sunnysmile
27.03.07, 14:24
Mam problem natury psychologiczno-metodycznej. Mam na korepetycjach 12-latka,
który twierdzi, że angielskiego się uczy, bo mama mu każe. Fakt, mama dba o
jego edukację językową, ale ten chłopak tak mówi, gdy mu się nie chce. Jest
bardzo zdolny. Lubi angielski, ale czasami, tylko wtedy gdy ma na to ochotę.
Raz twierdzi:"po co mi angielski? by pracować w UK nie potrzebuję umieć
angielskiego" a za tydzień mówi: "niech mnie Pani nauczy coś nowego, bym
umiał więcej niż reszta klasy". Ostatnio wyskoczył do mnie z tekstem: "Ja się
Pani dziwię, czemu pani tu siedzi zamiast być w UK?" Odpowiedziałam mu zgodnie
z prawdą:"Czasem tak się losy człowieka układają, a poza tym, to moja sprawa i
moje poglądy iproszę uszanuj to, tak jak ja szanuję Twoje zdanie". Jak wybić
młodemu dzieciakowi z głowy, że bez znajomości języka nie zdobędzie pracy?
Chłopak myśli, że pojedzie tam i od razu zarobi miliony i przywiezie tu kasę i
będzie żył jak król :"z nowym mercedesem, super wypasioną chatą i grubym
portfelem". Wiem, że on dorasta i że wiele może jeszcze nie rozumie, że życie
przed nim itd, ale chciałabym by był mądrzejszy, by nie pogardzał innymi tylko
dlatego, że nie mają kasy. Dodam, że on nie należy do bogatej rodziny, jego
mama jest w porządku, gorzej z ojcem, który z nimi nie mieszka, bo ma nową
rodzinę. Jak mam z nim rozmawiać? Pomożecie?