qwardian
27.02.08, 16:50
Poraz kolejny wyprzedziłem nieco moich fellow ateistów, mój środek
na wieczność różni się zasadniczo od metod stosowanych poniżej.
Wybieram zatruwanie mojego organizmu i tutaj cytuję napis na butelce
wina, Walnut Crest Cabernet Sauvignon z Valle Rapel, a sprawy duszy
powierzyłem wyższej instancji, na razie nie mam zaufania do pełnych
nadziei zwierzeń Pana Kurzweila ale rozumiem jego niepewność i
zaniepokojenie w momencie przekroczenia 60-tego roku życia. Na jego
miejscu nie stawiałbym jednak wszystkiego na jedną kartę, czyli
oprócz poszukiwań w laboratorium, poczyniłbym inne kroki w kierunku
chwalebnego i zaszczytnego celu jakim jest nadzieja życie wiecznego.
Tak czy inaczej życzę mu szczęścia, dobrze wiedzieć, że ateiści u
swojego kresu zaczynają mieć momenty niepewności i ich świadomość
zaczyna wybiegać dalej wraz z postępującym wiekiem. Po szeregu
niepowodzeń laboratoryjnych, być może będzie nam dane spotkać
starszego Pana Kurzweila na mszy pochylonego w skupieniu,
rozmawiającego cichutko z kimś kto mógłby mu tę wieczność załatwić
od ręki. Powodzenia Panie Kurzweil.
Kurzweil ma nadzieję, że sam też doczeka eliksiru nieśmiertelności
(choć kilka dni temu skończył już 60. rok życia). Swoje zdrowie i
kondycję traktuje jak jeszcze jedno laboratorium. Regularnie bada
krew i metabolizm, stosuje restrykcyjną dietę, codziennie zażywa
blisko 250 pigułek z witaminami i suplementami. - Reprogramuję moją
biochemię. Zawsze tak atakowałem wszelkie problemy, że próbowałem i
szukałem najlepszych rozwiązań.
gospodarka.gazeta.pl/technologie/1,81011,4943377.html