perli 01.04.06, 12:29 ja też się pożegnam. A cjo, nie wolno? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
danutki Re: njo 01.04.06, 12:35 perli napisała: > ja też się pożegnam. A cjo, nie wolno? > > > w wolnym kraju ponoć wszystko wolno. żegnać się też wolno ale wrócisz Perli? Odpowiedz Link Zgłoś
karlin Nałogowcy 01.04.06, 13:23 "Zdaje się, że chyba jednym z najgorszych świństw spomiędzy tzw. "białych obłędów", czyli narkotyków "wyższego rzędu", jest kokaina. Nie będę opisywał tu przyjemnych skutków tego jadu, ponieważ opis takowych znajdzie czytelnik niestety w powieści mojej pod tytułem "Pożegnanie jesieni",(...) Teraz czeka mnie zadanie specjalnie trudne: nie być fałszywie zrozumianym, co przy wyjątkowym stanowisku, które muszę zająć w stosunku do peyotlu, jest bardzo możliwe. Mogę być posądzony o to, że odsądziwszy od czci i wiary wyżej opisane jady, chcę udowodnić, że jedynie godnym używania jest jedynie ten czwarty i że uratowałem się od trzech nałogów przy pomocy oddania się innemu. Ludzie są bardzo sceptyczni na ten temat i poniekąd mają rację. Kiedy przy pomocy peyotlu przestałem zupełnie pić na czas dłuższy (około półtora roku), a w ogóle nie wróciłem już - przed definitywnym wyrzeczeniem się alkoholu i innych trucizn, których przeważnie dla eksperymentów rysunkowych sporadycznie używałem (eukodal, harmina czyli syntetyczna banisteryna Mercka lub tak zwane ya-yôô, eter i meskalina, syntetycznie otrzymany jeden z pięciu składników peyotlu) - do dawek alkoholu, których używałem przedtem, otóż w tym okresie spotkałem się często z następującymi powiedzeniami, w których zawierałą się wątpliwość w zaprzestanie picia i innych procederów, o których nałogowość byłem najniesłuszniej posądzany: a więc mówiono mi: "oto wyrzekłeś się picia, aby popaść w nałogowy peyotlizm", albo: "ho ,ho, więc to tak: z deszczu pod rynnę" itp.,itd. Otóż przede wszystkim: nie ma prawie na świecie całym nałogowych peyotlistów. Są podobno w Meksyku nieliczne, wyjątkowo zdegenerowane indywidua, które żują stale tzw. "mescal-buttons", czyli kawałki suszonego peyotlu. Są to ostatanie wyrzutki spośrod ginących niestety szczepów czerwonej rasy, bardzo nieliczne i widoczne tak do upadku predestynowane, że nawet peyotl, do którego przyzwyczajenie się jest niesłychanie trudnym, uczynić mogły swoim nałogiem. Nie będę tu powtarzał rzeczy, które każdy znależć może w specjalnej literaturze naukowej, zaczynając od dzieła dr Aleksandra Rouhier Peyotl, la plante qui fait les yeux émérveillés, aż do ostatnich badań prof. Kurta Berningera nad syntetyczną meskaliną Mercka pod tytułem Meskalinrausch. Opowiem tylko o moich osobistych doświadczeniach z peyotlem, które uważam za absolutnie nieszkodliwy przy sporadycznym używaniu, a dający poza niebywałymi wizjami wzrokowymi tak głebokie wejrzenie w ukryte pokłądy psychiki i tak zniechęcający do wszelkich innych narkotyków, a przede wszystkim do alkoholu, że na tle prawie absolutnej niemożności przyzwyczajenia się doń powinien być używany we wszystkich sanatoriach, gdzie leczą wszelkiego rodzaju nałogowców." ---------------------------------------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
karlin grin pis 01.04.06, 13:55 czyli pokój zielonym herbatnikom. Prima non aprilis. Odpowiedz Link Zgłoś
karlin Re: grin pis 01.04.06, 14:18 Rozdarcie Twojej kiecki staje się dramatycznie widoczne.... Chyba powinieniem udać się na spacer. Odpowiedz Link Zgłoś
karlin Tylko łagodnie 01.04.06, 15:29 perli napisała: > A z Kiecką sobie poradzę. --------------------------------------------- Bo jak zwieje na manifę i jakiejś dziennikarce się rzuci do stóp.... Śledczej. Odpowiedz Link Zgłoś
perli Re: Tylko łagodnie 01.04.06, 15:45 njo, dziennikarki są niebezpieczne. A zwłaszcza ich stopy. Drzemie w nich prawdziwy oprych. Odpowiedz Link Zgłoś
perli Re: A jak tam mewy? 01.04.06, 16:17 nie sprzątają...się obijają. Njo, ty Wiosno! Odpowiedz Link Zgłoś
karlin Nie ma to jak mewy 01.04.06, 16:26 obite. Kruchość chińskiej gliny w kurzu baranicy. Odpowiedz Link Zgłoś