perli
03.01.04, 13:30
edwardzi nożycoręccy na ostrzach ospałych skronie swoje składają. Puszki
zamykają swoje zwoje. Portal pozbawiony opieki pejsakoli. Podarta picca na
pożółkłych papierkach przypominaczkach. Biorę tą sowę i idziemy. Sowie
sreberko szeleści. Unosimy się. Trochę się boję ale czego nie robi się dla
odkoszernienia tego świata. No właśnie. Czego? Letam i mam srebrnego stracha.
W gardle gule. Trzy. Usta pustynią pokrojone. Jeszcze tylko jeden szum i
jesteśmy. Zapomniałam oczywiście zaklęcia. I sowa też nie pamięta. Nawet
sławne siarczyste -kuźwa mać -nie działa. Koniec. Sowa płacze. Ja też.
Chociaż trochę inaczej bo nie dziobię przy tym sznurka w serwerowni. A tu
nagle jak nie zgaśnie. Pogasło wszystko. Cisza. Wchodzi RABIN z ogryzkiem
świecy. -Już Was nie ma!-kuźwa mać-. I faktycznie nie ma nas. Ale długo nie
działają te koszerne zaklęcia.