Dodaj do ulubionych

Podlizucha orwellowska

18.09.02, 21:35
www.nczas.com/?a=show_article&id=687
Podlizucha orwellowska

Już starożytni Rzymianie wierzyli, że istnieje tzw. genius loci, czyli duch
miejsca, kształtujący sposób myślenia i postępowania wszystkich, którzy
znaleźli się w obrębie jego wpływów. Dzisiaj świat zdominowany jest przez
racjonalistów i pewnie dlatego tak świetnie prosperują rozmaici wróżowie,
terapeuci używający promieni kosmicznych i specjaliści od transcendentalnych
medytacji, ale i Rzymianie też nie byli w ciemię bici i coś tam musieli
wiedzieć. Żeby się o tym przekonać, wystarczyło popatrzeć 11 września na
ekran telewizora czy posłuchać radia. Z tym geniusem loci coś musi być na
rzeczy. Tego dnia przypadała, jak wiadomo, rocznica ataku terrorystów na Nowy
Jork i Waszyngton, który spowodował śmierć ponad 3 tysięcy ludzi i duże
zniszczenia. Dla każdego było oczywiste, że wypada uczcić pamięć niewinnych
ofiar, tym bardziej że zaatakowane zostały Stany Zjednoczone, państwo, z
którym Polska się przyjaźni i któremu się podlizuje, bo wiele od niego
zależy. Przemawiała za tym więc i racja stanu, i sentyment, i przyzwoitość.
Niestety, polskim mediom jak zwykle zabrakło umiaru w podlizywaniu i w
rezultacie przekształciły tę rocznicę w jakąś ponurą groteskę, zupełnie
podobną do imprez organizowanych w okresie "propagandy sukcesu" za Leonida
Breżniewa. Tamte imprezy, spektakle i widowiska telewizyjne na skutek
lizusowskiej przesady wywoływały efekty zupełnie odwrotne od zamierzonych,
najczęściej odruchy wymiotne. Podobnie było i 11 września. Czym to wyjaśnić,
jeśli nie obecnością owego ducha miejsca, który najwyraźniej oddziaływuje po
swojemu, mimo upływu czasu i zmiany pokoleniowej?

Żeby było jasne, nie dotyczy to tylko telewizji rządowej, o której szkoda w
ogóle gadać, ale i telewizji tzw. komercyjnej, np. TVN. Jeden z dziennikarzy
tej stacji rozwodził się nad dzielnością mieszkańców Nowego Jorku, że to mimo
ubiegłorocznego zamachu żyją jak gdyby nigdy nic i w ogóle nie myślą wyć po
nocach do księżyca ani nawet popełnić zbiorowego harakiri. Czy być może?
Naprawdę żaden nawet nie moczy się w nocy w łóżku? I takie rzeczy wygaduje
polski dziennikarz, w mieście, którego mieszkańcy niespełna 60 lat temu
zostali wyrżnięci, niedobitki wypędzone, a ono samo obrócone w kupę gruzów!
Że starzy wyjadacze recytują takie teksty jak z nut, to w końcu nic dziwnego;
trening z czasów Breżniewa przydaje się, jak widać, i za demokracji, ale
młodzi? Są tylko dwie możliwości: albo genius loci, albo wysysają lizusowskie
skłonności z przyrodzenia oficerów prowadzących, ewentualnie P.T.
prezesów. "Posadę przecie mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy
ją stracę, kto mnie przyjmie?". Wreszcie, diabli wiedzą, może naprawdę myślą,
że właśnie tak trzeba?

Inna sprawa, że i sama Ameryka dziwnie się zachowuje. Prezydent Bush sprawia
chwilami wrażenie, jakby znakomicie się bawił doprowadzaniem do sytuacji
żywcem wyjętych z książki Jerzego Orwella "Rok 1984". Jego opowieści o
złowrogim Osamie bin Ladenie stają się coraz bardziej podobne do produktów
Ministerstwa Prawdy, przygotowywanych na Godzinę Nienawiści: "Emanuel
Goldstein był renegatem, odstępcą, który ongiś dawno temu [jak dawno nikt
właściwie nie wiedział] - był jedną z czołowych osobistości Partii, niemal na
równi z Wielkim Bratem, a potem dał się wciągnąć w działalność
antyrewolucyjną. Skazany na śmierć zdołał zbiec w tajemniczy sposób i zniknął
z horyzontu. (...) Wróg Ludu był jednocześnie wodzem wielkiej armii cieni,
podziemnej organizacji konspiratorskiej, której zadaniem miało być obalenie
państwa. Organizacja ta miała jakoby nosić miano "Braterstwo". Krążyły
również szeptane opowieści o pewnej okropnej książce Goldsteina, będącej
esencją wszystkich jego herezji. Książka ta nie miała tytułu i podobno
przechodziła z rąk do rąk w najgłębszej tajemnicy pod nazwą "Księgi", ale o
tym wszystkim wiedziało się tylko z niejasnych pogłosek". Nic dziwnego, że w
cztery godziny po ataku na Amerykę, podczas narady służb odpowiedzialnych za
bezpieczeństwo państwa z najwyższymi władzami Polski, szef wywiadu UOP, pan
gen. Bogdan Libera nie miał wątpliwości: "Atak to dzieło Al-Qaidy Osamy bin
Ladena. Jesteśmy pewni. (...) Zaatakowane obiekty układają się w kształt
półksiężyca". Niewiarygodne, ale to podobno prawda; tak w każdym razie
twierdzi pani red. Bernadeta Waszkielewicz. Nawet tak trzeźwy, zdawałoby się,
dziennikarz, jak pan red. Jan Skórzyński pisze, że "wiemy też, że rozkaz
wydał Osama bin Laden". No, skoro "wiemy", to już nie ma rady. Warto jednak
pamiętać, że i w czasach stalinowskich ludzie "wiedzieli", ba - nawet
widywali rozmaite rzeczy, najczęściej amerykańskie samoloty rozsiewające
stonkę na pola spółdzielni produkcyjnych. Jan Brzechwa napisał nawet o tym
poemat dla dzieci pt. "Stonka i Bronka". Jak widać, niesamowite opowieści i
pozostałe instrumentarium na Godziny Nienawiści jest już przygotowane, więc
tylko patrzeć, jak staną się one zwyczajnym elementem naszego życia.

Warto przypomnieć, co o tym pisał Orwell: "najstraszniejszą
stroną "Nienawiści" było nie to, że trzeba się było zgrywać, lecz przeciwnie,
że wykluczone było wyłamać się z ogólnego transu szaleństwa. (...) Potworna
ekstaza strachu i okrucieństwa, żądzy zabijania i zadawania tortur, walenia w
mordę i druzgotania kości - zdawała się porażać zgromadzonych jak prąd
elektryczny, zamieniając człowieka, nawet wbrew napiętej w proteście woli, w
rozwrzeszczanego, zapienionego szaleńca". Przyczyny, dla których tak się
dzieje, dość dokładnie przedstawił William Golding we "Władcy much". Ma się
rozumieć, w każdym szaleństwie jest metoda. W tym według wszelkiego
prawdopodobieństwa chodzi o to, by wprowadziwszy społeczeństwa w stan
histerii, narzucić im faszystowskie prawa. Faszystowskie albo socjalistyczne,
to wszystko jedno. Wygląda na to, że Sowiecki Sojuz, umierając, wycisnął w
ramach konwergencji pocałunek Almanzora na Stanach Zjednoczonych. W Sowietach
komunizm wyglądał strasznie, ale w demokratycznej Ameryce może być jeszcze
straszniejszy. Żeby jakoś w tej desperacji się pocieszyć, poczytałem sobie
w "Rzeczpospolitej" rozważania pana prof. Geremka o problemie irackim. Pan
profesor twierdzi, że najtrudniejszą kwestią jest odpowiedź na pytanie: co po
Saddamie? Domyślam się, że modestia nie pozwala mu na udzielenie odpowiedzi,
ale wszystko przecież jest jasne: po Saddamie wicekrólem Iraku powinien
zostać pan prof. Geremek! Nie powiodło mu się w ONZ, a i Papież też nie chce
abdykować, więc nie ma rady - trzeba uderzyć na Irak, sprzątnąć Saddama,
uratować ludzkość od zagłady, a przy okazji rozwiązać również i ten
nabrzmiewający problem.

Tymczasem w kraju wybuchła afera wokół inwestycji w Białej Podlaskiej. Doszło
nawet do tego, że pan premier nakazał UB zbadać, czy Turek ma pieniądze.
Podobno nie ma, ale być może tylko w tych bankach, co to układają się w
kształt półksiężyca. Gdyby tak poszukać w innych bankach, ot, na przykład w
tych, do których PZPR co najmniej od 1972 do 1990 roku przekazywała uciułane
w Peweksie na wódce i innych rarytasach dewizy, to kto wie - może znalazłoby
się nawet więcej niż 6 miliardów dolarów? Oczywiście nie ulega wątpliwości,
że pan min. Barcikowski ich nie znajdzie, bo inaczej - "dałaby świekra
ruletkę mu!". Więc gdyby nawet znalazł, to zachowałby się pewnie tak, jak
mąż, który zastał w szafie kochanka żony gołego, ale z pistoletem w ręku: "i
tu go nie ma!".

Stanisław Michalkiewicz
Obserwuj wątek
    • watto Ave Michalkiewicz 18.09.02, 21:43
      jakby powiedzieli starożytni Rzymianie .
    • karlin Ssak inaczej 20.09.02, 17:39
      Stanisław Michalkiewicz to człowiek wart chwili zastanowienia. Zacne pióro,
      styl zawiesisty, pełen smaczków, chwytający za serce i inne części ciała.
      Równocześnie, jak każda nietuzinkowa persona, ma on swoje fijoły, na których od
      czasu do czasu zdarza mu się, jak na skórce od banana, wywijać ucieszne, acz
      przez niego niezamierzone chołubce. W cytowanym wyżej tekście okraczył on w
      narożniku niejakiego Tomasza Lisa (ksywka - "wyłupek"), nie wymieniając go
      oczywiście z imienia i nazwiska, ale kto zacz, każdy mający telewizor wiedział
      od razu. Przyznam od razu, że za wzmiankowanym nie przepadam. Jak wbije we mnie
      to szklane spojrzenie zza szklanego ekranu, to od razu mam alergię na kwarc i
      piasek pod oczami. Walterowska perła w koronie ma również niepohamowane
      skłonności do okraszania każdej, nawet najbardziej bzdurnej informacji
      barokowym komentarzem momentami, mniemam, niezrozumiałym nawet dla samego
      autora. Zgadzam się również z oceną jego cyrkowych ekscesów z 11 września. Ale
      co to ma wspólnego, Panie Stanisławie, z wysysaniem oficerów prowadzących ? I
      wcale mi nie chodzi o fizjologiczne obscenium. Po prostu uważam, że z pewnych
      rzeczy nie należy żartować, bo w przeciwnym razie ja przynajmniej zacznę
      odnosić wrażenie, że ktoś (czyżby Pan ?) chce je sprowadzić wyłącznie do
      uciesznej dykteryjki, opowiadanej przy klubowym stole wśród osób, które wiedzą
      więcej. Przepraszam za bezguście, ale w tym momencie przychodzą mi na myśl
      ostatnie, idące w zbliżonym kierunku parlamentarne ekscesy "siewców tolerancji"
      dla wszystkiego, co ubeckie. Nie uważam więc, że publiczne skojarzenie jakiejś
      osoby z "genius loci" Rakowieckiej można zostawić sam na sam z rzuconym od
      niechcenia dowcipem. Jeśli więc wie Pan więcej, to proszę nas tą wiedzą
      uraczyć, a jeśli nie... to przynajmniej niech Pan zmieni repertuar bon-motów.
      To była mojej nędznej wyprawki część żartobliwie-polemiczna.
      A teraz częśc dużo smutniejsza. Wpychanie Ameryce, i to w jednym akapicie,
      komunizmu, socjalizmu i faszyzmu, i sugerowanie że zamierza to uczynić jej
      aktualny prezydent, uważam za kompromitującą Pana brednię. Nie dlatego, żebym
      był bezwarunowym miłośnikiem wszystkiego, co "made in USA". Po pierwsze,
      dlatego że podobne wypracowania czytywałem przez kilkdziesiąt lat w PRL (czyżby
      sugerował Pan krytyczne przejrzenie pod tym kątem roczników "Trybuny Ludu" ?).
      Po drugie, dlatego że amerykanskie błędy i kretynizmy zasługują na coś więcej,
      niż potraktowanie wyciągniętym z zakamarków Mysiej bejsbolem. Po trzecie
      wreszcie, dlatego że po Panu spodziewam(łem ?) się czegoś więcej. Może więc na
      razie uznam, ze umysły przewrotne, a do takich można Pana z pewnością zaliczyć,
      przeżywaja od czasu do czasu okresy niestabilności, graniczące z utratą
      równowagi. Obym się nie mylił !
      • Gość: Ania Re: Do pana Karlina IP: *.upc.chello.be 20.09.02, 18:03
        Tekst pana Michalkiewicza bardzo dobry.A z tym co napisal o USA zgadzam sie
        prosze pana jak najbardziej.Wystarczy poczytac depesze.Jednego dnia sciga sie
        Al Quaide w Iraku na drugi dzien w Iranie za chwile mamy wiadomosc,ze jest w
        Jemenie.Straszy sie tez Korea Polnocna i jej rzekomymi bombami atomowymi pod
        pretekstem walki z terroryzmem sieje sie nienawisc i probuje zastraszyc jak
        najwieksza ilosc ludzi by uzyskac pozwolenie na masowe zabijanie.
        • jaceq Chyba bliżej muszę... 20.09.02, 21:53
          Gość portalu: Ania napisał(a):

          > by uzyskac pozwolenie na masowe zabijanie.

          ...zainteresować się tym masowym zabijaniem.
          • Gość: Ania Re: Chyba bliżej muszę... IP: *.upc.chello.be 21.09.02, 07:41
            jaceq napisał:

            > Gość portalu: Ania napisał(a):
            >
            > > by uzyskac pozwolenie na masowe zabijanie.
            >
            > ...zainteresować się tym masowym zabijaniem.


            A od jakiej liczby zaczyna sie dla Ciebie Jacqu masowe zabijanie?Ile trzeba
            ofiar by Cie zadowolic?
            Czy Ci weselnicy afganscy w liczbie 40 osob chyba Ci nie wystarcza?
      • pulbek Do Karlina 20.09.02, 19:31
        To co piszesz jest dobre. Nie zebym sie zgadzal z Twoimi
        pogladami, ale na tym forum juz sama umiejetnosc
        tworzenia zdan podrzednie zlozonych to rzadkosc.

        Nie uciekaj stad za szybko, a jak Cie zemdli to odczekaj
        chwile i wracaj czasem. Tu wbrew pozorom paru ludzi
        mysli.

        Co do felietonu Michalkiewicza to warto zwrocic uwage na
        ostatni akapit - kompletnie nie na temat. To typowe dla
        tego autora. Kiedy juz napisal wszystko co mu przyszlo do
        glowy, przywalil wedle przepisow Geremkowi czy innemu
        Millerowi, i ciagle - co za pech! - brakuje do ustalonej
        z redakcja dlugosci, zawsze mozna napisac byle co.

        Pulbek.
      • watto Hiperbola dla wybranych (kryterium - IQ) 20.09.02, 20:33
        > co to ma wspólnego, Panie Stanisławie, z wysysaniem oficerów prowadzących ?


        To jest tzw. hiperbola (proszę sprawdzić w słowniku) , korzystająca z pewnych
        ogólnie znanych skojarzeń. Czyli jest to już trochę skomplikowany zwrot
        stylistyczny, który pewnie nie wszyscy pojmą bez odpowiedniego wytłumaczenia.
        No ale inteligentny publicysta jest dla inteligentnych czytelników.
        Częsciowa inteligencja (zwykle ćwiartka), wystarczająca do
        przeczytania "GW", "Wprost", czy "Polityki" tu to tutaj trochę za mało.

        Ale służę w razie potrzeby dokładnym wytłumaczeniem owego zwrotu.



        > A teraz częśc dużo smutniejsza. Wpychanie Ameryce, i to w jednym akapicie,
        > komunizmu, socjalizmu i faszyzmu, i sugerowanie że zamierza to uczynić jej


        Powyższe ustroje mają wspólne cechy (proces ich szukania nazywa sie
        abstrahowaniem), które można łatwo zauważyć w USA.
        Trzeba tylko trochę czytać i mieć lepsze źródła wiadomosci niż red. Lisa.
        Mogę podać linki do amerykanskich artykułów, które podają przykłady faszyzacji
        życia w USA.
        Mogę też wyabstrahować pojęcie "faszyzacji" w razie potrzeby.


        > Nie dlatego, żebym
        > był bezwarunowym miłośnikiem wszystkiego, co "made in USA". Po pierwsze,

        Ale może jesteś warunkowym miłośnikiem?

        (To też hiperbola, z odniesieniem sie do pewnych ogólnie znanych skojarzeń).

        • pulbek Uczyl Marcin Marcina... 20.09.02, 23:18
          watto napisał:

          > > Nie dlatego, żebym
          > > był bezwarunowym miłośnikiem wszystkiego, co "made in USA". Po pierwsze,
          >
          > Ale może jesteś warunkowym miłośnikiem?
          >
          > (To też hiperbola, z odniesieniem sie do pewnych ogólnie znanych skojarzeń).
          >

          Zeby w przyszlosci uniknac takich pomylek skorzystaj z wlasnej rady i zajrzyj
          do slownika. Polecam

          wiem.onet.pl/wiem/010550.html
          Sluga etc.,

          Pulbek.
          • watto ??? postaram sie jednak pomóc 21.09.02, 18:32

            > Zeby w przyszlosci uniknac takich pomylek skorzystaj z wlasnej rady i zajrzyj
            > do slownika. Polecam

            Słownik mam swój. Nie muszę zaglądać.
            Jeżeli masz jakieś merytoryczne problemy , to napisz.

            Wcelach edukacyjnych napiszę ci, że hiperbola, to zwrot stylistyczny polegający
            na zamierzonej przesadzie w opisie przedmiotu lub zjawiska.

            Mam nadzieję, że swiatelko w tuneku sie zaswieciło i po paru latach przemyslen,
            dojdziesz do meritum.
            • pulbek uotewer 21.09.02, 20:36
              watto napisał:

              "warunkowy milosnik"...

              > to zwrot stylistyczny polegający na zamierzonej przesadzie w opisie
              > przedmiotu lub zjawiska.

              Gratuluje umiejetnosci robienia dobrej miny do zlej gry.

              Zeby nie ciagnac tej dyskusji ustalmy od razu: Watto jest fajny i madry, cala
              reszta kiepska i glupia. Czytelnicy osadza sami.

              Pulbek.
              • Gość: Ania Re: uotewer IP: *.upc.chello.be 21.09.02, 20:56
                pulbek napisał:

                > watto napisał:
                >
                > "warunkowy milosnik"...
                >
                > > to zwrot stylistyczny polegający na zamierzonej przesadzie w opisie
                > > przedmiotu lub zjawiska.
                >
                > Gratuluje umiejetnosci robienia dobrej miny do zlej gry.
                >
                > Zeby nie ciagnac tej dyskusji ustalmy od razu: Watto jest fajny i madry, cala
                > reszta kiepska i glupia. Czytelnicy osadza sami.
                >
                > Pulbek.


                Zawiodles mnie Pulbek.Ja sie rano zerwalam skopiowalam artykul i czekam na
                komentarze a tu nic.Rozumiem ,ze pogniewales sie na Watto ale za co na mnie?
                Bardzo mi zalezy na Twoim zdaniu.Jak Ci sie podoba doktryna calkiem nowa?Czy
                Michalkiewicz nie mial racji?
                • pulbek Re: uotewer 22.09.02, 11:46
                  Gość portalu: Ania napisał(a):

                  > Zawiodles mnie Pulbek.
                  [...]
                  > Jak Ci sie podoba doktryna calkiem nowa?
                  > Czy Michalkiewicz nie mial racji?

                  Chyba Cie zawiode jeszcze raz: nie mam jakiegos
                  szczegolnego zdania na temat nowej doktryny. Teraz pewnie
                  rozne osobniki napadna na mnie w stylu "to sie nie
                  mieszaj miedzy doroslych jak zdania nie masz", ale
                  trudno.

                  Z jednej strony niektore sformulowania sa bardzo
                  nieprzyjemne i z Michalkiewiczem zgadzam sie o tyle, ze
                  napisal to o czym juz dawno trabia lewicowi jajoglowi. A
                  ja sie zwykle zgadzam z lewicowymi jajoglowymi smile

                  Z drugiej strony w tej doktrynie po prostu jasniej
                  zapisano to co USA robia juz od dawna, szczegolnie jezeli
                  chodzi o tzw. "wspieranie demokracji". To zadna nowina ze
                  USA nie wspiera zadnej demokracji tylko swoje wplywy.
                  Dlatego beda popierac demokracje w Iranie bo to moze
                  pomoc w oslabieniu antyamerykanskich ajatollahow i za
                  wszystkich sil beda sie bronic przed demokracja w Arabii
                  Saudyjskiej. To wiadomo od dawna, zadna doktryna nie byla
                  im do tego potrzebna.

                  To samo ze "staraniem sie o wsparcie miedzynarodowe",
                  ktore mozna przetlumaczyc jako "pocalujcie nas w d***." W
                  sprawie Iraku USA tez sie staraja o wsparcie, ale i tak
                  zrobia co beda chcieli.

                  Tak wiec moze i dobrze ze zmienili te doktryne.
                  Przynajmniej teraz beda robili to samo co mowia.

                  Pulbek.
              • watto jak dziecku 21.09.02, 20:58

                > "warunkowy milosnik"...
                >
                > > to zwrot stylistyczny polegający na zamierzonej przesadzie w opisie
                > > przedmiotu lub zjawiska.
                >
                > Gratuluje umiejetnosci robienia dobrej miny do zlej gry.

                Wytłumaczę ci w takim razie jak dziecku w szkole.

                Zwrot stylistyczny polegający na zamierzonej przesadzie - "miłosnik USA"

                Odniesienie sie do pewnych ogólnie znanych skojarzeń - "warunkowy...".

                Trzeba widać "łopatologicznie" wszystko tłumaczyć pewnym osobnikom.

                Jeszcze rada: jeżeli spotykasz sie z bardzie wyrafinowanymi zwrotami
                stylistycznymi, to musisz wykonać analizę (tak jak w szkole analizę zdania).



                > Zeby nie ciagnac tej dyskusji ustalmy od razu: Watto jest fajny i madry, cala
                > reszta kiepska i glupia. Czytelnicy osadza sami.


                Nie cała reszta, ale paru twoich kolegów.
                Gdyby wszyscy byli tacy jak ty lub rypski, to nie pisywałbym tutaj.
    • Gość: U Re: Podlizucha orwellowska IP: *.214.123.107.Dial1.Boston1.Level3.net 21.09.02, 01:31
      Moze to strzal na b.wielka odleglosc,jednak wydaje mi
      sie,ze nastepnym narodem do ratowania od terroryzmu beda
      Indie.Wieksze akcje zaczynaja sie zwykle malutkimi
      kroczkami,zapuszcza sie sonde,czeka na reakcje i wkrotce
      sprawa zaczyna sie rozwijac. Am.TV ostatnio puszcza baki
      o przesladowaniu Islamu w Indiach.Jest to b.cwane
      zagranie.Pozwolilo by to wzmocnic wiezy z Pakistanem,tak
      bardzo potrzebnym w tym rejonie i udobruchac caly swiat
      Islamu,ktory sie zalatwi pozniej.Moze sie myle,ale jesli
      tak sie stanie-pamietajcie,co tu napisalem.
      • Gość: Ania Re:Skomentujcie ten artykul panowie IP: *.upc.chello.be 21.09.02, 07:52
        Doktryna Busha: wojna prewencyjna i supremacja USA na świecie


        (PAP) 21-09-2002





        21.9.Waszyngton - Rząd prezydenta George''a W. Busha ogłosił w piątek swoją
        strategiczną doktrynę wojskową. Jej podstawą są prewencyjne działania wojenne
        przeciw wrogom USA i niedopuszczenie do upadku hegemonii Ameryki na świecie.


        Co to sa prewenctjne dzialania wojenne?A kto to sa wrogowie USA?Ci,ktorych USA
        sobie wybierze do odstrzalu?



        Doktryna Busha - która wcześniej niż władze przedstawił "New York Times" -
        różni się zasadniczo od dotychczasowych amerykańskich doktryn militarnych
        stosowanych w okresie zimnej wojny, a także po jej zakończeniu.

        Oparte one były na odstraszaniu przeciwnika potęgą amerykańskich sił zbrojnych
        i jego powstrzymywaniu w wypadku agresywnych poczynań w regionach, gdzie
        zaangażowane były interesy strategiczne USA. Doktryna obecnej administracji
        przewiduje możliwość uderzeń uprzedzających przeciw terrorystom albo państwom
        ich sponsorującym, bądź gromadzącym broń masowego zniszczenia.

        Niedawno Sala napisala,ze we Wroclawiu dzialaja bojowki palestynskie.
        Byc moze zbombarduja Wroclaw.


        W dokumencie prezentującym nową strategię deklaruje się, że celem USA
        jest "popieranie powstawania wolnych i otwartych społeczeństw", a nie dążenie
        do "jednostronnych korzyści" oraz podkreśla się, że Ameryka będzie się "stale
        starała zyskać poparcie społeczności międzynarodowej". (PAP)

        ZSRR popieralo tez wolne i otwarte spoleczenstwa pod warunkiem,ze te
        spoleczenstwa popieraly ZSRR.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka