hugo_w2
17.09.07, 08:51
Rosja z dnia na dzień wymieniła premiera. W toczącej się za
zamkniętymi drzwiami Kremla rozgrywce o schedę po odchodzącym
Władimirze Putinie mogły właśnie zapaść decyzje o tym, kto pokieruje
największym pod względem obszaru krajem naszego globu.
Wiktor Zubkow, były dyrektor sowchozu, z dnia na dzień zaczął być
przez "kremlinologów" (za czasów Putina znów ta grupa ekspertów
wróciła do łask) uważany za głównego kandydata do zwycięstwa w
wyborach prezydenckich. Pojawiły się nawet spekulacje, że nowy
premier może stanowić "przerywnik" w kadencjach Putina, któremu
konstytucja zakazuje kandydowania w najbliższych wyborach. Zubkow
podczas kolejnych wyborów w 2012 roku będzie miał ponad 70 lat i
(także zgodnie z zapisem konstytucji) nie będzie mógł ubiegać się o
reelekcję. Wciąż nie wiemy, jaką rolę przewidział dla siebie sam
Putin po złożeniu urzędu, wiadomo jednak, że nie wykluczył powrotu
na Kreml za cztery lata.
Jeśli nowy szef rządu Wiktor Zubkow ma objąć schedę po obecnym
prezydencie, to mamy kolejny dowód na to, że obecny świat
kremlowskiej polityki przypomina swoimi mechanizmami czasy ZSRR,
oczywiście "przypudrowane" retoryką demokracji. Pokazuje również,
jak dużą władzę skupił w swoich rękach Władimir Putin, który z dnia
na dzień potrafi przy pełnej akceptacji Dumy powołać na drugie
stanowisko w państwie mało znanego polityka, jednocześnie otwierając
sobie drogę do powrotu do władzy w marcu 2012 roku. Pomaga mu w tych
działaniach niekwestionowana popularność wśród Rosjan, dla których
lata rządów Putina kojarzą się z gospodarczym boomem związanym z
eksportem surowców energetycznych.
Ostatnie wydarzenia na Kremlu stanowią żywy dowód na to, jak daleko
rosyjska rzeczywistość odbiega od standardów zachodniej demokracji.
Odchodzący (?) prezydent Putin wyznacza lub wyznaczy swojego
następcę i przyjęto już jako kwestię przesądzoną, że pomazaniec -
kimkolwiek by był - bez problemu wygra wybory. Zaplanowane na 2
marca wybory prezydenckie będą tylko plebiscytem popularności
kandydata Kremla, niezależnie od tego, kogo nieprzewidywalny Putin
będzie widział w swoim dotychczasowym fotelu. Szans na zwycięstwo
nie ma bowiem żaden z przedstawicieli anemicznej opozycji. Świat
pogodził się także z ograniczeniem wolności mediów w Rosji. W
sytuacji, gdy poparcie dla szermującego wielkorosyjską retoryką
Putina wyraża w sondażach nawet do 90 procent mieszkańców kraju,
trudno się dziwić, że rosyjska "demokracja" ma niewiele wspólnego z
tym, do czego przywykliśmy na Zachodzie. Nie oznacza to jednak, że
demokratyczna Europa lub Stany Zjednoczone powinny rezygnować z
upominania się o wolność prasy i mediów w Rosji oraz o dopuszczenie
do głosu ugrupowań opozycyjnych.
Quelle PDN-NY(TD)