hugo_w2
18.11.08, 09:05
Amerykanie niechętnie odnoszą się do planu ratowania bankrutujących
firm samochodowych.
Przywódcy polityczni, z Barackiem Obamą na czele, są "za". Izba
Reprezentantów przygotowała projekt stosownej ustawy pod warunkiem,
że przemysł ów spełni określone warunki, jak nowe standardy
wydajności, unowocześnienie produkowanych aut oraz restrukturyzacja
systemu pracy (i wynagrodzeń).
Niechęć społeczeństwa do ratowania upadających przedsiębiorstw jest
zrozumiała. Federalne pieniądze (czyli w istocie z kieszeni
podatnika) nie zmuszą kierownictwa samochodowej Wielkiej Trójki -
General Motors, Chryslera i Forda - do zmiany dotychczasowych
praktyk. Tylko widmo bankructwa, zamknięcia zakładów skłonić może
zarząd do unowocześnienia produkcji, sprostania rywalizacji ze
strony świetnych, japońskich samochodów, a związki zawodowe - do
ustąpienia w sprawie nadmiernych wydatków na płace i świadczenia.
Społeczeństwo uważa, iż tylko pod przymusem ekonomicznym producenci
mogą zacząć wytwarzać, lepsze i tańsze samochody. I to jest recepta
na spadającą sprzedaż - ludzie zaczną kupować, jeśli będą widzieli,
że warto. Ratowanie bubla oznacza podtrzymanie tej samej, błędnej
strategii rynkowej.
Politycy widzą tę sprawę inaczej. W podtrzymaniu gigantów
przemysłowych USA zainteresowana żywotnie jest nie tylko
wielotysięczna załoga tych fabryk, ale i setki kooperantów, którzy
funkcjonują na zlecenia GM, Chryslera i Forda. Upadek tych ostatnich
to utrata pracy dla dalszych dziesiątków tysięcy ludzi w całej
Ameryce. Zgoda na bankructwo wielkiego przemysłu samochodowego to w
istocie potężny cios w słabnącą gospodarkę. USA długo nie mogłyby
się wydźwignąć z kryzysu. Nie mówiąc o utracie czegoś więcej niż
prestiżu największej potęgi przemysłowej świata. Lukę po zejściu ze
sceny Wielkiej Trójki natychmiast wypełniliby zagraniczni producenci
i Amerykanie być może już nigdy nie odzyskaliby dawnej pozycji w tej
dziedzinie.
Jeszcze odmiennie patrzą na sytuację sami zainteresowani -
menedżerowie upadających zakładów. Dowodzą, iż postulat
wydajniejszych samochodów jest zbyteczny, skoro wzrost cen paliwa
(którego jest pod dostatkiem na świecie) był chwilową aberracją i
powoli sytuacja wraca do normy, tj. do ceny około 40 dol. za baryłkę
surowca. Produkowane samochody są bezpieczne i zysk na wydajności to
strata na ubezpieczeniu i kosztach leczenia. Nowocześniejsze auta
wymagają ogromnych inwestycji w rozwój nowych technologii, zaś
dramatyczny spadek sprzedaży aut nie wynika stąd, że nie wytrzymują
one konkurencji, ale jest funkcją słabej gospodarki w ogóle.
Przemysł ten musi wpierw odbić się od dna (za pomocą pieniędzy
rządowych) i dopiero potem może się reformować.
Rozwiązaniem będzie droga pośrednia między tymi trzema stanowiskami.
Quelle PDN-NY(CK)