Gość: Hiacynt
IP: 195.205.252.*
16.01.03, 10:54
Planowałem założenie wątku o Instytucie Pamięci Narodowej.
Niestety nie ma w archiwum mojego wątku sprzed dwóch lat "Gdzie jest Kieres?"
Był on oparty na wywiadzie jakiego udzielił Pan prezer po powrocie z USA,
gdzie przebywał na zaproszenie Żydó amerykańskich.
Kieres był dumny, że w Ameryce pochwalono go. Napisałem wówczas, że jest
haniebnym, by w tamtym gorącym czasie dyskusji o Jedwabnem prezes polskiego
IPN jako argumentu używał tego, że chwalą go w innych krajach. Tymczasem w
Polsce jego praca i praca podległego mu instytutu wzbudzała wiele
kontrowersji.
Dzisiaj widać, że Żydzi amerykańscy mieli SWOJE powody by jego chwalić.
Ale czy te powody uznania dla pracy IPN są naszymi? Moimi na pewno nie są.
Zakładam wątek "bliskotematyczny", a punktem wyjścia niech będzie artykuł
dwóch filozofów Musiała i Wolniewicza, zamieszczonego w najnowszym numerze
dwumiesięcznika Arcana.
Będę w miarę czasu uzupełniał - dokumetował to podstawianie innymi faktami.
=======================================================
Niepokojące fakty wokół Polski
Zbigniew Musiał, Bogusław Wolniewicz
W poprzednim artykule („Arcana", 2002, nr 43) omówiliśmy zjawisko ksenofobii
w jego związku z organicznymi formami życia społecznego, którymi są
wspólnoty — typu rodziny, szczepu, czy narodu. Już po jego ukończeniu
pojawiły się pewne fakty — wszystkie natury politycznej — które z tamtą
problematyką dość blisko się wiążą, a wręcz wołają o komentarz.
Zacznijmy od przeglądu owych faktów i od wstępnej oceny każdego z osobna.
(...)
l. Podstawianie Polski
Z krótkiej notatki w dzienniku „Rzeczpospolita" (22.06.2002) dowiedzieliśmy
się, że na stronie internetowej Centrum Szymona Wiesenthala — w kontekście
głośnej sprawy niejakiego Demianiuka, ukraińskiego oprawcy z niemieckiego
obozu zagłady w Treblince — używa się zwrotu „polskie obozy śmierci".
I że Instytut Pamięci Narodowej zwrócił się 19 czerwca do dyrektora tego
Centrum z żądaniem, by sformułowanie to sprostował jako „rażąco niezgodne
z prawdą historyczną". Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, 21 czerwca
po południu określenie „polskie obozy śmierci" pozostawało na owej stronie
internatowej bez zmian. A 21 czerwca to był piątek — ostatni dzień pracy
w tygodniu.
Trzy dni później ta sama „Rzeczpospolita" (25.06) doniosła, też
powołując się na PAP, że określenie „polskie obozy śmierci" zostało przez
Centrum Wiesenthala zmienione na „nazistowskie obozy śmierci w Polsce".
Zmianę opatrzono wyjaśnieniem, że „gdyby ktokolwiek zrozumiał przez użycie
tego terminu — tzn. "polskie obozy śmierci" — że te obozy były założone,
utrzymywane i prowadzone przez władze polskie", byłoby to niesłuszne.
Wyjaśnienie jest nieszczere, i to podwójnie. Albowiem po pierwsze:
antonimem do przydawki „polskie" nie jest „nazistowskie", lecz
np. „niemieckie", albo „francuskie". (Podobnie antonimem do „nazistowskie"
mogłoby np. być „komunistyczne", ale nie „polskie" ani „francuskie".)
Tym samym zastąpiono milczkiem narodowościową identyfikację winnego
kwalifikacją organizacyjną. Dlaczego?
A po drugie: jak ktokolwiek mógłby rozumieć określenie „polskie obozy
śmierci" inaczej niż jako odnoszące się do takich, gdzie organizatorami
i oprawcami byli Polacy? To jakby użyć np. określenia „izraelscy terroryści"
i potem „wyjaśniać", że naprawdę chodziło w nim nie o Izraelczyków,
lecz o „arabskich terrorystów w Izraelu". Tak samo też powstałoby wtedy
pytanie: dlaczego użyto określenia w tak oczywisty sposób mylącego?
Mniejsza jednak o nieszczere „wyjaśnienie", inne być nie mogło.
Istotny jest fakt pierwotny: Centrum Szymona Wiesenthala w sposób oficjalny
użyło kłamliwego określenia „polskie obozy śmierci".
Tego jeszcze nie było.
Określanie ośrodków masowego mordowania Żydów, jakie Niemcy utworzyli
w okupowanej Polsce, mianem „polskich obozów zagłady" lub „polskich obozów
koncentracyjnych" nie jest niczym nowym. (Choć z formułą „polskie obozy
śmierci" spotykamy się istotnie pierwszy raz.)
Natomiast czymś zupełnie nowym jest fakt, że określenia takiego użyło
Centrum Wiesenthala, i to z jawną intencją rozpowszechnienia go po całym
świecie. Gdy wyrażali się tak np. rozmaici dziennikarze amerykańscy,
można to było sobie tłumaczyć ich kompletną ignorancją co do wydarzeń,
jakie w latach drugiej wojny światowej rozgrywały się na terenach Europy
środkowej i wschodniej. Jednakże w przypadku Centrum Wiesenthala o tego
rodzaju ignorancji nie może być mowy. Określenia fałszującego prawdę
historyczną użyto zatem świadomie. Po co to zrobiono?
I po co, w różnych miejscach, robi się to uporczywie wciąż od nowa?
Nieodparcie narzuca się myśl, że wskazane określenia stanowią część szerokiej
i od lat prowadzonej akcji propagandowej, której przyświeca jeden jasno
określony cel: odciążyć Niemców od ich związku sprawczego z zagładą Żydów
europejskich, ą w to miejsce obciążyć tym związkiem Polaków. Propagandowo
usiłuje się tu podstawić w opinii światowej „Polskę" za „Niemcy" — w tym
kontekście.
Nazwijmy tę operację „podstawianiem Polski".
Polskę podstawia się do kontekstu zagłady oczywiście nie w drodze
jakiejkolwiek racjonalnej argumentacji. W świetle historii nie miałoby to
żadnego pokrycia w faktach. Operacja polega wyłącznie na zabiegach
psychotechnicznych, przez które zmierza się do wytworzenia w świadomości
społecznej i opinii publicznej stosownego automatyzmu asocjacyjnego.
Chodzi o to. by z czasem Wielka Zagłada przestała się kojarzyć ludziom
z Niemcami — Jako krajem i ludem — a zaczęła kojarzyć się z Polska i
Polakami. I to t y l k o z nimi!
Psychotechnicznego zabiegu podstawienia dokonuje się w dwu krokach.
Przede wszystkim trzeba sprawić i zadbać, żeby wszędzie tam,
gdzie mowa jest o „zagładzie Żydów", pojawiało się również zawsze
słowo „Polacy" lub „Polska". W ten sposób psychologicznie powstaje
skojarzenie w jedną stronę: „Zagłada" to znaczy „Polska"!
W drugim kroku chodzi o skojarzenie odwrotne: gdzie mowa o Polsce,
tam ma się też pojawiać obraz Zagłady. Przykładem tego drugiego zabiegu,
pomocniczego względem pierwszego, jest chociażby słynne powiedzenie
o Polakach, że „antysemityzm wsysają z mlekiem matki", którego autorem stał
się w 1989 r. ówczesny premier Izraela Icchak Szamir.
W ten sposób, przez podwójną inkluzję, uzyskuje się skojarzenie
psychologicznie sztywne: „Polska" = „Zagłada".
Z niezwykłą skrupulatnością przestrzega się przy tym zasady, by w skojarzenie
z „Zaglada" nie wplątywać słowa „Niemcy". Jeżeli już koniecznie trzeba w tym
kontekście w tamta stronę wskazać, to robi się to przez omówienie: zwykle
służy temu słowo „naziści", rzadziej któryś zjego wymienników.
np. „hitlerowcy".
Jak widać, dokładnie tak postępuję również Centrum Wiesenthala.
Wycofując pod naciskiem naszego protestu i historycznej oczywistości przy
dawkę „polskie" z określenia „polskie obozy śmierci", zastępuje sieją tam
przydawką „nazistowskie". Natychmiast jednak podtrzymuje się pożądane
skojarzenie, dodając okolicznik „w Polsce": jacyś nieokreśleni „naziści"
utrzymywali w Polsce swoje obozy śmierci dla Żydów. Kim oni mogli być? I
dlaczego można było użyć fałszywie określenia „polskie", a nie można —
dokładnie w tym samym miejscu! — użyć prawdziwie określenia „niemieckie"?
Jak wskazaliśmy, przy wytwarzaniu skojarzenia „Polska — Zagłada" chodzi o
jego obustronność. Ta jednak musi również oznaczać jego wyłączność. Zagłada
ma się kojarzyć z Polakami — i z nikim więcej, z żadną inną narodowością.
Jakikolwiek z