Dodaj do ulubionych

Uszlachetnić forum? czy da się?

IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 10:21
Bartlomiej Dobroczynski


Czy kulturę masową można uszlachetnić?


Mimo, ze z pewnoscia mozliwe sa rózne rozumienia czy tez pola
semantyczne terminu pop-kultura, to tutaj chcialbym zajac sie takim, które
przede wszystkim odnosiloby sie do szeroko rozumianej sztuki. Jako, ze ze
sztuk najblizsza jest mi muzyka - to do niej przede wszystkim bede
nawiazywal w dalszych wywodach. Zas przez pop-kulture - czy tez kulture
masowa - rozumiem, calkiem naiwnie, wszelka taka aktywnosc (na polu dawniej
zarezerwowanym dla tradycyjnie rozumianej kultury), która za glówny powód
swego wystapienia - a wiec i naczelne kryterium powodzenia - uwaza
akceptacje przez jak najwieksza liczbe odbiorców, ergo: sukces finansowy.

Historycznie rzecz biorac - mimo istnienia w przeszlosci wielu
pokrewnych zjawisk nastawionych na masowego odbiorce, ze wymienie haslowo:
biblia pauperum, sredniowieczne "swieta glupców" czy widowiska jarmarczne w
dawniejszych epokach - domena pop-kultury zdaje sie byc wiek XX, szczególnie
jego druga polowa. Powodem jest nieusuwalna zaleznosc tak egalitarnie
zorientowanej sztuki od mozliwosci jej niczym nieograniczonej dystrybucji,
czyli od istnienia powszechnie dostepnych nosników, przede wszystkim
bedacych wynikiem postepu technologicznego. Przed XX wiekiem takich
nosników - poza ksiazka nie bylo. Zas dostepnosc ksiazki zawsze byla
dodatkowo uzalezniona od umiejetnosci czytania oraz odpowiedniego
wyksztalcenia. Zatem kultury rzeczywiscie masowej, za pomoca ksiazki
zbudowac niemal nie sposób.

W XX wieku, a szczególnie po II wojnie swiatowej pojawily sie:
kino, gramofon, radio, telewizja, przenosne radio tranzystorowe, magnetofon,
magnetowid, odtwarzacz kompaktowy, internet. I to one wlasnie stanowia
materialne sinequanony (niezbedniki) kultury masowej. Trzeba od razu i
wyraznie powiedziec: bez nich kultura masowa bylaby pojeciem pustym.

Od bardziej tradycyjnie rozumianej kulturowej dzialalnosci
odróznia pop-kulture stosunek do przeszlosci. O ile tradycyjna kultura jest
historyczna i kumulatywna - "stoi na ramionach gigantów" - (i w pewnym
sensie pasuje do niej slogan: im starsza, tym lepsza, lub: im wiecej w niej
odniesien do tradycji - tym lepiej) o tyle, w dobrze pojetym interesie pop-
kultury jest nieujawnianie swoich poprzedników i zapozyczen, albo jesli juz
(np. w aluzjach filmowych, czy cytatach muzycznych) - to w sposób nie
uniemozliwiajacy odbioru osobom nie znajacym zródla cytatu. A zatem modelowe
przesiewziecie tego rodzaju powinno byc ahistoryczne, dajace sie przyswoic
niemal przez kazdego, jakby ciagle zaczynane od zera (a analogiczny slogan
glosilby: im nowsze, tym lepsze, lub: im mniej odniesien do historii tym
lepiej).

Dlaczego? W tym miejscu warto zwrócic uwage na potencjalnego
odbiorce kultury masowej, a dokladniej: na jego mozliwosci czasowe,
motywacyjne oraz intelektualne. Dawniej, w obrebie muzyki klasycznej, w
miare kumulacji róznych podejsc i stylów (np. renesans, barok, romantyzm,
dodekafonia, stille representativo, etc.) kolejne szkoly i kompozytorzy,
czerpiac z osiagniec poprzedników, oraz twórczo je rozwijajace, doskonalily
i co wazniejsze: komplikowaly jezyk muzyczny i uzywane srodki/techniki
kompozytorskie w taki sposób, ze rozumiejace i pelne uczestnictwo w odbiorze
dojrzalych dziel - symfonii, kantat, kwartetów - wymagalo odpowiedniego
wyksztalcenia, na miare owego procesu kumulacji, który zachodzil czesto na
przestrzeni wieludziesieciu jesli nie wieluset lat. Mówiac w trywialnym
skrócie: o ile jeszcze odbiór 'naiwny', powiedzmy, twórczosci Antonia
Vivaldiego, moze dokonac sie bez specjalnego treningu muzycznego i
przyniesc 'nieuformowanemu' a muzykalnemu sluchaczowi sporo radosci i
pozytku, o tyle zaglebienie sie w symfonie Antona Brucknera, czy kwartety i
tria smyczkowe Antona Weberna, tak aby odniesc z tego porównywalna korzysc
estetyczna jest bez pewnego przygotowania raczej malo prawdopodobne. Ergo:
odbiór dziela sztuki wysokiej ma z kolei za swoje sinequanony - czas
poswiecony na edukacje przygotowawcza, a takze "wolne moce energetyczne i
motywacyjne" odbiorcy (za chwile do tego wróce).

Jako ze dobre wyksztalcenie jest pod kazdym wzgledem elitarne -
szczególnie w egalitarnych spolecznosciach demokratycznych! - to aby
zrealizowac swój cel pop-kultura nie tylko, ze musi zrezygnowac z wszelkiej
komplikacji wynikajacej z historycznej kumulacji w danej dyscyplinie (tu:
muzyce) ale dodatkowo zmuszona jest do poszukiwania innych wyznaczników
atrakcyjnosci, niz intelektualne wyrafinowanie czy mistrzostwo warsztatowe.
A jakich? Ano takich, które niemal w calosci znajduja sie poza tym, co
tradycyjnie uwazano za wyznaczniki estetycznej wartosci dziela: do
ideologiczno-spolecznej otoczki, barwnosci 'opakowania', presji grupy
równiesniczej, mody, skandalu, dosc prymitywnie ujetego erosa,
oszolamiajacej narkotycznosci. Konserwatysta powiedzialby: do tego co w
czlowieku najnizsze i najslabsze, najbardziej podatne na deprawacje,
najmniej ludzkie.

A dzieje sie tak dlatego, ze ilosc przeksztalcen prostego
materialu - np. trzech akordów - jest w zasadzie scisle ograniczona (choc
historia muzyki popularnej pokazuje, ze jednak o wiele wieksza, nizby to sie
na pierwszy rzut oka moglo wydawac). Zas takie dodatkowe uzasadnienia "z
zewnatrz" w wiekszosci przypadków potrafia przyslonic istotowo
wtórny, "odgrzewany" charakter prezentowanego "dziela". I o dziwo, ta
polityka swietnie sie sprawdza w dzisiejszym swiecie. Jesli bowiem
zastosowac kryteria czysto artystyczne, to od pierwszej do ostatniej plyty
Madonny czy Michaela Jacksona, mamy do czynienia z trywialnoscia,
wtórnoscia, prostactwem i schlebianiem niewyksztalconej publicznosci (takie
plyty przyrzadza sie wrecz w ten sposób, ze prowadzi sie badania rynku i na
ich podstawie projektuje kolejne etapy procesu "twórczego"). Ale gdyby za
kryterium artystycznej oceny tych produkcji przyjac sama tylko liczbe
sprzedanych plyt, to musielibysmy uznac i Madonne i Jacksona za jednych z
najwybitniejszych muzyków w historii ludzkosci. A dzisiaj to wlasnie ta
nieszczesna liczba liczy sie najbardziej.

Mozna postawic takze teze, iz formacyjno-katartyczna funkcja
wiazana dotychczas ze sztuka autentyczna - obecnie coraz wyrazniej zanika i
przybiera w obrebie pop-kultury postac hedonistyczno-rekreacyjna, wylacznie
rozrywkowa. Czas (a raczej jego chroniczny brak) oraz intelekt odbiorców
(zarówno w sensie inteligencji, jak i rozpowszechnionej mentalnosci) staja
sie glównymi barierami dla kultury pojmowanej tradycyjnie. Nazbyt czesto
okazuje sie przeciez, ze potencjalny odbiorca najwiecej swego czasu musi
poswiecic pracy, a wiec nie ma go zbyt wiele na zadna sztuke, a tym bardziej
wysoka, tak samo zreszta, jak zazwyczaj brakuje mu intelektu na jej
zrozumienie (bo jest niewyksztalcony) i w koncu brakuje mu checi na
traktowanie trudnej sztuki, jako koniecznej: chocby jako wehikulu rozwoju
(bo podobnie jak wiekszosc innych odbiorców pop-kultury nie odczuwa takiej
potrzeby - jest bowiem 'samozadowolony' w sensie, jaki tej kwalifikacji
nadal Ortega y Gasset). A wiec odrzuca sztuke trudna - choc wedle dawniej
obowiazujacych kryteriów wartosciowa i formujaca - jako niezrozumiala i
zbedna, na rzecz produkcji latwiej przyswajalnej, choc nie pozostawiajacej
porównywalnych efektów pozytywnych (a wedle niektórych komentatorw
skutkujacej negatywnie).

Zamykajac rzecz sugestywnym, choc nieco ekstremalnym przykladem:
mozna z duza doza prawdopodobienstwa przypuscic, ze smiertelnie umeczony
trzydziestolatek po szkole gastronomicznej, powracajacy do domu po
dzisieciogodzinnej pracy w McDonalds'ie (dodajmy do tego co najmniej
godzine, póltorej na dojazdy do pracy i z powrotem,
Obserwuj wątek
    • Gość: Marian Re: Uszlachetnić forum? czy da się? IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 13:52
      To nie zadna filozofia. Trzeba wzlatywac choć na krotka chwilę. Wiec nie
      milczcie i ...do..góry! Ma facio rację czy nie . Wiem że to cholernie długie i
      czytac się niechce. Może skróce i przedstawię wyjatki. Jak myslisz?
      • etos.solidarnosci Re: Uszlachetnić forum? czy da się? 25.10.03, 15:17
        Gość portalu: Marian napisał(a):

        > To nie zadna filozofia. Trzeba wzlatywac choć na krotka chwilę. Wiec nie
        > milczcie i ...do..góry! Ma facio rację czy nie . Wiem że to cholernie długie
        i
        > czytac się niechce. Może skróce i przedstawię wyjatki. Jak myslisz?

        Pierdolić komuchuw !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka