hugo_w2
26.06.07, 06:54
Miast prostszej, przejrzystszej Konstytucji Unii Europejskiej, mieszkańcy
kontynentu otrzymali dokument jeszcze bardziej zagmatwany.
A przeciwko poprzedniej wersji, jako zbyt skomplikowanej, czyli dającej zbyt
duże uprawnienia Brukseli, zaprotestowali Francuzi, a następnie Holendrzy.
Teraz w dużej mierze dzięki Polsce nie grozi odrzucenie eurokonstytucji.
Głównie dlatego, że przyjęto ostatecznie wersję wolniejszej integracji.
Powolne kroki bardziej odpowiadają krajom raczej zacofanym, a także
społeczeństwom (jak brytyjskie) mniej skłonnym do oddania części swej
suwerenności na rzecz Unii. Tworzenie wspólnoty prawdziwej, nie tylko na
papierze, wymaga czasu, przyzwyczajenia się, wyrównania poziomów
cywilizacyjnych, uśmierzenia obaw i przełamania historycznych lęków.
Dość brutalne, ale nie bezpodstawne żądanie braci Kaczyńskich, aby polskie
ofiary lat wojny wpisać do systemu liczenia głosów, sygnalizuje ważną
kwestię, którą potraktowano jako salonowy nietakt. Kilkuwiekowa historia
trudnych kontaktów Polski z oboma sąsiadami jest zbyt świeża, żeby od razu i
beztrosko zawierzyć im oraz całemu Zachodowi. Tym bardziej że niedawne
dzieje, kiedy Niemcy i Francja usiłowały zrobić zamach na Unię Europejską, a
potem porozumienie niemiecko-rosyjskie zagroziło żywotnym interesom wielu
państw, nakazuje raczej ostrożność, niż budzi zaufanie w to, że pogrzebano
już niedobrą tradycję polityki na kontynencie.
Z dzisiejszej perspektywy wygląda na to, że rząd RP wymyślił pierwiastkowy
system liczenia głosów wyłącznie jako swoisty wybieg, który miał za zadanie
zmylić polityków UE. Ów skomplikowany pomysł okazał się nie celem polskiej
polityki, ale kartą przetargową do odrzucenia w dogodnym momencie. Polska
wywalczyła dziesięć lat na wzmocnienie się, okrzepnięcie w Unii.
Zapewne i inne mniejsze kraje wspólnoty także zadowolone są z rezultatu,
zwłaszcza że cały ciężar negocjacji spadł na Polskę.
Warszawa w ciągu tych wywalczonych dziesięciu lat powinna stać się
rzecznikiem właśnie krajów małych, z którymi winna stworzyć nieformalną
koalicję reprezentującą interesy tych właśnie "nieliczących się" - jak to
szczerze, acz bardzo niedyplomatycznie wyraził się prezydent Francji Jacques
Chirac.
Unia Europejska jest fantastycznym przedsięwzięciem. Ideę tę, jak i praktykę
jednoczenia kontynentu należy popierać bez zastrzeżeń. Ale ów projekt
wspólnoty mającej zastąpić wielowiekową tradycję wojen, konfliktów i animozji
wymaga czasu: Zachód jednoczył się wolno, praktycznie od 50 lat.
Zmarginalizowany i zacofany środek kontynentu dopiero od kilku lat jest w
Unii - nieprzygotowany, zalękniony, gospodarczo nieliczący się, politycznie
bez znaczenia. Polska i inne kraje regionu są pariasami UE, ale radzą sobie
jak na swoje możliwości świetnie. Potrzebują czasu na wzmocnienie.
Quelle PDN-NY(CK)