Dodaj do ulubionych

Wracamy do Iraku!

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 02:55
Firmy budowlane chcą odbudować Irak




W latach 70. i 80. Polska zrealizowała w Iraku ok. 25 dużych inwestycji, w
tym m.in.: 1. stalownia k. Basry; 2. cukrownia w Mosulu; 3. cementownia w
Faludży; 4. wapiennik w Karbali; 5. ok. 150 km autostrady Ramadi-Bagdad; 6.
ok. 200 km drogi szybkiego ruchu Bagdad-Nasirija; 7. most na obwodnicy
Bagdadu; 8. osiedle mieszkaniowe w Mosulu; 9. wytwórnie betonów komórkowych w
Karbali i Diwanii.



ZOBACZ TAKŻE


• Co dalej z iracką ropą? (14-04-03, 02:00)
• Czy Amerykanie zarobią na telekomunikacji w Iraku? (14-04-03, 02:00)







Marek Wielgo 14-04-2003, ostatnia aktualizacja 13-04-2003 17:30

Dziesiątki, jeśli nie setki polskich firm budowlanych chciałyby uczestniczyć
w powojennej odbudowie Iraku. Jak dowiedziała się "Gazeta", rekomendacje firm
przedstawi Amerykanom minister Marek Pol, który w ciągu dwóch tygodni ma się
udać w tym celu do USA

Na razie nie wiadomo, kto miałby wziąć udział w odbudowie Iraku ze zniszczeń
wojennych - pewne jest natomiast, że lista chętnych jest długa.

W departamencie stosunków dwustronnych Ministerstwa Gospodarki, Pracy i
Polityki Społecznej oraz Krajowej Izbie Gospodarczej (KIG) w ubiegłym
tygodniu urywały się telefony. Dzwonili przedsiębiorcy zainteresowani
irackimi kontraktami. - Tylko w czwartek odbyłam setkę takich rozmów - mówi
nam Ewa Dasler z KIG. Ile ofert już wpłynęło? - Około 60, ale ciągle spływają
nowe. W przyszłym tygodniu będę wiedziała, ile z nich złożyły firmy
budowlane - odpowiada.

Przedsiębiorcy mogą składać oferty również w Ministerstwie Gospodarki, ale
tam pracownicy biura prasowego są najwyraźniej zmęczeni odpowiadaniem na
pytania dziennikarzy: - Nie podajemy żadnych danych. Mogę powiedzieć tylko
tyle, że jest ogromne zainteresowanie - usłyszeliśmy.

Ile z dziesiątków polskich firm budowlanych ma realną szansę na kontrakt?
Prawdopodobnie tylko kilka, może kilkanaście firm, które już tam kiedyś
pracowały. Lista tych, którzy będą mogli myśleć o pracy w Iraku, nie będzie
więc długa.

Pol rozdaje karty?

Z naszych informacji wynika, że taką listę firm budowlanych, które rząd
miałby zarekomendować Amerykanom, przygotowuje Ministerstwo Infrastruktury.
Dowiedzieliśmy się również nieoficjalnie, że w ciągu dwóch tygodni szef tego
resortu Marek Pol wybierze się do Stanów Zjednoczonych z grupą
przedsiębiorców, aby ustalić szczegóły kontraktów. Które firmy znajdą się na
tej liście? Na razie możemy tylko zgadywać. Z udostępnianych do tej pory
przez resorty gospodarki i infrastruktury informacji wynika, że pod uwagę
brane są firmy, które już działały w Iraku. W budownictwie taka lista jest
stosunkowo krótka (góra kilkanaście firm). W grę wchodzą m.in.: Budimex-
Dromex (spółka wykonawcza giełdowego Budimeksu SA), Polimex-Cekop,
Polservice, Instalexport, Mostostal Warszawa, Hydrobudowa, Naftobudowa,
Elektromontaż Export. Resort infrastruktury najprawdopodobniej zbada kondycję
finansową potencjalnych kandydatów, a z tą - jak wiadomo - ostatnio nie jest
najlepiej, bo branża budowlana przeżywa głęboki kryzys.

Grunt to bezpieczeństwo

Wiadomo już na pewno, że gotowość wyjazdu do Iraku zadeklarował Budimex,
który ma na swoim koncie w tym kraju m.in. budowę ok. 250 km autostrad
(budowała je należąca do tej spółki firma Dromex). - Jednak decydować będzie
rachunek ekonomiczny i bezpieczeństwo naszych pracowników - podkreśla
rzecznik tej spółki Waldemar Mierzwa. - Dopóki w Iraku nie będzie stabilności
politycznej, nikogo nie wyślemy do tego kraju - dodaje.

Podobnego zdania jest prezes Instalexportu Edward Szwarc, który na irackich
kontraktach spędził blisko sześć lat, a rynkami Bliskiego Wschodu zajmuje się
od ponad 20 lat. Szwarc wprawdzie zgłosił swoją firmę do odbudowy Iraku, ale
o szansach uzyskania kontraktów przez polskie firmy wypowiada się z
umiarkowanym entuzjazmem: - Przede wszystkim nie dysponujemy atutami, które
mieliśmy w latach 70. i 80. Mam na myśli m.in. unikalną technologię oraz
sprzęt. Poza tym ludzie - mimo wysokiego bezrobocia - też nie będą pracowali
za byle pieniądze. Tymczasem ceny usług się nie zmieniły. Obawiam się więc,
że nasz udział w tym przedsięwzięciu będzie taki sam jak nasz udział
militarny. Będę jednak bardzo szczęśliwy, jeśli się pomylę - mówi Edward
Szwarc.

Przez internet na budowę?

Na swoich stronach internetowych resort gospodarki prosi firmy zainteresowane
udziałem w odbudowie Iraku "o możliwie pilne przesłanie stosownych informacji
w języku angielskim (uwzględniających m.in. doświadczenie w działalności na
terenie Iraku), jak też ramowych ofert dotyczących przyszłej współpracy w
zakresie odbudowy Iraku w wybranych dziedzinach i branżach". Sugeruje również
firmom, by "przesłały pilnie oferty" do firm amerykańskich, które zostały
wyznaczone przez Amerykańską Agencję Rozwoju Międzynarodowego (USAID). To ta
agencja administruje pieniędzmi, które na odbudowę Iraku przeznaczy rząd USA.
Wybrane przez nią firmy wybiorą sobie zagranicznych podwykonawców lub
poddostawców w trybie przetargu oraz bezpośrednich negocjacji.

- Wysyłanie ofert bezpośrednio do firm amerykańskich przypomina mi wysyłanie
kartek do Świętego Mikołaja. Kto to będzie czytał? - żartuje przedsiębiorca
budowlany proszący o zachowanie anonimowości. - Biznes oczekuje od rządu, że
ten będzie promował polskie firmy na arenie międzynarodowej oraz zaświadczy o
ich wiarygodności - dodaje.

www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1424960.html
Obserwuj wątek
    • Gość: +++Ignorant I uzyskujemy dostęp nawet do ropy... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 02:57
      Co dalej z iracką ropą?




      Złoża irackiej ropy są dziś w dużej mierze niewykorzystane




      Złoża irackiej ropy są ogromne: ocenia się je na 112 mld baryłek



      ZOBACZ TAKŻE


      • Firmy budowlane chcą odbudować Irak (14-04-03, 02:00)







      Dariusz Malinowski 14-04-2003, ostatnia aktualizacja 13-04-2003 17:26

      Pod piaskami Iraku spoczywa 112 mld baryłek najlepszej na świecie ropy
      naftowej. Nic więc dziwnego, że pytanie o to, kto zarobi na ich wydobyciu, jest
      jednym z najważniejszych dla gospodarczej przyszłości tego kraju

      Większe zasoby ropy ma tylko Arabia Saudyjska. Jednak ze względu na połączenia
      irackich złóż rurociągami z Morzem Śródziemnym (poprzez Turcję oraz Izrael i
      Jordanię) transport ropy z Iraku na granicę Europy jest najtańszy. Dlatego
      właśnie dyskusje o losie ropy naftowej w Iraku są tak gorące: pieniądze, jakie
      zarobią na jej wydobyciu koncerny naftowe, to miliardy dolarów.

      Ropa od Boga

      Podczas spotkania irackich polityków emigracyjnych z przedstawicielami
      administracji USA w Londynie w marcu uzgodniono, że czołową rolę w modernizacji
      i rozwoju irackiego przemysłu naftowego powinny odegrać koncerny zachodnie.
      Dlaczego właśnie one? Zdaniem ekspertów, bez zachodniej pomocy technologicznej
      nie uda się spełnić głównego, założonego przez Irakijczyków celu, czyli
      szybkiej odbudowy mocy produkcyjnych.

      Jednak ci sami Irakijczycy, którzy zapraszają zachodnie koncerny, nie kryją
      obaw, że mogą one pozostać w Iraku dłużej, niż będą tego chcieli sami
      gospodarze. Część Irakijczyków jest zdania, że bogactwo dane przez Boga nie
      powinno zasilać kasy niewiernych.

      Zwolennikiem ścisłej współpracy z USA jest przewodniczący działającego na
      emigracji Irackiego Kongresu Narodowego Ahmed Szalabi, cieszący się poparciem
      amerykańskiego lobby naftowego.

      Innego zdania jest Adnan Paczaczi, iracki polityk emigracyjny, który piastował
      funkcję ministra spraw zagranicznych Iraku, zanim władzę nad Tygrysem przejął
      Saddam Husajn. Oświadczył on w końcu marca, że jego kraj musi zachować kontrolę
      nad swym sektorem naftowym.

      Zdaniem Mehdi Varziego, konsultanta banku inwestycyjnego Dresdner Kleinwort
      Wasserstein, w Iraku silne są tendencje nacjonalistyczne. Dlatego nawet jeżeli
      Irak udzieli chwilowej zgody na eksploatację złóż, to z biegiem czasu będzie
      chciał się pozbyć "zachodnich protektorów".

      Premia za poparcie

      Zanim ropa ponownie wróci pod państwową kuratelę, co najmniej przez kilka lat
      częścią irackich złóż będą gospodarować koncerny zagraniczne. Problem w tym, że
      chętnych jest więcej niż zasobów do wzięcia.

      Z pewnością o dostęp do złóż rozegra się wielka batalia. Amerykanie - a oni
      będą w praktyce decydować o losie irackiej branży paliwowej - nie ukrywają, że
      wolną rękę dostaną firmy z tych państw, które poparły interwencję w Iraku. Ręce
      zacierają menedżerowie BP, Shella i koncernów amerykańskich - między innymi
      Exxon Mobil. Na irackiej ropie z pewnością będą mogli się pożywić i mniejsi.
      Szanse ma polska Rafineria Gdańska - dzięki kontaktom z amerykańskim koncernem
      Kellogg Brown & Root. Swój udział otrzyma prawdopodobnie również hiszpański
      Repsol.

      Tłuste kąski dla firm z krajów koalicji antyirackiej oznaczają iracką klęskę
      ich konkurentów. Stracą najprawdopodobniej firmy z wielkiej trójki - Niemiec,
      Francji i Rosji. To kara za sprzeciwienie się amerykańskim planom. Tylko rząd
      niemiecki zareagował na te doniesienia spokojnie. Powód jest jednak prosty: w
      Niemczech nie ma właściwie narodowego czy globalnej wielkości koncernu
      paliwowego. W zupełnie innej sytuacji są Francuzi. Pochodzący z tego kraju
      TotalFinaElf od lat robił interesy w Iraku - teraz może stracić tam swe wpływy.
      W podobnej sytuacji są koncerny rosyjskie. Łukoil już zagroził, że jeżeli
      zawarte pomiędzy nim a rządem Saddama Husajna porozumienia nie będą
      respektowane, sprawa znajdzie swój finał w sądzie arbitrażowym. To
      prawdopodobny scenariusz. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby Amerykanie
      poważnie traktowali groźby Rosjan. - Skoro byli przeciwko nam, niech poniosą
      tego konsekwencje. A nic nie boli tak jak uderzenie po kieszeni - komentują
      rosyjskie zapowiedzi amerykańscy analitycy.

      Jak wydobyć i nie stracić

      Największym i najbardziej palącym problemem, który stanie przed nowymi władzami
      Iraku, jest teraz jednak nie to, kto będzie wydobywał ropę, ale jak szybko
      będzie mógł zwiększyć produkcję surowca. Dlaczego to takie ważne? Bo od
      wielkości eksportu ropy zależy tempo odbudowy całego kraju - "czarne złoto" to
      teraz jedyny towar, który Irak może od razu zaoferować kontrahentom. Problem w
      tym, że zwiększenie wydobycia ropy nie oznacza automatycznie zwiększenia
      przychodów z eksportu.

      Tuż przed wybuchem obecnej wojny potencjał wydobywczy szybów irackich oceniano
      na 2,6-2,8 mln baryłek dziennie. Bez specjalnych problemów produkcję można
      zwiększyć do 3,1, a nawet 3,5 mln baryłek. To efekt udrożnienia nieczynnych
      szybów, zwiększenia wydobycia w obecnie pracujących instalacjach. Nieco większe
      nakłady - ale liczone raczej w milionach niż w miliardach dolarów - pozwolą na
      zwiększenie wydobycia do poziomu 4,1-4,2 mln baryłek.

      Specjaliści sa przekonani, że każda nowa władza w Bagdadzie będzie musiała
      przyciągnąć kapitał zachodni, aby szybko osiągnąć poziom produkcji sprzed wojny
      1991 roku. Tyle tylko, że pojawienie się tak dużej ilości ropy może doprowadzić
      do niekontrolowanego spadku cen. A wówczas zwiększenie produkcji przyniesie
      odwrotny do zamierzonego skutek.

      - W takiej sytuacji Irakijczycy pierwsi będą żądać zmniejszenia wydobycia, bo
      potrzebują pieniędzy bardziej niż ktokolwiek inny - tłumaczy dyrektor Oxford
      Institute for Energy Studies Robert Mabro.

      Aby zapobiec spadkowi cen ropy poniżej pożądanego poziomu, OPEC ustala dla
      krajów członkowskich limity wydobycia. Mimo że iraccy politycy na emigracji
      zapowiedzieli, że kraj będzie eksportował ropę bez ograniczeń, wcale nie jest
      to takie pewne.

      Brzęcząca moneta

      Pozostaje również kwestia podziału zysków z wydobycia - o to, jak to zrobić,
      będzie stoczona niejedna batalia. Politycy skupieni wokół Szalabiego chcieliby
      możliwie najszybciej zwiększyć wydobycie najpierw do wspomnianych 3-3,5 mln
      baryłek dziennie, a potem wejść w drugą fazę inwestycji i w ciągu kolejnych
      pięciu lat podwoić produkcję. Proponują więc zagranicznym koncernom naftowym
      kontrakty o podziale dochodów z wydobycia ropy - z każdej baryłki określoną
      część dostawałyby władze Iraku. Takie rozwiązanie jest dla firm naftowych o
      tyle dobre, że dzięki niemu uzyskają one wysoką stopę zysku, nawet przy niskich
      cenach ropy. Wówczas zyski państwa zależą od wielkości wydobycia.

      Przeciwnicy tego rozwiązania domagają się innego podziału przychodów z ropy.
      Firmy dzierżawiące i eksploatujące złoża płaciłyby państwu - właścicielowi pól
      naftowych - z góry określoną opłatę licencyjną. Jest to korzystniejsze dla
      państwa, bo zapewnia mu stały dochód bez względu na wahania cen ropy - uważają
      eksperci.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka