oleg3
08.01.03, 11:32
Diagnoza Urbana jest prawidłowa. Można go nie lubić, ale dyskutować trudno!!!
Dla mnie podstawowa sprawa to ocena PIS i Kaczyńskich. Czy to jest ta
wymarzona prawica? Czy lepszej już nie bedzie? Lepszy wróbel w garści czy
gołąb na dachu?
--------------------------------------------------------------
Wasz prezydent nasz premier
W prowincjonalnym mieście Kopenhadze, Żyrardowie północy, Leszek Miller wybił
się na wybitnego męża stanu. Poznać to po tym, co dla kraju uczynił, jak to
zrobił, ale także wedle tego, co mówi po powrocie. I jak mówi. Temu
pistoletowi urósł kaliber za przeproszeniem rusznikarzy.
Dwa tygodnie temu w rozmowie z Michnikiem, przed którym Miller otwiera się
teraz jak przed kobietą i całuje go przed kamerami, premier powiedział
melancholijnie, że jest prawdopodobne, iż SLD przegra następne wybory, a on
zakończy karierę. Taki był los wszystkich przywódców, którzy swoje kraje
wprowadzili do Unii – skonstatował.
Dystansując się od fatalizmu Millera mentalnie pokrewnego z jego wiarą w
tatkę Watykańczyka i uroki życia rodzinnego, wyrażę pogląd, że premier może
wykrakać. Na czas wyborów przypadną nie tylko kłopoty dostosowawcze i inne
rozczarowania związane z początkowym członkostwem w Unii. Spiętrzą się także
nierozwiązane przez rząd trójkoalicji SLD–UP–PSL problemy gospodarcze i
społeczne.
Miller straszy naród prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Jarosławem
Kaczyńskim równocześnie. Znaczyłoby to pojawienie się w Warszawie
amerykańskiego systemu władzy, w którym prezydent jest zarazem szefem rządu.
Z tą tylko różnicą, że w Polsce jeden ciasny umysł obsługiwałby dwa
bliźniacze cielska. Groza tkwiąca w oddaniu władzy dubeltowemu frustratowi,
kłótnikowi i nienawistnikowi już pobudza różne pomysły zaradcze. Na przykład
przestawienia mebli na politycznej scenie. Kto bowiem twierdzi, że herbata
nie robi się słodsza od mieszania, ten nigdy nie sypał cukru do tej lury ani
nie zakładał Platformy Obywatelskiej.
Tli się pomysł przerobienia SLD na partię centrolewicową o liberalnym
charakterze. Wchłonęłaby ona polityków – więc i wyborców – będących sierotami
po Unii Wolności oraz skrzydło Donalda Tuska z rozlatującej się Platformy
Obywatelskiej. Partia centrolewicy uznałaby za przebrzmiałe dawne podziały na
obóz "Solidarności" i postkomunę przyjmując za ważniejszy współczesny
antagonizm pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami łączenia się państw i
narodów w Unii Europejskiej. Głównym konkurentem tej nowej partii byłaby
prawica skupiona w PiS rozszerzonym o Płażyńskiego i twarde skrzydło dawnej
AWS. Formacja Kaczyńskich wchodzić zaś będzie w porozumienia i koalicje z
klerykalnymi nacjonalistami-populistami z LPR i okolic. Ten obóz
pielęgnowałby antykomunizm i sycił się frustratami z różnych grup interesów
zmagających się z unijnymi standardami.
Przyszłe rozstawienie mebli grozi jednak poszerzającemu się na prawo SLD
rozłamem w jego starym składzie i wyłonieniem się nowej partii wyraziście
lewicowej o sporej bazie politycznej i niemałym elektoracie. Trudno bowiem
zakładać, że na lewicy powstanie niezapełniona próżnia, a cały SLD przełknie
jak ostrygę Donalda Tuska z jego zimnoliberalną polityką gospodarczą i
antyspołeczną. Przy tym dalszy bieg zdarzeń prowadzić może znów do
polaryzacji elektoratu, a więc kurczenia się wpływów partii centrum na rzecz
orientacji bardziej wyrazistych. Wówczas partię centroliberalną czekałby
podobny uwiąd, jakiego doznała Unia Wolności.
Wędrówka SLD na prawo, podczas gdy znaczna część dzisiejszych wyborców
Sojuszu pod wpływem swej sytuacji życiowej radykalizować się będzie w lewą
stronę, jest główną
wadą kombinacji polegającej na zespoleniu partii Millera z rozproszonymi
zwolennikami polityki centrowej i gospodarki liberalnej.
Można pięknie obmyślić program takiej partii tworzonej pod patronatem
Kwaśniewskiego, a opartej na skrzydle SLD zwanym Ordynacką. Imponująco
wyglądałby stół prezydialny jej kongresu, a za nim: Miller, Michnik,
Borowski, Belka, Kaczmarek, Tusk, Frasyniuk, Geremek, Hausner i inne
delikatesy. A wszyscy bez obrzydzenia jedzą sobie z dzióbków. Poczem mniej
ludzi odda swe głosy na tę hybrydę, niżby głosowało na nienaruszony SLD.
Realna władza zaś, jeżeli nie przypadnie Kaczyńskim, opierać się będzie
musiała i tak na koalicji nowej partii centrum z nową partią lewicy. Godzenie
przez rząd liberalno-lewicowy sprzeczności w swoim zapleczu stanie się
niesłychanie uciążliwe. Istne konfitury z musztardą.
Ci politycy SLD, którzy myślą o przyszłości, mają więc do rozwiązania
kwadraturę koła: jak przesunąć się na prawo i na lewo równocześnie? Wbrew
pozorom taki rozkrok jest możliwy jako niesprzeczny z siłą ciążenia. Wymaga
on budowania partii o wielu frakcjach żmudnie ugniatających wspólny program
rządowy.
Czynienie kroku i na prawo, i na lewo równocześnie ułatwiać będzie
dotychczasowa niewrażliwość społeczna, która znamionuje politykę SLD. Sojusz
czynił już dużo posunięć godzących w interesy i przyzwyczajenia ubogich
swoich wyborców. Potem na ogół wycofywał się pod naciskiem społecznym.
Zamiast zaś szarpać (bezskutecznie) różne interesy społeczne, warto
przedstawić spójny i atrakcyjny program łączący nowoczesny, gospodarczy
racjonalizm (w tym ściśle ograniczony interwencjonizm państwa) z zapewnieniem
realnej opiekuńczości też w wyraźnie ograniczonym zakresie. Osiągnięty poziom
dochodu naro-dowego stwarza możliwość zapewnienia przez państwo np. tego, że
nikt nie będzie głodny i nie będzie musiał spać na śniegu, jeśli nie upadł po
pijaku. I każdy, kto chce i potrafi się kształcić, szansę tę dostanie.
Sądzę, że przyszłym kandydatem na prezydenta powinien być Adam Michnik jako
najdoskonalsze wcielenie nowej centrolewicy. Ma znakomitą pozycję i w SLD, i
wśród liberałów, wzięcie międzynarodowe oraz lepszą od kogokolwiek bazę
medialną. No i zdolność podbijania wyborców. Jąkanie się stanowi korzystne,
hollywoodzkie ubarwienie jego natchnionego krasomówstwa. Większość chętnie
odda głosy na prezydenta przewidywalnego, fachowego w sztuce politykowania.
Niechlujny brat łata Michnik nie mający przy boku żadnej pierwszej damy,
człowiek, którego trzymają się kobiety w ogóle do żadnych dam niepodobne,
stanowić będzie fajną odmianę po ulizanym dworze Kwaśniewskich. Przy tym
Michnik już dziś trzyma w ręku tyle nici władzy, że objęcie przezeń
prezydentury nie przyda mu, lecz ujmie realnego znaczenia.
Oczywiście, kandydat ten wywoła wściekłość prawicowej konkurencji. Poleją się
rasowe donosy. Mało to zaszkodzi Michnikowi w zbieraniu głosów. Wśród
zwolenników PiS czy LPR jakikolwiek kandydat centrolewicy i tak nie ma
przecież czego szukać.
Aby nowa formacja centrolewicowa mogła liczyć na wygranie wyborów
parlamentarnych po czteroleciu rządów SLD, firmować ją musi Kwaśniewski
rzucając na szalę blisko 80-procentowe poparcie społeczne, które uzbierał, i
pokazując się zawczasu w roli następnego premiera. Skoro zaś nawet sam Miller
przewiduje, że zużyje się po czterech latach rządzenia Polską, to on, a nie
Kwaśniewski, objąć powinien znaczący urząd międzynarodowy.
Tylko takie ustawienie figur uratować może nasz kraik od przejęcia władzy
przez duet Kaczyńskich, czyli od degradacji i pogrążenia Polski w odmętach
małostkowych rozgrywek oraz represyjnego stylu rządzenia. Kaczyńscy to bowiem
gorzej niż Krzaklewski, jeżeli coś podobnego w ogóle można sobie wyobrazić.
Autor : Urban