bufo
19.12.02, 13:36
za www.poprostu.pl:
Mija rok w Afganistanie
pisze Robert Fisk, The Independent
20. sierpnia 2002
Prezydent Bush i jego wojna z terrorem dotarli 22 maja do pustynnej wioski
Hajibirgit. Haji Birgit Khan, 85-cio letni, brodaty przywódca pasztuńskiej
osady i głowa 12,000 lokalnej społeczności plemiennej, leżał na skrawku trawy
przed swoim domem. Faqir Mohamed spał na piasku pośród owiec i kóz, kiedy
usłyszał ogromne samoloty lecące po niebie. W nocy panują takie upały, że
ludzie śpią przed domami, jednak Mohamedin i jego rodzina pozostali w
glinianej chacie. 22 maja w Hajibirgit było 105 rodzin i wszystkie zostały
obudzone przez huk silników, uderzenia wirników śmigłowców i krzyki
amerykanów.
Widziano jak Haji Birgit Khan biegnie sztywno w kierunku wiejskiego meczetu –
prostokątnego, murowanego budynku z jednym megafonem i paroma wytartymi
dywanami. Widziano także kilku uzbrojonych mężczyzn biegnących za nim. Hakim,
jeden z pasterzy, dostrzegł jak ludzie z helikoptera dopadli starca w
meczecie a po chwili usłyszał strzały. Kiedy go znaleźliśmy był już martwy;
jego głowa była przestrzelona wyjaśnia wskazując w dół. Na betonowej podłodze
meczetu jest ślad po kuli i zaschnięta krew. Kawałki jego mózgu znaleźliśmy
na ścianie.
W całej wsi, na podwórzu każdego domu, słychać było eksplozje. Amerykanie
rzucali granaty ogłuszające i świece dymne opowiada Mohamedin. Rzucali ich
całą masę i nie przestawali krzyczeć. Nie rozumieliśmy ich języka, ale byli z
nimi afgańscy strzelcy, Afgańczycy z ciemnymi twarzami. Kilku zaczęło wiązać
nasze kobiety – nasze własne kobiety – a Amerykanie odsłaniali ich burki, ich
okrycia i spoglądali im w twarze. Wtedy dostrzeżono uciekającą, małą
dziewczynkę. Abdul Satar mówi, że miała trzy lata, że wybiegła z domu
krzycząc ze strachu, że nazywała się Zarguna i była córką człowieka o imieniu
Abdul-Shakour, i że ktoś widział jak wpadła do głębokiej na 60 stóp studni po
drugiej stronie meczetu. Musiała tam utonąć samotnie, z połamanymi podczas
upadku kośćmi. Inne dziecko znajdzie nad ranem jej zwłoki. Amerykanie nie
zwrócili na to uwagi. Wnioskując z opisu ich mundurów, należeli do Oddziałów
Specjalnych i Afgańskich Oddziałów Specjalnych – brutalnych i źle
zdyscyplinowanych jednostek, dowodzonych z kwatery tajnej policji w Kabulu.
Było także 150 żołnierzy z US 101st Airborne, których baza macierzysta
znajduje się w Fort Campbell w Kentucky. Ale Fort Campbell leży daleko od
Hajibirgit (50 mil od położonego na południowym-zachodzie Kandaharu).
Amerykanami zawładnęła jedna myśl: w wiosce znajdują się przywódcy Al-Kaidy –
organizacji Talibów i bin Ladena.
Dawny członek Oddziałów Specjalnych z sojuszniczego kraju USA, przedstawił mi
kilka dni później swoją własną interpretację zachowania Amerykanów. Kiedy
idziemy do wioski i widzimy wieśniaka z brodą, to widzimy afgańskiego
wieśniaka z brodą - wyjaśnia. Kiedy Amerykanie idą do wioski i widzą
wieśniaka z brodą to widzą Osamę bin Ladena.
Wszystkim kobietom i dzieciom nakazano zebrać się na jednym końcu Hajibirgit.
Popychali nas i wyciągali z naszych domów, opowiada Mohamedin. Niektórzy z
afgańskich strzelców wyzywali nas. Przez cały czas rzucali granatami w nasze
domy. Kilku mieszkańców, którym udało się uciec, następnego dnia znalazło
granaty ogłuszające. Są ich dziesiątki. Małe, cylindryczne, zielone puszki z
wymalowanymi nazwami i kodami. Na jednym widnieje napis 7 BANG Delay: 1.5
secs NIC-01/06-07 a na innym 1 BANG, 170 dB Delay: 1.5s. Inny cylinder jest
oznaczony DELAY Verzagerung ca. 1,5s. To były granaty, które wystraszyły
Zargunę i pośrednio doprowadziły do jej śmierci. Standardowe wyposażenie
amerykańskich Oddziałów Specjalnych produkowane w Niemczech, w Hamburgu,
przez firmę Nico-Pyrotechnik – stąd NIC na puszkach. dB oznacza decybele.
Kilka znaczków z datą produkcji wskazuje na to, że granaty były zrobione w
marcu. Niemiecka fabryka określa je jako 40mm na 46mm ładunki dźwiękowe i
błyskowe (ogłuszające). Ale Amerykanie strzelali także ostrą amunicją. Kilka
pocisków trafiło w uszkodzony samochód, w którym spał inny mieszkaniec
wioski, taksówkarz Abdullah. Został ciężko ranny. Podobnie jak syn Haji
Birgit Khan’a.
Rzecznik prasowy sił zbrojnych utrzymywał później, że żołnierze amerykańscy
znaleźli się pod ostrzałem i zabili jednego oraz ranili dwóch innych
prawdopodobnie Talibów lub członków Al-Kaidy. Wniosek, który można wysnuć –
85-cio letni Haji Birgit Khan był strzelcem – jest oczywiście śmieszny.
Dwóch rannych to prawdopodobnie syn Khan'a i taksówkarz Abdullah.
Twierdzenie, że byli Talibami lub członkami Al-Kaidy było szytym grubymi
nićmi kłamstwem – w końcu obaj zostali uwolnieni. Niektórzy Afgańczycy,
którzy przybyli z Amerykanami, krzyczeli do płaczących dzieci 'Zamknąć się!'
wspomina Faqir Mahamed. Kazali nam położyć się i założyli na nadgarstki
kajdanki, takie plastikowe. Im bardziej szarpaliśmy, tym bardziej się
zaciskały i raniły nas. Później zawiązali nam oczy i popchnęli w stronę
samolotów. Gdy szliśmy, szturchali nas.
Amerykanie zapędzili 55 oślepionych mężczyzn do śmigłowców. Pośród nich był
też Mohamedin i Abdul-Shakour, który nic nie wiedział o córce umierającej w
studni. 56-ty więzień załadowany do helikoptera był już martwy: Amerykanie
zdecydowali się zabrać ciało 85-cio letniego Haji Birgit Khan'a ze sobą.
Kiedy śmigłowce wylądowały na lotnisku w Kandaharze – kwaterze 101st
Airborne – więźniowie zostali, według ich zeznań, zapędzeni razem do
kontenera. Związano im nogi a następnie przykuto kajdanami, każdego osobno,
do uchwytów wystających z podłogi. Na głowy nałożono im ciasne worki. Abdul
Satar jako pierwszy został zabrany z tego małego, gorącego więzienia. Weszło
dwóch Amerykanów i zdarli ze mnie ubrania - opowiada. Jeśli odzież się nie
darła, to rozcinali ją nożycami. Wyprowadzili mnie na zewnątrz aby zgolono mi
brodę i zrobiono zdjęcie. Dlaczego zgolili moją brodę? Miałem ją od zawsze.
Mohamedin został poprowadzony nago do namiotu przesłuchań gdzie zdjęto mu z
oczu opaskę. Był tam tłumacz, Pasztun z kandaharskim akcentem i amerykańscy
żołnierze, kobieta i mężczyzna. Stałem przed nimi nagi ze związanymi rękami.
Niektórzy z nich stali, inni siedzieli na stołach. Zapytali: 'Czym się
zajmujesz?' więc odpowiedziałem: 'Jestem pasterzem. Dlaczego nie zapytacie
swoich żołnierzy co robiłem?' Odparli: 'Sam nam powiedz.' Potem
spytali: 'Jakiego rodzaju broni używałeś?' a ja odparłem, że nie używałem
żadnej broni. Któryś z nich zapytał: 'Czy używałeś broni podczas rosyjskiego
okresu [okupacji], okresu wojny cywilnej lub Talibów?' Powiedziałem im że
przez większość czasu byłem uchodźcą. Z zeznań jeńców nie można wywnioskować,
które z amerykańskich jednostek brały udział w przesłuchaniu. Niektórzy
żołnierze mieli berety z żółtymi lub brązowymi plakietkami a inni nosili
cywilne ubrania. Tłumacz afgański miał na sobie tradycyjny strój salwah
khameez.
Hakim był przesłuchiwany nieco dłużej, ale tak samo jak Mohamedin był nagi.
Chcieli wiedzieć ile mam lat i gdzie pracuję. Powiedziałem, że mam 60 i
jestem rolnikiem. Dopytywali 'czy w wiosce są jacyś Arabowie, Talibowie,
Irańczycy lub inni obcokrajowcy?' Zaprzeczyłem. Spytali 'Ile pokoi jest w
twoim domu i czy masz telefon satelitarny?' Odparłem: 'Nie mam żadnego
telefonu. Nie mam nawet elektryczności.' Zapytali: 'Czy Talibowie byli źli
czy dobrzy?' a ja odpowiedziałem, że nigdy nie przyszli do naszej wioski więc
nic o nich nie wiem. Wtedy spytali: 'A Amerykanie? Jacy są Amerykanie?' Ja na
to: 'Słyszałem, że razem z [prezydentem Hamidem] Karzai'em wyzwolili nas i
pomogli – ale nie wiem czym zawiniliśmy, żeby traktowano nas w ten sposób.'
Co innego miałem powiedzieć?
Kilka godzin później mieszkańcy Hajibirgit zostali