Gość: sławek
IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl
06.12.03, 13:05
Jak to możliwe, że natychmiast po katastrofie
trąbi się, iż pilot jest bez winy - wyciagając
wnioski n/t konieczności zakupu nowych maszyn.
Przecież komisja w ogóle w praktyce nie podjęła
jeszcze pracy.
Fakty są takie, że pilot roztrzaskał helikopter
w lesie, nabijając go na drzewo.
Taki manewr to +99% na śmierć i tylko niebywała
szczęście (a nie pilot) ocaliło życie pasażerów.
Dlaczego pilot nie komunikował o problemach
w czasie lotu ? Przecież problemy z silnikami
musiałyby byc zauważone wczesniej.
Skąd ta ignorancka opinia, że zawiódł jeden
silnik - wtedy rzekomo uruchomił drugi -
i drugi też zawiódł. Przecież w helikopterze
cały czas pracują dwa silniki - i w razie
awarii jednego, drugi autimatycznie zwiększa moc
przejmujac zadania dwóch.
Podejrzane jest tez to, że helikopter po
otarciu się o drzewa wyrwał do góry
(wg naocznych świadków) i potem spadł.
Musiał więc mieć moc - maszyna z uszkodzonymi
silnikami nie byłaby w stanie
wyrwać dynamicznie do góry.
Czy czasem przyczyną nie była dezorientacja
związana z pogodą, uderzenie o drzewa
a później rozpaczliwy manewr
wyrwania do góry zakończony
przeciążeniem i zgaśnięciem silników
po czym
niekontrolowany upadek w najbardziej
niebezpiecznym terenie - a więc na drzewach ?