cepekolodziej
19.06.09, 21:49
<<Od razu przypomniala mi się moja śp. babcia Zosia, która w młodości
- czyli przed wojną - miała licznych absztyfikantów. Jednemu z
nich szło już całkiem nieźle: przyjęła od niego i puzderko rzeźbione
na korale, i skrętownicę do robienia loków zakupioną na targu w
powiecie, i co tam jeszcze... A w sobotę umówili się na pikniik do
lasu (z kocykiem, koszykiem itp.). Pogoda była, kocyk wygodny,
ptaszki śpiewały i nagle TRAAAAACH. Absztyfikant, nachylając
się do babci ust koralowych nie zniósł napięcia i pierdnął. Ten jeden
bąk przekreślił wszystko. I nawet to, że chłopina był pierońsko
przystojny. - Jamais! - powiedziała babcia: - No nie mogłam, nie
mogłam. Jak tu kochać kogoś, kto tak nie panuje nad gazami!>>
charaktery.eu/blog/20/zosia22/data/2009-03/