych gumki
        12latkom po Pana Pol Pota, ktory bezposrednio zwalczal chorobe mordujac 25%
        wlasnego narodu.
      • Gość: jacek#jw A nie jest! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.05, 12:04
        Postęp geometryczny to zasada matematyki, nie demografii czy rozwoju
        społecznego. Chiny i Indie zmieniają się, czy coś wskazuje na to, że są to
        kraje przeludnione?

        Pozdr / Jacek
    • tomek.giebultowicz Jest czy nie jest, to sie prędzej czy później 13.01.05, 11:02
      pokaże. Ale jeśli się okaże, że tak, to nie ma sie co przejmować. Nasz rodak
      Stanisław Ulam wraz z Węgrem Edvardem Tellerem wymyślili bardzo dobry środek,
      który sie w razie czego zastosuje, i będzie po problemie. Uczeni radzieccy też
      nad tym pracowali i opracowali bardzo podobne rozwiązania do amerykańskich. Dwa
      znane nazwiska w tym wypadku to Sacharov i Chałatnikov. Ten ostatni z
      Drohobycza, wiec poniekąd też rodak.

      Może problem przeludnienia nie istnieje jeszcze globalnie, ale lokalnie
      występował od dawna. Własnie w "Newsweeku" (amerykańskie wydanie, 17 stycznia,
      str. 12) przeczytałem zapowiedź ksiązki pt. "Collapse". Ucieszyłem się, myśłac,
      że to o naszym forumowym przyjacielu, którego jeden z "klonów" to był właśnie
      "Kolaps", chyba wszyscy pamiętaja. Ale nie, ta ksiązka jest o kolapsie
      społeczności i państw. Przeludnienie i zwiazane z nim ogołocenie środowiska z
      zasobów niezbędnych do podtrzymania miejscowej mikro-cywilizacji w oczywisty
      sposób doprowadzilo do kataklizmu na Wyspie Wielkanocnej, która w szczytowym
      momencie rozkwity kultury ok. 1100 roku liczyła sobie ok. 10 000 mieszkańców.
      Kiedy biali ludzie tam dotarli w XVII w., zastali już tylko ok. setki
      wynędzniałych tubylców.

      Przykład Wyspy Wielkanocnej - przez wielu uważanej za "mikro-model" całej naszej
      planety - napawa raczej optymizmem, bo pokazuje jak na dłoni, że problem sam sie
      rozwiązuje. Polinezyjczycy dotarli na Wyspę ok. roku 800 w liczbie ok. 500. To
      była rozsądna liczba. Niepotrzebnie sie jednak rozmnozyli aż dwudziestokrotnie.
      Na to już na Wyspie nie było zasobów. Wywędrować nie mieli już gdzie. Jako
      swietni żeglarze, poradzili by sobie, gdyby mieli łodzie - niestety, ogołocili
      wyspe do cna z każdej drzewiny i juz nie było z czego zbudowac chocby jednej
      łodzi. Nawet ryb już nie mogli łowić - przez pierwszych 300 lat zajmowali się
      intensywnie rybołówstwem, robili piekne haczyki z obsydianu (obsydian, szkło
      wulkaniczne, wystepuje w dużej ilosci w Oregonie i ja wiem, jaki to twardy
      materiał, więc jak zobaczyłem na zdjęciach te ich haczyki, to mnie aż zatchło z
      wrazenia - nawet uszko z dziurka potrafili zrobić! Nie mając absolutnie zadnych
      metalowych narzedzi!). Po czym rybołóstwo nagle zanikło. Nie mieli po prostu
      czym wypływac na połów. Wszystkoto wiadomo, bo oni mieli tam niezwykle bogata
      "kulturę grzebalną" i wyposażali nieboszczyków we wszytko, czego uzywali w
      ziemskim życiu. A klimat sprzyjał temu, ze te groby świetnie się zachowały.

      No i problem przeludnienia sam sie tam bardzo pomyślnie rozwiazał - liczba
      ludnosci zaczeła spadac w podobnym tempie, jak poprzednio rosła. No i spadła w
      końcu do ok. setki, co było całkiem rozsądna liczbą. Z tym, że wtedy juz zaczęly
      się problemy ze schorzeniami genetycznymi, bo w takiej populacji nieuchronnie
      wszyscy sę bliskimi krewnymi. Dlatego więc, jak białi tam dotarli, to zastali
      niezbyt zdrowo wyglądajacych tubylców.

      O Wyspie Wielkanocnej jest w tej nowej ksiązce, ale to , co napisałem , wiem z
      innych źródeł - samej książki jeszcze nie miałem w ręku. Z recenzji wiem też, że
      autor bardzo zajmuje sie też szczegółowo przykładem Rwandy. Tam też wystąpiło
      lokalne przeludnienie, ale 10 lat temu, jak pamiętamy, problem sie "sam"
      rozwiązał w ciagu paru zaledwie tygodni.

      Podsumowujac - zgadzam sie z Jaciem, że problem jest głownie wydumany - podane
      przeze mnie przykłady pokazują, że przeludnienie samo się pomyślnie rozwiązuje.
      Mozna wiec spokojnie pozostać optymistą.

      Jest jeszcze kwestia gustu. Ja osobiście nie lubie życ w otoczeniu zbyt wielkiej
      liczby ludzi. Przez pierwsze bez mała 50 lat życia mieszkałem w środowisku
      wielkomiejskim - po kolei w stolicach trzech państw. No i w końcu wyniosłem się
      na wiochę i bardzo sobie chwale. Oregon ma powierzchnie prawie równa Polsce (coś
      85%, o ile dobrze pamiętam) a ludnosci sobie liczy 3,3 miliona. Czyli
      zagęszczenie jest ok. 1/10 tego w Polsce. I powiem Wam
      • Gość: jacek#jw Re: Jest czy nie jest, to sie prędzej czy później IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.05, 12:13
        tomek.giebultowicz napisał:

        > Tylko po cholerę? Po co komu dzikie tłumy w ślicznych zakątkach
        krajobrazowych,
        > których tu jest pełno?

        Trudno jest mi przyczepić się do Ciebie bez wysiłku, który możnaby opisać złą
        wolą smile. Lubię takie zakątki. Ludzie uciekają do miast i wielkich skupisk i
        marzą o tym, by mieszkać z dala od ich zgiełku. Wyspy Wielkanocne to dobry
        przykład. Ze współczesnych krajów Holandia, to miejsce gdzie zagęszczenie jest
        jedne z największych na świecie, wpływ człowieka na środowisko niebagatelny a
        liczba mieszkańców, choć jest w miarę stabilna, rośnie. Kraj ten jest
        eksporterem żywności i poradził by sobie pewnie i z potrojeniem swojej liczby
        mieszkańców w odpowiedniej perspektywie czasu.

        Pozdr / Jacek
        • tomek.giebultowicz Re: Jest czy nie jest, to sie prędzej czy później 13.01.05, 12:43
          Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

          Ze współczesnych krajów Holandia, to miejsce gdzie zagęszczenie jest
          > jedne z największych na świecie, wpływ człowieka na środowisko niebagatelny a
          > liczba mieszkańców, choć jest w miarę stabilna, rośnie. Kraj ten jest
          > eksporterem żywności i poradził by sobie pewnie i z potrojeniem swojej liczby
          > mieszkańców w odpowiedniej perspektywie czasu.
          >
          > Pozdr / Jacek

          No tak, ale przykład Holandii pokazuje, jaką cenę trzeba zapłacić za duża liczbę
          ludnosci: w tym kraju już praktycznie nie pozostał żaden "habitat" dla dzikich
          zwierząt. Dla mnie to własnie jest istotna kwestią: czy chcemy zapłacic taką
          cenę, czy nie. W moim przekonaniu, nie uda się nadal powiększac ludności planety
          bez dalszego uszczuplania obszarów, na których pozostało jeszcze dzikie życie.
          Można niby pomylec o tym, by od teraz juz tylko "budować wzwyż", ale czy ludzie
          tak znowu chętni są mieszkac w coraz to wyższych domach? Praktyka pokazuje, ze
          każdy najchętniej mieszka w domku z ogródkiem. Zatem dalsze powiekszanie
          ludnosci planety nie może odyc sie bez uszczuplenia pozostającego jeszcze w
          stanie w miarę naturalnym "habitatów" zwierzęcych. Jak powiemy sobie "A pies tam
          ze zwierzakami tańcował, po jaka cholere sa nam potrzebne?" to możemy dalej sie
          rozprzestrzeniać.

          Co do samej Europy, to tak kwestia jest nieistotna, bo juz ze zwierzęcego
          habitatu praktycznie nic nie zostało. Ale np. w takiej Kanadzie czy w zachodniej
          częsci USA to pytanie wciąż istotne pozostaje.
          • Gość: jacek#jw Re: Jest czy nie jest, to sie prędzej czy później IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.05, 14:22
            Ale jest to kwestia wyborów i tych osobistych i zbiorowych. I nauki rozumianej
            jako uczenie się wszystkich ludzi a nie dziedziny działalności. Wracając do
            Wysp Wielkanocnych to przy sprzyjających okolicznościach, przypadku czy
            jekiegoś zdarzenia kultura tam powstała mogłaby przetrwać do dziś pod jednym
            warunkiem. Ludzie musieliby się nauczyć wyciągać wnioski z doświadczeń, które
            umożliwiłyby im zapobiegnięcie katastrofy. I z tymi zwierzętami jest podobnie,
            uczymy się, że są one bezcennym składnikiem naszej rzeczywistości, jednak
            przegrywają one w wielu przypadkach na linii one-ludzie chociażby w sytuacji
            jak wspomniana tu tęskonota za dzikością.

            Pozdr / Jacek
            • tomek.giebultowicz Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest jedna 13.01.05, 22:31
              To nie archipelag, a pojedyncza wyspa. Niektorzy mowia na nia: "the most
              desolated place on the planet's face". Fakt, do najblizszego zamieszkalego ladu
              jest cos 1800 mil morskich, o ile pamietam.

              Tutaj jest dobry link do portalu, ktory podaje z kolei mase linkow do innych
              portali majacych cos wspolnego z Wyspa Wielkanocna.

              www.netaxs.com/~trance/rapanui.html
              • Gość: jacek#jw Re: Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.05, 08:41
                Oczywiście. Przepraszam za nieścisłość. Nie zmienia to faktu, że to jedno z
                najciekawszych miejsc na świecie, na dodatek z szansą pozostania miejscem poza
                cywilizacją współczesną.

                Pozdr / Jacek
                • tomek.giebultowicz Re: Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest 14.01.05, 10:19
                  Thor Heyerdahl, ten Norweg od Kon-Tiki, w latach pięćdziesiątych udał się na
                  ekspedycję badawczą na Wyspę Wielkanocną i opisał ją później w książce
                  "Aku-Aku". Gdyby Ci kiedyś wpadło w ręce polskie wydanie tej ksiązki, to
                  przeglądnij stronę tytułową - będziesz wiedział, skąd pochodzi moje szczególne
                  zainteresowanie tym drobnym punkcikiem na mapie świata.
                  • Gość: jacek#jw Re: Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.05, 11:12
                    Bez przesady Tomku, nie jestem aż takim mistrzem skojarzeń smile. Heyerdahla
                    pamiętam również z jego prób udowodnienia mistrzostwa żeglarskiego starożytnych
                    Egipcjan poprzez wyprawy na Ra i Ra II. O tym wszystkim czytałem zbyt dawno,
                    nie mniej postaram sobie odświeżyć pamięć. W ogóle kiedyś tam chciałem zostać
                    norweskim podróżnikiem smile ale bardziej fascynował mnie akurat Amundsen.

                    Pozdr / Jacek

                    PS
                    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34157,861241.html
                    • tomek.giebultowicz Re: Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest 14.01.05, 23:05
                      Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                      > Bez przesady Tomku, nie jestem aż takim mistrzem skojarzeń smile.

                      No, jesli przypadkiem natkniesz sie gdzies na egzemplarz Aku-Aku (np. zauwazysz
                      w ksiegarni, u znajomych na polce, ltp.) to zajrzyj na te strony, gdzie jest
                      wydawca, tytul oryginalu itp. informacje i zaraz zrozumiesz powod mojego
                      zainteresowania. Zadne skojarzenia nie beda potrzebne, bo to bedzie rzecz
                      oczywista.


                      Heyerdahla
                      > pamiętam również z jego prób udowodnienia mistrzostwa żeglarskiego starożytnych
                      >
                      > Egipcjan poprzez wyprawy na Ra i Ra II.

                      No, jego podejscie bylo troche nienaukowe, ale za to mozna je nazwac
                      "romantycznym", a my, Polacy, rozmilowani w romantyzmie przeciez jestesmy.
                      Dlatego m. in. ksiazki Heyerdahla mialy u nas duze powodzenie. Jednak jego
                      teorie, kiedy mozna juz bylo je zweryfikowac przy pomocy badan DNA, okazaly sie
                      co do jednej falszywe. Ale ilez w nich bylo wdzieku!!!!

                      O tym wszystkim czytałem zbyt dawno,
                      > nie mniej postaram sobie odświeżyć pamięć. W ogóle kiedyś tam chciałem zostać
                      > norweskim podróżnikiem smile ale bardziej fascynował mnie akurat Amundsen.
                      >
                      Tak, Amudsen, to wielka postac - podobnie jak Nansen, ktory byl w pewnym sensie
                      jego "guru". W Oslo jest muzeum Nansena, w ktorym jest idealnie zachowany jego
                      statek "Fram" (co oznacza po norwesku "naprzod!"). Jakbys byl w Oslo, to warto
                      obejrzec. Rowniez tratwe Kon-Tiki mozna zobaczyc - nie pamietam, czy to
                      oryginal, czy tylko wierna kopia. No i sa ladzie wikingow z wykopalisk.
                      Wszystko w jednym kompleksie, o ile pomne. Jednak juz bardzo dawno tam bylem, w
                      roku 1977, wiec nie recze za scislosc tej ostatnioej informacji.



                      > serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34157,861241.html
                      • Gość: jacek#jw Re: Jacku, dla scislosci: Wyspa Wielkanocna jest IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 20:44
                        Fram połączył obu panów, którzy tak bardzo chcieli dotrzeć do bieguna. Jak na
                        statek miał on arcyciekawą konstrucję przypominającą balię, co umożliwiło mu
                        pływanie po morzach południa i północy. Był chyba jedynym statkiem, który w
                        tamtych czasach brał udział w wyprawach zdobywczych obu biegunów. Chciałbym go
                        zobaczyć i być może uda mi się, gdyż w planach mam wyprawę do Norwegii. Co
                        prawda bardziej na północ ale do Oslo i tak pewnie zajrzę. Gorzej z tym
                        Wyoming smile.

                        Pozdr / Jacek
      • dokowski To świetny przykład i dobre kryterium dla świata 14.01.05, 20:35
        tomek.giebultowicz napisał:

        > Jako swietni żeglarze, poradzili by sobie, gdyby mieli łodzie - niestety,
        > ogołocili wyspe do cna z każdej drzewiny i juz nie było z czego
        > zbudowac chocby jednej łodzi.

        To jest przykład jednego z wielu dobrych kryteriów oceny tego, czy mamy
        przeludnienie. To zdolność ludzkości do życia w równowadze z lasami. W pewnym
        momencie pojawił się problem, tak jak na Wyspie Wielkanocnej. Ludzie odkryki,
        że mamy za mało lasów. Od tej chwili rządy krajów cywilizowanych dbają o to,
        żeby powierzchnia lasów nie malała, a w wielu krajach zaczęła nawet rosnąć.
        Jednak w skali globalnej powierzchnia lasów na Ziemi wciąż maleje pomimo
        zgodnej oceny rządów całego świata i ONZ, że lasów na Ziemi jest za mało.
        Oznacza to, że ludzkość nie potrafi chronić lasów, mimo że chce to robić.
        Oznacza to, że choć są miejsca, gdzie nie ma przeludnienia, to globalnie Ziemia
        jest przeludniona.

        Takich kryteriów jest oczywiście wiele. Weźmy np. wysypiska śmieci. Jeżeli
        ludzie są w stanie wywozić śmieci na tereny będące tzw. nieużytkami, to znaczy,
        że nie ma przeludnienia. Jeśli zaczyna brakować nieużytków, na których można
        zrobić nowe wysypiska śmieci, to mamy do czynienia z przeludnieniem.
        Przeludnienie jest wtedy, gdy śmieci produkowane przez jednych wkraczają na
        teren użytkowany przez sąsiadów lub przeszkadzają im w inny bezpośredni sposób,
        np. zatruwają wodę.

        Ale np. tłok, czy ogólniej, gęstość zaludnienia, nie jest dobrym kryterium.
        Gdyby np. nagle cała ludzkość przeszła na wegetarianizm, to natychmiast
        zniknąłby problem przeludnienia, lasy przestałyby być wycinane a problem
        wysypisk śmieci zniknąłby jak ręką odjął. Można by podwoić zaludnienie Ziemi
        przez wegetarian, a nadal nie mielibyśmy przeludnienia.

        Takie „gdyby” może być źródłem nieporozumień w kwestii definicji przeludnienia.
        Weźmy np. ilość dzieci, które umierają w Afryce z głodu i chorób, co jest
        efektem przeludnienia. Można jednak powiedzieć, że gdyby zachód dzielił się z
        Afryką technologią, żywnością i lekami, to Afrykanie żyliby sobie na poziomie
        europejskim i wcale nie byłoby przeludnienia. Ale, po pierwsze, powyższe zdania
        wcale nie musi być trafne, a po drugie, nawet jeśli by tak mogło być, to nie
        znaczy wcale, że teraz nie ma tam przeludnienia. Ono tam jest, to fakt.

        • Gość: jacek#jw Re: To świetny przykład i dobre kryterium dla świ IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 21:14
          dokowski napisał:

          > Weźmy np. ilość dzieci, które umierają w Afryce z głodu i chorób, co jest
          > efektem przeludnienia. Można jednak powiedzieć, że gdyby zachód dzielił się z
          > Afryką technologią, żywnością i lekami, to Afrykanie żyliby sobie na poziomie
          > europejskim i wcale nie byłoby przeludnienia. Ale, po pierwsze, powyższe
          zdania
          >
          > wcale nie musi być trafne, a po drugie, nawet jeśli by tak mogło być, to nie
          > znaczy wcale, że teraz nie ma tam przeludnienia. Ono tam jest, to fakt.

          W czasach wielkiego głodu w latach 1932-33 na Ukrainie zginęło około 6 milionów
          ludzi. Twoje twierdzenie, że w Afryce ludzie giną z głodu, który spowodowany
          jest przeludnieniem jest równie uzasadnione co podobne twierdzenie w stosunku
          do Ukrainy.

          Pozdr / Jacek
          • dokowski Gdy się rozumie przyczyny, to wszystko jest jasne 15.01.05, 22:29
            Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

            > W czasach wielkiego głodu w latach 1932-33 na Ukrainie zginęło
            > około 6 milionów ludzi

            Sołżenicyn w Archipelagu Gułag bardzo dokładnie to wyjaśnił. To nie był efekt
            przeludnienia ale celowej polityki Stalina, który chciał wymordować cały naród
            ukraiński.
            • Gość: siedem i nie 6 tylko 10 /nt IP: *.idea.pl 15.01.05, 22:46
              5040
            • Gość: jacek#jw Gdy się rozumie przyczyny, to wszystko jest jasne, IP: *.toya.net.pl 16.01.05, 16:36
              więc zrozum przyczyny upadku kultury na Rapa Nui i głodu w Afryce.

              Pozdr / Jacek
            • Gość: jacek#jw Gdy się rozumie przyczyny, to wszystko jest jasne, IP: *.toya.net.pl 16.01.05, 16:36
              więc zrozum przyczyny upadku kultury na Rapa Nui i głodu w Afryce.

              Pozdr / Jacek
    • Gość: Astra Re: Czy ziemia jest przeludniona? IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 14.01.05, 21:39
      "Przeludnienie" nie da sie zdefiniowac abstrakcyjnie. Zalezy od srodowiska i
      sposobu organizowania srodowiska, ktore zalezy od cywilizacji. Europa
      stosunkowo dobrze sobie radzi ze srodowiskiem, majac o niebo wyzsza gestosc
      zaludnienia niz np. Rosja. Teraz zrobmy eksperyment. Poczekajmy az wymra
      zachodni Europejczycy i podstawmy ich przez ludzi o innej mentalnosci, dla
      ktorych pustynia jest normalka. Wtedy nawet 10% obecnej populacji moze oznaczac
      przeludnienie. Dlatego jest tyle obaw imigrantow ktorzy nie chca sie asymilowac
      i przyjac europejskich standartow i wartosci, w tym ochrone srodowiska.
      • Gość: jacek#jw Re: Czy ziemia jest przeludniona? IP: *.toya.net.pl 14.01.05, 22:26
        Bez przesady, zachodni Europejczycy nie są jedynymi, którzy radzą sobie ze
        środowiskiem i nie jest też tak, że tylko w Europie gęstość zaludnienia jest
        duża. Zamiast definiować przeludnienie można podać kryteria, według których
        można rozpatrywać sprawę. A one mniej więcej zostały już podane. Może to być:

        Zdolność wyżywienia określonej liczby ludności. Inaczej mówiąc, czy z terenu,
        który jest rozpatrywany można wyżywić więcej ludzi niż zamieszkuje ten teren w
        danym momencie.

        Środowisko, które ma zapewniać warunki do życia zgodnego z poziomem
        cywilizacyjnym dla danej populacji. Woda, powietrze, warunki wypoczynku.

        Bogactwa naturalne, które są niezbędne do zapewnienia życia zgodnego ze
        standardami cywilizacyjnymi, czyli ciepła woda, internet, TV, itp.

        Do tego należy uwzględnić możliwość wymiany dóbr, i tyle.

        I dobrym odniesieniem może być wspomniana tu wyspa, gdzie teoretycznie
        osiągnięto punkt krytyczny, który znów według mnie takim punktem nie był.

        Pozdr / Jacek
        • tomek.giebultowicz Re: Czy ziemia jest przeludniona? 14.01.05, 23:09
          Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

          esieniem może być wspomniana tu wyspa, gdzie teoretycznie
          > osiągnięto punkt krytyczny, który znów według mnie takim punktem nie był.
          >

          Mianowicie?
          • Gość: siedem ja w sprawie wypowiedzi astry IP: *.idea.pl 15.01.05, 00:52
            tomek giebultowitz a wlsciwie jego daleki przodek przybyl z pustyni wraz z
            kozami talmudem i takimi tam i jakos nie udalo im sie spustoszyc europy

            5040

            i co ty na to?
          • Gość: jacek#jw Re: Czy ziemia jest przeludniona? IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 14:08
            Punktem krytycznym nie było przeludnienie a zniszczenie sobie środków
            niezbędnych do życia. Porównaj sobie sytuację z przebiegiem zdarzeń w Polsce z
            ostatnich lat PRL. Puste półki, niszczenie gospodarki, bezradność
            organizacyjna, to wszystko w sytuacji braku izolacji doprowadziło w pierwszej
            kolejności do ucieczki z kraju i w drugiej do punktu krytycznego i zmian idei
            zarządzania państwem. Jak wcześniej pisałem, zwykły przypadek mógłby spowodować
            na wyspie równie głęboikie zmiany społeczne i co za tym idzie umożliwić dalszy
            rozwój upadłej kultury. Zatem przeludnie na wyspie było sprawą wtórną.

            Pozdr / Jacek
    • Gość: melania JEST! IP: *.dc.dc.cox.net 15.01.05, 01:36
      problem pogarsza sie dzieki globalizacji, ktora zwieksza konsumpcje.
      • Gość: jacek#jw Re: JEST! IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 14:09
        Uważasz, że bez globalizacji konsumpcja by nie rosła?

        Pozdr / Jacek
    • Gość: czarna_owca Re: Czy ziemia jest przeludniona? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 01:45
      Smutne moje skojarzenie.Może lepiej nie wywoływać WILKA z lasu. Ostatnimi czasy
      troche nas na ziemi ubyło.


      czarna_owca
      • tomek.giebultowicz Ubylo? Mowisz o tsunami? 15.01.05, 02:31
        Gość portalu: czarna_owca napisał(a):

        > Smutne moje skojarzenie.Może lepiej nie wywoływać WILKA z lasu. Ostatnimi czasy
        > troche nas na ziemi ubyło.
        >
        >
        > czarna_owca

        Ubylo nas ok. 150 000. Wiesz, ile ludzkosci zabralo czasu, by "nadrobic" ten
        ubytek? Ok. 18 godzin.

        Rachunek prosty. Miesiecznie przybywa nas, ludzi, 6 milionow. Tzn. dziennie ok.
        200 000. 150 000 to wiec tyle, o ile ludzkosc sie powieksza w ciagu 3/4 doby, 18
        godzin, znaczy.
    • tomek.giebultowicz Kryteria przeludnienia 15.01.05, 02:23
      Ja nie chce okreslac jakie one sa, tylko chcialem tutaj podniesc sprawe, ze w
      bardzo wielkim stopniu zaleza one od tego, kto je ustala.

      Podobnie jak bylo z kryteriami dotyczacymi tzw. "zageszczenia powierzchni
      mieszkaniowej" w PRL-u. Otoz za Gomulki, Wladyslawa zreszta, wynosily one, o ile
      pamietam, 9 m2 na osobe. Nie wliczalo sie powierzchni kuchni, lazienki i chyba
      przedpokoju. Jesli iloraz pozostalych metrow kwadratowych przez liczbe osob
      zameldowanych na stale w danym lokalu wychodzil wiecej, niz 9, to sie placilo
      tzw. "nadmetraz". Mlodym malzenstwom przyslugiwalo dodatkowe 9 m2, bo zakladano,
      ze szybko przybedzie trzeci czlonek rodziny. Powierzchnia mieszkalna podzielona
      przez 9 z kolei dawala M-y, byly M2 czyli dwuosobowe mieszkania, M3 czyli
      trzyosobowe, itd. Za Gierka te norme 9 m2 zwiekszono juz do niwe pamietam ilu,
      11 m2 moze? QW kazdym razie, uwazano, ze do zycia w domu wystarczy owych 11 m2
      na rylo, czyli bardziej elegancko mowiac, na twarz.

      W Polsce mysmy z zona nie mieli wlasnego M, ale Uniwersytet Warszawski mial pule
      do wynajmowania mlodym pracownikom. Obowiazywaly te same normy, co ogolnie. Nam
      wynajeto M2 i jedyny pokoj z tzw. "wneka sypialna" mial na oko najwyzej 20 m2, a
      chyba nawet mniej.

      Kiedy przyjechalismy do Ameryki, to wynajelismy dwuosobowy apartament. Mial na
      oko tak z 80 m2. Mieszkalismy tam dwa lata. Wkroptce po tym, jak urodzila nam
      sie pierwsza corka, odwiedzil nas zarzadzajacy kompleksem mieszkalnym i oznajmil
      nam, ze musimy sie przeniesc do mieszkania o "oczko" wiekszego, bo przepisy nie
      zezwalaja na mieszkanie w trojke w tak malym mieszkaniu.

      Zatem amerykanskie przepisy przewidywaly wtedy "na twarz" 3-4 razy wiecej
      "metrazu", niz polskie.

      To dotyczy powierzchni mieszkalnej. Ale ja mysle, ze z powierzchnia globu jest
      podobnie. Istnieja prawdopodobnie znaczne rozbieznosci dotyczace zageszczenia,
      powyzej ktorego zaczyna sie mowic o "przeludnieniu". Jacek tutaj wyrazil
      poglad, ze Holandia moglaby jeszcze zwiekszyc ludnosc ze trzy razy. Zatem za
      dopuszczalna gestosc uwaza 1500 dusz (czy raczej cial) na km2.

      Powierzchnia naszego globu wynosi 5.1e+08 km2 (profesor Zorro, liceum Reytana -
      do dzis pamietam!), a powierzcnia ladow to 27% calosci.No to bierzemy 27% z
      tych 510 milionow km2, mnozymy przez 1500 i nam wychodzi... ile? 2.07e+11.
      Dwiescie miliardow.

      Inni przypuszczalnie powiedza, "a na jaki ch... nam tyle narodu" i okresla
      granice mniejsze. Ja juz slyszalem, ze 10 razy mniejsza liczba, to absolutne
      maksimum.

      Mnie to osobiscie nie obchodzi, bo za 20, najdalej za 30 lat i tak mnie juz nie
      bedzie na tym swiecie, wiec co sie mam martwic?
      • Gość: jacek#jw Re: Kryteria przeludnienia IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 14:17
        tomek.giebultowicz napisał:

        > To dotyczy powierzchni mieszkalnej. Ale ja mysle, ze z powierzchnia globu jest
        > podobnie. Istnieja prawdopodobnie znaczne rozbieznosci dotyczace
        zageszczenia,
        > powyzej ktorego zaczyna sie mowic o "przeludnieniu". Jacek tutaj wyrazil
        > poglad, ze Holandia moglaby jeszcze zwiekszyc ludnosc ze trzy razy. Zatem za
        > dopuszczalna gestosc uwaza 1500 dusz (czy raczej cial) na km2.
        >
        > Powierzchnia naszego globu wynosi 5.1e+08 km2 (profesor Zorro, liceum
        Reytana -
        > do dzis pamietam!), a powierzcnia ladow to 27% calosci.No to bierzemy 27% z
        > tych 510 milionow km2, mnozymy przez 1500 i nam wychodzi... ile? 2.07e+11.
        > Dwiescie miliardow.

        Uwagę do tego mam taką, że to obliczanie ma charakter statyczny, to znaczy
        dotyczy dnia dzisiejszego. Podczas, gdy liczba ludnośći rośnie wraz z upływem
        czasu a z nim zmieniają się standardy, technologie i możliwości.

        >
        > Inni przypuszczalnie powiedza, "a na jaki ch... nam tyle narodu" i okresla
        > granice mniejsze. Ja juz slyszalem, ze 10 razy mniejsza liczba, to absolutne
        > maksimum.
        >
        > Mnie to osobiscie nie obchodzi, bo za 20, najdalej za 30 lat i tak mnie juz
        nie
        > bedzie na tym swiecie, wiec co sie mam martwic?

        Niby tak, ale los wnuczków pewnie Cie w jakimś stopniu interesuje smile.

        Pozdr / Jacek
        • tomek.giebultowicz Los wnuczków - tak, ale skąd mam wiedzieć, co... 15.01.05, 19:45
          Gość portalu: jacek#jw napisał(a):


          > Niby tak, ale los wnuczków pewnie Cie w jakimś stopniu interesuje smile.
          >
          > Pozdr / Jacek

          ....wnuki będa lubić?

          To jest tak jak z imprezą taneczną. Są takie na których do sali wchodzi tyle
          osób ile fizycznie się może zmieśćić, czyli kilka osób na m2, i sa osoby, które
          kochają takie imprezy i jak tylko moga, to idą do takiej tancbudy. A inni znów
          nie znosżą tego rodzaju imprez, bo nie kochają przebywania w tłumie. Ja należę
          własnie do tych ostatnich. Nie przepadam za zatłoczonymi imprezami, stronię od
          plaż morskich z gęstym upakowaniem ciał, i tak dalej. Ale znam ludzi, którzy
          mają gusta wręcz odwrotne i kochają bycie w dużej zbiorowości. Dla pierwszej
          żony mojego najbliższego przyjaciela z liceum (teraz ma trzecią) jedyny do
          pomyślenia sposób spędzania wakacji to było własnie wylegiwanie sie na takiej
          plaży, a wieczorem potańczyć ocierajac sie o innych w dyskotece. Gór i lasu ona
          dosłownie nie znosiła. Ja raz popełniłem błąd i wyciągnąłem "kuma" (z tym
          przyjacielem od czasów szkolnych mówiliśmy ssobbie per "kumie", "kumotrze" i tak
          już do dzis zostałao) wraz z kumową w Tatry i to były jedne z najgorzych wakacji
          w moim życiu. Potem już tego błedu nie powtarzaliśmy, kumowa brała kuma do
          Sopotu czy innej Yastarni, a ja z moja starą (no, wtedy jeszcze nie taka
          starą...) zasuwaliśmy na Mazury, pożyczaliśmy jakąś "Omegę" lub "Ramblera" w
          Rucianem czy innym Węgorzewie, po czym staraliśmy się znaleźć sobie maksymalnie
          odosobnione miejsce.

          Zatem, choć ja osobiscie za ciżbą nie przepadam, to jednak zdaję sobie sprawę,
          że inni mogą lubić tlum wokół siebie w każdej sytuacji. No i cholera wie, co te
          wnuki będą lubić? A nuż bedą własnie czuły się dobrze w stadzie.

          Zatem ja juz wybór pozostawiam wnukom.

          Pozdrawiam, Tomek

          PS. Jeśli wnuki bedą lubic tłum, to mogą zawsze osiedlić sie w jakimś wysoko
          zageszczonym miejscu. A jesli odwrotnie, to chyba jeszcze dośc długo pozostanie
          atrakcyjnym miejscem stan Wyoming, z oszałamiajaco pięknymi górami, powierzchnia
          ćwierć miliona km2 i ludnością ok. pół miliona, co daje 2 mieszkańców na km2.
          Można tam zamieszkać np. w miasteczku Jackson Hole, gdzie sie ma wszelkie
          zdobycze współczesnej cywilizacji. A zaraz obok ma sie góry Grand Tetons, tak
          niesamowicie spektakularne, że dech zapiera. Wyoming pewnie jeszcze długo nie
          osiągnie zaludnienia na pozomie wielu milionów.
          • Gość: jacek#jw Re: Los wnuczków - tak, ale skąd mam wiedzieć, co IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 20:56
            Wiem jak to jest smile. Dzieciom trudno dogodzić a co dopiero wnuczkom. Niedawno
            uczestniczyłem, raczej jako kibic, w poszukiwaniu miejsca pod budowę domku.
            Wymagania niezbyt wygórowane, z dala od zgiełku, dość tanio, dostęp do mediów,
            okolice miasta. Było bardzo trudno znaleźć takie miejsce a kto wie jak ono
            będzie wyglądało za kilkadziesiąt lat. Mimo wszystko dobrze by było, żeby
            możliwości wyboru miejsca osiedlenia się były jak największe i to zarówno w
            mieście jak i poza nim. Niemal cała moja rodzina, ta od strony wiejskiej
            przeprowadziła się do miast, co nie wyklucza możliwości powrotu do natury w
            którymś pokoleniu smile.

            Pozdr / Jacek
            • tomek.giebultowicz Bardzo namawiam na Jackson Hole, Wyoming. 15.01.05, 21:17
              Że to atrakcyjne miejsce, najlepszy dowód, wiele znanych osób sie tam
              przeprowadza. Ostatniego lata pokupowali tam domy i Harrison Ford (bardziej
              znany jako "Indiana Jones") i Dick Cheney (to sąsiedztwo może akurat
              odstraszać...). Zaraz obok jest ośrodek narciarski o największej w USA róznicy
              wzniesień pomiędzy górna a dolną stacją. A kawałeczek tylko dalej góry Grand
              Tetons. Zaraz podrzuce Ci jakies ładne zdjęcie, bo byłem tam ostatniego lata.
              • Gość: jacek#jw Re: Bardzo namawiam na Jackson Hole, Wyoming. IP: *.toya.net.pl 15.01.05, 21:31
                Tomek, ale ja w Polsce miejsca do zamieszkania szukałem smile). Zdjęcia Chętnie
                obejrzę smile)). A Dick zdaje się Biski Wschód bombardował a nie swoje okolice.

                Pozdr / Jacek
                • tomek.giebultowicz Re: Bardzo namawiam na Jackson Hole, Wyoming. 15.01.05, 22:37
                  Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                  > Tomek, ale ja w Polsce miejsca do zamieszkania szukałem smile).

                  No, decyzyjkę zawsze można zmienić, jak mawiał min. Pilchen w "Karierze Nikodema
                  Dyzmy".

                  Zdjęcia Chętnie
                  > obejrzę smile)).

                  Juz są, poszukaj niżej.

                  A Dick zdaje się Biski Wschód bombardował a nie swoje okolice.
                  >

                  No więc Jackson Hole będzie bezpieczne. Aczkolwiek sąsiedztwo takiego typa
                  zawsze mierzi. Ford to niby rekompensuje, bo ja go uwielbiam... On ma zreszta
                  inny dom ok. 30 km. od nas, bo on ponoc uwielbia wedkarstwo, a Oregon jest rajem
                  wędkarskim (ja sam w zyciu nie miałem wędki w reku, wiec tylko powtarzam, co
                  inni mówią).
      • Gość: siedem Re: Kryteria przeludnienia IP: *.idea.pl 15.01.05, 15:35
        > Mnie to osobiscie nie obchodzi, bo za 20, najdalej za 30 lat i tak mnie juz
        nie
        > bedzie na tym swiecie, wiec co sie mam martwic?

        ale studentka kasia bedzie i bedzie wciaz slawic twe wielkie imie

        5040
    • tomek.giebultowicz Jacku - zdjęcia z okolicy Jackson Hole: 15.01.05, 22:09
      Z Jackson Hole jedzie sie 20 minut na pólnoc i ma się takie oto widoki:

      www.oregonstatephysics.net/Grand_Tetons/teton1.jpg
      www.oregonstatephysics.net/Grand_Tetons/teton2.jpg
      Odległosc w linii prostej do szczytu na zdjędciu jest ok. 25 km. Ta "sciana gór"
      wyrasta dosłownie z płaskiej doliny. Poziom gruntu w dolinie jest minimalnie
      poniżej 2000 m npm, a ten najwyższy szczyt na zdjęciu ma trochę ponad 4000 m.
      Sa to bardzo młode góry, powstały przed ok. 7 milionami lat (dla porównania,
      Tatry są o. 10 razy starsze).

      Rzeka na zdjęciu nazywa się Snake River. W dalszym biegu przerzyna się przez
      góry na granicy stanów Idaho i Oregon, tworząc Hells Canyon, głębszy jeszcze o
      kilkaset metrów od Grand Canyon. Ale do Hells Canyon nie mozna podjechac autem,
      jak do Grand Canyon - trzeba na piechotke z plecakiem, ewentualnie konno (mozna
      też spływac rzeką i wtedy oglądac z dołu), więc jest mniej znany, niz Grand
      Canyon.

      Nie wiem, czy na trzecim dobrze będzie widać - skleiłem panoramę przy pomocy
      Photoshopa z czterech zdjeć, więc wyszedł ogromny plik:

      www.oregonstatephysics.net/Grand_Tetons/panorama1.JPG
      • Gość: Krzys52 To trafiles do dziury Jacksona? :)) IP: *.proxy.aol.com 15.01.05, 22:54
        Ale do Hells Canyon nie mozna podjechac autem,jak do Grand Canyon - trzeba na
        piechotke z plecakiem, ewentualnie konno (mozna też spływac rzeką i wtedy
        oglądac z dołu), więc jest mniej znany, niz Grand Canyon.
        .
        ;;
        Mozna, mozna surprised))
        Droga jest dosc waska i wije sie serpentynami, oddalajacymi sie a to
        zblizajacymi do rzeki. Mozna zjechac na sama zapore przy granicy Idaho z
        Oregon, a kilka mil ponizej zalapac sie na wycieczke lodzia motorowa.
        Dosc trudno jest lowic tam ryby bo nurt rwacy jak cholera i kilka razy zerwie
        zylke, albo pysk rybie, zanim wymiarkujesz jak ustawic kolowrotek. Kilogramowy
        teczowy pstrag ciagnie tak jakby z dziesiec kilo wazyl.

        Te serpentyny wzdluz rzeki sa bardzo wyczerpujace.

      • Gość: czarna_owca ale piękne te góry!!! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.05, 22:56


        • tomek.giebultowicz Fakt,tak piękne, że jest tam park narodowy. 15.01.05, 23:48
          Jest to zaraz po sąsiedzku z Parkiem Yellowstone, ktory jest tak sławny, że
          wszystko inne przyćmiewa i przez to o Grand Tetonach mało kto wie. W Yellowstone
          jest mnóstwo atrakcji, jak gejzery, gorace źródla, etc., ale widokowo jednak
          Grand Tetons są najwspanialsze w tym rejonie geograficznym.
          • Gość: czarna_owca Re: Fakt,tak piękne, że jest tam park narodowy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 00:15
            właśnie prześlęczałam ok 30 min nad mapą (dosyć szczegółową), żeby te góry
            zlokalizować. Nie powiem, że nie miałam problemów. A panorama WSPAAANIAŁA. Brak
            mi tylko misia Yoggi (skoro park w pobliżu). A tak poważnie, to przyznaję się,
            że zdjęcia skopiowałam smile)).

            pozdrawiam i podziękuję, bo dla mnie to po prostu uczta duchowa. Juz nic więcej
            nie napiszę, bo zaraz zacznę opisywać i podziwiac każdą zawieszoną rynnę
            polodowcową, źleby i stożki piargowe smile)) Piekne !!!!!

            czarna _owca
            • tomek.giebultowicz Re: Fakt,tak piękne, że jest tam park narodowy. 16.01.05, 00:47
              Gość portalu: czarna_owca napisał(a):

              > właśnie prześlęczałam ok 30 min nad mapą (dosyć szczegółową), żeby te góry
              > zlokalizować. Nie powiem, że nie miałam problemów. A panorama WSPAAANIAŁA. Brak
              > mi tylko misia Yoggi (skoro park w pobliżu). A tak poważnie, to przyznaję się,
              > że zdjęcia skopiowałam smile)).
              >
              To dla mnie prawdziwy zaszczyt, że moje nieudolne amatorskie zdjęcia mają takie
              powodzenie...

              Mam ich, nota bene, ze dwie setki z całej wycieczki i mogę jeszcze pokazac
              więcej.

              W stanie Oregon, gdzie mieszkam, jest inny cud natury - mianowicie, Crater Lake.
              Też park narodowy. Jeśli lubisz takie widoki, to je chętnie pokaże. Ale tego
              jest zbyt wiele, żeby było warto podawac linki na Forum, bo innych to może
              nudzić. Więc jakbyś napisała może do mnie e-mail na
              tomek.giebultowicz@gazeta.pl, to ja bym Ci przysłal na adres zwrotny link do
              całego "albumu", w którym sa zdjęcia z Crater Lake, i z Grand Canyon w Arizonie.
              Zdjęc z Tetonow jeszcze tam nie umiescilem, ale to tez moge zrobic wkrotce.

              Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za komplementy,

              Tomek
              • Gość: czarna_owca Fascynujące:)))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 17:23
                Tomku! Uroki zdjęć amatorskich polegają na tym, że pokazują to, czego nie
                uświadczysz w żadnej książce, w żadnym albumie. Widoki z Twoich foto
                przyprawiają o zawrót głowy, łaaaaaa. Piękne.

                pozdr

                czarna_owca

                ps.resztę zamieszczę w mailu.
      • Gość: jacek#jw Tomku, dzięki za zdjęcia! A to pamiętasz? IP: *.toya.net.pl 16.01.05, 16:18
        www.wirtualne-tatry.pl/img/biala-woda.jpg
        www.wirtualne-tatry.pl/img/posredniaGran.jpg
        www.wirtualne-tatry.pl/img/wysoka.jpg
        Bo widzisz, na świecie jest wiele pięknych miejsc.

        Pozdr / Jacek
        • Gość: HrAdam Re: Miejcie wzgląd! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 17:35
          Panowie Tomku i Jacku!
          Oj, zamachaliście tymi zdjęciami, aż mi się smutno zrobiło, bo w tym roku nici
          wyszły z zimowego wyjazdu już nie tylko do Oregonu, ale nawet w Tatry (no, może
          na 3 dni).
          Ale adjęcia piękne, hej!
    • Gość: student Natura i ewolucja rozwiaze ten problem IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.05, 17:44
      Czlowiek jest jedyna istota, ktora zmienia swoje srodowisko w takim stopniu,
      za natura i ewolucja musi znalezc czynnik eliminujacy gatunek ludzki z
      powierzchni planety.

      Wystarczy poczekac.
      Z punktu widzenia znajdujacego sie poza naszym ukladem slonecznym Ziemia
      i problemy jej mieszkancow jest tylko nedznym pylkiem kosmicznym. I to
      powinno dotrzec do nas, ktorym sie wydaje ze jestesmy tacy wazni.
      • Gość: jacek#jw To zabrzmiało jak wyznanie wiary :). IP: *.toya.net.pl 16.01.05, 19:21
        A człowiek nie jest jedyną istotą, która w takim stopniu zmienia swoje
        środowisko. Słonie np. tak niszczą środowisko, że bez przerwy muszą szukać
        nowych terenów. I nie jesteś niestety w punkcie poaza naszym układem, więc i
        perspektywa nie ta.

        Pozdr / Jacek
        • v.ci Generalnie nie jest jeszcze przeludniona 16.01.05, 20:17
          Ale jest sporo krajów i regionów przeludnionych :
          - wsch. Chiny
          - Indie
          - Bangladesz
          - Jawa
          - płd. Nigeria
          - dolina Nilu
          - Rwanda/Burundi
          - Japonia
          - Korea Pd.
          - Tajwan
          - Haiti
          - Strefa Gazy

          • hymen Re: Generalnie nie jest jeszcze przeludniona 16.01.05, 22:30
            Właściwie jedynie Bangladesz podpada pod pojecie przeludnienia. Kraj biedny
            rolniczy, bez przemysłu i jak na warunki europejskie powiedzmy XIX w. A mimo to
            w pewnym sensie daje sobie radę. Z całą pewnością przy zastosowaniu nieco
            lepszej technologii stałby się eksporterem żywności. To właśnie zacofanie, brak
            przemysłu, struktura własności, kultura agralna i cały szereg innych przyczyn
            powoduje deficyt żywnościowy w tym kraju a nie zbyt duża liczba mieszkańców.
            • v.ci Re: Generalnie nie jest jeszcze przeludniona 17.01.05, 00:00
              hymen napisał:

              > Właściwie jedynie Bangladesz podpada pod pojecie przeludnienia. Kraj biedny
              > rolniczy, bez przemysłu

              A Nigeria , Rwanda i Burundi nie "podpadają" ?

              Przy aktualnym tempie przyrostu naturalnego przeludnione w ciągu 20 lat staną
              sie : Pakistan , Etiopia , DR Kongo , Kenia , Niger , Jemen , Iran , Salwador ,
              Sri Lanka , Filipiny ...
              • Gość: jacek#jw Re: Generalnie nie jest jeszcze przeludniona IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.05, 08:53
                Rwanda i Burundi to kraje nieco mniejsze niż województwo Wielkopolskie z
                gęstością zaludnienia jak w Małopoolskim. Do zaludnienia Śląskiego im daleko. W
                porównaniu z Bangladeszem, który ma powierzchnie nieco mniejszą niż pół Polski,
                gęstość zaludnienia trzy razy większą niż woj Dolnośląskie (najwyższe zaludn.)
                i wykorzystuje aż 60% swojej powierzchni na uprawy to niewiele. O wszystkich
                tych krajach, o których tu wspomniałeś mniej więcej to samo mówino 20 i 40 lat
                temu. W czasie, gdy Chiny liczyły pół milarda ludności, panował tam głód a
                najlepszą radą jaka płynęła z organizacji międzynarodowych to regulacja
                urodzeń. Dziś problem głodu w Chinach jest opanowany a kraj podwoił liczbę
                mieszkańców.
                • tomek.giebultowicz Jacku: (prawdziwyTomek - post jako link) 17.01.05, 09:12
                  www.oregonstatephysics.net/0117050915.html
                  • Gość: jacek#jw Re: Jacku: (prawdziwyTomek - post jako link) IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.05, 09:17
                    Tak naprawdę to nic nie chcę udowodnić, Tomku. Przeciwstawiam się jedynie mocno
                    lansowanej tezie o przeludnieniu ziemi. Problem przeludnienia jest
                    wszechobecny smile, nawet tu na forum spotkałem się z nim oraz opinią, że dowodzą
                    tego nauki przyrodnicze.

                    Pozdr / Jacek
                    • hymen PS 17.01.05, 09:25
                      I jeszcze jedno. W moim forum można sobie poustawiać loginy na przyjaciół i
                      wrogów. Po takim ustawieniu wszelkie podszywki na zasadzie zmiany literki w
                      loginie natychmiast są widoczne. Czasem warto korzystać z techniki smile.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka