hasz0
25.02.09, 21:13
Wielomiliardowe straty na opcjach walutowych to tylko część
międzynarodowych operacji spekulantów finansowych, które za kilka
miesięcy mogą doprowadzić do wielkiego krachu gospodarczego w
Polsce, na miarę tego, który spotkał w 2001 r. Argentynę -
przewidują eksperci. Ich zdaniem, już w marcu może zachwiać się
koniunktura giełdowa, a za pół roku załamie się budżet państwa,
drastycznie zwiększy się ujemny bilans obrotów handlowych z
zagranicą. Zaleje nas fala bankructw i bezrobocia
Krach może zmieść ze sceny politycznej jej głównych aktorów i
współsprawców, którzy zaklinali rzeczywistość, zamiast podejmować
działania. Cena, jaką zapłaci za to społeczeństwo, będzie jednak
ogromna.
Powstaje pytanie -jak to możliwe, że Komisja Nadzoru Finansowego,
której ustawowymi zadaniami są ochrona rynku finansowego w Polsce,
jego przejrzystości i bezpieczeństwa, nie dostrzegła w porę problemu
opcji? Choć już latem ub.r. były sygnały, że spekulanci drenują nasz
rynek, a jesienią pisała o tym nawet prasa, KNF dopiero w końcu roku
zaczęła żądać od banków raportowania transferu pieniędzy za granicę.
Wówczas większość gotówki już z Polski wywieziono. Jesienią ING Bank
przyznał, że aż 8 mld zł ulokował w postaci lokat w holenderskim
banku-matce. Do podobnych operacji przyznało się później Pekao SA.
Prof. dr hab. Jerzy Żyżyński, znany autorytet ekonomiczny, wyliczył,
że w ten sposób wytransferowano łącznie 80 mld zł gotówki. Czy w tym
kontekście może dziwić, że banki nie kwapią się do kredytowania
polskich firm? Tymczasem w styczniu br. KNF wydała komunikat, że
opcje nie zagrażają stabilności polskiego systemu finansowego.
W obliczu ostatnich, bezprecedensowych doniesień banku Goldman
Sachs, który przyznał się do spekulacyjnego ataku na naszą walutę,
oraz interpelacji posła PiS, Bogusława Kowalskiego, w której pyta o
ewentualną rolę w tych działaniach Kazimierza Marcinkiewicza -
doradcy inwestycyjnego Goldman Sachs na Europę Centralną i
Wschodnią, rodzi się pytanie, czy KNF zaspała, czy też wpływ na
takie zachowanie Komisji mógł mieć fakt znajomości jej szefa
Stanisława Kluzy z Marcinkiewiczem, który problemu opcji nie
dostrzegał. Już na etapie tworzenia rządu przez Marcinkiewicza
wiosną 2006 r. Kluza był wymieniany, jak pisał Money.pl, jako
kandydat na ministra finansów. Ostatecznie został podsekretarzem
stanu i wiceministrem finansów.
W kręgach finansowych od dawna wiadomo, że niektóre banki
amerykańskie i europejskie prowadzą gry spekulacyjne, które mają na
celu uzyskanie gigantycznych zysków, skutkujących osłabieniem
gospodarczym krajów Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polski -
mówi Ryszard Jach, bankowiec inwestycyjny z wieloletnią praktyką w
bankach austriackich, holenderskich i polskich.
Podobna sytuacja miała miejsce na rynku włoskim. Tam banki Uni-
Credito Italiano i JP Morgan doprowadziły wiele firm do upadłości.
Zdaniem ekspertów, kierunki wojny spekulacyjnej na walucie i opcjach
są opracowywane w Londynie. W londyńskim oddziale banku Goldman
Sachs doradcą inwestycyjnym jest Kazimierz Marcinkiewicz, natomiast
dyrektorem inwestycyjnym w JP Morgan jest były prezes PZU i Banku
Handlowego SA, Cezary Stypułkowski. Szefem Pekao SA należącego do
UniCredito Italiano jest inny były premier, Jan Krzysztof Bielecki.
W Pekao SA doradcą był też obecny minister finansów rządu PO Jacek
Rostowsła, były wykładowca na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w
Budapeszcie, założonym i finansowanym przez Georgesa Sorosa. Jak to
możliwe, by mając Polaków o tak rozległych kontaktach i na tak
newralgicznych stanowiskach w bankach, które uczestniczyły potem w
drenażu polskiego systemu finansowego, nie mieliśmy w porę
informacji, które umożliwiłyby nam obronę przed spekulantami?
W środowisku bankowym mówi się nawet pół żartem, że prawdziwym
ministrem finansów rządu PO jest Jan Krzysztof Bielecki, a
prawdziwym wicepremierem ds. gospodarki jest, uważany za człowieka
Balcerowicza, Jerzy Pruski, prezes Zarządu PKO BR
Na pewno odpowiedzialność za dopuszczenie do afery z opcjami ponosi
Ministerstwo Finansów, którego służby (m.in. Komitet Stabilności
Finansowej) i KNF musiały wiedzieć o dużych transferach pieniędzy.
Wydaje się, że także służby specjalne zbyt długo nie dostrzegały
problemu.
Spekulanci zamiast czołgów
Niebawem wybuchnie w Polsce podobna do opcji afera, na której polska
gospodarka może ponieść kolejne miliardowe straty, podobnie jak na
opcjach walutowych. Chodzi o tzw. CIRS-y (currency interest rate
swap), czyli swapy walutowe. CIRS-y oparte były głównie na japońskim
jenie. Przedsiębiorcy ufając radom zaufanych banków, w których mają
rachunki bieżące czy kredyty inwestycyjne, wierzyli, że zyskają na
tej operacji. Teraz za to zaufanie zapłacą wysoką cenę.
Dodatkowym ciosem dla polskiej gospodarki mogą stać się
euroobligacje, których wypuszczenie popiera znany finansista
amerykański, Georges Soros, który w 1992 r. skutecznie zaatakował
funta brytyjskiego, zarabiając około 1 mld dolarów. Premier Tusk
zapowiedział, że 1 marca na szczycie UE w Brukseli chce mówić o
euroobligacjach, których wprowadzenie rozważają państwa posługujące
się wspólną walutą. - Jeśli euroobligacje zostaną wyemitowane, kraje
takie jak Polska będą najprawdopodobniej miały ograniczone
możliwości wprowadzenia na rynek własnych obligacji, tym samym nie
moglibyśmy sfinansować swojego rosnącego zadłużenia, a to
oznaczałoby bankructwo państwa polskiego
- ocenia minister Sławomir Nowak. W Europie i na świecie toczy się
wojna, w której jako oręża nie zawsze używa się czołgów i rakiet. Na
współczesnym polu walki często bardzo skuteczną bronią są spekulacje
finansowe niszczące gospodarki innych krajów. Nawet "Financial
Times", który wcześniej gloryfikował politykę Leszka Balcerowicza,
pisze obecnie, że Europie Środkowej grozi krach wskutek poważnych
błędów, popełnionych w sektorze bankowym w tym regionie. Zdaniem tej
gazety, UE powinna " przeznaczyć duże środki, by unormować tę
sytuację.
Bez dodatkowych źródeł finansowania Polska nie będzie w stanie
pokryć w tym roku swoich zobowiązań z tytułu pożyczek na rynku
kapitałowym. Potrzebujemy minimum 155 mld zł, przy założeniu, że
utrzyma się planowany deficyt budżetowy 18,5 mld zł. Ale, zdaniem
ekspertów, z którymi rozmawiała "GP", jego utrzymanie na takim
poziomie będzie niemożliwe - w czerwcu, po nowelizacji,
prawdopodobnie zwiększy się on do około 58 mld zł.
- To będzie oznaczało konieczność zaciągnięcia nie 155 mld zł
kredytu, lecz 200 lub nawet 220 mld zł. A pieniędzy na rynku
kapitałowym w Europie i w świecie brakuje, bo niemal wszyscy
pożyczają, by rolować stare długi (rolowanie to wcześniejsza spłata
długu za pomocą nowej pożyczki). Nikt nam nie pożyczy na dogodnych
warunkach, chyba że rentowność emitowanych przez Polskę papierów
wartościowych - dwuletnich obligacji - wynosiłaby nie 6 proc, ale 10-
11 proc. A to byłaby wręcz rujnująca finanse lichwa - mówi "GP"
Janusz Szewczak, znany analityk gospodarczy.
Krok po kroku do Polski dociera widmo krachu. Jeśli na rynku
europejskim w tym roku korporacje wypuszczą, jak planują, obligacje
na 900 mld euro, to można założyć, że chętniej będą kupowane
obligacje Dresdner Banku, Siemensa, Mercedesa czy Volkswagena, jako
pewniejsza lokata. Podobnie z obligacjami państwowymi. Włosi,
Duńczycy, Grecy czy Portugalczycy, którzy również mają problemy z
kryzysem, też będą chcieli sprzedać swoje obligacje. My, jak
przewidują eksperci, będziemy na szarym końcu.
Spekulanci znów zaatakują
- Jeśli nie podejmiemy szybkich działań antykryzysowych, będziemy na
prostej drodze do bankructwa, jakie dotknęło Argentynę w 2001 r. -
uważa Janusz Szewczak, który jako pierwszy przewidział nadejście
kryzysu gospodarczego do Polski.
Nasi specjaliści od polityki finansowej zamiast wzmocnić
koniunkturę, popyt, zwiększy