Gość: siedem
IP: *.tgory.pik-net.pl
31.07.02, 08:27
ładnie napisane. sam tak nie potrafię to miewam od czasu do czasu zaszczyt
zacytować:
"WSPÓLNOTA WĘSZĄCYCH NOSÓW
LECH STĘPNIEWSKI
------------------------------------------------------------------------------
--
Pan profesor Andrzej Mencwel ogłosił w "Gazecie Wyborczej" ogromny i ogromnie
nudny esej o polskim antysemityzmie (Gwiazda na starej chałupie, 15-16
czerwca; 22-23 czerwca 2002 r.). Nie ma w tym nic zaskakującego, bo to i
miejsce stosowne, a i sam P.T. Autor nie od dziś jest entuzjastą stosunków
polsko-żydowskich. Jacek Kuroń zaświadcza (Wiara i wina), że już w 1968 roku
p. Mencwel zaraz po opuszczeniu "w niesłychanej euforii" więzienia pobiegł do
rodziców Ireny Grudzińskiej i powiedział: "- Ja teraz ożenię się z Ireną i
pokażę, jak powinno wyglądać prawdziwe małżeństwo Polaka z Żydówką".
Niestety, nie pokazał, ponieważ p. Grudzińska ostatecznie okazała się dość
konserwatywna w kwestiach etnicznych i już wkrótce jako Irena Grudzińska-
Gross została towarzyszką życia pewnego zdolnego młodzieńca, który najpierw
studiował fizykę, później kończył socjologię, aż wreszcie zrobił fantastyczną
światową karierę jako historyk obdarzony bujną, lecz zarazem słuszną
fantazją. Nb. też drobiazgowo odróżniający rozmaite "etniczności", co nawet w
jego dziełkach zostało podniesione do rangi nowej reguły metodologicznej.
Niemniej p. Mencwel wykazał dobre chęci i dlatego może dziś śmiało i z
podniesionym czołem tak oto się przedstawiać: "należę do tych, którzy na
pewno nie są antysemitami, a nierzadko bywają filosemitami. Jak to pisała
Maria Dąbrowska? - jakież przaśne i czerstwe to rodzime towarzystwo, kiedy
pozbawić je tego błysku i ognia, jaki wnosili tutaj inteligenci
zasymilowani". Bardzo podobnie zresztą przedstawiał się p. Mencwel już
przeszło trzydzieści lat temu w innym - choć równie długim - eseju
przeznaczonym dla przaśnych i czerstwych oficerów z "organów ścigania i
sprawiedliwości". "Słowem nie jestem antysemitą" -zaznaczył wyraźnie. Ale
ponieważ uprawiał tę twórczość w pomarcowym więzieniu i - jak podkreślał -
miał "pełne zaufanie do wymienionych już organów", pozwalał sobie też wówczas
na różne naukowe uwagi o "żydowskim składzie narodowościowym" grupy
tzw. "komandosów" i uściślające komentarze w rodzaju: "bawił w Polsce inny
Francuz (ściślej Żyd francuski)".
Przykro mi, że dotykam tych bolesnych epizodów z biografii prof. Mencwela
(który później, zdaje się, zaczął się uważać za kolejne wcielenie Stanisława
Brzozowskiego), ale dopiero na tym tle widać szerokie serce i niepamiętliwość
p. Adama Michnika. Można by nawet rzec, że p. Michnik czuje osobliwą słabość
do tych, którym niegdyś przydarzyły się chwile słabości: Maleszka, Gross (bo
i on do więziennych bohaterów nie należał), Mencwel... Musi to być spore
ułatwienie w pracy redaktorskiej; w końcu mało kto potrafi równie twardo
trzymać się wyznaczonej linii, jak ludzie o miękkich charakterach.
Poznaj antysemitę
Żeby otrzymać odpust zupełny z grzechów młodości, konieczne jest jednak
odpowiednie pokajanije. "Zrobię Bogu ofiarę za me dawne grzechy" - powiada u
Mickiewicza konający arcygrzesznik. A jakaż może być większa profesorska
ofiara niż zbycie się własnego rozumu i pokorne klepanie komunałów?
Najprzód więc p. Mencwel bezlitośnie wyrzuca sobie grzech główny lekceważenia
polskiego antysemityzmu. "Sądziłem, że to nawet nie marginesy, lecz
marginałki" - wyznaje. Źle - bo przecież polskiego antysemityzmu wszędzie w
bród.
Po drugie, p. profesor grzeszył, próbując niekiedy mocować się z tutejszymi
antysemitami na argumenty. Tymczasem jak już dziesięć lat temu zauważył W.Cz.
Bronisław Geremek, polski antysemityzm bez Żydów "jest patologią w stanie
czystym". Czyli chorobą, a "z chorobą" - to znowu głos nawróconego prof.
Mencwela - "się nie polemizuje, chorobę się leczy, ten rodzaj chorób leczy
się społecznie, a socjoterapia taka należy do sztuk najtrudniejszych".
Są to dogmaty skromne i nietrudne do przełknięcia. "Byle tylko nie myśleć!" -
jak mawiał niejaki Kwarcowy z bajki Stanisława Lema o trzech elektrycerzach.
W Polsce nie ma Żydów, więc ponad półtora tysiąca wniosków do Komisji
Regulacyjnej do Spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich o zwrot mienia złożyły
zapewne jakieś pejsate krasnoludki. W Polsce roi się od antysemitów, więc
zapewne te same krasnoludki w czasie wyborów prezydenckich grzebią w urnach,
by JE Aleksander Kwaśniewski - mimo antysemickiego huczku czynionego
każdorazowo wokół jego osoby - mógł wygrać w cuglach.
Bo antysemici w Polsce oczywiście są! Jest u nas, lekko licząc, parę milionów
socjalistów, z pół miliona całkiem prywatnych złodziei, circa sto tysięcy
niewiast upadłych, do tego przeszło pół tysiąca W.Cz. posłów i senatorów,
czemu więc w tym towarzystwie miałoby zabraknąć akurat antysemitów?
Jak jednak poznać rasowego antysemitę? "Umiałbym raczej opisywać jego
fizjologię niż logikę" - zastrzega się p. profesor i opisuje, jak umie -
"jarzące się narkotycznie źrenice, gorączkowe rumieńce i zaślinione usta".
Niekiedy występuje jeszcze hipnotyzowanie słuchaczy "jasnym okiem". Opis to
na tyle plastyczny, że nie zaszkodzi, jeśli przed lekturą następnego akapitu
każdy na wszelki wypadek przejrzy się w lusterku.
Antysemita "nie potrzebuje argumentów" - ciągnie dalej p. Mencwel tę relację
ze swych badań - "ponieważ zna tylko egzorcyzmy (...). Siła tego ducha
objawia się naprawdę wydzielinami ciała i zdarzało mi się spotykać
samozwańczych egzorcystów, którym cuchnęło z ust". W wypadku antysemitów z
kruchty, "akolitów" Kościoła, pewną wskazówką może być dodatkowo
sposób "wymowy oraz intonacji". "Rasizm bowiem tak wrósł w ich katolicyzm, że
poznaje się ich po głosie".
Wyrazem rasistowskiego antysemityzmu rasowych antysemitów są przede
wszystkim "nędzne umysłowo broszurki" - choćby takie z serii "Poznaj Żyda".
Żyd ma w nich zawsze oko ciemne, jarzące się od chciwości źrenice, lubieżne
rumieńce, sprośne usta, żydłaczy no i, rzecz jasna, cuchnie czosnkiem i
cebulą. Jak widać, profesorska analiza fizjologii antysemityzmu to całkiem
inny format intelektualny, ponieważ "Gazeta Wyborcza" broszurką z pewnością
nie jest.
Prawie pół wieku temu Stanisław Jerzy Lec napisał: "I antysemitów poznaje się
po nosie. Węszącym". Dziś trzeba by ten aforyzm jakoś uzupełnić, bo - cóż za
niespodzianka! - okazuje się, że równie czuły węch mają też subtelni anty-
antysemici. Wspólnota nosów...
...