pepperoni78
12.09.02, 10:02
Źródło: PAP
Nelson Mandela oskarżył Stany Zjednoczone o zagrażanie pokojowi na świecie -
podał w środę tygodnik "Newsweek", który opublikował wywiad z byłym
bojownikiem o zniesienie apartheidu w RPA.
Mandela po raz kolejny zaapelował do prezydenta USA George'a Busha,
aby nie atakował Iraku. Jednocześnie rzucił oskarżenie, że za jego zakusami
zbrojnego usunięcia reżimu Saddama Husajna stoi chęć zadowolenia
amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego.
"To decyzja, której motywacją jest chęć sprawienia przyjemności
przemysłowi zbrojeniowemu i rafineryjnemu Stanów Zjednoczonych" - powiedział.
Mandela dodał, że nie ma dowodów na to, że Irak posiada broń masowego
rażenia. "Ale wiemy, że broń masowej zagłady posiada Izrael. Nikt o tym nie
wspomina" - argumentuje były dysydent.
Były prezydent RPA określił wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Dicka
Cheneya oraz pozostałych doradców Busha jako "dinozaury"
oraz "ultrakonserwatystów" i zaznaczył, że im wszystkim zależy na tym, aby
Bush nie unowocześnił metod rządzenia. Dodał, że jedynym człowiekiem z
Białego Domu, jakiego szanuje, jest sekretarz stanu Collin Powel.
Mandela przypomniał, że Cheney sprzeciwiał się jego zwolnieniu z
więzienia.
84-letni dziś Mandela to działacz murzyński walczący o zniesienie
apartheidu w RPA. Spędził w więzieniu 26 lat oskarżony o spisek przeciw
władzom. Ostatecznie został zwolniony w 1990 roku. Wtedy też w RPA rozpoczęły
się proces znoszenia dyskryminacji murzynów w tym państwie. W jego wyniku
Mandela został wybrany prezydentem kraju w 1994 roku. Rok wcześniej otrzymał
pokojową nagrodę Nobla.