Dodaj do ulubionych

Na 4 Lipca ...

04.07.08, 08:29

"Dla mnie patriotyzm to zawsze coś więcej niż lojalność wobec
miejsca na mapie czy określonego rodzaju ludzi. Jest to natomiast
także lojalność wobec amerykańskich ideałów, ideałów, dla których
każdy się poświęci lub będzie ich bronił".

To słowa Baracka Obamy na temat dumy narodowej. W społeczeństwie
emigrantów, w którym każdy jest "skądś", a wszystkich jednoczy wiara
w podstawowe amerykańskie wartości - wolność, demokrację, prawa
człowieka itp., panuje swoisty rodzaj patriotyzmu. Jest on dumą z
amerykańskich ideałów. Za granicą mylnie bierze się ją za
nacjonalizm starego typu, tj. przekonanie o wyższości narodu, jego
rasy, kultury, religii. Tymczasem w USA takie nastroje są obce, a
jeśli nawet się pojawiają, to są zwalczane jako niebezpieczna forma
nietolerancji.

Stąd też najbardziej nienacjonalistyczni Amerykanie są zarazem
społeczeństwem najbardziej dumnym ze swego kraju. Stąd wynika wiele
nieporozumień na świecie, gdzie w imię walki z nacjonalizmem,
dominacją jednego narodu nad innymi, Amerykanie lansują swoją
koncepcję - triumfu USA jako zwycięstwa idei ucieleśnionej w tym
państwie. Nie widzą w tym sprzeczności. Nie dążą do hegemonii ani do
narzucania swojej woli innym w starym nacjonalistycznym stylu. Duma
z wartości amerykańskich jest równoznaczna z przekonaniem, że mają
one charakter uniwersalny; co jest dobre tutaj, jest dobre dla
wszystkich - nie dlatego, że jest amerykańskie, ale właśnie
powszechne.

W amerykańskim przywiązaniu do tych wartości nie ma niczego
wymuszonego, dyktowanego z góry, organizowanego. Taki odgórny
patriotyzm jest tutaj traktowany z najwyższą podejrzliwością,
natomiast oddolny - czymś naturalnym. Nikt nikomu nie nakazuje
wywieszania flag, "Pledge of Allegiance" jest dobrowolna, śpiewanie
hymnu podczas rozmaitych uroczystości - naturalnym rytuałem.

Amerykanie chcą szerzyć swoje wartości nie w imię dominacji narodu
nad innymi, gdyż nie jest to czymś w rodzaju lansowania ducha
niemieckiego, francuskiego czy rosyjskiego - nacjonalizmem w starym
stylu, ale jako wartości ludzkich po prostu. Ponieważ są one zarazem
wartościami państwa, przeto inni na świecie widzą w tym formę
neokolonializmu.

Tymczasem sami Amerykanie uważają, iż interesy USA i świata są
tożsame, ponieważ idzie o te same uniwersalne wartości. Ale nie
zgodzą się z twierdzeniem, że interesy Francji (Niemiec, Rosji itp.)
są identyczne z interesami świata. Taki właśnie rodzaj przekonań
jest dla Amerykanów niebezpiecznym szowinizmem.

W innych krajach nie widzi się tego w ten sposób, toteż ów
amerykański uniwersalizm traktuje się jako zwykłą hipokryzję,
forsowanie lokalnych, narodowych interesów pod płaszczykiem
wzniosłych haseł. Konflikt między sojusznikami nie wynika tylko z
tego, że "Amerykanie są z Marsa, a Europejczycy z Wenus", ale z
niezrozumienia specyfiki amerykańskiego społeczeństwa.

Quelle PDN-NY(CK)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka