Dodaj do ulubionych

[Pieronkowi & ...] Opera żebracza w Kopenhadze...

24.12.02, 14:08
Opera żebracza w Kopenhadze

Wygląda na to, że 13 grudnia już na dobre pozostanie świętem naszych
okupantów. Dotychczas obchodziliśmy je w wymiarze wyłącznie krajowym, bo
nikomu nie chciało się już spierać z panem gen. Jaruzelskim, czy
podjął "suwerenną" decyzję, czy nie. Od 13 grudnia tego roku nabrało ono
jednak wymiaru europejskiego. Tego dnia pan premier Leszek Miller, stojąc na
czele, za przeproszeniem, trupy naszej dyplomacji, podpisał w Kopenhadze
warunki oddania Polski Unii Europejskiej. Wszystko odbyło się dokładnie tak,
jak przewidywałem ("wszystko dokładnie będzie, jak przewidział ksiądz z
Dukwi; księżyc może i wzejdzie, ale o kształtach brukwi"). Nasi okupanci
trzymali się scenariusza do samego końca, dzięki czemu pan premier Miller
miał okazję zaprezentować swoją strategię twardego kiwania palcem w bucie. W
pewnym momencie scenariusz przewidywał nawet groźbę odejścia od stołu, ale
skończyło się na fałszywych pogłoskach. Były one jednakowoż konieczne, żeby
pan kanclerz Schröder miał odpowiednie entrée. Niczym w dawnych dramatach
Książę z posłaniem sprawiedliwości, teraz pan kanclerz pojawił się z
miliardem euro w gotówce. Nie ma takiej bramy, której by nie przeszedł osioł
obładowany złotem. Na taki gest zgięłaby się nawet drewniana noga. Po tym
kulminacyjnym momencie nie pozostawało już nic innego, jak szybko zmierzać do
finału. Pedantyczni Niemcy zadbali nawet o taki szczegół, żeby ten wielki
sukces polskiej dyplomacji pan premier zdążył ogłosić akurat na 19.30, kiedy
to w Polsce w telewizorze zaczynają się "Wiadomości". Zabrzmiało więc
gromkie "Alleluja!" i rozdzwoniły się radośnie wszystkie próżne dzwony. Skoro
padł rozkaz, żeby się radować, to każdy, kto tylko bierze od rządu jakieś
pieniądze, raduje się na wyścigi, żeby tylko nie padło na niego jakieś
posądzenie. Pan prezydent tak się zagalopował, że z tej radości wręczył panu
premierowi "niemiecki zegarek". Elegancki prezent, no i jakże praktyczny; pan
premier nie będzie potrzebował za każdym razem jeździć po wskazówki do
Berlina. Tylko rzuci okiem i już będzie wiedział, co przystoi mu czynić.

Oczywiście wróg jak zwykle sypie piasek w szprychy. Pan red. Baczyński
z "Polityki" przestrzegł w TVN 24, że teraz "różni mądrale" będą mówić, że
wszystko było ukartowane. Jak to dobrze, że pan red. Baczyński wie, że nie
było, że sam kanclerz Schröder zwierza mu się każdego wieczoru, bo już bym
sobie pomyślał, że i on bierze od rządu jakieś pieniądze. A "mądrale" będą
mówić, jakże by inaczej! Mnie na przykład nikt nie dał ani rozkazu, ani
pieniędzy, żeby się radować, więc piszę to, co myślę, również dlatego,
żeby "mądralom" z "Polityki" nie ułatwiać hucpy. Zabronić im, ma się
rozumieć, ani nie chcę, ani nie mogę. Tyle mojego, co ich może trochę
podenerwuję.

Wielki sukces trupy naszej dyplomacji polega na tym, że Unia przetasowała
kwoty z różnych kieszeni tak, żeby wywołać wrażenie, że Polska dostała coś
więcej niż wcześniej zaplanowano. Radość została więc zarządzona wyłącznie
dlatego, by panu premierowi i jego czcigodnej trupie stworzyć pozory sukcesu
gwoli podreperowania reputacji. Tak naprawdę zaś, podpisane w Kopenhadze
warunki oznaczają, że Polska zafundowała sobie zupę na gwoździu, tak samo jak
głupia baba, co to dała się podejść Cyganowi w znanej polskiej bajce. Przed
laty w pewnym wesołym miasteczku we Francji sprytny entreprener zainstalował
studnię mądrości. Za 10 sous każdy mógł tam sobie zajrzeć. Ustawiały się
długie kolejki, ludzie zaglądali i odchodzili w milczeniu. Interes
prosperował, aż wreszcie jakiś gaduła zdradził, że na dnie studni mądrości
widnieje napis: "pozwól i innym być głupim". Więc kto chce, niechże się
raduje. Idą święta i odrobina wesołości nikomu nie zaszkodzi, a już
specjalnie przyda się panu wicepremierowi Kołodce, który w Kopenhadze musiał
zmienić mnóstwo koszul z tego mozołu. Jakie to szczęście, że nie jest
cesarzem, bo cesarz to nic tylko wkłada koszulę i zdejmuje koszulę, wkłada
ko... Tak w każdym razie opowiadał rabin uczniom w chederze.

Skoro zgadało się już o chederze, to "Gazeta Wyborcza" zdemaskowała
zdradzieckie knowania jakiegoś Hassana, który próbował zostać wielkim
posiadaczem ziemskim w Polsce, bodajże na Pomorzu Zachodnim. Ciekawe, że "GW"
dotychczas raczej bagatelizowała sprawę zawłaszczania ziemi przez
cudzoziemców. Wystarczyło jednak, że cudzoziemiec okazał się Arabem, a od
razu wydało się, jakie to groźne. Czy naprawdę groźne, to inna sprawa, ale
nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż rewolucyjna czujność "GW" może wynikać stąd,
że Polska, Pomorze Zachodnie inclus, to już Ziemia Obiecana.

Czy to z tego powodu, czy z jakiegoś innego, głos w sprawie rozszerzenia Unii
Europejskiej, a właściwie jej "europeizacji" zabrał również COMECE, czyli
taka unijna jaczejka biskupów. Podstępna "Gazeta Wyborcza" opatrzyła tę
wiadomość deklaratywnym tytułem: "Wierzymy w Europę". Że niby w Europę wierzą
biskupi z COMECE. Diabli wiedzą, może to i prawda, bo przecież w coś jednak
wierzyć trzeba. Ludzie dzisiaj wierzą w UFO czy kosmitów, ale biskupom nie
bardzo w takie rzeczy wypada. W Europę - to co innego. Europa brzmi znacznie
lepiej, nie tak bardzo śmiesznie. Więc jeśli tym razem "GW" przypadkiem
napisała prawdę, to rozumiem, dlaczego polscy biskupi-eurofile z wejściem
Polski do UE wiązali takie nadzieje na nową ewangelizację.

Skoro ma to być "nowa" ewangelizacja, to domyślam się, że dostosowana do
europejskich standardów. Kiedy zatem podczas Wigilii będziemy czytać opis
narodzenia Pana Jezusa pióra św. Łukasza, to bez trudu zauważymy, gdzie
odbiega on od standardów unijnych. Że od cesarza Augusta wyszedł dekret, aby
spisano wszystek świat, to akurat jest w najlepszym porządku, zwłaszcza że
chodziło o skuteczniejsze ściąganie podatków. Ale już ci rodzice, a
specjalnie św. Józef? Za tę stajenkę i żłóbek w towarzystwie bydląt rzecznik
praw dziecka natychmiast pozbawiłby go praw rodzicielskich i dobrze, jeśli
tylko na tym by się skończyło. A ta ucieczka do Egiptu? Gdyby z Egiptu, to
jeszcze-jeszcze, ale odwrotnie? Cóż wreszcie miała oznaczać ta ucieczka w
chwili, gdy Herod podjął walkę z terroryzmem? Ale to nic, bo wszelkie rekordy
bije opis wizyty w Betlejem Trzech Króli pióra św. Mateusza. Niby
przybyli "ze Wschodu", ale w Jerozolimie tłumaczyli, że gwiazdę króla
żydowskiego ujrzeli "na Wschodzie". Skoro tak, to dlaczego udali się na
Zachód? Przyczyny wyjaśniają "dary": złoto, "kadzidło", no i "mirra". Od razu
widać, że to Al-Qaida Osamy bin Ladena zorganizowała przemyt pieniędzy i
narkotyków, żeby podważyć gwaranta demokracji, króla Heroda. Niezależnie
zatem od koniecznej korekty Ewangelii rozumiemy teraz, dlaczego już wkrótce
wschodnią granicę Polski obsadzą oddziały Grenzschutzu. Już one tam
żadnych "Mędrców ze Wschodu" do swojej części Europy nie wpuszczą.

Stanisław Michalkiewicz

www.nczas.com/?a=show_article&id=862
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka