hasz0
03.02.09, 17:34
www.blogmedia24.pl/node/9003
oddział Tewjego Bielskiego (początkowo im. Żukowa)
Dla współczesnych mieszkańców USA czy Europy Zachodniej
skomplikowane realia wojny na północno-wschodnich kresach II RP są
kompletnie niezrozumiałe. Dlaczego postać Bielskiego i jego
towarzyszy nie wzbudza wśród Polaków oczekiwanego entuzjazmu?
Przypomnijmy – Bielski to obywatel RP, który w czasie pierwszej
okupacji sowieckiej 1939–1941 kolaboruje z władzami okupacyjnymi
(jest pracownikiem aparatu sowieckiego), potem zaś wstępuje do
partyzantki sowieckiej, zwalczającej polską działalność
niepodległościową i niszczącej polską społeczność na kresach. Wraz
ze swymi licznymi ziomkami stanął Bielski po stronie sił niosących
zagładę „staremu światu”. Amerykanin powie może – to kwestia jego
poglądów i konieczności, przed jaką stanął. Ale ten sam Amerykanin
zapytany, jak sklasyfikować postawę obywatela USA, który z powodów
ideowych czy religijnych zdecydował się na zaangażowanie po stronie
terrorystów islamskich zwalczających Stany Zjednoczone – nie będzie
miał wątpliwości. To człowiek, który zdradził swój kraj.
##############
pieniądze te zasilały prywatną kasę Tewiego Bielskiego i jego
otoczenia”.
Podobnie postępował Siemion Zorin. Mimowolne świadectwo jego
zachowania dał w swoich wspomnieniach Anatol Wertheim, szef sztabu
tej grupy. Opisuje on zwykłe, codzienne śniadania Zorina i jego
otoczenia, tak wystawne, że zwykli mieszkańcy rejonu Puszczy
Nalibockiej nie mogli sobie pozwolić na taki „stół” nawet w czasie
pokoju w okresie świątecznym. Opisuje też słynne wyjazdy Zorina w
teren w celu „żenienia się”, które podejmował co kilka lub
kilkanaście dni. Polegały one na dokonaniu najazdu w kilkunastu,
kilkudziesięciu uzbrojonych Żydów na wybrany chutor, w którym Zorin
wykorzystywał dziewczyny, jakie wpadły mu w oko. Orgie trwały po dwa–
trzy dni, a rodzice wybranki musieli przy tym żywić Zorina i jego
ludzi. Bez wątpienia tego rodzaju wyczyny przysparzały
popularności „czerwonym” żydowskim dowódcom jedynie wśród ich
zauszników, ale nie wśród uciskanej ludności.
Z. Boradyn podaje w swoim dziele: „Zachowanie się grup i oddziałów
żydowskich w terenie wywoływało oburzenie nie tylko ludności
miejscowej, ale i partyzantów sowieckich i innych narodowości.
Przysłany z Moskwy kpt. Kowalow, w czerwcu 1943 r. meldował
Czernyszowowi: »[...] Ludność Żydów nie lubi. Kiedy grupa żydowska
przechodzi przez Niemen, były wypadki rozbrajania ich przez naszych
partyzantów, którzy oddają zabraną broń chłopom i wspólnie biją
Żydów wołając ‘Bij Żydów – ratuj Rosję’«”.
> Człowiek, który zdradził swój kraj
Trzeba poruszyć jeszcze jedną kwestię. Można niekiedy spotkać
pogląd, że polscy kresowi Żydzi nie mieli innej możliwości wyboru
niż przyłączenie się do bolszewików. Nic bardziej błędnego. W
oddziałach AK obowiązywało obywatelskie podejście do żołnierzy-
ochotników. Każdy obywatel RP mógł ubiegać się o możliwość służby w
podziemnej armii. Licznie korzystali z niej prawosławni – zarówno
Polacy, Białorusini, jak i tzw. tutejsi. W niektórych oddziałach
służyło po 30–40 proc. prawosławnych. Co więcej – w każdym
batalionie partyzanckim AK na Nowogródczyźnie znajdowali się jacyś
obywatele sowieccy – najczęściej antykomuniści, dezerterzy z
formacji kolaboranckich w służbie niemieckiej (Rosjanie, Kozacy,
Ukraińcy, Azjaci). Nie było więc tu jakiegoś szowinizmu narodowego
czy religijnego. W wielu polskich oddziałach AK służyli też i Żydzi.
Najwięcej chyba w 1943 r. w Batalionie Stołpeckim – operującym na
obszarach działalności Bielskiego i Zorina (znajdowali się głównie w
służbach pomocniczych: kwatermistrzostwie, taborach, służbie
zdrowia). Dołączenie do polskiej partyzantki AK było kwestią wyboru
z ich strony – mogli pójść do bolszewików, wybrali
jednak „białopolaków”.