Gość: Miriam
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
01.10.01, 01:09
Chodzi w szalu czerwonym i złotym.
Przegląda się w owalu jeziora.
lecz jest chora. i nie wie o tym,
że ja pochowają w tym szalu.
Przyszła wreszcie. Rozrzuciła kasztany, lekką mgiełkę, woale, koronki, babie
lato. Jest. Ma grubą i długą do kostek, kolorową spódnicę, rude, długie włosy,
białą cerę. Orzechowe oczy. Przychodzą sny - inny czas, płynie inaczej. Sny
dokładnie jak u Schulza - czekają na nas jak łodzie weneckie, gotowe do
odpłynięcia. Ledwo uchwytna melancholia kończąca się pogodą. Inne światło,
miękkie, łagodne. Paleta barw rozłożona z przewagą złota. Zapach palonych
ognisk, jakieś dymy, czary, chochoły z różami w środku - niedługo. Szczególnie
pachnące poranki. Powietrze czasami smakuje. Smutki. A potem zadziwienia - jak
można było tak myśleć. Przeciez zawsze można skontrować Tangiem Anawa.
Pozdrawiam wszystkich a te melancholie - dla Was. czujecie jak pachną? jak
lilie Mercedes.