Szwagier Lenina

07.12.05, 23:53
Do Warszawy przyjechała z Nowego Jorku Miriam G. obsypana złotem i
brylantami… Bywała u znajomych na przyjęciach, premierach, a potem w SPATiF-
ie. Tam poznała grupę młodych aktorów, którzy zawsze siedzieli w oczekiwaniu
na takie panie. Wśród nich - niezwykle wtedy popularny wśród reżyserów
filmowych - aktor Jerzy C.
Zawsze gotowy, zawsze dyspozycyjny, pokazywał się w drobnych rólkach prawie
we wszystkich polskich filmach. Za to przy stoliku, we wszystkich SPATiF-ach
w Polsce, grał role główne.
Miriam, po kilku drinkach, wzruszona dowcipem i towarzyskimi zaletami aktora
C., opowiada pół po rosyjsku, pół po angielsku jakieś historie z Petersburga
o wodzach Rewolucji Październikowej: że razem z bolszewikami obalała carat,
że zdobywała Pałac Zimowy, a w Smolnym razem z Leninem…
Wszyscy brali to za fantazje i chęć popisania się przed młodymi ludźmi w
Klubie Aktora. Trzeba powiedzieć, że Miriam wyglądała na swoje lata, ale
potrafiła przetańczyć w Bristolu do rana, a w przyćmionych światłach,
wydawała się jeszcze wcale, wcale… Po Bristolu zakochani aktor C. z Krakowa i
Miriam z Nowego Jorku poszli dalej w Polskę.
Wylądowali na jakiejś prywatce na Starym Mieście, a nad ranem, po spełnieniu
nadzwyczajnie efektownej sesji erotycznej, aktor C. widzi obok siebie śpiącą
swoją panią w świetle wschodzącego słońca znad Wisły i jest lekko przerażony.
Mumia.
"Uciekaj skoro świt, bo rano będzie wstyd…", jak słusznie zauważyła Agnieszka
Osiecka.
Obok leży otwarta torebka z wysypaną zawartością, między innymi paszport z
orłem amerykańskim. Ostrożnie otwiera i czyta: Miriam G. Urodzona w
Petersburgu w roku 1896… W Smolnym mogła mieć 21 lat! A więc wszystko, co
mówiła, to prawda. Jeżeli ona tej nocy go skusiła, oczywiście po liftingu i
głębokich peelingach, to mając dwadzieścia lat, rzeczywiście mogła robić
wrażenie na wodzach rewolucji.
Z pistoletem za pasem, w bluzie ŕ la Dzierżyński, z rewolucyjnym ogniem w
oku, może nawet i Lenin przerwał pisanie przemówienia do żołnierzy i
robotników, aby…
Po tym, co Miriam wyprawiała pamiętnej nocy na Starym Mieście, powstało
domniemanie, że aktor C. został "szwagrem" KC bolszewików, czyli większości
bolszewików. A może nawet samego Lenina!
Po owym epizodzie aktor C. cieszył się jeszcze większym wzięciem u
miejscowych reżyserów.
J.Gruza
    • jenisiej and the winner was... 08.12.05, 00:31
      Jerzy Cnota. Niezły model, aczkolwiek nieprzesadnie cnotliwy.
      • wikul Re: and the winner was... 08.12.05, 00:49
        jenisiej napisał:

        > Jerzy Cnota. Niezły model, aczkolwiek nieprzesadnie cnotliwy.



        A ja sie zastanawiałem o kogo chodzi. Myślałem że jakis przystojniak a to ten
        kurdupel z "Janosika".
        • owca_czarna Re: and the winner was... 08.12.05, 00:52
          wikul napisał:

          > jenisiej napisał:
          >
          > > Jerzy Cnota. Niezły model, aczkolwiek nieprzesadnie cnotliwy.
          >
          >
          >
          > A ja sie zastanawiałem o kogo chodzi. Myślałem że jakis przystojniak a to ten
          > kurdupel z "Janosika".

          też się zastanawiałam, który to .... Och, co za obraz niecnoty z tego Cnoty smile)

          czarna_owca
          • wikul Raz w życiu byłem pederastą… 08.12.05, 01:13
            (...)Nagle do rozmowy wtrącił się stojący przy ścianie kolejarz w pełnym
            rynsztunku. Lampa, torba, jakieś tablice. Prosto ze służby.
            - Słucham tak panów, bardzo przepraszam, ale chciałem wam powiedzieć, że ja też
            raz w życiu byłem pederastą…
            Nie wiadomo, dlaczego mówił, że "on też". W opowiadaniu Zdziśka nie było ani
            słowa na ten temat, mimo to grzecznie słuchamy. Jest jakaś tolerancja dla osób
            stojących niżej w hierarchii społecznej, znosimy wtedy więcej, pozwalamy sobie
            jeździć po głowie, wpieprzać się do rozmowy, podszczypywać nasze kobiety,
            wypijać naszą wódkę…
            - Tak? - pytam uprzejmie.
            - Tak, proszę panów. Raz byłem w życiu pederastą. Raz! A członka mam proszę
            panów bardzo… bardzo… Raz w życiu. Powiedziałem sobie: Stasiu, raz w życiu
            byłeś, wystarczy… A mówiłem panom, że te sprawy mam bardzo słusznych rozmiarów?
            - Tak, mówił pan!
            - Ale na pewno panowie chcecie wysłuchać od prostego kolejarza, jak raz w życiu
            był pederastą?
            - Oczywiście, bardzo prosimy, niech pan nam opowie.
            - A napijecie się panowie ze mną?
            - Nie, bardzo dziękujemy.
            - Tak więc, mówiłem panom już, że członka mam…
            - To już był pan łaskaw opisać.
            - A więc, raz w życiu byłem pederastą. Orientujecie się panowie, kim jestem?
            Kolejarzem. A ściśle konduktorem. Jeżdżę w bardzo dalekie trasy. Czasem nie ma
            mnie dobę, dwie w domu. A członka…
            - To już pan mówił.
            - Aha, mówiłem? Zdarzyło mi się pewnego dnia, proszę panów, że spakowany, tak
            jak teraz, pożegnałem się z żoną i miałem wracać po dwóch dobach. Jechałem do
            Szczecina osobowym i z powrotem. A tu nagle pociąg odwołany. Jakaś awaria na
            trasie, wracam zatem wcześniej do domu. I co widzę? Na łóżku porusza się, na
            mojej żonie, jakiś mężczyzna… O, tak…! O, tak… tak… Tyłek obnażony i widzę te
            jego pośladki, jak mu tak rytmicznie w górę i w dół. Proszę panów… - kolejarz
            nabrał powietrza w płuca - a rozmiar mojego… Już wspomniałem chyba… jest
            bardzo, bardzo! Tym bardziej w stanie erekcji. Jak nie wskoczę na łóżko! Jak
            nie zwalę się na niego! Jak mu, proszę panów, za karę… dam, a rozmiar mam po
            byku…
            - Znaczy po ojcu? - spróbowałem wtrącić.
            - I tylko usłyszałem jego krzyk… O rany! I tak zostałem raz w życiu pederastą,
            proszę panów. O, członka mam… Pokażę go panom przy okazji. Nie napijecie się,
            naprawdę? Ja stawiam, wziąłem właśnie rodzinne.
            Nie skorzystaliśmy.
            J.Gruza
            • owca_czarna Re: Raz w życiu byłem pederastą… 08.12.05, 01:25

              Biedny ten z środku big_grin
              • hasz0 Ten Gruza to kawał łobuza co wiem od Jurka M. 08.12.05, 10:51
                • hasz0 od Jurka M. albo L. 08.12.05, 10:52
                  • hasz0 albo L. - rym! A inny Tadziu D. podpisał. Zmusili? 08.12.05, 10:53
                    • hasz0 Komu artystę komu? 08.12.05, 10:54
                      • wikul Re: Komu artystę komu? 08.12.05, 23:30
                        Adam Pawlikowski
                        (...)Tylko jego kochała piękna Lolita, słynna panienka z lat sześćdziesiątych,
                        która wyjechała do Stanów, gdy zorientowała się, że już miała prawie wszystkich
                        w Warszawie. Kochała go aż do śmierci. Jego.
                        Wyskoczył z okna, na ulicę. Po trzech dniach z tego samego okna, na ten sam
                        bruk, skoczył jego przyjaciel, tajemnicza postać: "Wuj Rzeszotarski". Albo było
                        odwrotnie, on jako drugi. Co ich łączyło? Nie wiadomo, ale chyba samotność.
                        Wykruszyli im się koledzy…
                        Tak jak u Wajdy w Popiele i diamencie… Tylko nie w walce na steny i pepesze,
                        ale o… sens życia. Jedni tragicznie zginęli, inni wyjechali z Polski, jeszcze
                        inni odeszli do problemów "zlewozmywakowych". M-3, mały fiat, wkładka niebieska
                        do Jugosławii, etacik… telewizyjna chałtura, Zachód…
                        Lśni blat baru, suną kieliszki jak znicze… Zbyszek Cybulski, Marek Hłasko,
                        Komeda, Bobek Kobiela… dziewczyny, koledzy… książki.
                        Życie zawsze chce naśladować sztukę.
                        J.Gruza
                        • owca_czarna Re: Komu artystę komu? 09.12.05, 00:50
                          wikul napisał:

                          > Adam Pawlikowski
                          > (...)Tylko jego kochała piękna Lolita, słynna panienka z lat sześćdziesiątych,
                          > która wyjechała do Stanów, gdy zorientowała się, że już miała prawie wszystkich
                          >
                          > w Warszawie. Kochała go aż do śmierci. Jego.
                          > Wyskoczył z okna, na ulicę. Po trzech dniach z tego samego okna, na ten sam
                          > bruk, skoczył jego przyjaciel, tajemnicza postać: "Wuj Rzeszotarski". Albo było
                          >
                          > odwrotnie, on jako drugi. Co ich łączyło? Nie wiadomo, ale chyba samotność.
                          > Wykruszyli im się koledzy…
                          > Tak jak u Wajdy w Popiele i diamencie… Tylko nie w walce na steny i pepes
                          > ze,
                          > ale o… sens życia. Jedni tragicznie zginęli, inni wyjechali z Polski, jes
                          > zcze
                          > inni odeszli do problemów "zlewozmywakowych". M-3, mały fiat, wkładka niebieska
                          >
                          > do Jugosławii, etacik… telewizyjna chałtura, Zachód…
                          > Lśni blat baru, suną kieliszki jak znicze… Zbyszek Cybulski, Marek Hłasko
                          > ,
                          > Komeda, Bobek Kobiela… dziewczyny, koledzy… książki.
                          > Życie zawsze chce naśladować sztukę.
                          > J.Gruza

                          Masz coś jeszcze? smile

                          czarna_owca
                          • wikul Re: Komu artystę komu? 09.12.05, 01:24
                            owca_czarna napisała:

                            > Masz coś jeszcze? smile
                            >
                            > czarna_owca


                            Ucieszyłaś mnie bardzo. Mam oczywiscie, tylko trochę przydługie jak na forum.
                            Ale fajne, proszę.
                            Pzdr.

                            W czasie obiadu w Klubie Aktora stara aktorka rzuca nieoczekiwanie widelcem w
                            jednego z kolegów.
                            Na szczęście nie trafia.
                            Musiała go znać, zanim stał się popularny wśród szerokiej publiczności przez
                            swoje role w filmach. Jej to się nigdy nie udało. Może to była nienawiść i
                            zazdrość o powodzenie, a może odrzucona kiedyś miłość. On już też niemłody, o
                            niskim, buczącym, charakterystycznym głosie.
                            Była przy tym incydencie Zosia Czerwińska. Pytam o powód takiej determinacji…
                            Nie wie.
                            Opowiada mi za to pewną historię o tym aktorze.
                            Otóż Teatr Narodowy pojechał do Francji do Teatru Narodów. Po jednym ze
                            spektakli nasz aktor postanawia "pójść w Polskę"… w Paryżu.
                            Usiadł sobie w kawiarni na bulwarze St. Michel. Światła, neony, samochody,
                            barwny tłum płynie mu przed oczyma. Czuje się wspaniale. Polski spektakl
                            poszedł z oklaskami, aktorzy byli wielokrotnie wywoływani. Sukces! I ten Paryż!
                            Taki piękny wieczorem.
                            Siedzi dziesięć, piętnaście minut, pół godziny, chciał do kogoś zagadać,
                            podzielić się szczęściem, tak jakby to można było zrobić w SPATiF-ie w
                            Warszawie. Wypił już trochę po spektaklu w garderobie, a teraz zamówił piwko.
                            Rozgląda się. Obok siedzi Murzyn. Stoliki zawsze ciasno obok siebie.
                            Kapitalizm. Aktor jeszcze nie wiedział, że tu nie ma nic za darmo. Wszystko ma
                            swoją cenę. Nawet towarzystwo.
                            - Garçon, biere, encore une fois!
                            Chciał się zakolegować z sąsiadem, więc pyta po "europejsku", to znaczy
                            mieszając różne języki, byleby obce:
                            - Vodka, biere, wollen Sie drink?
                            - A, oui, merci…
                            - Garçon, deux vodka, zimna.
                            - Et bičre? - pyta kelner.
                            - Oui, i piwo! Deux vodka and bičre.
                            Do Murzyna, który uśmiecha się uprzejmie:
                            - Je suis acteur! - przedstawia się nasz bohater. - Polish.
                            - O, ?tes vous acteur? Fantastique!
                            - Théâtre National.
                            - O, oui…
                            - From Warschau…
                            - Ooo, Varsovie?! Fantastique!
                            - Oui, Varsovie… zburzona, ale już odbudowana. Stare Miasto beautiful.
                            Kelner przyniósł piwo i dwie wódki.
                            Wypijają.
                            - Na zdrowie!
                            Murzyn powtarza.
                            - Na zeedroowie…
                            Jak każdy Polak za granicą, aktor uczy go przez pół godziny, jak wymawiać po
                            polsku "na zdrowie".
                            - Garçon, encore une fois. Zwei vodka und zwei Bier!
                            Wypili.
                            - Mon Directeur is monsieur Kazimierz Dejmek? Connaissez vous Dejmek?
                            Chwila zastanowienia w przekrwionych białkach Murzyna.
                            - O! Monsieur Dejmek? Bien sur Dejmek! Super! - Murzyn pije za "free", więc
                            stara się być uprzejmy.
                            - O ku.., zna Dejmka! Garçon, give us une bouteille szampana. Russisch…! Co,
                            nie ma…? A, prawda, to Paryż. Daj tego francuskiego erzatza! Tylko schnell.
                            Paryż, noc… kolorowy tłum. Murzyn zna Dejmka, jest bosko!
                            - Ich spiele Hauptrolle w Historyi o Zmartwychwstaniu Pańskim. Verstehen Sie?
                            Murzynowi jest już wszystko jedno. Murzyńska głowa to nie to co polska.
                            - Aaa! - udaje, że rozumie, o co chodzi. - L`histoire Zmatystania - próbuje
                            powtórzyć. - Je connais l`histoire trčs bien.
                            Uczenie przez następne pół godziny, jak wymawiać po polsku "historyja o
                            Zmartwychwstaniu Pańskim".
                            Kelner leje szampana.
                            Piją…
                            Polskiego aktora rozpiera duma. Przypadkowy Francuz, nawet czarny, a zna
                            Dejmka, Historyję… Co za kulturalne miasto!
                            - Bruderszaft!
                            Zawijają się rękami, całują.
                            Znów drink.
                            - You know what? I introduce you to my friends. Chodźmy! Garçon, rachunek,
                            bitte!
                            Płaci, rzuca suty napiwek i wychodzą. Jest już dobrze po drugiej. Raz się jest
                            w Paryżu! Hotelik, w pokoju śpi trzech kolegów, budzi ich.
                            - Chłopaki, wstawajcie! Gdzie wódka? Przedstawiam wam mojego znajomego z
                            Paryża, zna Dejmka! Bardzo mu się spodobała Historyja… Stasiu, nalej mu
                            gorzały, bo wart tego. A ty, Kaziu, poczęstuj go polską kiełbasą. Niech
                            spróbuje!
                            I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nic za darmo! W SPATiF-ie można było się i
                            napić za darmo, i opowiedzieć swoje życie za darmo, wypłakać się za darmo,
                            wyśmiać kolegę, postawić wódkę, kolację bez konsekwencji i zobowiązań. Tu nie!
                            Coś za coś.
                            Murzyn chce się spłacić. Pił przez całą noc na koszt obcego mu człowieka, więc
                            się rozbiera i kładzie do jedynego wolnego łóżka.
                            Zapada krępująca pauza. Aktor nagle rozumie, że to jest jakieś gigantyczne
                            nieporozumienie.
                            - A dalejże mi jazda, wstrętna cioto! To ja ci o Dejmku, o "Zmartwychwstaniu
                            Pańskim", o Historyji, a ty mi gołą czarną dupę wypinasz…! Precz!
                            Zaskoczony Murzyn nic z tego nie rozumie, ubiera się i wychodzi.
                            Dlaczego ktoś obcy przez pół nocy stawiał mu piwo, wódkę, szampana? Opowiadał
                            mu jakieś historie, wreszcie zaciągnął go do hotelu… i nic od niego nie chce?
                            Nigdy nie był w SPATiF-ie. Chodziło się tam, aby być "person to person"
                            albo "person i kieliszek", ale najczęściej, żeby podzielić się sukcesem lub
                            klęską: zawodową, osobistą, polityczną.
                            Nie wymienię nazwiska tego aktora, mimo że Janusz Minkiewicz, gdy ktoś
                            opowiadał jakąś plotkę czy anegdotę bez podania nazwiska obgadywanego,
                            natychmiast przerywał:
                            - Nazwisko! O kim mówisz? Bez nazwisk nieważne!
                            J.Gruza
                            • jenisiej Re: Komu artystę komu? 09.12.05, 03:18
                              > Musiała go znać, zanim stał się popularny wśród szerokiej publiczności przez
                              > swoje role w filmach. (...) On już też niemłody, o
                              > niskim, buczącym, charakterystycznym głosie.

                              > Nie wymienię nazwiska tego aktora, mimo że Janusz Minkiewicz, gdy ktoś
                              > opowiadał jakąś plotkę czy anegdotę bez podania nazwiska obgadywanego,
                              > natychmiast przerywał:
                              > - Nazwisko! O kim mówisz? Bez nazwisk nieważne!

                              Ani chybi Kazimierz Wichniarz.
                          • jenisiej Owieczko, ja mam więcej! 09.12.05, 02:42
                            owca_czarna napisała:

                            > Masz coś jeszcze? smile

                            www.tvp.pl/alfabet/spis.htm

                            wink

                            Całuskismile
                            • owca_czarna Re: Owieczko, ja mam więcej! 09.12.05, 13:57
                              jenisiej napisał:

                              > owca_czarna napisała:
                              >
                              > > Masz coś jeszcze? smile
                              >
                              > www.tvp.pl/alfabet/spis.htm
                              >
                              > wink
                              >

                              Jak prawie każda kobieta lubię takie plotki, ploteczki ze świata X muzy.


                              BTW - Jenisieju, nie wiesz co z Manią? Zamilkła na amen. Chyba nie wpłynął na to
                              artykuł w NIE. Moje myśli stają się koloru mojego runa

                              > Całuskismile

                              <cmok><cmok> big_grinbig_grin

                              czarna_owca
                              • szach0 ________________UWAGA!_KONKURS___ _________________ 14.12.05, 14:12
                                Czym zasłynął dla "dobrego imienia Polski"?
                                Artysta do wynajęcia.


                                "Marian Marzyński, dziennikarz, rozmawia z admirałem przez telefon, który mu
                                wystawił przez okienko wartowni marynarz na służbie. Marzyński prosi admirała,
                                aby pozwolono nam umieścić kamerę na wieży w porcie wojennym"
                              • jenisiej Re: Owieczko, ja mam więcej! 14.12.05, 18:12
                                owca_czarna napisała:

                                > BTW - Jenisieju, nie wiesz co z Manią? Zamilkła na amen. Chyba nie wpłynął na
                                > to artykuł w NIE. Moje myśli stają się koloru mojego runa

                                Bez paniki, wszystko OK. Widziałem się z Nią.

                                > <cmok><cmok> big_grinbig_grin

                                Buuuzismile))
                                • wikul Re: Owieczko, ja mam więcej! 15.12.05, 01:22
                                  jenisiej napisał:

                                  > owca_czarna napisała:
                                  >
                                  > > BTW - Jenisieju, nie wiesz co z Manią? Zamilkła na amen. Chyba nie wpłyną
                                  > ł na
                                  > > to artykuł w NIE. Moje myśli stają się koloru mojego runa
                                  >
                                  > Bez paniki, wszystko OK. Widziałem się z Nią.
                                  >
                                  > > <cmok><cmok> big_grinbig_grin
                                  >
                                  > Buuuzismile))


                                  Sama z sobą ? To nie trudno.
                                  • wikul Wizyta przyjaźni 17.12.05, 20:11
                                    Na Kubę leci delegacja Radiokomitetu. Biorą przy okazji dyrektora festiwalu w
                                    Sopocie i mnie jako reżysera. (...)
                                    Tymczasem "delegacja", w czarnych garniturach, wizytuje kubańskiego prezesa
                                    bratniego Radiokomitetu. My z Leszkiem Sikorskim czekamy przed budynkiem. Widzę
                                    zbliżającą się bardzo zabawną postać, dziewczynę z krótko obciętymi włosami, w
                                    kusej spódniczce, na nogach rozklepane, białe niegdyś tenisówki - Masina!
                                    Wesołe oczka, uśmiechnięta, dokładna kopia Masiny Felliniego. Rozmawiam z nią
                                    chwilę, kalecząc hiszpański, trochę po włosku, trochę po angielsku.
                                    Z budynku wychodzi delegacja namaszczona wizytą u prezesa, bodajże kuzyna
                                    Castro. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale przedstawiam kubańską Masinę
                                    jako znaną spikerkę telewizji, taką ichnią Irenę Dziedzic. Delegacja pokornie
                                    pochyla się i kolejno całuje dziewczynę w rękę. Przedstawiam po
                                    kolei "czarnogarniturowców", wymieniając ich funkcje.
                                    - Oo, delegacion oficial… - ucieszyła się dziewczyna i zalotnie podniosła
                                    krótką spódniczkę, pokazując wypukłą cipę w czerwonych majtkach.
                                    - Ty dasz mi te słoneczne okulary i możesz sobie tu włożyć - zaproponowała na
                                    migi Masina sekretarzowi polskiego Radiokomitetu, w okularach kupionych w
                                    Peweksie na lotnisku Okęcie. Ten zbaraniał.
                                    Długo tłumaczyłem się, że to pomyłka, bo kiedyś oglądając w telewizji ich
                                    program, widziałem kogoś podobnego. Wtedy po raz ostatni wyjechałem w delegację
                                    służbową za granicę.
                                    Sami już wybierali gwiazdy do Sopotu.
                                    J.Gruza
                                    • babariba-babariba piękne ma wspomnienia taki Gruza... 17.12.05, 20:45
                                      ...wieloletnia ofiara PRL-owskiego Radiokomitetu
                                      • wikul Re: piękne ma wspomnienia taki Gruza... 18.12.05, 18:12
                                        babariba-babariba napisała:

                                        > ...wieloletnia ofiara PRL-owskiego Radiokomitetu



                                        Dlaczego ofiara ?
                                        • wikul Re: piękne ma wspomnienia taki Gruza... 18.12.05, 23:52
                                          Dymsza opowiada:
                                          - Jestem na spacerze z psem w Otwocku. Patrzę, w kierunku stacji biegnie
                                          kobieta. Nadjeżdża pociąg. Poszczułem psem. Zdążyła.


                                          • wikul Festiwal etiud szkół filmowych z całego świata 19.12.05, 23:33
                                            Z reżyserem Jerzym S. ruszamy z Londynu. Zaproszono go, jako gwiazdę kina
                                            europejskiego, na przewodniczącego jury. Jest zbyt niecierpliwy, aby oglądać
                                            wszystkie te filmy. Ja mam siedzieć i zdawać mu sprawę. Co pewien czas wpada na
                                            salę i pyta:
                                            - Goła d… była?
                                            - Była przed chwilą, szkoda, żeś nie widział…
                                            Siedzi parę minut, ale na ekranie nic się nie dzieje, jakieś nudy. Ledwie
                                            wyszedł do baru, na ekranie golizna, ruja i porubstwo, jak to u studentów,
                                            którzy za pieniądze podatników kręcą, co im strzeli do łba.
                                            Wpada Jurek.
                                            - Goła d… była?
                                            - Była, i to nie jedna. Znów się spóźniłeś.
                                            - Posiedzę chwilę, może będzie.
                                            Kolejne nudziarstwo. Wstaje. Wychodzi.
                                            Na ekranie pojawia się goła d… Nie miał szczęścia przewodniczący.
                                            I tak przez trzy dni.
                                            Przed ogłoszeniem werdyktu idziemy do toalety. Przy wejściu, na posadzce,
                                            siedzi jakaś egzotyczna studentka, trzymając skręta grubego jak cygaro
                                            Churchilla.
                                            - Daj pociągnąć - mówi zawsze żądny nowych wrażeń przewodniczący, który za
                                            chwilę ma odczytać listę nagrodzonych.
                                            Pociąga.
                                            - Good stuff. - Wypuszcza, przefiltrowaną przez płuca, smugę dymu i zwala się
                                            pod umywalkę blady jak ściana. - Vee…ry good stu…ff! - powtarza, lekko się
                                            zacinając.
                                            J.Gruza
Inne wątki na temat:
Pełna wersja