Dodaj do ulubionych

SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE

IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 21.08.02, 01:23
www.bezuprzedzen.pl/varia/socjalisci.html
SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE

Po bankructwie socjalizmu i kompromitacji jego ideologii niezrażona lewica
próbuje działać dalej pod zmienionymi nazwami. Szczególnie często
przyjmowanym przez socjalistów pseudonimem są „liberałowie”. Szeroko
zakrojona akcja propagandowa, prowadzona na całym świecie przedstawia
dotychczasowych socjalistów, komunistów, socjaldemokratów, itp. jako obrońców
wolności i praw człowieka.

W tym celu wymyślono pojęcie wolności pozytywnej, czyli wolności do (czegoś
tam). Poprzez obronę własnej wolności do posiadania cudzych pieniędzy
socjalista może przeto zostać „liberałem”. Niemało przez to krwi psuje
prawdziwym liberałom, którzy znalazłszy się w takim towarzystwie, muszą się
tłumaczyć albo zmieniać polityczne szyldy.

Odwieczna broń lewicy - kłamstwo, ma jednak krótkie nogi. Nietrudno odróżnić
liberała od „liberała”, wystarczy umieć odróżniać swobody od przywilejów.
Liberałowie bronią swobód, podczas gdy „liberałowie”domagają się przywilejów.
To, że w prasie, radiu i telewizji nazywa się te przywileje wolnościami
(najczęściej równymi), sprawiedliwością społeczną czy tolerancją, nie powinno
zmylić człowieka samodzielnie myślącego.

Kłamstwo widać gołym okiem, kiedy „liberałowie” domagają się „równych praw”
dla rozmaitych mniejszości (najczęściej wymyślonych na użytek kampanii
wyborczej). Okazuje się bowiem, że te „równe” prawa dotyczą
tylko „równiejszych”, czyli przedstawicieli tych mniejszości, a większość
obywateli nie tylko zostaje ograniczona w swoich swobodach, ale jeszcze musi
ponosić koszta tego „wyrównywania praw”.

Niech no tylko jakiś rozsądny człowiek spróbuje to zauważyć i głośno
powiedzieć, od razu staje się celem histerycznej nagonki - że to rasizm,
nietolerancja, bezduszność, ksenofobia, itp. Bo też zwykle chodzi o pieniądze
lub o głosy w wyborach, czyli władzę dającą możliwość zarobienia pieniędzy, i
to niemałych. A za takie pieniądze nietrudno o „oburzone głosy”. A i ci, dla
których przewidziano przywileje, nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby kobiety pracowały (jeżeli chcą, a nie
muszą), przedstawiciele mniejszości narodowych zasiadali w parlamencie, a
homoseksualiści żyli między normalnymi ludźmi. Ale jeśli „liberałowie”chcą
zadekretować np. prawo do pracy dla kobiet, to od razu pytam: kto mianowicie
ma tę pracę kobiecie zapewnić? Jeśli ma do niej prawo, to jak to prawo
egzekwować? Przecież nie można żadnego pracodawcy zmusić do przyjęcia do
pracy kogoś, kogo on sobie nie życzy.

A może jednak można? A może to państwo ma zapewnić tę pracę za pieniądze
podatników? Tak czy inaczej, koszty takiego absurdalnego prawa poniosą
wszyscy, kobiety również, a korzyści odniesie kandydat „liberałów”,
szczególnie jeśli jest przystojny (zazwyczaj bywa).

Dzielenie ludzi na kategorie „równych” i „równiejszych”, rozdawanie
przywilejów kosztem ogółu, pogarda dla jednostki i własności prywatnej
pozwala nieomylnie rozpoznać przebranego socjalistę.

A jego wroga - liberała, też nietrudno rozpoznać. Kiedy na oczach
tłumu „łaskawcy” rozdają nie swoje pieniądze w zamian za głosy, usłyszeć
można czasem okrzyki: „nie twoje, żebyś dawał”, „ręce precz od naszych
kieszeni”. Bo liberał wie, że prywatna własność jest ostoją wolności, a
prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.

Wojciech Główkowski
Obserwuj wątek
    • Gość: doku I o to właśnie chodzi IP: *.mofnet.gov.pl 21.08.02, 14:59
      Gość portalu: wild napisał(a):

      > prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.

      Państwo, które zakazuje swobodnego handlu ziemią, zdradza się, jako państwo
      rządzone przez lewicę. To jest największe zło jakie chcą nam wyrządzić nasi
      negocjatorzy wejścia do UE. Wytargowali zgodę na zło dla Polski, czyli zakaz
      handlu ziemią, a w zamian dali zgodę na mniejsze dopłaty dla naszych rolników,
      czyli też coś dla Polski niekorzystnego.
      • Gość: wild "państwo" które nie prywatyzuje łąk i lasów itd... IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 21.08.02, 21:52
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Gość portalu: wild napisał(a):
        >
        > > prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.
        >
        > Państwo, które zakazuje swobodnego handlu ziemią, zdradza się, jako państwo
        > rządzone przez lewicę. To jest największe zło jakie chcą nam wyrządzić nasi
        > negocjatorzy wejścia do UE. Wytargowali zgodę na zło dla Polski, czyli zakaz
        > handlu ziemią, a w zamian dali zgodę na mniejsze dopłaty dla naszych
        rolników,
        > czyli też coś dla Polski niekorzystnego.


        w otwartych przetargach jest symbolem bolszewizmu narodowego ...


        "państwowa" ziemia w prywatne ręce ludu!
      • shatek Re: I o to właśnie chodzi 22.08.02, 01:58
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Gość portalu: wild napisał(a):
        >
        > > prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.
        >
        > Państwo, które zakazuje swobodnego handlu ziemią, zdradza się, jako państwo
        > rządzone przez lewicę. To jest największe zło jakie chcą nam wyrządzić nasi
        > negocjatorzy wejścia do UE.

        Nie wiem ,czy to pomysł negocjatorów ,czy presja rolników

        >Wytargowali zgodę na zło dla Polski, czyli zakaz
        > handlu ziemią, a w zamian dali zgodę na mniejsze dopłaty dla naszych
        rolników,
        > czyli też coś dla Polski niekorzystnego.
      • Gość: snajper Re: I o to właśnie chodzi IP: *.acn.waw.pl 23.08.02, 03:33
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Gość portalu: wild napisał(a):
        >
        > > prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.
        >
        > Państwo, które zakazuje swobodnego handlu ziemią, zdradza się, jako państwo
        > rządzone przez lewicę.

        LPR jest przeciwna wolnemu handlowi ziemią. Czy LPR, ND, Rydzyk to lewica ????

        > To jest największe zło jakie chcą nam wyrządzić nasi
        > negocjatorzy wejścia do UE. Wytargowali zgodę na zło dla Polski, czyli zakaz
        > handlu ziemią, a w zamian dali zgodę na mniejsze dopłaty dla naszych rolników,
        > czyli też coś dla Polski niekorzystnego.

        Snajper
        • Gość: doku To lewica. Ja ją nazywam "postmoczarowska" IP: *.mofnet.gov.pl 23.08.02, 10:04
          Gość portalu: snajper napisał(a):

          > LPR jest przeciwna wolnemu handlowi ziemią. Czy LPR, ND, Rydzyk to lewica ????

    • Gość: wild BESTIARIUSZ PODATKOWY IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.* 26.08.02, 00:05
      www.bezuprzedzen.pl/szydercy/podatki.shtml
      Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, świat, w którym nic nie jest pełne ani
      kompletne. Wyobraźcie sobie paczkę cukru, która po otwarciu robi "pufff" by
      okazać się w połowie pustą i półkoliste płyty z muzyką zawierające nagrane do
      połowy utwory. Wyobraźcie sobie, mili państwo, małego robaka prądożernego,
      który wgryza się do waszej sieci energetycznej i podkrada wam prąd, przez co
      żarówka świeci o połowę ciemniej a radio gra o połowę ciszej. Wyobraźcie sobie,
      kochani przyjaciele, listę setek przedmiotów i tysięcy usług, z których
      moglibyście korzystać, gdyby nie tajemicza siła nie pozwalająca im się narodzić.

      Drodzy czytelnicy, w takim właśnie świecie żyjecie. Jest to świat nowej ery
      podatkowej, która nadeszła tak niespodziewanie i podstępnie, że mało kto ją
      zauważył. Jest to świat, w którym nikt już nie ma pojęcia jak duże płaci
      podatki i - uwierzcie mi - tak jest lepiej dla niego.

      Za swoją pracę przeciętny Polak dostaje połowę tego, co dostać powinien - drugą
      połowę pożera poczciwy podatek dochodowy wraz z towarzyszącym mu stadem
      składek, opłat i narzutów. Innymi słowy - przeciętny Polak pracuje za pół darmo.

      Najzabawniejsze jest jednak to, że ów milusiński podatek dochodowy jest z
      reguły progresywny, co oznacza, że im więcej Kowalski się stara tym jego
      podatek większy. W skrajnych przypadkach (zdaje się - w niedalekiej Szwecji)
      bywało, że im kto uczciwiej pracował tym mniej miał pieniędzy, bo podatki
      przeskakiwały barierę 100%!

      Myli się jednak ten, kto pomyśli, że raz ograbiony Kowalski może już spać
      spokojnie. O, nie... Nie może, bo jego pieniądz traci na wartości zżerany z
      wolna przez inflację. Inflacja to inny rodzaj podatku, który rząd pobiera w
      sposób najsprytniejszy - nie zabierając ich Kowalskiemu ale drukując pieniądze.
      Im w obiegu więcej pieniędzy tym ich wartość mniejsza. Tak więc rząd drukuje
      sobie złotówki, kupuje za nie Mądre Rzeczy i dokonuje Niezbędnych Zakupów a
      szary Kowalski nie może spać spokojnie, bo każda godzina snu sprawia, że
      pieniądze odłożone w skarpetce robią się coraz lżejsze.

      Będąc małym chłopcem wierzyłem w istnienie "maszynki do robienia pieniędzy" bo
      czasem mama mówiła, że szkoda, iż jej nie mamy. Wtedy też obiecywałem sobie, że
      gdy dorosnę, to takową kupię i będę drukował sobie pieniążki. Dziś już wiem, że
      za używanie takiego sprytnego urządzenia można pójść za kratki na długie lata.
      No, chyba że się jest premierem demokratycznego rządu. Tylko on jeden może
      spełniać swoje dziecięce marzenia. Co wolno wojewodzie...

      Jeśli Kowalski jest rozsądnym człowiekiem to zanosi swoje pieniądze do banku,
      który przechowa je nagradzając go kilkoma groszami odsetek. Oczywiście te
      odsetki to tylko mała część tego, co zarobi na owych pieniądzach bank i co
      zabrane mu zostanie przez rząd jako "podatek od dochodów kapitałowych".

      Ostatnie co można zrobić z pieniędzmi to je wydać. I wydawać by się mogło, że
      skoro w banku czają się robaki podatkowe zjadające pieniądze a w skarpetce
      czychają robaki inflacji, które pieniądze wręcz pożerają, to jest to
      rozwiązanie najlepsze.

      Niestety - kupując jakikolwiek produkt należy liczyć się z tym, że część
      naszych pieniędzy zostanie pochłonięta przez VAT. Jest to jeszcze inny gatunek
      robaka podatkowego. Jego działanie można obrazowo przedstawić tak, że kupujemy
      solidnie nadgryzioną czekoladę albo gazetę z wyrwanymi kartkami. My oczywiście
      tego nie zauważamy, ale tak właśnie jest - pieniądze jakimi płacimy za produkt
      częściowo zjada VATowy robak i nie trafiają one do producenta. Odwracając więc
      sytuację można powiedzieć, że część tego za co płacimy do nas nie dociera. Stąd
      ślady zębów na czekoladzie. Nie widać ich, ale pamiętajmy - gdyby nie VAT to
      tabliczka byłaby dłuższa i słodsza a cukierków w paczce byłoby o garść więcej!

      Tak czy inaczej Kowalski w końcu wydaje swoje pieniądze i sądzi zapewne, że
      teraz, kiedy już się ich pozbył - kłopot ma z głowy. Otóż niekoniecznie.
      Podstępny rząd użyje bowiem posiadanych przez niego dóbr aby podkradać mu
      kolejne małe sumki (od ziarnka do ziarnka...).

      Zakup zwyczajnej żarówki wiąże się z wydatkami na prąd. Dostrzegł to rząd,
      który (zupełnie niedawno) wprowadził akcyzę na energię elektryczną, czyli
      takiego małego robaczka żyjącego w sieci energetycznej. Dzięki niemu płacimy
      podejrzanie dużo a otrzymujemy zaskakująco mało a więc wniosek jest prosty -
      coś nam ów prąd podkrada.

      Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami, które działają jak konie trojańskie
      dostające się do naszego życia by wysysać z nas pieniądze. Kupno auta zmusza do
      pewnych obowiązkowych opłat i tankowania paliwa, którego miażdżaca większość
      nie trafia do baku ale w przepastne kieszenie państwa. Za kupno telewizora lub
      radia grozi dożywotnia kara w postaci abonamentu, czyli podatku od posiadania
      tychże odbiorników. I tak dalej i dalej...

      Oprócz tego, że podatkowe robactwo opanowało do perfekcji sztukę wszędobylstwa,
      to atakuje również rzeczy, które nie istnieją. Podatki bowiem zabierają ludziom
      pieniądze, przez co nie kupują oni pewnych rzeczy wcale, z pewnych usług
      zupełnie nie korzystają.

      Przy odrobinie wysiłku można sobie wyobrazić kilka niewynalezionych a
      przydatnych przedmiotów, których potencjalny twórca (zamiast je wynaleźć)
      wypełnia w tym czasie formularz podatkowy, kilkanaście przedmiotów, których
      nikt nie produkuje bo podatki czynią to nieopłacalnym i dzisiątki usług,
      których nikt nie wykonuje bo ludzi nie stać na korzystanie z nich. W ten sposób
      podatkowe robaki zjadają niektóre rzeczy w całości nie zostawiając nawet
      okruszka...

      Tak więc drżyjcie, drodzy czytelnicy, bo poznaliście oto prawdę o dzisiejszych
      czasach, początku nowej ery podatkowej, w której wszystko co robicie i wszystko
      co kupujecie (ba! nawet to czegoście nigdy nie widzieli ani nie kupili) jest
      pożywką dla rządu grabiącego nas z pomocą swoich wszędobylskich robaków
      podatkowych. Niektórzy z was rozejrzeli się już zapewne wokoło i oczyma
      wyobraźni dostrzegli hordy pijawek wysysających pieniądze z telewizora,
      wyjadających cukierki i nadgryzajacych czekolady. Taka jest prawda o świecie.

      I tak płynie nasze życie w kraju porośniętym gęstwiną zakazów, nakazów i opłat.
      Są ludzie, którzy nawet nazywają to wszystko wolnością, ale nie dajcie się im
      zwodzić, drodzy czytelnicy. Gdybyśmy do dzisiejszych czasów przenieśli jakiegoś
      jegomościa żyjącego przed (powiedzmy) stu laty to złapałby się niechybnie za
      głowę. Gdyby dowiedział się, że przeciętny człowiek traci (bardziej lub mniej
      bezpośrednio) około 80% swoich pieniędzy w podatkach różnej maści, to zapewne
      targnąłby się na swoje życie. I jakże by się zdziwił, że to żadne rozwiązanie,
      bo rząd potrafi nawet opodatkować umarłych - służy temu podatek spadkowy.

      Krzysztof Pochmara
    • alfalfa To są oczywiste sprawy, przegłosowane 26.08.02, 00:10
      przez tzw. większość i co wtedy?
      pzdr.
    • wild PLACKI SOCJALIZMU* 04.09.02, 01:19
      www.bezuprzedzen.pl/szydercy/placki.html
      PLACKI SOCJALIZMU*

      Czyn polegający na tym, że jednostka obrabuje inną jednostkę nazywamy
      rabunkiem. Gdy czyni to cała grupa mówi się o „sprawiedliwości społecznej”.
      (Mikołaj Gomez Dávila)

      Nie, nie. Tym razem, wbrew pozorom, nie będzie nic o piknikach w ogrodach
      prezydenckich ani o legendarnych zupkach obywatela Kuronia, ani nawet o
      widmowym drugim daniu, które obiecał kiedyś były soc-minister Miller. Nie
      będzie również o historycznym już wierszu Załuckiego „Przepis po polsku”. Nie
      będzie ponadto ani jednego ruskiego pieroga. Tym razem (jak zwykle zresztą)
      zajmiemy się „twórczym” socjalizmem, a konkretnie „redystrybucją dóbr” i tzw.
      społeczną gospodarką rynkową.

      Czymże właściwie jest hołubiona od AWS-u po SLD „społeczna gospodarka rynkowa”
      i o co tak naprawdę w tym chodzi, skoro nawet Chiny Ludowe zaczęły „toto” u
      siebie wprowadzać? Dlaczego przy okazji tak dużo mówi się o „redystrybucji
      dóbr” (sprawiedliwej społecznie, oczywiście)?

      Mówiąc najprościej: jest to przekazywanie owoców pracy jednych zupełnie innym,
      a ściślej - dawanie niektórym resztek tego, co się zabrało pod przymusem innym,
      uczciwie pracującym ludziom. Chodzi również o to, żeby móc się we wszystko
      wtrącać i przy okazji nieźle zarobić.

      Wyobraźmy sobie na przykład, że któregoś pięknego dnia dozorca bloku, w którym
      mieszkamy, przeczytał przypadkowo „Trybunę” lub inną „Gazetę” i owładnięty
      nagłym poczuciem misji dziejowej postanowił upowszechnić „światłe idee
      sprawiedliwości społecznej” na szczeblu blokowym.

      W pierwszym odruchu nasz dzielny, świeżo oświecony dozorca (teraz już działacz
      społeczny) złapał za portfel, by jego zawartość rozdać mieszkańcom bloku.
      Jednak po chwili zrezygnował i zaczął kalkulować: Jeżeli teraz wszystko rozdam,
      to z czego będę żył?... A poza tym dlaczego tylko ja? Lepiej, jak przekonam do
      tej wspaniałej idei innych. Jak pomyślał, tak też zrobił.

      Następnego dnia z puszką w ręku obszedł sąsiadów prosząc o wsparcie (nie dla
      siebie, rzecz jasna). Niestety. Czy to ludzie okazali się skąpi, czy może nie
      potrafił przekazać innym swojego entuzjazmu, w każdym razie zebrał stanowczo za
      mało. Wpadł więc na genialną myśl. Wyda rozporządzenie, że każdy mieszkaniec
      bloku musi wpłacić na jego konto 10 % swoich zarobków, a on w zamian za to
      zadba o ich potrzeby i będzie ich chronił przed mieszkańcami innych bloków. No,
      tak - pomyślał. - Ale co z tymi, którzy nie będą chcieli dać?

      Tak, to był problem. Jednak jak się ruszy głową, wszystko można załatwić:
      Należy stworzyć Ochotniczą Straż Blokową. Przewodniczącym zrobi się Zdzicha
      spod piątki. Akurat wyszedł na warunkowe, cały dzień nic nie robi, a tak może
      się na coś przydać.

      Zdzicho nawet się zgodził, tyle że - jak powiedział - Za frajer tyrał nie bede!

      Z początku niektóre aspołeczne jednostki nie chciały płacić. Jednak po bliższym
      zapoznaniu się z argumentacją komendanta Zdzicha i jego kolegów zrozumieli swój
      błąd i nie sprawiali więcej kłopotu, a kasa społeczna regularnie się wypełniała.

      Pan dozorca (obecnie Gospodarz Domu) trochę musiał wziąć dla siebie, ale chyba
      wszyscy rozumiemy, że w takiej sytuacji nie mógł już pracować jako dozorca.
      Poza tym trzeba opłacić Straż Blokową, biuro, sekretarki, księgowe,
      kierowników, naczelników, referentów... Aha, za rok mają się odbyć wolne i
      demokratyczne wybory na nowego Gospodarza Domu.

      W ten oto sposób sprawiedliwość społeczna na stałe zagościła w naszym domu.

      Z ostatniej chwili:
      Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, obecny Gospodarz obiecał tym z drugiej i
      trzeciej klatki, że jak wygra, to im zwiększy limit prądu. Musi tylko podnieść
      opłaty tym reakcyjnym warchołom z klatki pierwszej.

      Dariusz Wojtczak


      -------------------------------------------------------------------------
      *Z haseł opozycji:
      Jak się krowa nażre i przetrawi równo,
      to wytwarza placki, czyli zwykłe...

    • wild KOMU POTRZEBNE SĄ CŁA? 27.09.02, 01:51
      www.bezuprzedzen.pl/szydercy/clabajka.html
      KOMU POTRZEBNE SĄ CŁA?

      BAJKA O OCHRONIE MIEJSC PRACY

      W biednej krainie Demolandu od lat szczęśliwie prosperowała fabryka obuwia
      należąca do obrotnego przedsiębiorcy Jerzego Cwaniaka, z czasem więc wszyscy
      mieszkańcy tego kraju chodzili w butach produkowanych w zakładach Cwaniaka i to
      mimo tego, że z powodu wysokich w tym kraju podatków średnia cena butów
      wynosiła aż 100 talarów. Cwaniak należał zresztą do najbardziej cenionych
      obywateli Demolandu - w swych zakładach dawał pracę wielu mieszkańcom tego
      biednego kraju. Nic zatem dziwnego, iż w wyborach do tamtejszego parlamentu
      Cwaniak, kandydując z ramienia Partii Ochrony Miejsc Pracy, został wybrany
      posłem zdecydowaną większością głosów.

      NADCHODZI CIEMNOGRÓD
      Wkrótce jednak sielankowy żywot Cwaniaka zmącony został nieoczekiwanym
      zagrożeniem dla jego zysków i fabryk. Oto bowiem nikomu dotąd nie znany Stefan
      Naiwniak, zauważywszy, że w sąsiednim Ciemnogrodzie dzięki niskim podatkom
      produkują buty w cenie 5 srebrników (co po wymianie stanowiło 50 talarów),
      postanowił sprowadzać je do Demolandu i sprzedawać za 80 talarów - czyli o 20
      mniej niż Cwaniak. I rzeczywiście - wkrótce sklepy Naiwnego zaczęły zaopatrywać
      rynek w coraz większą ilość taniego obuwia, zaś mieszkańcy Demolandu, mniej
      płacąc za buty, zaczęli kupować więcej innych towarów - szklanek, spodni,
      lizaków itd. I tylko Cwaniak klął przy każdej okazji - wszak jego fabryka z
      dnia na dzień miała coraz mniej zamówień.

      LENIWY CHRONI KRAJOWY RYNEK
      Wreszcie doprowadzony do wściekłości wezwał swego zastępcę, Joachima Leniwego,
      by odezwać się do niego w słowach: Ja tej hołocie daję zatrudnienie i dobre
      krajowe towary, a ci niewdzięcznicy kupują u tego gówniarza ten szmelc z
      zagranicy. Ale dam im wszystkim popalić! Zbierz wszystkich moich ludzi, daj im
      spluwy i obstawcie granicę. Tam zatrzymujcie wszystkie dostawy butów z
      Ciemnogrodu. Gdy będzie potrzeba, każ strzelać!

      Joachim skinął głową, atoli po chwili zastanowienia odparł: Jak zwykle ma pan
      rację, szefie, tej hołocie trzeba dać nauczkę. Ale po co się przy tym
      niepotrzebnie narażać - niech Pan skorzysta z tego, że jest Pan posłem, od
      czego, u licha, mamy ten nieszczęsny parlament?

      Cwaniak był tym pomysłem wprost zachwycony. Na najbliższym posiedzeniu
      parlamentu dumnie wstąpił na mównicę, by wygłosić mowę następującej treści:
      Nasz kraj znajduje się na drodze bezprecedensowych przemian prowadzących do
      wolnego rynku i otwarcia na świat. Nie ma odwrotu od drogi reform, ale
      pamiętajmy, iż nie mogą odbywać się one kosztem ludzi pracy. Tymczasem widzimy,
      iż na reformach coraz częściej tracą właśnie najbiedniejsi, czyli robotnicy
      oraz bezrobotni. Żeby nie być gołosłownym, podam przykład - oto ostatnio na
      skutek nieuczciwej konkurencji ze strony producentów obuwia z Ciemnogrodu buty
      z naszych fabryk sprzedają się coraz gorzej, a zatrudnieni w nich ludzie zaczną
      wkrótce tracić pracę. Ponieważ podobnie jak chyba wszystkim tu obecnym, leży mi
      na sercu rozwój rodzimego przemysłu, apeluję przeto o ustanowienie ceł na tyle
      wysokich, by zatamować ten nieuczciwy import.

      CWANIAK ZOSTAJE PRZYJACIELEM LUDU
      Mowę przyjęto gromkimi oklaskami, nie było też problemów z przegłosowaniem
      odpowiedniej ustawy, której efekty były dla Cwaniaka wręcz wymarzone. Nie dość,
      że buty z Ciemnogrodu momentalnie przestały przychodzić, to jeszcze do
      pilnowania granic nie musiał on angażować swych pieniędzy i ludzi, bo robili to
      za niego wysłani przez rząd policjanci i celnicy, opłacani z podatków płaconych
      przez wszystkich mieszkańców Demolandu, a więc również przez Naiwnego i ludzi
      kupujących dotąd u niego tanie buty. Zemsta była więc słodka. Tym bardziej, że
      na skutek plajty sklepów Naiwnego stracili pracę wszyscy zatrudnieni w nich
      ludzie, zaś mieszkańcy Demolandu, zmuszeni znów do płacenia wyższych cen za
      buty, przestali kupować tak duże jak dotąd ilości lizaków, szklanek i nowych
      spodni, a zatem straciła też pracę część osób produkujących te towary.
      Bezrobocie, co prawda, ogólnie wzrosło, ale po swym sejmowym wystąpieniu
      Cwaniak uchodził za obrońcę ludzi pracy i był politykiem szanowanym przez
      liderów związków zawodowych. Wkrótce też zresztą zrealizował swe następne
      pomysły. Dzięki jego płomiennym wystąpieniom parlament przyjął ustawę o
      zwiększeniu podatków, przy zwolnieniach podatkowych dla zakładów społecznie
      użytecznych, np. dla fabryki Cwaniaka. Przywrócono też możliwość sprowadzania
      butów z Ciemnogrodu, ale pod warunkiem uzyskania od rządu koncesji, którą -
      oczywiście sprawiedliwie - przyznano jedynie Cwaniakowi.

      ZAMIAST MORAŁU
      Zaś mieszkańcy całego kraju, wdzięczni swemu rządowi za troskliwą nad nimi
      opiekę, jeszcze długo i szczęśliwie znosili pogłębiającą się z każdym rokiem
      biedę. I tylko czasem dziwili się dobrobytowi panującemu w sąsiednim
      Ciemnogrodzie, w którym rząd o miejsca pracy się nie troszczył.

      Zainspirowany publicystyką Fryderyka Bastiata
      Jacek Matusiewicz
    • wild Re: SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE 03.12.02, 15:45
      www.bezuprzedzen.pl/szydercy/liberalizm.html
    • wild i "front antykomunistyczny"? 13.12.02, 09:21
      Dzisiaj istnieje "front antykomunistyczny". Ci ludzie, którzy nazywają
      siebie "liberałami * antykomunistycznymi", i których inni czasem
      nazywają "antykomunistami", dążą do komunizmu bez tych wrodzonych i koniecznych
      cech komunizmu, które są nadal nie do przyjęcia dla Amerykanów. Stosują złudne
      rozróżnienia pomiędzy komunizmem a socjalizmem i, paradoksalnie, szukają
      poparcia dla niekomunistycznego socjalizmu w dokumencie, który sami jego
      autorzy nazwali Manifestem Komunistycznym. Myślą, że dobrze określili
      zagadnienie, używając takich terminów zastępczych dla socjalizmu jak państwo
      planowania lub państwo opiekuńcze. Symulują odrzucanie rewolucyjnych i
      dyktatorskich aspiracji "czerwonych", a w tym samym czasie w książkach i
      czasopismach, w szkołach i na uniwersytetach, chwalą Karola Marksa, szermierza
      komunistycznej rewolucji i dyktatury proletariatu, jako jednego z największych
      ekonomistów, filozofów i socjologów, i jako czołowego dobrodzieja i
      oswobodziciela rodzaju ludzkiego. Chcieliby abyśmy wierzyli, że nietotalitarny
      totalitaryzm, rodzaj trójkątnego kwadratu, jest najlepszym lekarstwem na
      wszelkie choroby. Jeśli wysuwają jakieś zarzuty przeciw komunizmowi, to są one
      łagodne, natomiast gotowi są lżyć kapitalizm słowami zapożyczonymi ze
      strofującego słownictwa Marksa i Lenina. Podkreślają oni, że odczuwają
      znaczenie mocniejszy wstręt do kapitalizmu niż do komunizmu i tłumaczą
      wszystkie skandaliczne akty postępowania komunistów powołując się
      na "okropności nie do opisania " kapitalizmu. W skrócie - udają, że zwalczają
      komunizm, próbując przekonać ludzi do idei Manifestu Komunistycznego.

      Ci samozwańczy "liberałowie antykomunistyczni" zwalczają nie komunizm jako
      taki, ale system komunistyczny, w którym oni sami nie dzierżą steru. Chcieliby
      stworzyć system socjalistyczny, tzn. komunistyczny, w którym rządziliby oni
      sami lub ich najbliżsi przyjaciele. Gdybyśmy powiedzieli, że pali ich żądza
      likwidowania innych ludzi, byłoby to za dużo, oni po prostu sami nie chcą być
      zlikwidowani. W socjalistycznej wspólnocie tylko najwyżsi arystokraci i ich
      wspólnicy mogą mieć tę pewność.

      Ruch "anty-coś tam" wykazuje często negatywna postawę. Nie ma szansy
      powodzenia. Namiętne przemówienia na rzecz takiego ruchu często faktycznie
      propagują program atakowany. Ludzie muszą walczyć o coś co chcą osiągnąć, a nie
      tylko odrzucać zło, jakiekolwiek ono może być. Muszą bez zastrzeżeń aprobować
      program ekonomii wolnorynkowej.

      Komunizm mógłby dziś mieć, po rozczarowaniach spowodowanych sowietami i
      żałosnym upadku ich eksperymentów socjalistycznych, bardzo małe szanse
      powodzenia na Zachodzie, gdyby nie ów fałszywy antykomunizm. Tylko otwarte i
      nie ograniczone poparcie kapitalizmu wolnorynkowego może ochronić cywilizowane
      narody Europy Zachodniej, Ameryki i Australii przed zniewoleniem przez
      barbarzyństwo Moskwy.



      sierp.tc.pl/wlodek/mentindex.htm
      Ludwig von Mises

      Mentalność antykapitalistyczna


      _________________________________________________________________

      czy Moskwe można zamienić na etatystyczną Brukselke?smile

    • wild SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE 12.02.03, 12:44
      www.kapitalizm.republika.pl/handel.html
      • Gość: Fujara Re: SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.03, 13:29
        Jerzy Robert Nowak, historyk (profesor wyższej uczelni) i publicysta, autor
        ponad 30 książek i ponad ośmiuset artykułów. Jako świetny znawca problematyki
        węgierskiej (należy do nielicznych cudzoziemców mianowanych za zasługi dla
        kultury węgierskiej nadzwyczajnym członkiem Węgierskiego Związku Pisarzy)
        zrobił ogromnie wiele dla upowszechnienia wiedzy o naddunajskich "bratankach".
        Wydał m.in. książkę o dziejach stosunków polsko-węgierskich "Węgry bliskie i
        nieznane", "Węgry 1939-1973", książkę o Powstaniu Węgierskim, "Historię
        literatury węgierskiej XX wieku", dwa wybory węgierskiego eseju, wybór poezji
        największego węgierskiego poety XX w. - Endre Adyego. Jego teksty odsłaniające
        kulisy węgierskiej historii po 1945 r. nieraz były wstrzymywane przez cenzurę,
        a wydanie 600-stronicowej książki o węgierskim stalinizmie zostało zablokowane
        w 1975 r. przez "czujnych" partyjnych recenzentów.



        Po 1989 r. prof. J.R. Nowak odegrał ogromną rolę w ukazywaniu zagrożeń
        antypolonizmu i przełamywaniu tabu wokół problematyki żydowskiej. Szczególnie
        duże zainteresowanie wzbudziły dwa kolejne cykle publicystyczne o stosunkach
        polsko-żydowskich: "Przemilczane świadectwa" (47 artykułów na łamach "Słowa-
        Dziennika Katolickiego") i 30 dwukolumnowych artykułów "Za co Żydzi muszą
        przeprosić Polaków" w "Naszej Polsce". W 1999 r. ukazała się jego pionierska
        książka "Przemilczane zbrodnie", przerywająca długotrwałe milczenie o
        zbrodniach popełnionych przez zbolszewizowanych Żydów na ich polskich
        sąsiadach. W 2001 r. prawdziwym bestsellerem stała się jego książka "100
        kłamstw J.T. Grossa".



        Nader cennym źródłem wiedzy o obrazie Polski i Polaków w świecie stały się dwa
        kolejne wydania książki J.R. Nowaka "Myśli o Polsce i Polakach". Jego
        dwutomowe "Zagrożenia dla Polski i polskości" stały się prawdziwym
        bestsellerem 1998 r., podobnie jak wydany rok później "Czarny leksykon"
        (demaskatorski obraz ludzi z polskich pseudoelit. Wielkim zainteresowaniem
        cieszyły się również jego książki: "Kościół a Rewolucja Francuska", "Walka z
        Kościołem wczoraj i dziś", "Spory o historię i współczesność" (ponad 650-
        stronicowy wybór dorobku publicystycznego) i "Czarna legenda dziejów Polski",
        demaskująca rozliczne dzisiejsze próby zafałszowywania polskiej historii.



        Prof. J.R. Nowak robi szczególnie wiele dla budowania mostów między Krajem a
        Polonią. Na zaproszenie Prezesa KPA Edwarda Moskala wygłosił referat o
        antypolonizmie na posiedzeniu Rady Dyrektorów KPA. Miał blisko 200 audycji w
        polonijnych radiostacjach USA i Kanady. Od dłuższego czasu bierze stały udział
        (dwa razy w tygodniu) w programach Wojciecha Wierzewskiego w polonijnym radiu
        w Chicago (uważany jest za najlepszego komentatora z Polski).

    • wild SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE 23.06.03, 20:38
    • wild SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE 20.09.03, 19:29
      www.libertarianizm.pl/podatki.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka