jenisiej
13.01.08, 06:26
Ja kocham. Pacholęciem będąc, kompleksy stosowne mając, zmusiłem
rodziców do sfinansowania kursu tzw. "tańca towarzyskiego". Szybko
zdałem sobie sprawę, że to nie jest trening najmodniejszego
aktualnie gibalstwa, na szczęście jednak wytrzymałem kilka miesięcy,
nie zaniedbując wszakże śledzenia kontrkulturowych, imprezkowych
błyskotek. Dziś wspominam z wdzięcznością instruktora z
kruczoczarną, tłustą od brylantyny fryzurą, a także mą ówczesną
przydziałową partnerkę - bardziej zakompleksioną ode mnie.
Dlaczego o tym piszę? No, powiedziałem przecież - kocham tańczyć. Z
kobietami. Mając kontakt fizyczny z partnerką przynajmniej poprzez
opuszki palców. I prowadzić w tańcu - opuszkami, lub w totalnym
zwarciu. Czy się to komuś podoba, czy nie - mnóstwo kobiet ochoczo
zawiesza potrzebę integralnej niepodległości na te kilka minut salsy
czy jakiegoś banalnego tanga, w ramionach - czasem nieznajomego, a
więc nieprzewidywalnego - mężczyzny.
Dlaczego o tym piszę? Karnawał jest. Tańczyłem tej nocy mnóstwo.
Tańczyły ochoczo ze mną, poszły do łóżka z nimi.
Ale pracuję nad nowym krokiem.