cyniol
24.07.09, 03:10
Kilkadziesiąt godzin temu tajemniczy nabywca majątku polskich stoczni miał
wreszcie sfinalizować transakcję i wpłacić 380 mln zł. Pieniądze się nie
pojawiły, a minister Aleksander Grad winą za to obciążył... lokalne
szczecińskie stowarzyszenie, które wysłało do Arabów list ostrzegawczy.
Według ministra Grada – właśnie to pismo wystraszyło Arabów i spowodowało, że
nie wpłacili oni pieniędzy (!). Dlatego też resort po raz kolejny – trudno
zliczyć, który – odłożył (aż do 17 sierpnia) termin sprzedaży i ujawnienia
faktycznego inwestora.
Nie trzeba chyba tłumaczyć, że zasłanianie się listem – który wysłał do
potężnej firmy z Kataru szef jakiegoś malutkiego polskiego stowarzyszenia nie
posiadającego nawet strony internetowej – jest kpiną w żywe oczy. Czy gdyby
takie pisma wysyłała codziennie do Arabów redakcja portalu Niezależna.pl, to
wpłata pieniądzy za stocznię też odkładana byłaby w nieskończoność?
Na możliwość przeprowadzenia takiej operacji podczas procesu transakcji
wyraźnie wskazuje proces ujawniania kolejnych (rzekomo prawdziwych)
inwestorów, do złudzenia przypominający zabawę w rosyjską matrioszkę. Aktywa
stoczni w Gdyni i Szczecinie kupił przecież Stichting Particulier Fonds
Greenrights, który okazał się pośrednikiem powiązanego z Izraelczykami
karaibskiego United International Trust, będącym z kolei „inwestorem
zastępczym” wobec Qinvest, doradzającego jeszcze komuś innemu.
Teraz okazuje się, że majątek stoczni jest wciąż w rękach Stichting
Particulier Fonds Greenrights, tożsamość „prawdziwego kupca” wciąż pozostaje
tajemnicą, a pieniędzy – jak nie było – tak nie ma.
www.niezalezna.pl/article/show/id/23012